Oświadczenie Stowarzyszenia Koliber i Młodzi konserwatyści w sprawie protestu organizacji lewicowych wobec nadania przez Uniwersytet Łódzki doktoratu honoris causa Lady Margaret Thatcher.
Organizacje lewicowe protestują przeciwko nadaniu przez Uniwersytet Łódzki doktoratu honoris causa Lady Margaret Thatcher. Wszyscy ci, którzy przyjęli tę inicjatywa z radością, traktują ją jako uznanie zasług tego wybitnego polityka dla losów Wielkiej Brytanii, świata, ale także i Polski, ze zrozumieniem kiwają głowami, gdy obserwują popłoch, w jaki na samą myśl o tym projekcie wpadają środowiska socjalistyczne i lewackie. Dla wspomnianych nie ma bowiem nic gorszego, niż widmo thatcheryzmu, który zmiótł panteon ich związkowych i politycznych poprzedników ze sceny dziejów. Ludzie ci i ich idee do dziś tkwią na bocznym torze historii, nie dziwmy się zatem, że usiłują wykorzystać każdą nadarzającą się okazję, ale powrócić w utarte koleiny etatyzmu i keynesizmu.
To prawda - nie trzeba być ekonomistą, historykiem ani politologiem, aby powtarzać z pamięci oklepane, demagogiczne formułki myśli politycznej rodem z wczesnych lat pięćdziesiątych.
To prawda, że nie trzeba być historykiem, aby pamiętać paraliż podstawowych instytucji państwa i społeczeństwa, wywołany szantażem związków zawodowych.
Trzeba być natomiast niejaką Louise Warren z Leicestershire, wówczas (lata siedemdziesiąte) nastolatką, której najbardziej z tamtych lat utkwiło w pamięci dość osobliwe wspomnienie kinematograficzne:
Któregoś wieczoru podczas szczytu górnicznych strajków i trzydniowego tygodnia pracy mój ojciec uznał, że wieczorny film emitowany będzie w porze „wysokiego ryzyka" odcięcia prądu. Zaproponował zatem, abyśmy na wszelki wypadek poszli do kina na najnowszego Bonda. W samej końcówce, gdy 007 mówił „Twój czas się skończył, Stromberg", ten odparł „Pański też, Bond", po czym... Cóż, nie wiem co stało się później, bo dokładnie w tym momencie wysiadło zasilanie.
Równie romantyczny posmak epoka stopni zasialania miała dla Sary Grimstone z Londynu:
Uwielbiałam brak prądu. Zapalaliśmy wtedy świece, mama grzała dla wszystkich rosół, po czym siadaliśmy całą rodziną wokół małego koksownika, a tata godzinami zabawiał nas swoimi opowiadaniami. To było lepsze niż granie w crackerjacka!!
Zgadzam się też, że nie trzeba też być doktorem socjologii, aby dostrzec w Wielkiej Brytanii jedno z najbardziej kreatywnych, innowacyjnych i otwartych społeczeństw na świecie, które mimo swej względnej nieliczności wciąż wyznacza trendy globalnej kultury.
Nie trzeba wcale studiować polityki społecznej, by wiedzieć, że dzięki reformom gabinetu torysów Wyspy Brytyjskie stały się jednym z najatrakcyjniejszych miejsc do pracy i życia. Wystarczy być jednym z tysięcy polskich migrantów.
Do pewnych prawd ekspertem być jednak trzeba. Weźmy na przykład gospodarkę. Należy być absolwentem ekonomii, by wiedzieć, że dzięki zrzuceniu socjalnego gorsetu PKB Zjednoczonego Królestwa wzrosło od 1979 roku do dziś o 203,7%, a niemal 20% inflacja przełomu lat 70-tych i 80-tych została na trwałe zlikwidowana. Rozumiemy wszakże, że te suche dane nie przemawiają do gorących serc rodzimych utrwalaczy sprawiedliwości społecznej, zorientowanych na ochronę najnowszych zdobyczy XIX-wiecznej gospodarki.
Trzeba również być pedagogiem, aby wiedzieć, że brytyjski system edukacyjny wprowadził do czołowej dziesiątki najnowszego rankingu (Webometrics) europejskich uniwersytetów aż 5 uczelni, do czołowej setki -18, a całej stawce przewodzi Cambridge.
Natomiast to prawda, iż nie musimy być wykładowcą stosunków międzynarodowych, by zgodzić się twierdzeniem, że Margaret Thatcher jak, mało kto, przyczyniła się do upadku Związku Sowieckiego.
Nie potrzebujemy też magistrium z politologii, aby wiedzieć, że nie istnieje coś takiego jak „ogromna niechęć większości Brytyjczyków do Partii Konserwatywnej". Wystarczy rzucić okiem na wyniki wyborów do Europarlamentu, w których oczyszczona z „prawicowo-liberalnego odchylenia" Partia Pracy uzyskała najgorszy wynik od 1910 roku.
Skoro jednak chcemy pochylić się nad wiedzą fachową, to warto przypomnieć, że pod wodzą Margaret Thatcher „znienawidzeni" torysi trzykrotnie wygrali wybory (1979, 1983, 1987), przez co Żelazna Dama stała się najdłużej nieprzerwanie sprawującym urząd premierem od czasu Roberta Jankinsona, hrabiego Liverpool (1812-1827) i pierwszą osobą, która trzykrotnie z rzędu wygrała wybory od czasów Henry'ego Temple'a (1865). Doliczając okres gabinetu Johna Majora (1990-1997), thatcheryzm przyniósł Partii Konserwatywnej 18 lat nieprzerwanych rządów.
Gigantyczne piętno, jakie Żelazna Dama odcisnęła na europejskiej polityce doskonale oddaje przeobrażnie, jakie na przestrzeni ostatnich dwóch dekad przeszli ich główni przeciwnicy - brytyjscy labourzyści. Jeśli sam Tony Blar, lider New Labour mówił, że Thatcher jest jego naczelnym źródłem inspiracji, to określenie to nie wymaga chyba komentarza.
Najlepiej fenomen Żelaznej Damy opisał jej wieloletni współpracownik Geoffrey Howe:
Jej prawdziwym osiągnięciem było nie tylko przekształcenie i odmiana jednej partii, ale dwóch. Kiedy laburzyści wrócili do władzy nie mogło być mowy o odwrocie od thatcheryzmu, który został przez nich zaakceptowany.
Mało który polityk na tyle mocno zapisuje w annałach historii, by jego nazwisko dało początek określonemu nurtowi w polityce. Margaret Thatcher jest jedną z nielicznych osób, której się to udało. Próby zmarginalizowania jej wpływu na dzieje XX wieku zasługują na nic innego, jak tylko uśmiech politowania. Wypada być po prostu uczciwym, także wobec samego siebie.
Stowarzyszenia Koliber
Stowarzyszenia Młodzi Konserwatyści