Projekt Łodź
"Łódź - miasto kultury"
22 kwietnia 2009
24 marca 2009 roku w Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej odbyła się druga debata z cyklu "Forum Łódź". Dyskusja "Łódź - miasto kultury" była poświęcona organizacji, finansowaniu i promocji kultury w mieście.
 
W debacie udział wzięli:
  • Krzysztof Candrowicz - Łódź Art Center
  • Piotr Dzięcioł - Opus Film
  • Błażej Moder - Fundacja „Projekt Łódź"
  • Wojciech Nowicki - Teatr im. Stefana Jaracza
  • Dariusz Pawłowski - „Polska Dziennik Łódzki
 
 

Nieczęsto się zdarza, aby debata wywoływała tak żywą reakcję publiczności. Ale tym razem, kiedy w gościnnych wnętrzach łódzkiej filmówki, witani przez rektora Roberta Glińskiego, rozmawialiśmy o finansowaniu łódzkiej kultury, chwilami było naprawdę gorąco. Starły się dwa podejścia, dwie filozofie, dwie postawy. I dobrze, bo to oznacza, że łódzka kultura żyje, a ludziom ją tworzącym chodzi o coś więcej niż tylko o przetrwanie.

Paweł Domarecki

Witam Państwa. Zaczynamy naszą debatę. Przypominam, że kiedy już nasi rozmówcy wyczerpią temat, zabiorą głos dyskutanci z sali. A teraz oddaję głos panu Błażejowi Moderowi z Fundacji Projekt Łódź.

Błażej Moder

Rozumiem, że wywołał pan fundację Projekt Łódź, żeby dyskusja zaczęła się z wysokiego C i żeby była gorąca. Wychodzimy z założenia, że sektor publiczny  pełni rolę służebną wobec mieszkańców, także mieszkańców Łodzi i ta idea przyświeca nam również, jeśli chodzi o wspieranie kultury w naszym mieście. Uważamy, że podstawowym zadaniem samorządu w dziedzinie wspierania kultury jest przygotowanie infrastruktury i udostępnienie jej jak najszerszej liczbie korzystających z niej osób. Jesteśmy zdania, że teatry i galerie są dla widzów i osób z nich korzystających, a nie dla aktorów czy bileterów. dlatego twierdzimy, że podstawowym zadaniem na dziś jest w pierwszej kolejności zoptymalizowanie i zinwentaryzowanie  tej infrastruktury, którą mamy, postawienie na takie miejsca, które są kulturze potrzebne i które będą zarządzane  przez  menedżerów.  Natomiast kwestie związane z kontentem, programowe, powinny być kontraktowane. ujmując to w jedną frazę - na trochę podobnej zasadzie funkcjonuje Broadway. mamy przygotowaną infrastrukturę, a dzięki  takim  rozwiązaniom  także  nieco nadłamane  status  quo  i  wprowadzony  do instytucji kultury element konkurencji. Z tego powodu sektor publiczny jest zobowiązany do zapewnienia miejsc, gdzie ta kultura mogłaby być i przygotowywana, i wystawiana, i odbierana. uważam, że stworzenie takiej platformy dla kreatywnych jednostek spowoduje, że kultura stanie się magnesem promocyjnym Łodzi - i to nie tylko dla osób w kraju. Jeśli chcemy zostać europejską stolicą kultury, to musimy zacząć przygotowania pod kątem infrastrukturalnym i kulturalnym. Przygotowanie tej infrastruktury to rola sektora publicznego, który powinien być czymś więcej niż tylko impresariatem.

Wojciech Nowicki

Pragnę, abyśmy mówili o kulturze w regionie, a nie wyłącznie w Łodzi. Chciałbym przypomnieć, na czym stoimy. dysponujemy w regionie i Łodzi 42 galeriami,  43  muzeami, 14  teatrami dramatycznymi, lalkowymi i muzycznymi. Mamy 200 zabytków wpisanych do rejestru i 295 domów kultury, które również podlegają naszej ustawie o prowadzeniu działalności kulturalnej. W związku z tym trzeba powiedzieć, że dysponujemy znakomitą  infrastrukturą.  Jak  jednak  mamy zapełnić właściwą treścią te instytucje, i to w skali całej Polski, jeśli z budżetu państwa, w tym z budżetów samorządów, przeznaczamy na kulturę rocznie 30 euro na osobę? dla porównania - Estonia 59 euro, Hiszpania - 60 euro, Francja i Niemcy - około 200 euro. Żyjemy w takim kraju, w jakim żyjemy i musimy się w tych warunkach odnaleźć. I po to, by wypełnić te instytucje treścią - Łódź miastem festiwalowym, Łódź - europejską stolicą kultury, trzeba się wspólnie zastanowić, czego potrzeba oprócz pieniędzy, by te hasła skutecznie zrealizować. A przecież jesteśmy w wyjątkowo trudnym okresie, bo kryzys, który nas za chwilę dotknie, już dotyka, doprowadza do radykalnych cięć w budżetach, a my chcemy walczyć o coraz wyższy poziom i o Europejską Stolicę Kultury 2016.

