"Łódź - miastem sportu?"
21 kwietnia 2010
Debata sportowa mogłaby stać się wielce satysfakcjonującym wydarzeniem, gdyby tylko... pofatygowali się na nią zaproszeni łódzcy radni. Podkreślała to większość biorących udział w dyskusji oraz jej obserwatorów. Choćby dlatego, że to od radnych zależy: na co i jak będą wydawać nasze pieniądze.
Paweł Domarecki
Witam Państwa na kolejnej, dziewiątej już debacie z cyklu "Forum Łódź", poświęconej tym razem Łodzi jako miastu sportu. Czyli finansowaniu, organizacji i promocji sportu wyczynowego i masowego w mieście. W naszej debacie wezmą udział pan Filip Kenig, prezes fundacji Marcina Gortata MG13, menedżer ŁKS Koszykówka Męska, Lech Leszczyński, prezes Akademickiego Związku Sportowego w Łodzi, Błażej Moder - członek rady fundacji "Projekt Łódź", Artur Partyka - członek zarządu Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, a także redaktor Bogusław Kukuć z działu sportowego "Polski Dziennika Łódzkiego". Zanim zaczniemy dyskusję, oddam mikrofon naszemu gospodarzowi, bo przypominam, że znajdujemy się w gościnnych salach Instytutu Europejskiego w Łodzi.
Kazimierz Sobotka
Dzień dobry państwu. Cieszę się, że po raz kolejny wybraliście państwo Instytut Europejski, mam nadzieję, że będziemy coraz ściślej współpracować (...) zaś Instytut nadal będzie uczestniczył w debacie poświęconej najistotniejszym problemom i przyszłości Łodzi. Jest to nam bardzo bliskie, Instytut mimo swoich zadań wykraczających poza region, tkwi w Łodzi bardzo mocno. Dlatego i my chcemy, choćby poprzez tę gościnę, wnieść jakiś wkład w to, co państwo chcą osiągnąć. "Projekt Łódź“ już na stałe wpisał się w rozmowę o przyszłości miasta. Witam więc wszystkich i zapraszam na kolejne spotkania, życząc owocnej dyskusji.
Artur Partyka
Rozmawiamy o sporcie w Łodzi, sporcie zatem lokalnym, ale... on bardzo często w wielu przypadkach, zwłaszcza sport wyczynowy, sięga swoimi granicami poza województwo i Łódź.
W przypadku kilku dyscyplin i zawodników na wysokim poziomie jest obecny także na arenach europejskich i światowych.
Skoncentrowałbym się przede wszystkim na tym, jak do tego sportu, tego przez duże "s", czyli kwalifikowanego, na wysokim poziomie, który może być także wykorzystywany przez nasze miasto jako narzędzie czy źródło promocji - jak do tego sportu trafić, jak przyciągnąć do niego młodzież. By osoby, które chcą się nim zainteresować, nie uczestniczyły w nim wyłącznie
jako bierni obserwatorzy, np. widzowie transmisji telewizyjnych, czy jako kibice. To jeden z podstawowych wątków i chciałbym, abyśmy go w trakcie tej debaty poruszyli. Ponieważ wydaje mi się, że na tle wielu innych miast i regionów w Polsce mamy tu dużo do zrobienia, no i spore pole do zagospodarowania. Wydaje mi się także, że to istotne, jeśli chodzi o kluby, które na pewno potrzebują takich zawodników do treningów, by później wykorzystywać ich w swoich ligach, drużynach pierwszoligowych, jak również w dyscyplinach indywidualnych.
Myślę, że najistotniejszy moment ma miejsce wtedy, gdy młodzież "zaraża się" bakcylem sportu. I to powinno być pierwszym zadaniem, na którym powinniśmy się wszyscy skoncentrować. Zarówno my, uczestnicy tego panelu, jak i przedstawiciele lokalnych instytucji. Bo wiem, że są tu przedstawiciele zarówno urzędu miasta, jak i urzędu marszałkowskiego. Na pewno nie pominiemy też w dyskusji kwestii, jak można promować nasz region i miasto poprzez sport. Te drużyny, które już w Łodzi mamy i które funkcjonują na najwyższym poziomie - mam na myśli ekstraklasę siatkówki czy rugby, bo one mogą także na najwyższym poziomie promować nasz region. Mam nadzieję, że w przyszłym roku dojdzie do nich jeszcze drużyna piłki nożnej. Choć ta promocja za sprawą piłki nożnej jest po ostatnich derbach... taka trochę średnia. W większości relacji moglibyśmy dowiedzieć się raczej o tym, co działo się przed i po tym meczu. (...) Dlatego to jest też pewne zadanie dla nas i dla osób, które zajmują się sportem w mieście i regionie: aby te widowiska stały na pewnym poziomie organizacyjnym, nie tylko sportowym. (...)
Błażej Moder
Dla samorządu w obszarze wspierania sportu w naszym mieście widzę dwie role. Pierwsza jest związana z byciem właścicielem i zarządcą infrastruktury sportowej. Infrastruktury szeroko rozumianej. Zarówno tej dla sportu amatorskiego, jak i dla sportu młodzieżowego oraz zawodowego. Druga rola - to rola inicjatora i animatora wydarzeń sportowych. Warto omówić zarówno te role, jak i oczekiwania, które mamy wobec samorządu.
Pierwsza kwestia, związana z byciem właścicielem infrastruktury. Trudno powiedzieć, że w Łodzi podatnicy nie łożą na utrzymanie i rozwijanie infrastruktury sportowej. Ogromne wydatki, rzędu 300 milionów złotych na przygotowanie hali widowiskowo-sportowej Arena, wykupienie terenów na Brusie, które mają być przeznaczone na rekreację i turystykę, wykupienie Aquaparku i szereg innych inwestycji, które zostały przygotowane i przeprowadzona za pieniędzy podatników. I teraz od razu pojawia się pytanie, jak taką infrastrukturą, na którą zostały wyłożone ogromne pieniądze z budżetu Łodzi, efektywnie zarządzać. Hale, które przygotowujemy dla sportu zawodowego, powinny być również wykorzystywane przez sport młodzieżowy i amatorski. Czyli nowa łódzka hala powinna pracować przez 24 godziny na dobę, a nie tylko w jednorazowych inicjatywach.(...)
Jeśli chodzi o infrastrukturę pod sport amatorski, to tutaj wychodzimy nieco poza obszar kojarzący nam się ze sportem, ale przecież chodzi tu o odpowiednie zagospodarowanie parków, przygotowanie ścieżek rowerowych dla łodzian, miejsc w których można jeździć na rolkach, uprawiać marsze. Wiąże się to również z koniecznością przygotowania takich miejsc. Co do sportu amatorskiego, trzeba tu powiedzieć o ważnej roli animatora.
Widzę tu w jego roli miasto - jako organizatora różnego rodzaju lig sportowych, nie tylko na szczeblu szkół, lig takich jak koszykówka, piłka ręczna, siatkówka. Widzę tu też rolę miasta we wprowadzaniu rywalizacji i wykorzystywaniu tego na szeroką skalę.
Natomiast jeśli chodzi o zasilanie sportu wyczynowego, wzbudza to wiele kontrowersji. W tym roku mamy w Łodzi rekordowy budżet jeśli chodzi o wspieranie klubów sportowych. Wydaje się, że może on być jak najbardziej ograniczony. Kluczowym zadaniem dla miasta jest moim zdaniem owo bycie właścicielem infrastruktury, żeby kluby sportowe, takie jak ŁKS, mogły wynajmować halę za rozsądną cenę, żeby mogły w niej trenować i odbywać mecze.
Natomiast sport wyczynowy rządzi się zasadami profesjonalnymi. Krótko mówiąc - musi w dużej mierze sam na siebie zarabiać. Jeśli mamy sportowców, którzy podejmują decyzję, że to ich zawód, że chcą z tego żyć, to rynek będzie potem weryfikować ich zdolności. I albo zarobią na siebie, albo nie. I nie widzę tu możliwości rozwijania szeroko sportu zawodowego bez wsparcia prywatnego i bez prywatnych inwestorów. Podsumowując: samorząd powinien być właścicielem i efektywnym zarządcą infrastruktury oraz animatorem i organizatorem zdarzeń sportowych, które będą się działy w tej zbudowanej za środki podatników infrastrukturze.
Filip Kenig
Dziesięć dni temu miałem przyjemność gościć na posiedzeniu komisji sportu Rady Miejskiej Łodzi. Była tam z nami obecna tu pani Longina Lefik, która przedstawiła bardzo interesujący, krótki, ale treściwy, referat na temat strategii rozwoju sportu dla Łodzi. Wiemy, jak szerokim tematem jest sport. Możemy dyskutować na temat sportu młodzieżowego, wyczynowego, kwalifikowanego, na temat bazy sportowej, pieniędzy przeznaczanych na sport w ramach promocji Łodzi, możemy podejmować ileś tam tematów i dyskusji. I generalnie wszyscy będziemy się tu ze sobą zgadzali. Że sport jest potrzebny, że trzeba zrobić coś, by dzieci się do tego sportu garnęły, że trzeba zrobić porządek z kibicami, którzy nie powinni niszczyć choćby wizerunku piłki nożnej, o czym mówił Artur Partyka.
