Projekt Łodź
Zobacz też
Agnieszka Kloze
Łukasz Warzecha
Leszek Jażdżewski
Łukasz Warzecha
Ryszard Walter
Scenariusze Leppera
17 stycznia 2007 Łukasz Warzecha

Wejście do rządu Andrzeja Leppera to trwała zmiana jakościowa w polskiej polityce. I nie chodzi tu jedynie o to, że wicepremierem został człowiek z sądową przeszłością, którego partia powstała w tajemniczych okolicznościach, stuprocentowy cynik i zdolny manipulator, który na razie schował słomę głęboko w butach, ale w każdej chwili może ją wyciągnąć na wierzch, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Równie ważne, a może nawet ważniejsze jest, kto go do tego rządu zaprosił. Że zrobiła to partia, deklarująca oczyszczenie państwa i chwaląca się swoim czystym rodowodem. W tym momencie PiS stracił prawo do posługiwania się jakimikolwiek moralnymi argumentami, skoro sam postawił na ultrapragmatyzm. Cel uświęca środki – to dewiza jakobińska, a nie konserwatywna.
Jeśli już jednak Lepper w rządzie jest, trzeba uznać to za fakt i zastanowić się, jak długo w nim pozostanie i co to będzie oznaczać.
Zacząć wypada od tego, że Jarosław Kaczyński, biorąc do rządu Leppera i godząc się na obecność w nim Romana Giertycha, z pewnością zakładał, iż będzie w stanie obu ich kontrolować i w razie potrzeby przechytrzyć. Liczył też na ostateczne wydrenowanie ich partii z elektoratu.
Być może te rachuby sprawdzą się w stosunku do LPR, niepomiernie bardziej osłabionej niż Samoobrona. Lecz Andrzej Lepper i Samoobrona to całkiem inna sprawa. Po pierwsze – chłopski przywódca ma bez porównania lepszy instynkt polityczny niż Giertych. Ostatnie tygodnie pozwalają nawet zakładać, że być może lepszy niż prezes Kaczyński. Po drugie – Samoobrona nie stoi, w przeciwieństwie do LPR, na skraju przepaści. Po trzecie – swoją obecność w rządzie lider Samoobrony będzie się starał wykorzystać do zbudowania silniejszego poparcia dla swojej partii i ma na to duże szanse. Nie będzie biernym przedmiotem manipulacji Jarosława Kaczyńskiego, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że szef PiS chciałby przykleić mu etykietkę „oni też już byli i nic nie zrobili”.
Ci, którzy naiwnie liczyli, że Lepper szybko się skompromituje jako minister i wicepremier, mocno się rozczarują. Po pierwsze – Lepper błyskawicznie się uczy i ma do perfekcji opanowaną zdolność mimikry. Na swoim nowym stanowisku stara się zachowywać godnie i dostojnie, nawet jeśli czasami w połączeniu z jego specyficzną fizjonomią daje to komiczne efekty. I tak będzie, póki będzie to dla Leppera korzystne. Gdyby korzystna była zmiana tego wizerunku, w ciągu godziny powróciłby dawny Lepper z drogowych blokad.
Po drugie – może się okazać, że Lepper będzie całkiem skutecznym ministrem. Tego bezwzględnego gracza nie krępują bowiem żadne względy „humanitarne”. Proszę sobie wyobrazić, że do ministra przychodzi urzędnik z wiadomością, że resort nie zdąży z wypełnieniem jakiegoś wniosku i w związku z tym rolnicy nie dostaną jakichś subwencji. Poprzednicy Leppera natychmiast zaczęliby się zastanawiać, jak to wytłumaczyć opinii publicznej. Lepper takiej informacji po prostu nie przyjmie do wiadomości. Już widzę, jak wali z całej siły pięścią w stół, wstaje, podchodzi do struchlałego urzędnika, zbliża swoją twarz boksera do jego twarzy i cedzi przez zęby: „Jak to, k…, nie zdążyliście? Mnie to nie interesuje. Siedzieć będziecie w robocie dzień i noc, choćby przez tydzień, aż wniosek będzie gotowy!”. (Próbkę już dostaliśmy w przypadku głównego lekarza weterynarii, w sprawie eksportu mięsa na Ukrainę.) Powiedzmy sobie zresztą szczerze, że gdyby innym ministrom w przeszłości nie brakowało takiej determinacji, może Polska inaczej by dziś wyglądała…
Lepper ma już sukcesy: jest bliski odblokowania eksportu polskiego mięsa na Ukrainę, załatwił przedłużenie terminu składania wniosków o rolnicze dopłaty, wynegocjował obniżenie kar za nadprodukcję mleka. Co prawda – nie całkowite ich darowanie, ale tu winę może zawsze zrzucić na Komisję Europejską, co jego elektorat przyjmie ze zrozumieniem. Czy wyobrażacie sobie Państwo, że to wszystko udaje się skrajnemu ciamajdzie Krzysztofowi Jurgielowi albo nawet plastikowemu Wojtusiowi Olejniczakowi?