Dariusz Pawłowski

Myślę, że należałoby też się zastanowić, kto miałby decydować o tym, jaką treścią wypełniać instytucje kultury. Jeżeli widz, to miałbym tu duże wątpliwości, bo możemy się spotkać z powszechnym syndromem inżyniera Mamonia. I nie będziemy mieli możliwości wykreowania czegoś nowego, bo nikt tego nie będzie  chciał. A po drugie, myślę że nie możemy się porównywać do  Broadwayu  również  ze  względów  stricte ekonomicznych. Nie stać nas, jako obywateli tego kraju,  na  finansowanie  kultury  tylko  dzięki kupowaniu biletów. Jeżeli natomiast o kulturze, o jej treści, mieliby decydować urzędnicy - to także byłoby niedobrym rozwiązaniem. Bo uważam, że urzędnik nie jest od tego, żeby kreować, wymyślać, tylko po to, żeby dawać, pomagać i umożliwiać kulturze  funkcjonowanie. może  zatem warto zaufać  ludziom  kultury,  oni  chyba  najlepiej wiedza, co należy robić. I tylko im należy pomóc.

Paweł Domarecki

Piłeczka została bardzo mocno odbita...

Błażej Moder

Ja  się  z  takim  stwierdzeniem,  że    byłoby niebezpiecznie zostawić decyzje widzom  - nie mogę  zgodzić.  Ale  pójdźmy  dalej  za  takim rozumowaniem, że Polski i Łodzi nie stać dziś na Broadway.  Warto  wykorzystać  istniejącą infrastrukturę, a także poszerzyć grono osób, które mogłyby  z  niej  korzystać. Myślę  np.  o młodych aktorach. Czyli o tworzeniu quasi rynku, konkurencji, nie zamykaniu tego rynku tylko dla aktorów, którzy mają podpisany kontrakt. To by nam zostawiało sporą możliwość poszerzenia spektrum  osób,  które mogłyby  na  ten  rynek wchodzić. I jeśli stworzymy taką infrastrukturę, to kto się w niej sprawdzi? osoby najbardziej kreatywne,  które  najlepiej  wpiszą  się  w oczekiwania widzów. I główną tego lokomotywą będą ludzie kultury. Studenci szkoły filmowej, teatralnej  -  to  oni  zaczną  tę  infrastrukturę wykorzystywać, a dzięki temu ona zacznie żyć i stawać  się  konkurencyjna.  uważam,  że wypróbowanie tego modelu jest warte grzechu, ponieważ system, który dzisiaj funkcjonuje, ma dużo wad i cały czas się zastanawiamy, jak go ulepszyć. mamy już przykłady polskich teatrów, które w ten sposób mogą funkcjonować. Choćby teatr pani Jandy.

Wojciech Nowicki

W kryzysie rodzą się różne pomysły - z piekła rodem i nie z piekła rodem. Jedno jest pewne: w Polsce mamy ponad  100  teatrów. Boję  się, że kryzys spowoduje, że ta liczba się zmniejszy. Być może,  i  mam  tu  podejrzenie  graniczące  z pewnością, jak mawiał były premier, że reforma teatrów jest w drodze. reforma kultury w ogóle. We Francji tak naprawdę działa około 24 teatrów państwowych  a  reszta  funkcjonuje  na  takiej zasadzie, że jeśli samorząd ma ambicje i pieniądze -  to proszę   bardzo. A  jeśli nie,  to możemy  je zlikwidować i nie muszą działać. Lecz jeśli chodzi o teatry prywatne - trzymam za nie kciuki. Ale muszę przy tym powiedzieć, że jeśli ja na premierę mogę przeznaczyć ze swej krwawicy  i dotacji urzędu marszałkowskiego 100 tys. złotych, to pani Janda, czego mogę tylko zazdrościć, dostaje dotację z ministerstwa kultury w wysokości 300 tysięcy. Na jedną premierę. I jak to się ma do teatru prywatnego?  Żaden  teatr  prywatny  by  nie funkcjonował w Polsce, gdyby nie zatrudniał aktorów instytucjonalnych. W teatrze pani Jandy poruszamy się od gwiazdy do gwiazdy, w związku z tym to są aktorzy etatowi, utrzymywani przez państwowe instytucje kultury, przepłaceni przez panią Jandę, i słusznie, żeby mogli zagrać u niej na premierze  prywatnie  lub  półprywatnie. Zazdroszczę, gratuluję, ale ma się  to nijak do prywatnego teatru. Pan był uprzejmy kilkakrotnie powiedzieć o infrastrukturze. Nie wiem, co pan przez  nią  rozumie,  ale muszę  stwierdzić,  że infrastrukturę w Łodzi mamy doskonałą, a widoki jeszcze  lepsze.  Proszę  zwrócić  uwagę  na infrastrukturę  Teatru  Jaracza:  budynki, wyposażenie - na miarę XXI wieku. Tylko patrzeć, jak Teatr Wielki stanie na nogi. Teatr muzyczny również za chwilę będzie doskonale wyposażony. Wszystkie instytucje tego typu w Łodzi bardzo się starają i ich organy założycielskie także. Teatr Jaracza  nie  byłby  największym  teatrem dramatycznym w Polsce,  gdyby nie  sympatia urzędu  marszałkowskiego,  który  w  jego infrastrukturę zainwestował ogromne pieniądze, w tym w jego cztery sceny regionalne. To o tyle godne podziwu, że inne urzędy marszałkowskie, organy  założycielskie  teatrów  w  Polsce,  nie wykazują  takiej  ochoty  i  chęci.  I  żeby podsumować: reforma teatru nas czeka, nie ma innego wyjścia, pytanie tylko - kiedy. Być może kryzys i to także przyspieszy. Z racji tego, że Polsce funkcjonuje unia Teatrów Polskich - jako związek  pracodawców,  a  ja  zostałem  jego wiceprezesem, mamy wgląd we wszystkie akty prawne powstające w Polsce, szczególnie w dziedzinie  kultury.  I  z  przymiarek prowadzonych  przez  resort  kultury  i dziedzictwa narodowego wynika, że urzędy marszałkowskie, czyli średni szczebel, do tego stopnia się tu nie sprawdzają, że zostaną przy okazji  najbliższej  reformy  teatru wyeliminowane. organami  założycielskimi teatrów staną się państwo i gminy, czyli miasta. Ale proszę się zastanowić,  jak wyglądałyby instytucje kultury w Łodzi, gdyby nie urząd marszałkowski. Fatalnie.