Generalnie wszyscy odniesiemy tu podobne albo zbliżone wrażenie. Problem jest jednak taki, że ktoś taką strategię dla całego miasta musi zdefiniować. Tego nie robi się w ciągu tygodnia, dwóch, na jednym spotkaniu, nie wiem też, czy jest to możliwe do wypracowania w ciągu pół roku. Bardzo ważna rzecz, o której powiedziała pani Lefik: przede wszystkim miasto musi mieć strategię, musi wiedzieć, jak chce być postrzegane, miasto musi wiedzieć, w co chce inwestować. Zaś sport, jeden z elementów tkanki miejskiej, jest tego integralną częścią. Jeżeli zdefiniujemy sobie najpierw, gdzie chcemy widzieć Łódź za dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat jako miasto, potem zdefiniujemy sobie rolę, którą chcemy by sport w Łodzi odgrywał - wtedy dopiero możemy sobie powiedzieć o wszystkich szczegółach. (...)
Bogusław Kukuć
(...) Przygodę z dziennikarstwem sportowym zaczynałem w czasach, kiedy współpracowałem z Markiem Madejem, który pracował w Telewizji Łódź. I zaproponowałem wtedy, by wykorzystał w swojej pracy taki żart: bramkarzami wszystkich reprezentacji Polski są łodzianie. Tomaszewski w piłce nożnej - konkurował zresztą z nie gorszym od niego Młynarczykiem z Widzewa, Andrzej Szymczak - w piłce ręcznej, w piłce wodnej był Edek Kujawa, a w hokeju Walery Kosyl. Dodajmy do tego jeszcze, że Wojciech Fiedorczuk grał w drużynie, która tutaj nie przegrała żadnego meczu. To obrazuje ówczesną pozycję
Łodzi w grach zespołowych. Tu przegrywali wszyscy z zewnątrz! I były to czasy nieodległe, lata 80. (...)
To samo dziś mamy miasto, ale teraz żyjemy w zupełnie innych czasach, więc to jest dla mnie porażające: ten rodzaj samozadowolenia towarzyszący dobie obecnej. Samozadowolenia towarzyszącego młodszym kolegom z samorządu, kierownictwu sportu w mieście, prezydentowi, sam już nie wiem komu. Różnica jest przecież dramatyczna w tak krótkim czasie. Skąd się ten regres wziął? Wydaje mi się, że przede wszystkim nad tym trzeba się zastanowić. Mówi się: młody las, dbajmy o młodzież, rezygnujmy z wyczynu. To są kompletne bzdury, banały z którymi musimy skończyć, bo nic z tego dobrego nie będzie.
Lech Leszczyński
Ja nie jestem zadowolony. Dlatego cieszę się z tego spotkania. Istniał w Łodzi specjalny zespół do spraw sportu. A nie spotkaliśmy się w tym gronie od 27 miesięcy. Od kiedy przy radzie miejskiej powstała komisja sportu. Ostatni raz o strategii prezesi klubów i dyrektorzy rozmawiali w listopadzie 2007 roku. Pani prezydent Zdanowska zorganizowała w ciągu półtora miesiąca trzy spotkania poświęcone strategii, ale od tamtej pory nie działo się w tej sprawie nic. A kiedy już radni nas zaproszą, potraktują jak ekspertów, żebyśmy o strategii porozmawiali, wspomogli promocję, pokazali jak to można zrobić, nazywane jest to w prasie skandalem. Więc najpierw musimy się przekonać do promocji wewnętrznej. My sami, wewnątrz własnego miasta, musimy wiedzieć, co mamy. Artur wspomniał tu o lekkoatlecie Sylwku Bednarku. Sylwek Bednarek jest bardziej rozpoznawalny w Polsce niż w Łodzi. I Błażej i pan redaktor mówili o strukturze sportu, o tym, jaką mamy bazę... Za dziewięć dni (nagranie - marzec 2010 - przyp. red.) miną cztery lata od rozpoczęcia modernizacji, remontu stadionu AZS Łódź. W tej chwili burzymy cały boczny stadion. Czyli co my mamy od czterech lat? Rozpoczętą inwestycję. I nie stadion, jak pozwolił sobie mówić na otwarciu Atlas Areny pan prezydent miasta Łodzi, tylko jest póki co płyta stadionu, która nie nadaje się w żadnym wypadku do treningów. Doszło do tego, że zawodnicy muszą w tym celu wyjeżdżać na treningi poza Łódź.
Mówimy tu: szanujmy w Łodzi sport, bo byliśmy sławni w całej Europie, bo dzieci, bo młodzież... Ale te dzieci i młodzież muszą mieć gdzie trenować. Zerknijmy więc, gdzie my mamy trenować? Mówimy, że w Atlas Arenie mieliśmy dwie najlepsze tegoroczne imprezy sportowe. Ale tam nie grali łodzianie! Gdybyśmy mieli w 2015 roku organizować kolejne mistrzostwa w Łodzi, chciałbym, żeby startowali tu zawodnicy AZS-u, ŁKS-u, Startu Łódź i województwa. Ale gdzie mamy trenować? Dziś jest właściwie tylko stadion AZS, a i to jak powiedziałem - jedynie do zawodów.
(...).Mówię tu o lekkiej atletyce. Wiemy, że możemy to zrobić, że doskonale zorganizowaliśmy mistrzostwa Europy w koszykówce i siatkówce. Że były one wspaniałym wejściem Atlas Areny w świat sportowy, ale myślę, że w Łodzi można też rozgrywać inne zawody, żebyśmy mogli pozyskiwać właśnie młodzież. Bo to nie jest tak, że możemy być zadowoleni z tego, że po 10 tysięcy osób przyjdzie na mecz ŁKS czy Widzewa. Dobrze by było, gdyby 10 tysięcy osób mogło zajmować się sportem aktywnie. I to oznacza także odbudowanie klas sportowych. (....) Mamy wspaniałą Atlas Arenę, natomiast chcielibyśmy mieć obiekty, w których będziemy mogli trenować, w których dzieci będą się mogły bawić w sport. Bo to często zaczyna
się właśnie od zabawy.
Błażej Moder
Filip Kenig powiedział o tym, że brakuje koncepcji i strategii rozwoju sportu w Łodzi. Czyli sprowadza się to do tego, że miasto nie spełnia swojej roli animatora wyznaczającego kierunki rozwoju i miejsca, do których mogłaby być kierowana publiczna pomoc w postaci strumienia pieniędzy podatników. Pan Leszczyński mówił, że niemożliwe jest zakończenie remontu stadionu AZS-u. Znana w skali całego kraju historia budowy hali Arena także pokazuje, że ówczesna administracja miała problemy z wywiązaniem się z tych zadań. Już nie mówiąc o tym, że byliśmy miastem, które nie mogło sobie poradzić z wybudowaniem orlików.
Czyli tutaj wychodzi nam w dyskusji rola miasta-właściciela, budowniczego infrastruktury sportowej, a także zarządzającego tą infrastrukturą. Bo co dalej? Co dalej na orlikach, co dalej z halą, która stoi pusta? Co dalej z zarządzaniem nią, wyznaczaniem kierunków, byciem animatorem zajęć sportowych. To, co mówił pan redaktor Kukuć, jest dla mnie wstrząsające. Bo taka dyskryminacja najszerszej grupy mieszkańców miasta: ludzi, którzy płacą podatki, a zajmują się sportem tylko amatorsko, czasem sportem młodzieżowym, z którego właśnie wyrastają potem często gwiazdy sportu wyczynowego... zaniedbanie tego i odrzucenie... Na to się zgodzić nie można. Rolą samorządu miejskiego nie jest prowadzenie profesjonalnych klubów sportowych. W czasach, w których Widzew i ŁKS zdobywały mistrzostwo Polski, miały one po prostu prywatnych sponsorów, dla których było możliwe utrzymywanie klubów i piłkarzy na odpowiednim poziomie. Natomiast to miasto, jak żadne na świecie, nie ma takich środków w budżecie, żeby płacić ogromne pensje osobom, które postanowiły ze sportu żyć. Takiej sytuacji ekonomicznej nigdy nie będziemy mieli.
Dlatego podtrzymuję swoje zdanie i nadal uważam, że rolą samorządu jest wspieranie sportu amatorskiego, w tym młodzieżowego. Natomiast wspieranie sportu zawodowego - nie! Rolą miasta jest tu bowiem przygotowanie i utrzymywanie wysokiej jakości infrastruktury i udostępnianie jej, ewentualnie na zasadach preferencyjnych, zawodowym klubom sportowym. Natomiast owe kluby sportowe będą i tak musiały zarobić na to, dołożyć się, by to należycie funkcjonowało. Bo tak to właśnie funkcjonuje na całym świecie i Łódź nie jest tu wyjątkiem.
Bogusław Kukuć
Nie jestem przeciwny sportowi młodzieżowemu, absolutnie. Ale jeżeli miasto dba o ten sport młodzieżowy, to młodzieżowy mistrz świata w pływaniu Mateusz Matczak nie może wyjechać do Szczecina i zostać tam olimpijczykiem, jadącym do Londynu jako reprezentant Szczecina. Bo on się tu wychował, tu żeśmy go nauczyli pływać, ale niestety w Łodzi nie ma żadnego 50-metrowego basenu. To o to właśnie miasto ma dbać. Ale niestety, o taką infrastrukturę nie zadbało i Matczak musiał wyjechać. I takich Matczaków jest dużo więcej. A jeśli chodzi o Łódź, dramatem tego miasta jest to, że ono nie ma żadnego sportowego lobby. Dotyczy to także jego prezydentów. Ale i ludzi, o paradoksie, którzy sportem w Polsce kierowali. (...) Nie mamy lobby, nie mamy ludzi, którzy kochają sport, jeśli chodzi o sterników Łodzi. Nie widać tu nadal poprawy. Lobby w sporcie to jest coś bardzo ważnego. Nie może być tak, że Gliwice dają 230
tysięcy złotych miesięcznie na piłkę nożną Piasta (obowiązują przy tym te same przepisy co w Łodzi), Szczecin dał dla samego klubu Pogoni - sekcji piłkarskiej, w zeszłym roku prawie cztery miliony. Nie wmawiajmy ludziom, że sport wyczynowy nam się sam uchowa. Wszędzie wiedzą, że nie sam, a tylko w Łodzi jest pod tym względem aż tak dramatyczny regres.
