We wtorek 8 stycznia otrzymałem emailem od Maćka Rapkiewicza artykuł o Andrzeju Wajdzie, jaki ma ukazać się w najbliższym wydaniu pisma „Fronda". Właściwie go nie czytałem, tylko pobieżnie „rzuciłem okiem" na listę przypisów. Znaczna ich cześć odnosiła się do ksiązki mojego przyjaciela Piotra Włodarskiego. W chwilę potem zadzwonił telefon, a na jego wyświetlaczu pokazało się nazwisko Włodarski. Jednak po drugiej stronie słuchawki nie zabrzmiał, ten dobrze mi znany głos, pytający, „co tam u ciebie stary byku?", to była Danusia córka Piotra.
* * *
Pewnie są osoby znające Piotra dłużej. Najpewniej są i takie znające go lepiej. Jednak te piętnaście lat intensywnej przyjaźni pozwala mi patrzeć na niego jako na postać wielowymiarową i nietuzinkową, kroczącą własną drogą życiowego optymizmu, połączonego z bezkompromisowością intelektualną, która w naszych czasach jest passe i nie przysparza uwielbienia ani elit ani tłumów.
Poznaliśmy się przy okazji kampanii wyborczej w 1993 r. Ja byłem młodym szefem sztabu jednego z kandydatów na senatora, poszukującym reżysera spotów wyborczych.
Jeżeli sięgnie się do archiwów partyjnych czy telewizyjnych łatwo jest zauważyć pewną prawidłowość. Mianowicie taką, że wszystkie spoty z tego okresu to festiwal gadających głów, w na ogół kiepskich, pomiętych garniturach, z powtarzanymi jak mantra hasłami obrony polskości, katolicyzmu, Solidarności etc. Ja chciałem innego, nowocześniejszego przekazu.
W sukurs przyszedł mi Andrzej Marat, znany łódzki fotografik, który do tej pracy zaproponował mi absolwenta łódzkiej filmówki Piotra Włodarskiego.
Podobno pomiędzy ludźmi wywiązuje się chemia, albo do siebie pasują albo nie. Dla sceptycznych wobec tej teorii, kolejnym potwierdzeniem powinno być to, co zadziało się pomiędzy mną i Piotrem.
Od samego początku rozumieliśmy się znakomicie, a jego wpływ na kampanię od tej pory nie ograniczył się wyłącznie do nakręcenia krótkiego filmu promocyjnego, ale sięgnął samych korzeni naszych działań. I tak już było zawsze potem. Bo właśnie jednym z tej wspomnianej wielowymiarowości Piotra, był wymiar działań pro publico bono.
Piotr uczestniczył w każdej kolejnej kampanii wyborczej, szczególnie chętnie pomagając młodym, dopiero, co wybijającym się politykom. Tak było przy wyborach do Parlamentu Europejskiego czy do Sejmu RP w 2005 r. Kinowe spoty wyborcze robione na wzór Monty Pytona na pewno zapadły w pamięć tym, którzy dni kampanii wyborczej postanowili spędzić przed wielkim ekranem. Kilka lat później, po naszym pierwszym kontakcie, dowiedziałem się również, że sławna migawka z Nastassią Kinski pozdrawiającą Lecha Wałęsę, emitowana podczas wyborów w 1989 r. również była autorstwa Piotra, który nakręcił ją podczas targów MIDEM w Cannes.
Powracając jednak do czasów mniej odległych, to nie można nie wspomnieć udziału Piotra w tworzeniu „Projektu Łódź". Należał on do tej garstki zapaleńców, którzy twierdzili, że w naszym mieście konieczne są zmiany praktycznie we wszystkich obszarach jego funkcjonowania. Od samego początku zaangażowany we wszystkie ważniejsze akcje organizowane przez PŁ, był główną osobą odpowiedzialną za dokumentację fotograficzną i filmową tych przedsięwzięć oraz źródłem wielu pomysłów, czasami tych bardziej zwariowanych, czasami tych mniej, jednak zawsze inspirujących.
* * *
Drugi, mniej znany wymiar działalności Piotra to jego dokonania dziennikarskie. Jej początki sięgają I LO w Łodzi, którego Piotr był absolwentem i gdzie wraz kolegami próbowali tworzyć pismo literackie. Kolejne działania miały miejsce już podczas służenia w LWP i wydawaniu biuletynu kulturalnego dla macierzystej jednostki. Potem przyszła wymarzona niepodległość i praca w Radiu Manhattan, gdzie Piotr prowadził cykliczną audycje na temat filmu i kina. Ta miłość do radia pozostał mu już na stałe, gdyż w ostatnich miesiącach związał się z Polskim Radiem, zamieszczając w nim swoje pełne pasji felietony kulturalne.
