W związku z powyższym, pierwszy po wakacjach felieton, zacznę od mojego ulubionego tematu, a mianowicie szeroko rozumianej komunikacji. A właściwe jej braku. Podobnie jak w miesiącach przedwakacyjnych sytuacja poprawiła się o, tyle, że cześć łodzian wyjechała na urlopy i tym samym na naszych drogach się przerzedziło. Budowę Tramwaju Regionalnego zakończono na spodziewanym etapie, to znaczy nie jest on ani regionalny, ani szybki. Dodatkowo nie zastąpiono, już dość przestarzałych torowisk wysypywanych żwirem na torowiska z płyt betonowych, po których mogą się poruszać wszystkie służby publiczne i miejskie. Nadal, na Kościuszki/Zachodniej i Pabianickiej mamy rozsypane pokłady kamieni, w sam raz dla młodzieży wracającej z derbów. Podejrzewam tutaj spisek urzędników magistrackich, promujących, którąś z polskich żwirowni, kosztem cementowni. Tak czy owak, szansa, że przykładem tak roztropnych miast jak Wrocław czy Gdynia, zrobimy malutki postęp cywilizacyjny przepadła. Setki milionów wydany na ŁTR, częściowo poszła w błoto i przez następne lata bardzo trudno będzie to zmienić. Tradycyjnie już przy tej okazji warto stwierdzić, że działania prezydenta i jego urzędników to przykład tryumfu "piaru" nad logiką.
Ale na tym nie koniec. Jak „skończyli" z ŁTR-em to dziury w ziemi zaczął kopać Zakład Wodociągów i Kanalizacji. „Zaczął kopać", oczywiście w całym mieście naraz. No a teraz, w trakcie układania rur, do roboty przystąpili drogowcy, wymieniając nawierzchnie w kilkunastu miejscach w mieście. I znowu paraliż. I tak już prawie półtora roku.
Mój kolega zauważył, że łodzianie już uodpornili się na wszechogarniający chaos. Przywykli, nie zdając sobie sprawy, że może być inaczej, że są w tym kraju miasta, gdzie władza pracuje na rzecz mieszkańców, decyzje są przemyślane i wprowadzane w życie. Że są prezydenci zainteresowani swoimi aglomeracjami, po gospodarsku i menadżersko zarządzający sferą publiczną. Prezydenci wybierani na kolejną kadencję w pierwszej turze głosowania, bo ludzie potrafią docenić starania, profesjonalizm i uczciwość. Kochani, naprawdę są takie miasta!
No dobra, trochę się rozmarzyłam. Kobiety tak mają, wracajmy jednak do komunikacji. Jej stan wydaje się na tyle fatalny, że od swoich zwykłych zajęć, takich jak torebki foliówki i zakazy palenia, oderwali się miejscy radni i zobowiązali prezydenta do przygotowania strategii rozwoju komunikacji do 2016 r. Dlaczego, akurat do tego. A mianowicie radni Platformy święcie wierzą, że Łódź zostanie Europejską Stolicą Kultury 2016. No cóż, gdyby się udało, to byłoby pięknie. Ja jednak jestem większą pesymistką. Jak urzędasy z Brukseli zdecydują się jednak na powiedzenie „tak" dla ŁESK 2016, to utwierdzą mnie jedynie w przekonaniu, że orbitują daleko od rzeczywistości.
No, jest jeszcze jedna opcja, że dotychczasowego lenia, uda się wymienić na menadżera i gospodarza i wszystko ruszy jak to się mówi z kopyta. Jak do zmiany nie dojdzie, to i z kopyta się ruszy tyle, że oślego, a wszystkim łodzianom ze wstydu powinny wówczas i ośle uszy urosnąć.
Przygotowaniu strategii, ostro sprzeciwił się radny Papis, z prokropiwnickiego ugrupowania ŁPO. Dowodził on, że strategia kojarzy mu się z komunistycznymi czasami i planami „6-letnimi". A mnie, jak słucham i oglądam Papisa, wszystko kojarzy się z filami o zgryźliwych tetrykach, z tą różnicą, że tamci byli przynajmniej sympatyczni.
Konkludując muszę po raz kolejny stwierdzić, że debata komunikacyjna niewiele wniosła. Rozumiem i doceniam zaangażowanie młodych radnych PO, sądzę jednak, że po dwóch latach powinni, nauczyć się, że żadna strategia nie powstanie, bo obecny prezydent nie jest intelektualnie i organizacyjnie zdolny do przygotowania jakiejkolwiek strategii. Wszystko zleca na zewnątrz, a jedyny plan, jaki go interesuje, to plan najbliższych międzynarodowych połączeń lotniczych.