Paweł Domarecki
Cały czas nasuwa mi się tu smutne spostrzeżenie, że pieniądze w tym systemie w Łodzi są, tylko przez lata były źle alokowane. Jak się wyda na Brus ponad 70 milionów złotych w kilka lat, to wiadomo, że tych pieniędzy zabraknie gdzie indziej, i tak dalej.
Artur Partyka
To była bardzo słuszna uwaga, że łódzki samorząd, miasto, musi zdefiniować swoje potrzeby w tej dziedzinie. Czy to w odniesieniu do sportu masowego, czy wyczynowego. A poza tym, żeby tu nie bić zanadto piany, jesteśmy na kilka miesięcy przed kolejnymi wyborami, starajmy się więc wyartykułować swoje potrzeby i pytać przy każdej okazji o pomysły na łódzki sport. I wtedy, kiedy ludzie, których chcemy wybrać, zgłaszają swój akces - niech mają w swoich programach konkretne punkty dotyczące właśnie sportu. Bo jest to bardzo ważna dziedzina życia. Nie tylko poprzez swój walor dla miasta promocyjny, ale przez swój walor wychowawczy. Czymś tę naszą młodzież musimy zająć. Widzę to choćby po swojej córce: jak wspaniale zaczęła funkcjonować, gdy zajęła się sportem.
Szkoda, że nie doszło w Łodzi do koordynacji działań między wydziałem edukacji i sportu w urzędzie miasta, żeby to trochę powiązać. Marzy mi się, by zrealizować pewną ideę: by nie patrzyć na sport tylko przez pryzmat wyników, ale żeby był on powiązany z wieloma dziedzinami życia miasta i kraju. Coś w rodzaju koordynacji działań między resortem zdrowia, infrastruktury, kultury fizycznej. Stworzenie swoistej grupy lobbystów na rzecz sportu, byliby do tego wręcz zmuszeni, bo zahaczałoby to o sprawy, którymi na co dzień się zajmują czy to w infrastrukturze, czy w ochronie zdrowia. Powiązanie sportu masowego z jakimś programem ochrony zdrowia, powiązanie sportu z infrastrukturą może przynieść określone efekty. Plusy dla sportu, w tym łódzkiego.
Wracając zaś do czekających nas wyborów: nasze zadanie, lobby sportowego, jest takie, by cały czas ludzi starających się o najwyższe stanowiska w naszym mieście uczulać na to, by sport pojawiał się w ich programach. Czy to w wymiarze rekreacyjnym, czy wyczynowym. (...)
Filip Kenig
Wydaje mi się, że Łódź będzie całkiem dobrze wyglądała, jeśli chodzi o obiekty ogólnodostepne, choćby z racji liczby orlików, które tu powstały i jeszcze powstaną. Natomiast problemem są obiekty na skalę miejską. To, o czym mówił tu Lech Leszczyński, nie jest do rozwiązania przez najbliższe lata. Bo brakuje hali, basenów o wymiarach olimpijskich, brakuje prawdziwych stadionów, innych obiektów sportowych. Chciałbym nawiązać do wypowiedzi Błażeja Modera, dotyczącej niefinansowania w mieście sportu wyczynowego. Jeżeli tak będziemy podchodzili do sprawy, to nie mamy żadnych szans, by rywalizować z innymi miastami w grach zespołowych.
Niestety, w Polsce wygląda
to tak, że miasta inwestują w taki czy inny sposób w sport i traktują sport jako doskonałe narzędzie promocji. Nie oszukujmy się: sport takim doskonałym narzędziem promocji dla miast jest, szczególnie jeśli chodzi o kluby walczące o najwyższe laury, o mistrzostwo Polski, czy występujące w europejskich pucharach. Mało kto wie, jak wygląda na co dzień prowadzenie klubu sportowego, z jakimi problemami trzeba się wtedy borykać. Ja to przerobiłem od stanu zero do tego, co nam się udało przez jakiś czas zbudować. I gdyby nie współpraca z urzędem miasta, gdyby nie pomoc urzędników, gdyby nie własne zaangażowanie finansowe. (...)
Bo to jest codzienna walka o przeżycie. Na palcach jednej ręki można policzyć w Polsce kluby, które mają taki komfort finansowy, by móc cokolwiek planować w kilkuletniej perspektywie. Bo inwestorzy zjawiają się właściwie jedynie w piłce nożnej. Tylko tam można się jakoś samofinansować. (...) Co więcej, w Łodzi trudno jest zebrać także inwestorów drobnych. Czyli firmy, które mogą przekazywać w sezonie po kilka tysięcy złotych, żeby klub miał jakąś stabilność. Nikomu się coś takiego w Łodzi jeszcze nie udało. I nie uda się, dopóki nie będzie w Łodzi lobbingu, ale i swoistej mody na sport: że tworzymy razem coś fajnego. (...) To jest uwaga do wszystkich: władz miasta, dziennikarzy, bo i media też kreują tu jakiś wizerunek sportu łódzkiego. (...)
Błażej Moder
Zacznę od Filipa Keniga. Budujesz klub na wielu poziomach. Zaczynając od szkolenia młodzików, juniorów, i to są rzeczy najważniejsze, tu jest ten najszerszy fundament. Potem ta piramida rośnie, aż do poziomu sportu wyczynowego.
Filip Kenig
Buduję to za swoje pieniądze, które nigdy się nie zwrócą. Wydział sportu trochę się do tego dorzuca, podobnie składki dzieci, ale i tak dokładasz do tego własne pieniądze: w sport taki jak koszykówka, siatkówka, rugby. Bo tu nie ma sprzedaży zawodników, wyłożone przez ciebie środki nigdy się nie zwrócą. Inwestujesz swoje pieniądze dla satysfakcji. Ci chłopcy zdobędą mistrzostwo Polski w kadetach, młodzikach, trafią do twojego zespołu jako wychowankowie. I na tym się w zasadzie kończy, bo jeśli nie zapewnisz takiemu zawodnikowi w wieku lat 18-19 odpowiedniego kontraktu, to on za pięć tysięcy złotych jedzie do innego klubu i reprezentuje barwy innego miasta.
Błażej Moder
Uważam, że bardzo niebezpieczne jest oczekiwanie, że samorząd znajdzie remedium na te wszystkie sprawy. Samorząd nie ma możliwości finansowania podmiotów działających w sferze sportu kwalifikowanego. Najpierw cztery miliony, jak w Szczecinie, potem sześć, siedem, osiem i w pewnym momencie dla wszystkich klubów pieniędzy i tak nie wystarczy i nie będzie to możliwe do utrzymania. Stoję na stanowisku, że ten strumień pieniędzy, jaki mamy, powinniśmy przeznaczyć na trenerów, opiekunów, którzy po godzinach pracy zajmują się młodzieżą, sportem rekreacyjnym. Bo jakbyśmy nad budżetem Łodzi, która jest, jak wiemy, niezwykle zadłużona, się nie pochylali, to nie znajdziemy w nim środków na zasilanie sportu wyczynowego. Może to być nawet jedna z form wykupionej promocji, ale to i tak będzie za mało. Ten trop jest ślepą uliczką.
Nie znajdzie się już w Łodzi takich środków na promocję, by utrzymać i koszykówkę, i siatkówkę, i inne dyscypliny. Natomiast
jeśli chodzi o piłkę nożną, możemy iść w kierunku takim jak PGE, które finansuje siatkówkę na światowym poziomie. Ale gdy w takim przypadku kończy się zasilanie - kończy się i sam sport. I nie ma żadnych dalszych pomysłów na to, jak finansować młodzież czy zawodników. Chcę, byśmy skończyli tu z mitem finansowania sportu poprzez fundusze na promocję Łodzi. Ten pomysł jest w jakimś stopniu wykorzystywany - mamy w tym roku rekordowy budżet na ten cel, bo około 6 milionów złotych. Ale długotrwale nie znajdziemy w budżecie Łodzi środków, by utrzymywać na przykład piłkę nożną na takim poziomie, jaki zapewnia choćby PGE. Pozbądźmy się tych mitów, bo one są nierealne.
Bogusław Kukuć
Jeszcze o inwestycjach miejskich. Za moment Łódź będzie tu kompletną antyreklamą i będzie można w niej zobaczyć antypromocję. Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by dostrzec tę sytuację: już w przyszłym roku do ekstraklasy wejdzie Widzew, a być może i ŁKS, i będą rozgrywać mecze na stadionie stanowiącym w istocie gruz. To jest coś niesamowitego w porównaniu do tego, co dzieje się gdzie indziej. Warszawa będzie miała dwa stadiony, podobnie Kraków. Poznań ma, Gdańsk ma, Wrocław ma, w tej sytuacji zostanie bez stadionu tylko Łódź: wizytówka kompletnej nieporadności. Nie będzie u nas stadionu, a wszyscy go będą mieli. Już choćby ta zbitka jest dramatyczną antyreklamą. Niebezpieczeństwo drugie: wszystko zasłania nam wspaniała hala, ale gdyby nawet koszykarze ŁKS awansowali, to nie mają gdzie grać. Bo nie ma w mieście jakiejkolwiek hali średniej. Arena jest za duża, a mniejszych brak i nie zanosi się, by to się zmieniło.