Piotr i ja mieliśmy również okazję współpracować na polu dziennikarskim. Na początku był to udział w tworzeniu i redagowaniu portalu internetowego „abcnet", który obecnie należy do jednych z najchętniej czytanych mediów prawicowych w Polsce. Trochę później przyszedł czas na reanimację „Komentarza", niegdyś podziemnego pisma, dziś miesięcznika politycznego związanego ze środowiskiem „Projektu Łódź".
Od samego początku Piotr był entuzjastą powołania własnego pisma i wszedł do redakcji przyjmując na siebie rolę osoby odpowiedzialnej za dział kulturalny. W zeszłorocznym zestawieniu autorów okazało się, że był najbardziej aktywnym członkiem redakcji publikując najwięcej tekstów nie tylko o kulturze, ale również o historii miasta i reformie edukacji. Teraz jego tekstów będzie nam brakować najbardziej.
* * *
Rzeczą, która spowodowała, że Piotr stał się najbardziej znany, a jednocześnie najbardziej znienawidzony w niektórych środowiskach, była jego biografia Andrzeja Wajdy. Do jej napisania przygotowywał się kilka lat i w zamierzeniu miała być to jego praca doktorska. Z doktoratu wyszły nici, ale ksiązka ukazał się w 2001 r.
Jak można było przypuszczać, Piotr nie wpisał się w tłum wielbicieli i popleczników „mistrza", lecz skoncentrował się - poprzez opublikowanie nieznanych dokumentów - na faktycznej, do szpiku kości koniunkturalnej, działalności Wajdy oraz odkrywaniu jego kłamstw i przeinaczeń.
Zaraz po publikacji, książkę próbowano przemilczeć, zabijając towarzysko jej autora. Jednak z biegiem lat, a zwłaszcza z narastająca w polskim społeczeństwie potrzebą odkrywania nieznanych kart w naszej historii, książka Piotra docierał, do co raz szerszego grona czytelników. To wtedy pojawiły się zarzuty o małostkowość autora, o zacietrzewienie, ciemnogród czy „zazdrość faceta, który niczego dobrego nie nakręcił". Mnie, obserwującego wówczas Piotra, nie wydaje się, aby owe kalumnie robiły na nim jakieś wrażenie. Co więcej, „Komentarz" opublikował jego tekst „Protestuję", o jego osobistej niezgodzie na nakręcenie filmu przez Wajdę o „Katyniu". To, że miał rację, nie trzeba chyba udowadniać.
Wraz z popularyzacją książki pojawili się, co prawda w mniejszości, ludzie, którzy dostrzegli potencjał drzemiący w tej pracy. To przede wszystkim dzięki nim, Piotr swoich racji mógł bronić w telewizji czy prasie. Czy wygrał? Nie, ale nie to było tu najważniejsze. Odtąd, każdy piszący o Wajdzie - chyba, że jest wyjątkowo nieuczciwy intelektualnie, a takich w naszym kraju w bród - będzie zmuszony odnieść się do książki Piotra, a to powoduje, że przejdzie on do historii.
Wiem również, że szuflady jego biurka skrywają kolejne pisarskie tajemnice. Klika miesięcy temu otrzymałem maszynopis powieści o funkcjonowaniu Ludowego Wojska Polskiego. Piotr pisał również książkę o wizerunku Ukraińca w polskim kinie oraz działalności Jacka Kuronia w harcerstwie w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Być może dzięki uprzejmości rodziny, te prace uda się niebawem wydać.
* * *
Jednak najważniejszy wymiar, w jakim widzę Piotra po latach, to jego postawa nawiązująca do najlepszych tradycji polskiego inteligenta. Osoby przywiązanej do tak podstawowych wartości jak rodzina, ojczyzna i działalność prospołeczna. Dla Piotra zawsze ważniejsze było być niż mieć i wyznawanie zasady Józefa Mackiewicza, że „jedynie prawda jest ciekawa". Tej prawdzie oddał cała swoje zawodowe życie, nie idąc na tanie kompromisy i nie skudlił się współpracą z szeroko rumianym aparatem represji w czasach komunistycznych ani z terrorem „autorytetów" w III RP. Zawsze podążał własną drogą, która dla niego skończyła się w pierwszych dniach stycznia tego roku.
Wtedy to odszedł od nas mąż, ojciec, brat i przyjaciel. Mój przyjaciel.