Krzysztof Candrowicz

Niestety, albo na szczęście, muszę pogodzić te dwa stanowiska. Choć skłaniam się do zdania, że obaj panowie mają jednak rację, musimy tu znaleźć złoty środek. Nie możemy stworzyć takiego  systemu,  jaki  jest we  Francji  czy w Niemczech,  gdzie  większość  wydarzeń kulturalnych  wisi  na  garnuszku  państwa  i samorządów, jest to system czysto etatystyczny. Ale  nie  możemy  też  stworzyć  systemu wolnorynkowego, jaki funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych  i  który  jest  finansowany niemalże w 99 procentach przez sponsorów prywatnych. Wszystkie największe muzea w Stanach Zjednoczonych utrzymywane są przez sponsorów i donatorów prywatnych. myślę, że jesteśmy na takim etapie rozwoju państwa , bo jesteśmy krajem na dorobku, że nie możemy pójść zdecydowanie ani w jedną, ani w drugą stronę. Potrzebujemy silnego partnera w postaci urzędu marszałkowskiego i urzędu miasta - bez tego nie damy sobie rady. Niezależnie od tego,  czy  jesteśmy  teatrem  czy  instytucją pozarządową, festiwalem, nadal potrzebujemy silnych partnerów. Ale musimy wciąż pamiętać, że mamy wolny rynek. I że nie możemy wzorem francuskim  czy  niemieckim  uczyć  się bezradności i zakładać, że rolą państwa jest zabezpieczanie w stu procentach  działalności kulturalnej, bo tak przecież nie jest. Znajdujemy się gdzieś pośrodku i to dlatego obaj panowie mają  tu  rację.  Natomiast  co  do  tej  drugiej polemiki, też macie panowie rację, ale tu dla odmiany występują dwie płaszczyzny. Kultura jest przecież nie tylko elitarna. Ale to musi wyjść od nas, od środowiska, od nas, którzy jesteśmy aktorami, autorami, reżyserami tych wydarzeń. Ale kultura to także kultura wolnego czasu, kultura  ludowa,  kultura  masowa.  I  te wydarzenia muszą się sprzedać, one muszą podobać się widzom. mówiliśmy tu o dwóch różnych obszarach i stąd to nieporozumienie. Ale to już dyskusja bardziej o definicji kultury, a nam bardziej zależy na Łodzi - zatem wracam do  Łodzi,  na  nasze  podwórko.  Zacznę  od pozytywów.  Jeśli miałbym wystawić  ocenę kulturze w Łodzi, byłaby to bardzo silna piątka, może z plusem, w skali od jednego do sześciu. Piątka, bo nigdzie nie jest idealnie. Łódź po latach  kultywowania  swego  industrialnego charakteru, bardzo  silnie  się obudziła.  I  to widać.  Ten  potencjał  jest  coraz  bardziej widoczny i wykorzystywany. Wydaje mi się, że Europejska Stolica Kultury to tylko taka flaga, sztandar,  którym  wymachujemy,  idąc  w pewnym, wyznaczanym sobie kierunku. Czy ten tytuł zdobędziemy, czy nie, chodzi o to, żeby stworzyć  realną strategiczną wizję  rozwoju Łodzi i iść w tamtą stronę. A potencjał, który mamy, jest gigantyczny. dlaczego jesteśmy tu najwyżej oceniani we wszystkich rankingach? Przyniosłem  ze  sobą  około  30  artykułów  i klasyfikacji,  w  których  jesteśmy  zawsze umieszczani na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o kulturę. Nigdy na drugim. We wszystkich ogólnopolskich pismach, które przyniosłem, Łódź  jest postrzegana  jako najlepszy polski kandydat  do  Europejskiej  Stolicy  Kultury. Dlaczego  inne  miasta  nam  zazdroszczą? Dlaczego  sami  nie  doceniamy  własnego potencjału? Choć z zewnątrz jest to widoczne? Myślę,  że  siłą  Łodzi  jest  ruch  oddolny, awangarda. W Łodzi  ludzie biorą sprawy w swoje ręce. Na sali widzę nawet parę osób z Grupy Pewnych osób. To są ludzie, którym zależy  na  pewnych  inicjatywach.  Wśród fundacji  i  stowarzyszeń w Łodzi  jest około dziesięciu instytucji, w których ludzie aż się palą do tego, żeby coś w mieście zrobić. I wydaje mi się, że to jest siła. Nie obserwuję takich ruchów w  innych miastach - Katowicach, Lublinie, Szczecinie, widzę tam zdecydowanie większy marazm.  I  sądzę,  że  to  jest  najsilniejsza podstawa tego, co jest w Łodzi. Potencjał jest, tylko moim marzeniem jest, byśmy tego nie zmarnowali. I wydaje mi się, że te pomosty, które  budujemy,  powinny  być wielopłaszczyznowe. musimy je budować - na przykład z panem dyrektorem stworzyliśmy silny front wraz z innymi instytucjami kultury, z urzędem, z Filharmonią, z Teatrem Wielkim - tu nie ma rywalizacji, spotykamy się wszyscy i rozmawiamy, co można zrobić. Tak samo jest na poziomach  związanych  z  organizacjami pozarządowymi.  Na  pewno  można  razem budować, o ile nie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał  to  zepsuć. A  oczywiście  tacy  ludzie zawsze  się  znajdą. Więc mam  nadzieję,  że wszystko, co budujemy od dwóch lat i co jest widoczne w  tych  rankingach,  uda  nam  się zamienić na realne projekty. moim zdaniem, powinniśmy obrać  trzy kierunki: wszystkie spięte pod pewnym  leitmotivem,  jakim  jest nowa ziemia obiecana. Tak powstało nasze miasto i mam nadzieję, że tak się właśnie budzi po marazmie, który panował w Łodzi przez kilkanaście ostatnich lat. I te kierunki to przede wszystkim przemysły kreatywne oraz wszelkie obszary styku kultury i biznesu. To jest taka rozwojowa część kultury, która dźwignie za sobą gospodarkę. No i przede wszystkim sztuki wizualne. Wyróżniamy się w Polsce, Europie, a nawet  na  świecie  z  drugą  kolekcją  sztuki nowoczesnej.  Film, fotografia, moda, design - to są wszystko dziedziny sztuki, w których jesteśmy  w  Polsce  niekwestionowanym liderem. Poza tym, jest jeszcze kolejna silna strona Łodzi. Co jest naszą tkanką? Fabryki. To ta cecha naszej marki, której nie mają  inne miasta. Tym też się wyróżniamy. mam nadzieję że będą ratowane, także dzięki osobom na tej sali. Więc myślę,  że  wszystkie  te  kierunki powinniśmy  zebrać  i w Łodzi, nowej  ziemi obiecanej, rozwijać. A to powinno dźwignąć to miasto.  I  jeszcze  jedna  sprawa.  W  wielu badaniach i rankingach inwestorzy prywatni wybierają  na  drugim  albo  trzecim miejscu właśnie kulturę i życie kulturalne miasta, jako podstawę atrakcyjności inwestycyjnej danego ośrodka. Pierwsze to infrastruktura drogowa, lotnisko itd. Ale życie kulturalne miasta jest często wymieniane tuż potem. No i jest jeszcze kolejny, ostatni z ważnych, kierunek,  w którym powinniśmy  iść.  Analizowałem  ostatnio przypadek pięciu miast europejskich, które osiągnęły sukces: Berlina, Bilbao, Barcelony. Lille, Liverpoolu. Wszystkie one dźwignęły się gospodarczo  dzięki  kulturze.  Stała  się mechanizmem rozwoju tych miast. To przecież właśnie Berlin, Bilbao czy Liverpool stworzyły markę  i  odradzały  gospodarkę,  tworząc infrastrukturę miasta z kulturalną flagą. myślę, że jesteśmy pierwszym takim miastem w Polsce, które identyfikuje się aż tak z kulturą i tworzy tożsamość przez kulturę.  Jeśli będziemy  to kontynuować - nie pożałujemy.