Kolejna sprawa: obserwuję napisy na strojach drużyn, które tu przyjeżdżają. W Łodzi takie firmy też funkcjonują. Zastanawiam się, jak to robią w innych miastach, skoro są w stanie namówić firmy do sponsoringu. (...) Trzeba po prostu działać. (...) Interesuje mnie więc, by samorząd, dając zgodę inwestorom na wybudowanie jakiegoś obiektu w Łodzi, uzależniał to od wsparcia przez nich sportu.
Lech Leszczyński
Trzy łyżeczki miodu do tej przelewającej się beczki dziegciu: otóż basen 50-metrowy będzie w Łodzi. Ponieważ wspólnym udziałem AZS-u i Politechniki udało nam się już zrealizować projekt. To jest dobra informacja dla łodzian. Druga dobra wieść: sejmik wojewódzki zrealizował pomysł jednego z radnych i działaczy sportowych i są już także nagrody dla zawodników wyczynowych od Urzędu Marszałkowskiego: pan marszałek przyznaje stypendia. W tym roku Urząd Marszałkowski nagradza też trenerów. I bardzo dobrze. Istnieje już także w Łodzi projekt "Łódź biegowa" - chcemy zrobić ścieżki, i to będzie element promocji miasta.
Nie zgodzę się z tym, że niekoniecznie powinniśmy utrzymywać zawodowych sportowców. Wspomnę tylko, że 1 maja 2004 roku cztery kluby wystąpiły do władz Łodzi o wspomożenie najlepszych zawodników w ramach hasła "zostańmy w Łodzi". I ci zawodnicy, jak pływak Matczak, dziś są już niestety poza Łodzią, często z trenerami. Nie było żadnej realizacji, a pomysł padł.
Ktoś dostał mieszkanie za brązowy medal? W Szczecinie też dostali mieszkanie. Ci najlepsi zawodnicy otrzymują stypendia. Ale inne miasta dają im jeszcze więcej. Więc dajmy im więcej. Wychowujemy zawodnika od szkoły podstawowej, potem staje się on olimpijczykiem i wyjeżdża z
Łodzi. Nie możemy tego robić, bo to jest antypromocja miasta. I w tym wszystkim dobrze byłoby, gdybyśmy rozmawiali w gronie ludzi sportu, bo nie będzie o czym pisać. Ale nie rzucajmy przy tym pomysłów takich jak ten, by na Brusie robić na przykład wioślarstwo (głos z sali: Formułę 1!). Nawet nie wiemy, jakie to są ogromne pieniądze. Przestrzegam przed podobnymi pomysłami polityków. Miejmy świadomość, co naprawdę możemy w Łodzi zrobić - czy to na poziomie ekstraklasy czy niższym. Nie bójmy się marzyć w Łodzi o medalach olimpijskich. Jak nie będziemy o tym marzyć, niczego nie osiągniemy. Sylwka Bednarka na zeskoku w Berlinie, jego radość, oglądały dwa miliardy ludzi!
Bo to jest codzienna walka o przeżycie. Na palcach jednej ręki można policzyć w Polsce kluby, które mają taki komfort finansowy, by móc cokolwiek planować w kilkuletniej perspektywie. Bo inwestorzy zjawiają się właściwie jedynie w piłce nożnej. Tylko tam można się jakoś samofinansować. (...) Co więcej, w Łodzi trudno jest zebrać także inwestorów drobnych. Czyli firmy, które mogą przekazywać w sezonie po kilka tysięcy złotych, żeby klub miał jakąś stabilność. Nikomu się coś takiego w Łodzi jeszcze nie udało. I nie uda się, dopóki nie będzie w Łodzi lobbingu, ale i swoistej mody na sport: że tworzymy razem coś fajnego. (...) To jest uwaga do wszystkich: władz miasta, dziennikarzy, bo i media też kreują tu jakiś wizerunek sportu łódzkiego. (...)
Błażej Moder
Zacznę od Filipa Keniga. Budujesz klub na wielu poziomach. Zaczynając od szkolenia młodzików, juniorów, i to są rzeczy najważniejsze, tu jest ten najszerszy fundament. Potem ta piramida rośnie, aż do poziomu sportu wyczynowego.
Filip Kenig
Buduję to za swoje pieniądze, które nigdy się nie zwrócą. Wydział sportu trochę się do tego dorzuca, podobnie składki dzieci, ale i tak dokładasz do tego własne pieniądze: w sport taki jak koszykówka, siatkówka, rugby. Bo tu nie ma sprzedaży zawodników, wyłożone przez ciebie środki nigdy się nie zwrócą. Inwestujesz swoje pieniądze dla satysfakcji. Ci chłopcy zdobędą mistrzostwo Polski w kadetach, młodzikach, trafią do twojego zespołu jako wychowankowie. I na tym się w zasadzie kończy, bo jeśli nie zapewnisz takiemu zawodnikowi w wieku lat 18-19 odpowiedniego kontraktu, to on za pięć tysięcy złotych jedzie do innego klubu i reprezentuje barwy innego miasta.
Błażej Moder
Uważam, że bardzo niebezpieczne jest oczekiwanie, że samorząd znajdzie remedium na te wszystkie sprawy. Samorząd nie ma możliwości finansowania podmiotów działających w sferze sportu kwalifikowanego. Najpierw cztery miliony, jak w Szczecinie, potem sześć, siedem, osiem i w pewnym momencie dla wszystkich klubów pieniędzy i tak nie wystarczy i nie będzie to możliwe do utrzymania. Stoję na stanowisku, że ten strumień pieniędzy, jaki mamy, powinniśmy przeznaczyć na trenerów, opiekunów, którzy po godzinach pracy zajmują się młodzieżą, sportem rekreacyjnym. Bo jakbyśmy nad budżetem Łodzi, która jest, jak wiemy, niezwykle zadłużona, się nie pochylali, to nie znajdziemy w nim środków na zasilanie sportu wyczynowego. Może to być nawet jedna z form wykupionej promocji, ale to i tak będzie za mało. Ten trop jest ślepą uliczką.
Nie znajdzie się już w Łodzi takich środków na promocję, by utrzymać i koszykówkę, i siatkówkę, i inne dyscypliny. Natomiast
jeśli chodzi o piłkę nożną, możemy iść w kierunku takim jak PGE, które finansuje siatkówkę na światowym poziomie. Ale gdy w takim przypadku kończy się zasilanie - kończy się i sam sport. I nie ma żadnych dalszych pomysłów na to, jak finansować młodzież czy zawodników. Chcę, byśmy skończyli tu z mitem finansowania sportu poprzez fundusze na promocję Łodzi. Ten pomysł jest w jakimś stopniu wykorzystywany - mamy w tym roku rekordowy budżet na ten cel, bo około 6 milionów złotych. Ale długotrwale nie znajdziemy w budżecie Łodzi środków, by utrzymywać na przykład piłkę nożną na takim poziomie, jaki zapewnia choćby PGE. Pozbądźmy się tych mitów, bo one są nierealne.
Bogusław Kukuć
Jeszcze o inwestycjach miejskich. Za moment Łódź będzie tu kompletną antyreklamą i będzie można w niej zobaczyć antypromocję. Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by dostrzec tę sytuację: już w przyszłym roku do ekstraklasy wejdzie Widzew, a być może i ŁKS, i będą rozgrywać mecze na stadionie stanowiącym w istocie gruz. To jest coś niesamowitego w porównaniu do tego, co dzieje się gdzie indziej. Warszawa będzie miała dwa stadiony, podobnie Kraków. Poznań ma, Gdańsk ma, Wrocław ma, w tej sytuacji zostanie bez stadionu tylko Łódź: wizytówka kompletnej nieporadności. Nie będzie u nas stadionu, a wszyscy go będą mieli. Już choćby ta zbitka jest dramatyczną antyreklamą. Niebezpieczeństwo drugie: wszystko zasłania nam wspaniała hala, ale gdyby nawet koszykarze ŁKS awansowali, to nie mają gdzie grać. Bo nie ma w mieście jakiejkolwiek hali średniej. Arena jest za duża, a mniejszych brak i nie zanosi się, by to się zmieniło.
Kolejna sprawa: obserwuję napisy na strojach drużyn, które tu przyjeżdżają. W Łodzi takie firmy też funkcjonują. Zastanawiam się, jak to robią w innych miastach, skoro są w stanie namówić firmy do sponsoringu. (...) Trzeba po prostu działać. (...) Interesuje mnie więc, by samorząd, dając zgodę inwestorom na wybudowanie jakiegoś obiektu w Łodzi, uzależniał to od wsparcia przez nich sportu.
Lech Leszczyński
Trzy łyżeczki miodu do tej przelewającej się beczki dziegciu: otóż basen 50-metrowy będzie w Łodzi. Ponieważ wspólnym udziałem AZS-u i Politechniki udało nam się już zrealizować projekt. To jest dobra informacja dla łodzian. Druga dobra wieść: sejmik wojewódzki zrealizował pomysł jednego z radnych i działaczy sportowych i są już także nagrody dla zawodników wyczynowych od Urzędu Marszałkowskiego: pan marszałek przyznaje stypendia. W tym roku Urząd Marszałkowski nagradza też trenerów. I bardzo dobrze. Istnieje już także w Łodzi projekt "Łódź biegowa" - chcemy zrobić ścieżki, i to będzie element promocji miasta.