Jak już jesteśmy przy transporcie lotniczym, to warto pochylić się nad sytuacją naszego Lublinka. Paryż, Mediolan i Berlin poszły w zapomnienie. Kopenhaga i Wiedeń stoją pod dużym znakiem zapytania. Co prawda od jesieni mają ruszyć nowe połączenia do Edynburga, Shannon i Sztokholmu, ale trudno przynajmniej te pierwsze dwa traktować inaczej, niż jako połączenia dla emigrantów. Liczba pasażerów spada, a koszty utrzymania wzrastają. W ubiegłym roku z naszych kieszeni wysupłaliśmy 60 ml. Od początku wdrażania w życie pomysłu J. Kropiwnickiego, o lotnisku w środku miasta, ta suma wynosi grubo ponad sto milionów. W tym kontekście zadziwia mnie wypowiedź radnego Mateusza Walaska (PO), że jak obecnie jedyny przewoźnik, jakim jest Ryanair się wycofa, to lotnisko upadnie. To lotnisko w sensie ekonomicznym już dawno upadło. Tylko dziesiątki milionów corocznie wypompowywanych w tę spółkę powodują, że jeszcze funkcjonuje. Nie ma podstaw ekonomicznych, społecznych i logicznych, aby taka sytuacja miała miejsce w przyszłości. Do ponad trzystu milionów, jakie corocznie wydajemy na MPK, dodatkowe kilkadziesiąt, to już przesada. Zwłaszcza, że od początku mówiono nam, że jak się Lublinek zmodernizuje, to przyjdą do nas ochoczo, tak zwane, linie prestiżowe. Dlatego, też trzeba było zbudować nową hale odpraw, poszerzyć i wydłużyć pas, dobudować parkingi i zbudować.....kolejną halę odpraw. Co trzeba zrobić dalej, aby „wielcy" nas dostrzegli? Może zbudować przy lotnisku pomnik prezydenta, taką statuę niekompetencji, to może zaczną walić do nas jak do Nowego Jorku? Wyobrażacie to sobie Państwo. Boeing podchodzi do lądowania wieczorową porą. Słońce czerwono-żółtą poświatą chowa się za horyzont, a zdumieni pasażerowie z nosami przy oknach oglądają z wysokości monumentalny pomnik J. Kropiwnickiego w jego uroczystej czapie i szarfie z brzytwą w ręku. Ale odjazd, to by było coś!
Ech, ale pewnie i to nic nie da.
„Nie wracajcie!"
Nie da, oj nie da, gdyż nasze władze są zainteresowane lotami tylko w jedną stronę. Nikt normalny turystycznie Łodzi nie zamierza zwiedzać. Poza Piotrkowską i kompleksem Manufaktury" syf i brud jak w trzecim świecie. Na lotnisku, co prawda mogłyby lądować samoloty przywożące naszych młodych emigrantów, ale nic z tego. Nasz prezydent jest jedynym, który jest temu przeciwny. Dlaczego?
Otóż w październiku tego roku ruszyła akcja organizowana przez polską emigracyjną organizacją z Wielkiej Brytanii, Poland Street. W zamyśle organizatorów, którzy chcieli wykorzystać fakt poprawy koniunktury gospodarczej w naszym kraju i spadku wartości funta, nadszedł czas na powroty do starego kraju. Pod hasłem „Wracać, ale dokąd?" zaprosili do Londynu na spotkania z tamtejszą polonią, prezydentów 12 największych polskich miast. Mieli im towarzyszyć przedsiębiorcy poszukujący do swych firm wykwalifikowanych pracowników. Nad całą akcja patronat objęła Telewizja Polska oraz media emigracyjne. Został ułożony terminarz spotkań, aż do jesieni przyszłego roku.
Na apel organizatorów odpowiedziało 11 prezydentów i przygotowuje się obecnie do prezentacji walorów swoich miast i jak najskuteczniejszego pozyskania nowych i starych mieszkańców. Jedynym, który odmówił udziału w akcji jest nie, kto inny jak nasz wielki podróżnik.
Swoją absencję tłumaczył na początku tym, że otrzymał dwa pisma, skierowane do dwóch różnych wydziałów UMŁ i nie wiedział, co ma zrobić. Po interpelacjach radnych, przyznał na piśmie, że nie jest zainteresowany reemigracją, gdyż bezrobocie wynosi w Łodzi 6%, a jak będzie 3%, to wtedy będzie można się o naszych rodaków starać. Do tej pory nie zamierza nikogo do naszego miasta zapraszać, bo nie chce brać za to odpowiedzialności
Kuriozalne? Nie. J. Kropiwnicki przez większość swojego życia akademickiego wykładał ekonomię marksistowską. Najwyraźniej, gdy już ona umarła, w nim nadal została. Nie chcę się wdawać w polemiki ekonomiczne, zrobią to lepiej moi koledzy z redakcji, ja chciałabym się skupić na dwóch innych sprawach.
Po pierwsze nasz prezydent wywodzi się z Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Był jego prezesem i po tym okresie partia ta umarła równie boleśnie jak przymiera teraz nasze miasto, jednak, gdy istniała na sztandarach miała wypisane hasła prorodzinne. A czym innym jest reemigracja, jeżeli nie powtórnym łączeniem rodzin? Mężów z żonami, dzieci z rodzicami itp.
Po drugie, co równie ważne, miasto jest jak firma. Jej przyszłość jest w rękach ludzi. Dobrze wykształconym, przywiązanych i lojalnych, szczęśliwych i wydajnych. Zależy również od ilości tych osób. Im więcej pracuje, tym miasto bogatsze, zamożniejsze, większe. Prawda, jakie to proste?
Jednak nie dla naszego prezydenta. Podczas dwóch kadencji doprowadził do tego, że spadliśmy na trzecią pozycję pod względem wielkości miast. A będzie, co raz gorzej. Co prawda jest oczekiwanie na jeszcze jedna personalną emigrację. Ale czy się tego doczekamy?