Piotr Dzięcioł

Na razie, w czasie naszej dyskusji, słowo film padło tylko raz. A myślę, że zaproszono mnie tu jako  przedstawiciela  tzw.  Łodzi  filmowej. Świadomie użyłem słowa tak zwanej, ponieważ bardzo nie  lubię  tego określenia. Non  stop przychodzą  do  mnie  dziennikarze  i rozmawiamy o Łodzi filmowej. uważam, że Łodzi filmowej tak naprawdę tutaj nie ma. Nie ma Łodzi filmowej, która była tutaj dwadzieścia lat temu. Co nam z niej zostało? Szkoła filmowa, jeden  duży  festiwal,  dwa mniejsze,  Studio Filmów Animowanych, moje studio, które coś próbuje w tym mieście stworzyć. I to wszystko. Co zrobić, żeby było inaczej? Wydaje mi się, że pierwsze kroki już zostały poczynione. Łódź była  pierwszym  miastem  w  Polsce,  które utworzyło fundusz filmowy. Im więcej będzie takich źródeł finansowania produkcji filmowej, tym większa  szansa, że będzie powstawało więcej filmów w Łodzi. Jest to motywacja, żeby film kręcić w tym mieście, z artystami z tego miasta. Wydaje mi się, że warto namówić też marszałka, żeby włączył się do tej inicjatywy, ponieważ w  tej chwili  fundusze  regionalne rozwijają  się w wielu miastach i bardzo często środki  miejskie  są  łączone  z  funduszami marszałkowskimi. Jeżeli tych pieniędzy będzie troszeczkę więcej,  to mam  nadzieję  -  tym bardziej że mamy tutaj szkołę filmową i w tej chwili kilkunastu, a nawet więcej  producentów ją kończy - to powtarzam, mam nadzieję, że ci ludzie będą chcieli zostać w Łodzi i tu robić filmy. Łódź filmowa to tak naprawdę nie są miejsca, ale ludzie. Którzy chcą tutaj pracować, którzy tutaj znaleźli sobie miejsce. Tak jak ja znalazłem miejsce 15 czy 20 lat temu. Tak więc jakieś wyjście z tej trudnej sytuacji jest. Być może za  kilka  lat  będziemy mogli mówi  o  Łodzi filmowej, bo w tej chwili raczej nie możemy.