Nie zgodzę się z tym, że niekoniecznie powinniśmy utrzymywać zawodowych sportowców. Wspomnę tylko, że 1 maja 2004 roku cztery kluby wystąpiły do władz Łodzi o wspomożenie najlepszych zawodników w ramach hasła "zostańmy w Łodzi". I ci zawodnicy, jak pływak Matczak, dziś są już niestety poza Łodzią, często z trenerami. Nie było żadnej realizacji, a pomysł padł.
Ktoś dostał mieszkanie za brązowy medal? W Szczecinie też dostali mieszkanie. Ci najlepsi zawodnicy otrzymują stypendia. Ale inne miasta dają im jeszcze więcej. Więc dajmy im więcej. Wychowujemy zawodnika od szkoły podstawowej, potem staje się on olimpijczykiem i wyjeżdża z
Łodzi. Nie możemy tego robić, bo to jest antypromocja miasta. I w tym wszystkim dobrze byłoby, gdybyśmy rozmawiali w gronie ludzi sportu, bo nie będzie o czym pisać. Ale nie rzucajmy przy tym pomysłów takich jak ten, by na Brusie robić na przykład wioślarstwo (głos z sali: Formułę 1!). Nawet nie wiemy, jakie to są ogromne pieniądze. Przestrzegam przed podobnymi pomysłami polityków. Miejmy świadomość, co naprawdę możemy w Łodzi zrobić - czy to na poziomie ekstraklasy czy niższym. Nie bójmy się marzyć w Łodzi o medalach olimpijskich. Jak nie będziemy o tym marzyć, niczego nie osiągniemy. Sylwka Bednarka na zeskoku w Berlinie, jego radość, oglądały dwa miliardy ludzi!
Błażej Moder
Teraz będzie tu widać oś podziału między mną, a panem redaktorem Kukuciem. Ja się z tym zgadzam: że jako podatnicy jesteśmy zirytowani, gdy słyszymy o przeznaczaniu przez miasto ogromnych pieniędzy na inwestycje sportowe czy turystyczne albo rekreacyjne, a potem okazuje się, że ten strumień inwestycji jest nietrafiony albo te inwestycje są niedokończone, albo mamy zwracać jakieś środki. Lub gdy słyszymy, że został przygotowany wniosek aplikacyjny do Euro 2012, z którego śmiała się cała Polska, już nie mówię o UEFA. I narasta w nas frustracja. Bo nie można odmówić łodzianom, że chcą na to pieniądze dawać. Ale jeśli się potem okazuje, że urzędnicy robią to nieudolnie, to narasta frustracja i sprzeciw. I potem się okazuje, że stadion budowany jest w stolicy czy Gdańsku albo Wrocławiu za pieniądze centralne i samorządowe, ale nie w Łodzi.
To, co powiedziałem: odpowiedzialność za pieniądze publiczne jest i musi być ogromna. Bo jeśli przeznaczamy je na infrastrukturę, to nie wydajemy ich tym samym na system stypendiów, wynagrodzenia dla nauczycieli wf, i tak dalej.
Sponsorzy prywatni pojawiają się w Łodzi. W Widzewie mamy inwestora prywatnego, z którego każdy klub by się cieszył. Mamy Organikę, gdzie wchodzą inwestorzy. Wiem, że to są jaskółki, ale nie możemy mieć takiego przeświadczenia, że wchodzi nam w łódzki sport paternalistycznie samorząd i jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej znikają problemy. Tak się nie stanie.
Paweł Domarecki
Nie jestem dziennikarzem sportowym, a ekonomicznym. W swoim czasie sporo pisałem o hali Arena. I coś mnie tam tknęło. Coś, co się wiąże z tematem naszej dyskusji. Jak na coś nie ma pieniędzy, to czasem oznacza, że wcześniej wydano je na coś innego. Hala Arena kosztowała poniżej 300 milionów, mówi się, niekiedy, że to mało, bo w innych miastach Polski to będzie więcej. Spokojnie, każdy w tych miastach będzie miał swoich dziennikarzy, którzy o tym napiszą. Natomiast ja widziałem halę w Rydze. Za około 160-170 milionów złotych. Hala większa od naszej Areny. Standardowa. Z projektu, który jest powielany. Wszystkie te same funkcje co u nas, łącznie z hokejem. Oczywiście infrastruktura wokół, parkingi i tak dalej. Ceny produkcji budowlano-montażowej na Łotwie w tym czasie - podobne jak w Łodzi. Wynagrodzenia w budowlance mniej więcej porównywalne. Zaczęto ją budować rok po naszej, skończono przed nami. Dlaczego? Bo myśmy robili
prototyp, jedyny taki na całej kuli ziemskiej, a prototypy są z zasady znacznie droższe od produktów seryjnych.
Druga kwestia związana z naszą halą. Utrzymanie jej. Na ten rok ile dopłaci do tego budżet Łodzi? Cztery miliony? Osiem? Żeby się Atlas Arena samofinansowała, musi mieć 50 - 60 imprez, naprawdę dużych, rocznie. Czyli co pięć-sześć dni wypełnienie po brzegi. Ma ich tymczasem, tych dużych, góra kilkanaście. Zarządza tym spółka miejska. Jak zarządza, tak zarządza. Harmonogram imprez w takiej hali robi się z dwuletnim wyprzedzeniem... I już wiemy, dlaczego miasto musi i do tego dopłacać.
Kwestia trzecia. Lada moment będzie i po takich zarobkach. Bo powstanie znacznie większa hala w Warszawie. A wtedy pewne imprezy, te największe, do naszej łódzkiej hali nie przyjadą, bo bilety w Łodzi musiałyby być o połowę droższe niż w znacznie większej hali warszawskiej, a wtedy popyt na nie nie satysfakcjonowałby organizatorów naprawdę poważnych wydarzeń sportowych czy artystycznych. Dziś zatem na świecie robi się z powyższych powodów hale widowiskowo-sportowe albo na 18-20 tysięcy, albo na góra siedem. Dlaczego na siedem? Bo do tego mniej więcej poziomu są one zdecydowanie tańsze w budowie i w utrzymaniu od tych hal na 12-13 tysięcy widzów. Czyli takich jak w Łodzi.
Ostatnia sprawa, a propos tych hal na siedem tysięcy. Był taki przykład w Niemczech, podawany w swoim czasie nagminnie przez byłe władze Łodzi, w kontekście, jak to się miastu budowa naszej Areny opłaci. Nazywa się ten niemiecki przykład Porsche Arena. Kosztowała bodajże 27 albo 37 milionów euro, przeznaczona jest dla mniej więcej 7500 osób. Sponsor dał bodajże jedną czwartą czy jedną trzecią kosztów budowy za wieloletnie używanie nazwy tej hali z jego właśnie logo. A u nas ile dał sponsor Areny, czyli Atlas? Milion złotych rocznie, nie mylę się? Przez bodajże pięć lat. (...) Czy my pewnych rzeczy w Łodzi od lat nie sprzedajemy za tanio, a nie kupujemy za drogo?
A potem się jeszcze zastanawiamy i dziwimy, że brakuje pieniędzy a to na budowę stadionu, a to na stypendia, a to na wspieranie sportowców. No bo jak się wywali kilkadziesiąt co najmniej milionów złotych za dużo na coś, co powinno kosztować o tyle właśnie mniej - bo się uparło, że się zrobi prototyp - no to się ma to, co się ma!
Bogusław Kukuć
Mam taką refleksję, że to jest miasto, w którym w swoim czasie najbardziej gorliwie zrealizowano postulaty solidarnościowe: żeby zacząć od likwidacji wszystkiego, co w sporcie było, a jak przyjdą lepsze czasy, to się znajdą pieniądze i odbudujemy. Nie ma gorszej metody! (...) W sporcie to nie jest tak, że się wstrzyma na trzy lata finansowanie, a potem się to odbuduje. Sport wymaga ciągłości, prawie takiej jak religia. Jak się to zepsuje przez rok czy dwa, to jest po wszystkim. Nie odrodzi się to nigdy (...). Musimy się z tego wydobyć, musimy walczyć o wyczyn.
Artur Partyka
W latach 80.-90. mieliśmy po prostu do czynienia w sporcie z czymś takim jak emisja pustego pieniądza w gospodarce. Jak potem trzeba było znaleźć jego realną wartość, to wszystko upadało. I teraz jest na takim poziomie, na jakim realnie powinno być. Dopiero teraz przeżywamy
moment tego urealnienia. Nie najlepiej sobie w Łodzi radzimy z tą budową. Proponowałbym, żebyśmy jednak już tak nie narzekali, ale żebyśmy stąd wyszli z ośmioma-dziesięcioma punktami programu pozytywnego dla łódzkiego sportu.
Sugeruję ponownie, żeby pytać o to samorządowców. Dla mnie najważniejszy jest komfort pracy w perspektywie 3-4 lat. A nie co roku aplikowanie o środki. Oczywiście miasto ma prawo zażądać od klubu przejrzystego programu wykorzystania tych środków, a potem to rozliczyć. Czyli pierwszy mój postulat: wydłużenie okresu finansowania sportu. (...) I oczywiście jasne kryteria: spadacie z ligi, macie mniej pieniędzy.
Druga sprawa - sporty indywidualne. Za chwilę poucieka nam kilku zawodników. Chodzi mi również o związanie ich umowami promocyjnymi. Coraz częściej widzimy różnego rodzaju osobowości, które promują regiony. Aktorzy już trochę się zgrali. Coraz częściej robią to więc sportowcy i drużyny sportowe. I to mogłoby być korzystne dla Łodzi, żeby kontrakt z takimi właśnie osobowościami zawrzeć.