Sytuacja Leppera w rządzie (a w konsekwencji i samego rządu – pomijając tutaj wątek ewentualnej zmiany premiera) może się rozwinąć według trzech scenariuszy. Który z nich jest najbardziej prawdopodobny – dziś trudno orzec. Trwa jeszcze obwąchiwanie się przez koalicjantów.
Pierwszy: Lepper wyczekuje do momentu, gdy rząd zaczyna mocno tracić poparcie, a jest zarazem dość czasu, aby strategicznie poprowadzić kampanię prezydencką; ciska teczką o stół, trzaska drzwiami i składa dymisję. Wraz ze swoją partią opuszcza koalicję, deklarując, że nie dba ona o interesy zwykłych, pokrzywdzonych ludzi i on, Lepper, się na to nie zgadza. Ten scenariusz jest najczęściej wymieniany przez publicystów.
Drugi: Lepper nie wychodzi z rządu, ale czeka, aż go wyrzucą. Prezentuje natomiast kolejne skrajnie populistyczne pomysły, nie do zrealizowania z ekonomicznego punktu widzenia, ale za to zdobywające mu coraz większe poparcie. Pomysły oczywiście upadają, jeden za drugim, na Radzie Ministrów. Wicepremier twierdzi, że jako członek rządu, mający dostęp do danych, wie, że dałoby się to wszystko zrealizować, ale cóż – koalicjanci nie pozwalają. „Ja robię co mogę, ale mi nie dają!” – powtarza. Gdy Jarosław Kaczyński wreszcie traci cierpliwość, Lepper opuszcza koalicję w glorii prawdziwego trybuna ludowego, w dogodnym dla siebie momencie. I przystępuje do kampanii parlamentarnej, a następnie prezydenckiej.
Trzeci: nie dzieje się nic. Lepper radzi sobie przyzwoicie, nie stawia nierealnych żądań, nie buntuje się. Rząd jakoś działa. Nie następuje żadna gospodarcza katastrofa, choć wzrost nie oszałamia. Bezrobocie ani nie spada, ani nie rośnie. Ludzie wyjeżdżają do pracy na Zachód. I tak bujamy się kolejne trzy i pół roku. Oczywiście nie ma mowy o żadnej IV RP – po kilku miesiącach rządów PiS jest dziś jasne, że ta koncepcja jest martwa.
Ten trzeci scenariusz jest, wbrew pozorom, najgorszy. W poprzednich wyjście Samoobrony z koalicji i bunt Leppera mogą być impulsem dla przemeblowania na scenie politycznej. Załamanie się koalicji może nawet doprowadzić do samorozwiązania Sejmu, na które w dalszej perspektywie mogłaby się zgodzić Platforma. Krótko mówiąc – może nadejść kres obecnego patologicznego układu.
W trzecim scenariuszu takiego impulsu brakuje. Nie ma spektakularnej zapaści, ale nasz potencjał wykorzystujemy najwyżej w jednej trzeciej. A w dzisiejszym świecie, kto nie prze ostro naprzód, ten się cofa.
Wyborcy nie mają jednak właściwie powodu, aby ponownie nie zagłosować na PiS i Samoobronę. Bo przecież nie jest rewelacyjnie, ale jakoś jest. A typowemu obecnemu wyborcy PiS oraz Samoobrony nie zależy na ogół na tym, żeby było dobrze, przyzwoicie, porządnie, ale właśnie, żeby było jakoś. Ci zaś, którym mogłoby zależeć na autentycznej modernizacji, do tego czasu w olbrzymiej części będą już pracować w Hiszpanii, Irlandii, Wielkiej Brytanii. I raczej nie pofatygują się do konsulatów, żeby zagłosować.

Autor jest publicystą dziennika FAKT

 «  wstecz
Komentarze
*Autor:
*Komentarz:
* pola wymagane
Fundacja Orientacja abcnet Federacja Młodzieży WalczącejFREE Stowarzyszenie KoLiber  Instytut Soieskiego Instytut Tertio MillennioPolsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego
Asia-Europe Society ATLAS CADI CATO INSTITUTE The Heritage Foundation Manhattan Institute Policy Research
design by KAMIKAZE