Błażej Moder

Chciałbym odnieść się do tego, co powiedział Krzysztof Candrowicz. uważam, że podzielił stanowisko moje i pana dyrektora Nowickiego. Rzeczywiście mówiłem o tym, żeby otworzyć infrastrukturę kulturalną miasta, żeby ona stała się  szerzej  dostępna  nie  tylko  dla zakontraktowanych  aktorów.  Zgadzam  się również z  tym, co Krzysztof powiedział, że pewien zakres aktywności kulturalnej i kultury wolnego  czasu  musi  po  prostu  być zaakceptowany  przez widza  i  tutaj  nie ma wyjścia. Jeśli zaś chodzi o kulturę wysoką, w której pan dyrektor jest większym specjalistą niż ja, będzie się ona rządziła troszeczkę innymi prawami  oraz  będzie  wymagała współfinansowania  ze  strony  sektora publicznego  oraz  zaangażowania  sektora prywatnego. A mamy już w Łodzi inicjatywy takie jak Atlas Sztuki czy Galeria Amcor, czy Projekt Art. Strefa - Specjalnej Łódzkiej Strefy Ekonomicznej.  Tak  więc  powoli,  w  miarę rozwoju gospodarczego Łodzi i bogacenia się przedsiębiorców, oni chętnie kulturę sfinansują. Zauważono to już w XVIII wieku w rozwijającej się Ameryce - że przedsiębiorcy przejmują rolę mecenasów. Sposób spędzania wolnego czasu, czyli kultura wolnego czasu, jest bardzo istotny i bardzo często podnoszony i komentowany w dyskusjach. Trzeba tu zwrócić uwagę na szansę z  tego  dla  Łodzi  wynikającą  i  magnes  dla przyjezdnych.  utalentowane  i  kreatywne jednostki mamy i teraz trzeba stworzyć taki system, w którym ta kreatywność będzie mogła rozkwitać, przynosząc efekty i chwałę miastu. Wracając do roli sektora publicznego - powraca także  temat  infrastruktury.  To,  że  ona  jest przygotowana  -  to  wspaniale.  Ale  teraz zacznijmy ją na szeroką skalę wykorzystywać. Tylko mam cały czas wątpliwości, dlaczego, mając  tak  wspaniale  przygotowaną infrastrukturę, nie możemy  sprowadzić na przykład organizacji koncertów rockowych do Łodzi. A centrum koncertów w całej Polsce pozostaje Chorzów. 

Krzysztof Candrowicz

W Łodzi nie ma hali. Mamy ją mieć, więc liczę na to, że od tego roku zaczną do nas przyjeżdżać artyści.  Jest przewidziana na 14 tysięcy osób, więc liczę na to, że tak się stanie.

Wojciech Nowicki

Pozwolę sobie teraz panów pogodzić. Mieliście rację i nie mieliście jej. Bo z tym, że piątka dla łódzkiej kultury - to ja się zgadzam. W tym, że ogromna jest i może być w mieście rola kultury, w tym ekonomiczna, przemysłów kultury - też się zgadzamy. Natomiast bardzo groźnie brzmi wymieniany  przez  pana  Modera  postulat udziału w kulturze sektora niepublicznego. To też  jest  symptomatyczne:  myśmy  to  już wielokrotnie przerobili. Często spotykałem się z takim pytaniem: a jak tam u pana z mecenatem i  sponsoringiem?  Zawsze  odpowiadam,  że bardzo dobrze, natomiast   w skali Polski to wygląda fatalnie. I to jest coś, z czym my - ludzie kultury - nie daliśmy sobie rady. W skali Polski potrzebujemy silnego partnera w postaci Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Miasta Krzysztof Candrowicz, Łódź Art Center Kryzys, który  nas dotyka, doprowadza do ostrych cięć w budżetach, a my chcemy walczyć o coraz wyższy poziom  Wojciech Nowicki, Teatr im. Jaracza udział   w  kulturze  sektora  niepublicznego wynosi  średnio  pół  procent.  Odrobiłem  tę lekcję: w Grecji - 20 procent, w Szwajcarii - 13 procent, w Estonii - 10 procent. mało - my nie mamy  instrumentów  do  tego,  by mecenat prywatny, sponsoring, ściągnąć. Jeszcze parę lat temu można było,  jeśli się było donatorem kultury  -  odpisać  sobie  pewne  rzeczy  od podatku. Ale od dwóch lat, od kiedy weszła ustawa o organizacjach pożytku publicznego, darowizna na cele kulturalne nie może już ulec odliczeniu.  Podczas  gdy w  innych  krajach, takich jak Wielka Brytania, to jest podstawa istnienia instytucji kultury. Nie zaś dotacje.

Krzysztof Candrowicz

Mało: instytucje kultury nie są zwolnione z podatku  od  nieruchomości,  a  instytucje działające na obszarze sportowym - owszem. Tak więc bardzo mocno się zastanawialiśmy - być może zarejestrujemy w Łódź Art Center klub sportowy i wtedy będzie nam trochę lżej. I naprawdę wiele trzeba zmienić.