Trzecia możliwość - jest już w Polsce kilka różnego rodzaju imprez masowych, ulokowanych w różnych miejscach. Mają szanse i chęci ekspansji do innych regionów i miast. Jest kilka imprez masowych, które chciałyby w naszym mieście wylądować. Trzeba i o to bardzo mocno zabiegać.
Mówimy, że pieniądze na promocję, sport to sześć milionów złotych. Myślę, że wiele z tych wydatków trzeba zweryfikować. Wiele idzie na nie wiadomo co. Pan redaktor wspomniał o tej inwestycji - hali na Łotwie. Myślę, że w naszym budżecie miasta, a sięga on 2,8 miliarda złotych rocznie, jest tyle, że tam spokojnie można zaoszczędzić przynajmniej kilka procent, by potem pieniądze te poszły czy to na promocję, czy to na infrastrukturę sportową.
Tak więc trzeba jeszcze raz przejrzeć, zweryfikować te wydatki w budżecie na 2011 rok, bo wydaje mi się, że tam jest bardzo wiele rezerw. I na koniec - szkoda, że zaprzepaściliśmy szansę na wejście inwestorów do sportu w Łodzi w sposób, który podał redaktor Kukuć. (...) Gdyby związać takich inwestorów na 10-15 lat, bylibyśmy dziś w zupełnie innym miejscu. Myślę jednak, że nadal na to jest szansa.
Błażej Moder
Mogę tylko powtórzyć to, co powiedziałem na początku. Priorytetem dla miasta jest wspieranie budowy i zarządzanie infrastrukturą dla sportu masowego. Racjonalne wydawanie przy tym środków publicznych. Im bardziej będzie ta infrastruktura efektywnie wykorzystywana, tym większe będzie jej oddziaływanie, tym więcej klubów będzie z niej korzystać, tym lepiej wpływać to będzie na miasto. To zatem podstawowy kierunek działania dla miejskich władz. Trzeba go więc posprawdzać i w odpowiednim obszarze kontrolować. Bo jeśli będzie dobra infrastruktura, dobre propozycje imprez sportowych dla młodzieży, dzieci, to będą się też pojawiali sponsorzy. Którzy potem zaczną szerzej wchodzić w sport kwalifikowany. Nie myślę, że pieniądze publiczne stanowią remedium na rozwój sportu wyczynowego w naszym mieście, tym bardziej że mamy szereg przepisów ograniczających możliwość takiej ingerencji publicznej w ten rodzaj sportu. Dlatego powinniśmy się skupić na tym, za co samorząd odpowiada: gdzie ma kompetencje, władzę, i za co będzie rozliczony.
Filip Kenig
Wszystko jest policzalne. Jako przedsiębiorca, zanim w coś zainwestuję, powinienem sprawdzić, czy mi się to opłaca, czy nie. Tak samo powinno być z miastem. Jeśli Łódź zakłada w swoim budżecie wydatkowanie pieniędzy na promocję, to są odpowiednie narzędzia, firmy, które mogą policzyć, czy na przykład Festiwal Czterech
Kultur, sylwester na placu Wolności z Dodą, technoparada, Camerimage czy Widzew grający w lidze mistrzów - co z tego będzie najbardziej efektywnym narzędziem promującym Łódź w Polsce i na świecie. I przez co Łódź osiągnie największy efekt promocyjny. Jestem daleki od tego, by przymusowo ileś milionów złotych w ten łódzki sport pompować, bo wiadomo, że zawsze ich będzie brakowało. Trzeba ustalić jasny model wyliczania korzyści. Także po to, by kluby wiedziały, za co będą nagradzane. To samo odnosi się do sponsorów: sponsor patrzy, czy dana drużyna wygeneruje taką wartość medialną, czy nastąpi tyle a tyle kontaktów z odbiorcą masowym, i to dopiero decyduje o konkretnych krokach finansowych. To wszystko jest do wyliczenia.
Ktoś, kto inwestuje w sport, musi widzieć w tym interes. Jeśli miasto widzi, że sport jest narzędziem promocji i zapewnia przy tym, nie ukrywajmy, spokój i dobry byt polityczny, bo sport zawsze rozgrzewa głowy mieszkańców, to zastanawia się, jak w to inwestować. Co do inwestycji w obiekty sportowe - zgadzam się tu z Błażejem Moderem. W mieście potrzebny jest stadion miejski. A nie znalazł się jeszcze inwestor prywatny, który by w to włożył środki, bo to nigdzie na świecie nie jest opłacalne. Co do Hali Arena, to jest za duża dla naszych zespołów. A to co jest dla nich w Łodzi nie za duże - napawa nas naprawdę wstydem.
Bogusław Kukuć
Posługujemy się tu liczbą sześciu milionów. Ta kwota nawet jako tako wygląda. Ale w praktyce to przedstawia się tak, że... Tu siedzi kolega z ChKS. Oni w oparciu o własnych wychowanków, bez żadnych transferów, doszli do pierwszej ligi. Są aktualnie najsilniejszą sekcją piłki ręcznej w Łodzi, w oparciu o własnych wychowanków. Czyli spełniają ten postulat, żeby sport w Łodzi robiła nasza własna młodzież. Otrzymali w tamtym roku może 50 tysięcy złotych. Siedzi tu trener drużyny rugby, który w zeszłym roku zdobył i mistrzostwo i Puchar Polski, czyli dublet w swojej dyscyplinie. Konkuruje teraz z zespołem z Trójmiasta, który ma taki stadion, że nawet Francuzi pozazdrościli. Ale wstydzę się dowiadywać, ile dostał w tym roku, bo pewnie mniej niż w poprzednim. Jest tu trener młodego sportowca-akrobaty, który wykonuje specjalistyczne ewolucje, mogące go zaprowadzić na podium olimpijskie, i dostaje może 600 złotych miesięcznie...
Longina Lefik (głos z sali)
Nieprawda! To jest wsparcie, które otrzymuje z budżetu miasta do swojej pensji. Ponieważ klub jest jego pracodawcą. To jest to, o czym mówił pan Partyka. Że zmieniły się trochę realia. Ja też mam coraz lepszą pamięć retrospektywną i pamiętam, co było 30 lat temu, ale to były naprawdę inne czasy. Dzisiaj mamy w Łodzi 340 klubów sportowych. Promocja, o której państwo tutaj cały czas mówią, to tak naprawdę jest dla 15-16 klubów. Ponad 100 klubów to jest dziewięć milionów złotych, które dzielimy na różne zadania. Szkoda że pan przed dyskusją nie porozmawiał na przykład z wydziałem sportu urzędu miasta. O programach dla młodzieży: programie trenera osiedlowego, za środki, które pozyskujemy z akcyzy. Gdzie w Łodzi ileś tysięcy dzieci z tego może korzystać. I to jest życie dla klubów.
Oczywiście w tragicznym stanie jest nasza baza sportowa. Ale rozmawiałam z pływakami - w końcu tego basenu 50-metrowego to nam się nie udało tu zbudować przez ostatnie 40 lat. Budowało się hale i inne rzeczy, ale basenu nie było. To jest też kwestia środowiska. To jest też to, o czym tu mówiono - utwórzmy fundację. Powstała ta fundacja? No chyba nie.
Ja rozumiem, że ważny jest pomysł, ale już nie będę mówiła o pomysłach. Kiedyś jeden z trenerów mówił o perspektywach. Że jak ktoś ma takie świetne perspektywy, to jemu lornetka jest potrzebna. A niekoniecznie pieniądze z kadry narodowej. I tu jest podobnie. Rozumiem, że ta sytuacja klubów jest trudna. Ale jeśli chodzi o ligi,
mamy najsilniejszą ligę amatorską w koszykówce. Mamy dosyć silną ligę siatkówki. Mamy rozgrywki szkolne. Myślę, że zawodów dla dzieci, imprez sportowych w Łodzi jest bardzo dużo. Rzeczywiście staje przed nami problem wypracowania formuły: jak wesprzeć sport wyczynowy. W różnym zakresie. Ale też to nie jest tak, że inni dają, a my nie dajemy. Proszę wejść sobie na portal Nasze Miasto. Kajakarka Aneta Pastuszka za srebrny medal olimpijski dostała od Poznania 15 tysięcy złotych. My chyba więcej daliśmy i Bednarkowi, i Kędzi, i Dąbrowskiemu. Chociaż są sytuacje takie, że można dać im nie wiadomo co, a oni i tak sobie pójdą. Za trenerem kadry, na przykład, bo się zawodnik pokłóci ze swoim trenerem. Albo jak Dąbrowski. Pójdzie, bo dostanie etat w wojsku i za 20 lat emeryturę.
My nie mamy w Łodzi takiej możliwości. Nie mamy tu klubu wojskowego. Na pewno brakuje przepisów na wspieranie sportu wyczynowego. Zgadzam się, że piłka nożna sobie poradzi. Ale inne dyscypliny, na przykład piłka ręczna - już nie. Inna sprawa: czy dyscyplina ta wykorzystuje w tym celu swoje sukcesy? Chodzi także o przepisy. Dlatego dziwię się jednej rzeczy: dlaczego tu nie ma łódzkich radnych? Dlaczego tu nie ma nikogo z łódzkich parlamentarzystów? My jako urzędnicy jesteśmy ograniczeni gorsetem przepisów. Gdzie tu są radni, posłowie?