Wojciech Nowicki

Fundacja  może  być  instytucją  pożytku publicznego, teatr - nie.

Paweł Domarecki

Cały czas rozmawiamy tu z punktu widzenia producentów kultury. Cały czas mówimy o sprawach tych, którzy tę kulturę tworzą. Ale gdzie w tym wszystkim są  jej odbiorcy w Łodzi?

Błażej Moder

Widz wybiera. Idzie na spektakl albo nie idzie. Na  dobry  -  przyjdzie.    Wtedy  tego  typu działalność będzie rozkwitała. Jeśli powiemy sobie, że jest segment kultury wysokiej, w dużej mierze  skierowanej  do  elit,  i  tak  jak  się zgodziliśmy - musi być wsparty przez sektor publiczny,  to  jest  też  jakaś część problemu. Natomiast cała ta idea, o której  mówiłem na początku,  jest  taka,  że  twórca  kultury,  jej animator, musi stworzyć taki produkt, który zainteresuje widzów, i dzięki którym on będzie mógł funkcjonować. Natomiast uważam że na tym  pierwszym  etapie  potrzebne  jest wykorzystanie infrastruktury publicznej, bo jak Krzysztof  mówił  -  jesteśmy  na  etapie,  na którym  nie  zbudujemy  w  Polsce  dzikiego kapitalizmu. W  którym  kultura  będzie finansowana w 99 procentach przez sektor prywatny. Zapotrzebowanie na różnego rodzaju kulturę  w  Łodzi  jest  ogromne.  Wystarczy zdobyć  bilety na  Bogosjana. Trzeba na nie czekać dwa-trzy miesiące. Czyli działa u nas czynnik, o którym wspomniałem na początku - że to widz może dyktować wiele rzeczy.

Dariusz Pawłowski

Trochę nie rozumiem, dlaczego my się tu tak bardzo  martwimy  o  widza  masowego.  Bo wydaje mi się, że ten widz zawsze swoją strawę dostanie. Zawsze znajdzie się dla niego produkt i zawsze będzie wokół tego otoczka. Bardzo bym chciał, żeby w Łodzi śpiewali najwybitniejsi śpiewacy świata, ale naprawdę nie mam też nic przeciwko temu, żeby ulica Wschodnia była naszą  łódzką  „czerwoną  dzielnicą".  Jak najbardziej uważam, że przyszłością naszego miasta jest kultura i rozrywka. Ale myślę, że obecnie powinniśmy się pomartwić o kulturę wyższą, bardziej elitarną. Zawsze się boję, kiedy mówimy o kulturze jako o towarze, traktowania kultury jako towaru tu i teraz. Jako towaru do postawienia  na  półkę,  który  się  tu  i  teraz sprzedaje. Kultura nie jest takim produktem. To jest  artykuł,  który  należy  rozpatrywać  w perspektywie wieloletniej, to się buduje latami. Również jakiekolwiek zmiany, polegające na tym, że nagle odejdziemy od jednego systemu do drugiego, zawsze źle się kończą.

Wojciech Nowicki

Przestrzegałbym przed dyktatem widza, bo w ten sposób będziemy mieli w mieście same rewie.  Nie  mam  nic  przeciwko  rewiom  i masowej kulturze, odwrotnie,  a myślę tu i o muzeach,  i  o  teatrach  dramatycznych,  i  o operach czy teatrach muzycznych - bo mają się doskonale. Pewnie, zawsze może być jeszcze lepiej. Natomiast uważam, że z kulturą masową jest o wiele gorzej. mamy  w mieście doskonały system edukowania widzów. mamy dwa teatry lalkowe,  Teatr  Powszechny  o  lżejszym repertuarze, dwa teatry dramatyczne wysokich  lotów i artystycznych dokonań: myślę o Teatrze Nowym i Teatrze Jaracza. Tu się nie martwmy. Pytanie, czy nam się to sprawdza, udaje? I tu chciałbym przejść do odpowiedniej promocji naszych dokonań i do postawienia pytania, co zrobić,  by  zwłaszcza  nasz  słaby  punkt,  a mianowicie:  ściągnięcie  do  teatru  widzów młodych  -  licealistów,  gimnazjalistów  i studentów, zaowocowało sukcesem. Ponosimy na tym polu klęskę od lat. raz jest ciut lepiej, raz ciut gorzej. Co zrobić, żeby dotrzeć do młodych ludzi, żeby oni zechcieli chodzić i uczestniczyć w  szeroko  rozumianej  kulturze? Muzea, znakomite w Łodzi, świecą pustkami, teatry - na niektóre spektakle nie można się dostać, ale co trudniejsze to już niespecjalnie, czytelnictwo też nie jest zbyt rozwinięte. Zastanówmy się więc, co zrobić, by ogromne pieniądze włożone w  kulturę przez państwo,  samorząd  Łodzi, urząd  marszałkowski,  były  maksymalnie wykorzystane, by jak najwięcej osób w kulturze uczestniczyło. Holandia wymyśliła taki sposób: gdy coś jest za darmo - to marny pomysł. W związku z  tym  tam wypuścili karty stałego widza, które za symboliczną opłatę rozlosowują wśród młodych.  I  taka    karta  uprawnia  do darmowego  wejścia  do  instytucji  kultury, różnych. To w pewien  sposób nobilituje.  I możemy sobie zadać pytanie - czy warto coś takiego zrobić u nas?  Bo nie dość, że państwo płaci na 80 procent kosztów każdej instytucji kultury, to jeszcze ktoś za darmo ma do niej wejść? A my przecież walczymy o widza, o wpływy z biletów. Ale te wpływy z biletów to  15-20 procent budżetu danej instytucji kultury. Dla młodego człowieka warto te 20 procent poświęcić Takie jest moje zdanie. on dostaje bowiem  intelektualnego przyspieszenia, za chwilę przyjdzie i sam zapłaci te pieniądze.

Piotr Dzięcioł

Pierwsza sprawa - promocja. Bez niej nic się nie zrobi. Gdziekolwiek na świecie pojedzie się do muzeum,  zawsze  spotka  się  grupy  dzieci, młodzieży, oprowadzane przez przewodników. Tłumaczy się im - co tam wisi na ścianach. U nas tego nie ma. Szkoły zupełnie zapomniały o muzeach, wyjściach do  teatrów. A przecież zaczyna  się  to  wszystko  w  szkole.  Jeżeli młodzieży  się  nie  nauczy  dobrej  kultury, wybiorą to, co zaproponuje im Polsat czy TVN. Dlatego potem filmy typu "Kochaj i tańcz" mają po  dwa  miliony  widzów,  a  dobre  kino artystyczne - 10 tysięcy.

Krzysztof Candrowicz

Idę do Teatru Jaracza - i mogę kupić bilet z miesięcznym  wyprzedzeniem.  do  Teatru Powszechnego - to samo. Chcę kupić bilet na Placido  domingo  -  nie  ma  nawet  takiej możliwości. Na otwarciu muzeum Sztuki nie można  nawet  było  wejść  do  budynku,  bo przyszło około dwóch tysięcy osób. Na otwarciu Łódź design w tym roku pojawiło się trzy tysiące ludzi. Trzy tysiące! Jeśli zaś chodzi o frekwencję na festiwalu, to sięgnęła dwudziestu tysięcy osób. Tyle osób nie przychodzi nawet na mecze piłkarskie. myślę więc, że o widza nie musimy się martwić, ale już o jego edukowanie - tak. W dobie internetu i dostępnych mediów, które wyciągają odbiorców z kin, teatrów, w dobie filmów, które można sobie za darmo ściągnąć z internetu,  kino  i  teatr  są  coraz  bardziej zagrożone. I tu trzeba wyjść z ofertą. To już nasza rola, żeby stworzyć taka ofertę i promocję, żeby zadbać o młodego odbiorcę, co oczywiście jest  trudne,  ale  tu  już  trzeba  mówić  jego językiem, korzystać z mediów internetowych i znaleźć do niego drogę.

Błażej Moder

W dużej mierze wierzę w rozsądek odbiorcy i w to,  że  jeśli  zostawimy wybory  odbiorcom  i widzom,  to  łódzka  kultura  będzie  się  w spokojny, nierewolucyjny sposób rozwijała. I będziemy szli w tym kierunku, że wybierzemy kulturę popularną z wyższej półki. A jeśli to zrobimy, to myślę, że coraz więcej osób będzie z  tego  korzystało.  Ale  co  zrobić,  żeby  na przykład zachęcić młodych ludzi do chodzenia do muzeów? Proszę Państwa, mogę  powiedzieć, że  nie  chodzimy  do  muzeów, bo tam jest strasznie nudno. Tam panuje senna atmosfera, nikogo nie ma. Trzeba wędrować po muzeach w  Stanach  Zjednoczonych  i  Europie Zachodniej, żeby zobaczyć, ile tam się dzieje - tam panuje duża interaktywność, dużo rzeczy pokazuje się tam dosłownie jak na żywo.

Krzysztof Candrowicz

A był Pan w muzeum Fabryki w manufakturze?

Błażej Moder

Jeżeli  teraz możemy  sięgnąć po dodatkowe środki  unijne  na  uzdrowienie i unowocześnienie naszej bazy, to zróbmy coś, żeby  łódzkie muzea  zaczęły  żyć. Bo mamy wspaniałe dziedzictwo filmowe, dziedzictwo włókiennicze. Pokażmy młodym ludziom, że to jest ciekawe.  I w  ten sposób zaczniemy  ich zachęcać,  by  z  tą  kulturą  obcowali,  by  jej dotykali. Wychodząc trochę z teatru - ludzie idą na  Fotofestiwal  czy  Festiwal  Designu  także dlatego, że są one organizowane w ciekawych miejscach.  Tym  żyją  festiwale.  Niebywale popularny w Łodzi  festiwal komiksu, gdzie można obejrzeć żywe wystawy, przyjeżdżają rysownicy,  z  którymi  można  rozmawiać...Słowem,  chodzi  o  wciągnięcie  młodego uczestnika w ten świat, a nie stawianie go przed szklana gablotą.  Jeśli chodzi o promowanie kultury - to rola edukacyjna takich instytucji jest bardzo ważna.

Dariusz Pawłowski

Nie wierzę w to, że jeżeli uruchomimy wszystkie maszyny w muzeum włókiennictwa i one będą pracować 24 godziny na dobę, to zaraz zaczną to ludzie zwiedzać. Żeby ludzie przychodzili do instytucji kultury, trzeba w nich wytworzyć taką potrzebę - nauczyć, zbudować. I wracamy do tego,  o  czym mówiliśmy  na  początku. Nie wydaje mi się, aby nam się udało taką potrzebę wytworzyć tylko wtedy, kiedy poddamy łódzką kulturę dyktatowi rynku. Ludzi trzeba do tego przygotować  i  to  jest  też  rola  kultury  i państwowego mecenatu kultury.