Lech Leszczyński
Miałem w Łodzi przypadek z prezesem AZS-u Gorzów, który, kiedy jego zawodnicy grali w Łodzi, bał się, że mu się sufit na głowę zawali. To są poważne sytuacje i na to muszą się znaleźć pieniądze. Już nie mówię o budowie tej trzytysięcznej hali, w której graliby i łódzcy siatkarze, i koszykarze. Ale musimy o tym mówić. Nie ma tu radnych, owszem, ale jak nam ktoś mówi, że się nie da, to po prostu idziemy piętro wyżej. A już całkiem poważnie: te złe emocje wokół owych 5 milionów 700 tysięcy złotych z promocji, jakimi miasto chce zasilić kluby sportowe. (...) Poruszaliśmy tu różne przykłady... Nie mówię, czy się nie da, ale musimy zapytać władze miasta, radnych: czy stawiamy na bilard, kręgle, żeglarstwo, czy na pływanie, lekkoatletykę i dżudo. Na przykład. Musimy sobie odpowiedzieć, także jeśli chodzi o gry zespołowe, czy chcemy mieć piłkę ręczną w ekstraklasie, czy nie. Ja znam odpowiedź na to pytanie. Tylko że my rozmawiamy tu we własnym gronie. My jesteśmy do tej rozmowy przygotowani, ale wydaje mi się, niestety, że nie wszyscy są przygotowani podobnie. Na przykład łódzki miejski samorząd.
Longina Lefik
Chciałam podać jedną rzecz odnośnie tej hali. Dlaczego tutaj potrzebni są radni. Bo remontowanie czy modernizacja hali na ŁKS moim zdaniem mija się z celem. Ale mamy przecież halę na ul. Skorupki. Która jest po remoncie, termoizolacji, w której jest widownia na osiem tysięcy osób. Jest potrzebna na mniej widzów. I sala do koszykówki. W Hali Arena mamy za dużo miejsc. Ale co do hali na Skorupki, to właśnie radni podjęli uchwałę, że w Łodzi potrzebne jest centrum targowe. Więc ono powstaje. I to jest właśnie to, o czym mówiliśmy. Wyznaczanie pewnych kierunków. Dlatego tu są potrzebni przede wszystkim radni. Bo w tej chwili nie wiemy, czy ta hala pójdzie na rzecz sportu, czy pod cele targowe, bo ktoś uzna, że tam może trzeba by za dużo włożyć pieniędzy.
Paweł Domarecki
Rozumiem, że gdyby teraz zbudowano w Łodzi tę postulowaną
przez wiele osób kolejną nową mniejszą halę, tym razem na góra siedem i pół tysiąca widzów, to wszyscy byliby szczęśliwi, bo ona byłaby sportowa i pełna, a nie widowiskowa i pusta. Oddaję głos dyskutantom na sali.
Ireneusz Jabłoński (głos z sali)
Cieszę się, że wszyscy tak żywo dyskutowali na ten temat. Oprócz tego, że interesuję się sprawami miasta, to jeszcze przez 16 lat uprawiałem sport, cztery razy tygodniowo, co najmniej... Pierwsza moja refleksja jest taka, że upadek sportu w Łodzi nie jest tylko wynikiem braku pieniędzy, bo ich mamy dzisiaj znacznie więcej niż kiedyś, tylko zmian kulturowych.
Ad vocem pana redaktora Kukucia - duże wyniki w czasach realnego socjalizmu były obarczone tym, że mieliśmy fiata 126p i staliśmy w kolejkach po kiełbasę, ale za to wybitni sportowcy korzystali z czegoś innego. Reasumując: nie ma tu punktu odniesienia, bo tamten model sportu upadł wraz z tamtym systemem i szczęśliwie, że tak się stało. Poza tym ówczesny system nijak się miał do rozwoju talentu Bońka, Smolarka czy Młynarczyka. Oni po prostu mieli talent i chcieli go wykorzystać, tak jak dzisiaj ci, którzy odnoszą sukcesy nie ze względu na politykę prezydenta miasta, ale własny talent i ciężką pracę. Ostatni przykład pani Justyny Kowalczyk, która odniosła sukces nie dlatego, że była obsypywana stypendiami i pieniędzmi, ale dlatego, że nie była. Więc zacisnęła zęby i pokazała, że jest sportowcem i człowiekiem wysokiego formatu.
Druga sprawa - mit promocji. Jestem ogromnym entuzjastą sportu. Uprawiam go, popieram, ale wydanie kilkuset tysięcy na sekcję, która będzie zajmowała końcową pozycję środkowej tabeli, jest mitem i nie ma nic wspólnego z promocją. Promocja miasta ma określony cel. Nie jest po to, żeby grupa nawet sympatycznych chłopaków i dziewczyn pobiegała sobie po prowincjonalnych boiskach i halach, ale cel jest taki, żeby ściągnąć tutaj, do Łodzi, określoną grupę docelową, więc nie należy mylić pojęć.
Inną sprawą że można lub nie wspierać sport wyczynowy, to jest kwestia wyboru, ale zawsze z ryzykiem, że jeżeli będą na to kierowane pieniądze publiczne, to podatność na korupcję i na orientację na cele działaczy, którzy z tego żyją, będzie znacznie większa niż wtedy, kiedy będziemy mieć do czynienia z pieniędzmi prywatnymi. A więc postulując coś takiego, nie można być naiwnym pięknoduchem, trzeba pamiętać o tym, że obszar korupcji jest i może być bardzo ryzykowny i bardzo bolesny. Czego dowody mamy w postaci braku sukcesów sportowych, i nie tylko sportowych, dwóch naszych największych klubów piłkarskich przed kilku laty. Mamy swoje własne doświadczenia w tym zakresie.
Dlatego z ogromną starannością należałoby wypowiadać się na temat tworzenia takiego obszaru, który może skończyć się tak, jak historia niedawnych właścicieli czy też sponsorów tych dwóch klubów. Natomiast rzeczą, która tu zniknęła z dyskusji, a szkoda, bo początkowo w niej była, jest to, co jest istotą sportu. Bo trzeba sobie powiedzieć, po co ma być prowadzona polityka sportowa przez państwo czy miasto. Czy po to, żeby mieć gladiatora, który będzie cieszył nasze oczy i rozwiewał nasze kompleksy na arenach międzynarodowych - z większym i mniejszym skutkiem? Czy raczej po to, żeby mieć zdrowe i zorientowane na sport społeczeństwo, które wykreuje wybitnych sportowców nie dlatego, żeby chcieli być współczesnymi gladiatorami, tylko dlatego, żeby z odniesienia sukcesu czerpali satysfakcję. Tak jak inni czerpią satysfakcję z pracy zawodowej czy tworzenia, jak artyści ze sztuki. Jeżeli będzie ten rodzaj satysfakcji, wynikający z procesu rozwoju młodego człowieka, to będziemy mogli śmiało patrzeć w przyszłość. (...)
Dlaczego upadły starożytne olimpiady? Z tego samego powodu, dla którego upadają dzisiaj. Bo miasta zaczęły kupować zawodowych sportowców, którzy również wtedy się szprycowali i byli sportowcami "przechodnimi“ - z miasta do miasta. Czyli sport z rywalizacji arystokratycznej, a później obywateli miejskich, stał się rywalizacją gladiatorów wynajmowanych przez miasta. Zatem stracił swój sens. Tak może być i dzisiaj. Zatem mówiąc o sporcie, trzeba się uwolnić od chęci bycia dumnym z tego, że mamy zawodowych, zazwyczaj
kupionych, zawodników czy zespół, bo z tego poza jednotygodniową albo jednosezonową satysfakcją, nie ma żadnej wartości dodanej.
Wartość dodana jest w tym, żeby tak jak to było jeszcze nie tak dawno, rzesze młodzieży biegały po ugorach. A dzisiaj mają orliki, bo wbrew temu co państwo twierdzą, dziś infrastruktura jest o niebo lepsza niż kiedyś, kiedy ja trenowałem. A mimo to dwa łódzkie zespoły w piłce ręcznej chodziły w pierwszej lidze, a nasz sport akademicki potrafił się sezon czy dwa utrzymać w drugiej lidze. Zatem nie brak tej hali na trzy albo siedem tysięcy widzów jest dziś decydujący. Decydujący jest duch sportowy i polityka kształtująca tego ducha. Jeżeli szukać gdzieś aktywnej roli miasta, to zwłaszcza w tym obszarze. W kształtowaniu ducha i postaw sportowych wśród młodzieży. I selektywnym wspieraniu tych przedsięwzięć, które mają sens również w wymiarze komercyjnym.
Krzysztof Lipiński (głos z sali)
Cieszę się, że mój przedmówca zmienił klimat tego spotkania, bo przyznam, że czułem się z minuty na minutę coraz gorzej.(...) W życiu nigdy nie jest tak, że mamy tylko czerń i biel. Do wystąpienia pana Jabłońskiego na tej sali wszystko było w kolorze czarnym. Proponowałbym, żebyśmy nie porównywali sobie, ile kosztuje benzyna w Rumunii, czy butelka wody na szczycie Mount Everestu. Bo nie o to chodzi. Wróćmy do naszych realiów. Pamiętam, ile dyskusji i emocji, niekoniecznie pozytywnych w Łodzi, zaistniało w momencie rozpoczęcia budowy Hali Arena. Wielu było przeciwników, nikt nie wierzył w sukces, a dziś dzięki temu obiektowi, i ja nie chcę oceniać, czy była za tania, za droga, czy to była optymalna kwota, ale dzięki temu obiektowi Łódź może gościć największe imprezy sportowe w Polsce i Europie. W ubiegłym roku bez specjalnego zadęcia, ale z ogromnym sukcesem, w naszym mieście odbyły się dwie imprezy rangi mistrzostw Europy. I te dwie imprezy zostały bardzo pozytywnie ocenione przez uczestników i obserwatorów spoza Polski. A w Łodzi było niezadowolenie. Miałem okazję, jako jeden z organizatorów, być wewnątrz tych imprez, rozmawiałem z gośćmi, którzy przybyli w tym czasie do Łodzi i nie spotkałem się z negatywną oceną. (...) Mało tego, Łódź dzięki temu obiektowi otrzymała cztery ważne i prestiżowe nagrody. I nie możemy o tym zapominać. To są te białe kolory.
Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedno: żeby mógł dobrze funkcjonować sport, potrzebne są pieniądze. I te pieniądze zdominowały życie społeczeństw na całym świecie, czy nam się to podoba, czy nie. (...) Ale same pieniądze z takiego młodego człowieka mistrza nie uczynią. Zatem potrzebni są jeszcze oddani działacze, zwłaszcza nauczyciele szkolni. Potrzebne nam jest także w Polsce i Łodzi dobre prawo, które pozwoli samorządom i Łodzi na to, by bez żadnych skoków i figur znaleźć sposób, by wpompować społeczne pieniądze z rozwagą i starannością oraz transparentnie - w sport. Dziś samorządy muszą szukać sposobów. Dziwna walka. Niby wszyscy chcemy w Polsce przeżywać ogromne emocje związane z wysłuchaniem Mazurka Dąbrowskiego, ale z drugiej... Ale ten system powinien być jasny, nie pokręcony. (...)
Maciej Sikorski (głos z sali)
Jestem przedstawicielem agencji marketingu sportowego Seven Green Promotion. Przysłuchuję się tej dyskusji z dużym zainteresowaniem, bo rozmawiamy o tym, co sport cechuje oprócz wyników i rywalizacji, czyli o dużym biznesie. (...) Mam okazję współpracować z wieloma samorządami, w tym łódzkim i zgadzam się, że on nie może odgrywać roli jedynego sponsora klubów. Na całym świecie miasto jest partnerem biznesowym klubów sportowych: czy to poprzez wynajem obiektów, czy w inny sposób. ŁKS ma ten problem, że od wielu lat sekcja piłki nożnej, koszykówki, żąda tylko i wyłącznie pieniędzy. A jeśli mówimy o wizerunku, to w Polsce śmieją się już z
owego tajemniczego inwestora, który do ŁKS już od 1998 roku miał przybyć i ciągle go nie widać.
Kolejna rzecz: radni Łodzi. Była taka debata - jak dzielić pieniądze z promocji miasta. Skontaktowaliśmy się z przewodniczącym Rady Miejskiej Łodzi, któremu zostało przedstawione, non-profit, jak należy biznesowo przygotować taką ofertę i jak z takich środków korzystać. Nikt z radnych nie skorzystał z naszej pomocy, więc widocznie radni Łodzi mają lepszy sposób i większe doświadczenie w marketingu sportowym niż ludzie się tym zawodowo zajmujący. Ale tu nie należy winić urzędników magistrackich, bo mogę potwierdzić ich dzisiejsze spostrzeżenia, że naprawdę nie jest ze sportem w Łodzi tak źle, jak my tu sobie rysujemy.
Kończąc, sport to przede wszystkim biznes i dziwi mnie tu wypowiedź Filipa Keniga, który twierdzi, że tak trudne jest pozyskanie sponsorów komercyjnych. Na pewno nie jest to łatwe i nie jest to coś, co potrafi każdy, ale można przecież korzystać z pomocy wyspecjalizowanych agencji czy firm badawczo-doradczych, które potrafią doskonale przygotować taką ofertę. Z doświadczenia wiem, że kluby mają duże problemy z przygotowaniem oferty sponsorskiej, definiującej sponsoring jako transakcję dwustronną, bilateralną. I to jest ich duży problem.(...) Otwierajmy się tu na zawodowców także w marketingu sportowym. A już na koniec: to, że Atlas Arena została sprzedana, a dokładniej jej nazwa, za pięć milionów, a nie za 34 miliony - to dlatego, że prowadziły to dwie różne agencje.
Wojciech Wieczorek (głos z sali)
Reprezentuję środowisko akademickiej Łodzi. A przynajmniej tej jej części, która zajmuje się kształceniem przyszłych animatorów sportu. Pracuję na Uniwersytecie Łódzkim i w jednej z prywatnych szkół, szkolących instruktorów sportu. (...) Wydaje mi się, że szarpiemy się w Łodzi w tych działaniach, nie ma usystematyzowanych działań systemowych. Brakuje mi pogłębionej diagnozy sytuacji - i to zarówno jeśli chodzi o odniesienie się do potencjału szkoleniowego, oczekiwań społecznych, jak i tej młodzieży. Nie prowadzi się przekrojowych badań, które dałyby obraz sprawności fizycznej naszej młodzieży. I trzeba nawiązać do tego, bo rzetelna diagnoza musi być podstawą do wytyczenia celów: co my chcemy osiągnąć?
O te sześć milionów nie ma się co spierać, bo to kropla w morzu potrzeb, to nie rozwiąże problemów sportu łódzkiego. Więc na co postawić? Na to, co zawsze zaowocuje - to z całą pewnością jest sport dzieci i młodzieży. To jest podstawa dla sportu w ogóle. Nie da się w etapach rozwoju sportowego pominąć tego pierwszego, pierwszych dwóch-trzech lat szkolenia sportowego. I trzeba zrobić wszystko, by jak największą liczbę tej młodzieży objąć tym wstępnym szkoleniem sportowym. I tam wyłonią się też przyszli mistrzowie. Pamiętać też należy, że sport jest znakomitym nośnikiem wychowawczo-pedagogicznym. Podniecamy się tu sportem wyczynowym, spójrzmy tu jednak bardziej na ten sport wczesny - źródło potencjału dla wyczynu, ale i
motyw wychowawczy. To nam umyka z pola widzenia. Nie doceniamy, w znacznej mierze marnotrawimy ten niesłychanie efektywny zysk ze sportu młodzieżowego. Nie są tego być może w pełni świadomi pedagodzy.
Kończąc, chciałbym nawiązać do rekreacji ruchowej. W naszym kraju zaledwie 10 procent dorosłych Polaków uprawia jakąkolwiek aktywność ruchową, z czego tylko połowa czyni to w miarę regularnie. A przecież dorośli dają przykład młodzieży. I też na koniec - żałuję, że nie ma tu rajców miejskich, bo przez to ta nasza dyskusja idzie w pewnym sensie na marne.
Paweł Domarecki
Może być pan pewien, że przeczytają. I w ten czy inny sposób się dowiedzą. Jeśli nie teraz, to już jesienią.
Piotr Wentel (głos z sali)
(...) Zdominował to nasze spotkanie temat pieniądza. Najważniejsze jest to, że nie ma z nami radnych. A radni są najważniejszym elementem przy konstruowaniu budżetu. Cały fundusz sportu to radni. W dużych miastach pieniądze na sport to około 1,5 proc. budżetu. W Łodzi to jest nieco ponad jeden procent. Od tego powinniśmy więc zacząć - więcej pieniędzy, aby było na wydatki. Urzędnicy są potem dopiero, by pieniądze te sprawnie dzielić. (...)
Drugie źródło - pieniądze od sponsorów. Bardzo ważne źródło. Ale pan Artur Partyka stwierdził, że to urzędnicy powinni pomóc. Przypominam tu jednak pewien casus - pana prezydenta Michaluka i Funduszu Dobrowolnych Świadczeń . To jest bardzo śliska sprawa i do tego trzeba podejść bardzo ostrożnie. Powinni się tym zająć nie urzędnicy, ale ciała społeczne, bo one mogą to robić. A urzędnik może być zawsze pomówiony przy takiej okazji o korupcję.
(głos z sali)
Cały czas mówimy o osobach, które zaczynają grać, a nie mówimy o tych uprawiających sport amatorski w wieku poważniejszym. (...) W każdej sekcji zaczyna uprawiać sport 40 - 50 osób, a kończy kilka., Co z tą resztą? Są ligi koszykówki, siatkówki... Oni też uprawiają sport, w Łodzi, o nich też nie możemy zapomnieć.
Gwidon Salata (głos z sali)
Reprezentuję drużynę futbolu amerykańskiego Torpedy Łódź. Chciałbym tu nawiązać do mojego przedmówcy. Dużo dziś rozmawialiśmy o sporcie profesjonalnym, a zanim do niego dojdzie, to jest jeszcze sport amatorski, dzięki któremu ludzie, którzy są dobrzy w jakiejś dziedzinie, mogą przejść na profesjonalizm. Mam prośbę: kiedy na którymś następnym spotkaniu będą już radni, to żebyśmy porozmawiali o sporcie amatorskim, do
którego uprawiania miejsc w Łodzi dla wielu dyscyplin po prostu nie ma. A to sport amatorski drużynowy buduje charakter, siłę młodych ludzi.
Paweł Domarecki
Niestety, powoli musimy zmierzać ku końcowi tej debaty. Dziękuję państwu za tę dyskusję, która była w ostatniej fazie bardzo ożywiona. Jedno jest pewne: radni, którzy byli zaproszeni, a nie przyszli - przeczytają również i o tym. Wraz z wszystkimi łodzianami. Że ten jakże ważny mecz oddali walkowerem.