Paweł Domarecki

Pytanie, czy tylko państwowego, czy też może ma  tu  coś  do  powiedzenia  samorząd,  jako dysponent choćby  łódzkich  szkół. Z  jednej strony, mówimy, że jest świetnie, a z drugiej powiadamy - no  tak,  fajnie,  tylko młodego pokolenia, które przejmie pałeczkę po starszych i będzie chodziło na te imprezy - jakoś nie ma. Jest  nieprzygotowane  do  tego,  żeby  z dobrodziejstw łódzkiej kultury korzystać...

Wojciech Nowicki

Jeśli chodzi o młode pokolenie - nie jest tak absolutnie  źle. Ale my mówimy nie  o  tych przekonanych,  ale  o  nieprzekonanych. Debata   Finansowanie łódzkiej kultury Widz wybiera. Idzie na spektakl, albo nie idzie. Twórca kultury musi stworzyć produkt, który zainteresuje  widzów. Zrobiłem badania, z których wynika, że na wówczas 800-tysięczną Łódź ludzi aktywnie uczestniczących w kulturze było około 200 tysięcy. Nie jest to oszałamiający wynik. Tym bardziej że samych studentów w Łodzi  jest ponad 100 tysięcy. mówię zatem o pozyskaniu ludzi,  którzy  są  nieprzekonani  do  żadnej kultury - ani wysokiej, ani niskiej, ani ludycznej. Co zrobić, żeby przekonać tego typu cenną publiczność,  przed  którą  całe  życie,  do uczestnictwa  w  spektaklach,  wystawach, koncertach... Trudna   droga, ale najprościej byłoby,  jeśli nie edukować poprzez kolejne teatry  -  od  lalkowego,  po  dramatyczne  - próbować dotrzeć do nich poprzez festiwale. Szeroko pojęte. I w Łodzi w każdej dziedzinie. oraz przez masowe imprezy. Ale jak mówić o tych masowych imprezach, jeśli nie mamy ich gdzie robić? Zatem, zanim zbudujemy halę, niezależnie  od  niej  zróbmy  może  tak,  że sumptem urzędu miasta - pana prezydenta, i sumptem  urzędu  marszałkowskiego, zbudujmy na ulicy Piotrkowskiej stałe sceny w pasażach. I występujmy tam na okrągło. Tylko jak przekonać większość łodzian do udziału w takich masowych imprezach?

Paweł Domarecki

No właśnie. masowe imprezy, to w Łodzi trochę niebezpieczny temat. Jedna się niespecjalnie ostatnio  udała,  jakiś  czas  temu  było  sporo informacji  o  imprezach  dotowanych  przez miasto,  które  się  nie  udały  albo  były  dość sceptycznie odbierane przez obserwatorów. I teraz  pytanie:  jaka  tu  powinna  być  rola mecenatu miasta?

Błażej Moder

Mówimy o kulturze popularnej, ale jednak z wyższej  półki. Więc może  o to chodzi, by przywieźć tu musical Chicago, albo Cyrk Słońca, a nie wulgaryzmy osób prowadzących koncert na ulicy Piotrkowskiej. możemy pokazywać różnego rodzaju kulturę masową. może to być koncert Jean-Michela Jarre'a albo Pink Floyd. A może być koncert popularnych gniotów, nie obrażając żadnego artysty. Czyli na polu kultury popularnej chodzi o dokonywany przez miasto dobór wykonawcy. Bo możliwości ruchu mamy duże.

Krzysztof Candrowicz

oferta Teatru Jaracza jest dosyć wymagająca od młodych  ludzi. Kultura  jest  bardzo  żywym organizmem  i  trzeba  zastanowić  się,  jak stworzyć  dla  nich  nowe  medium, konkurencyjne wobec internetu i telewizji, których 30 lat temu nie było. Ale i tak łódzkie teatry są pełne, filharmonia jest non stop pełna do  ostatniego  miejsca,  Teatr  Wielki  jest wypełniony. myślę, że jeśli chodzi o widza, nie ma  problemów,  problemem  jest,  byśmy obserwowali  zmiany  kultury.  Kultura  jest zjawiskiem żywym. A wracając do drugiego pytania - musimy jasno oddzielić rozrywkę od kultury. To już jest impreza masowa. Igrzyska też muszą być, choć nie biorę udziału w takich wydarzeniach - takie imprezy też są jednak potrzebne, czy to Łódź, Poznań czy Kraków. Ale to jest rozrywka. To odrębny temat, nad którym nie ma tu co dzisiaj dyskutować.

Piotr Dzięcioł

Tylko czy miasto musi płacić za takie imprezy? Wydaje mi się, że znajdą się firmy, które takie imprezy z chęcią sfinansują. To nie jest miejsce na wydawanie miejskich pieniędzy.

Paweł Domarecki

Wchodzimy  nieuchronnie  w  dziedzinę: rozrywka, miejskie pieniądze, promocja miasta. To bardzo drażniący łodzian temat. mamy już tu zdanie pana Piotra dzięcioła - że miasto nie powinno dotować takich imprez. Czy Państwo się z tym zgadzają?

Piotr Dzięcioł

Pytanie, czy takie imprezy promują miasto? Wydaje mi się, że nawet ludzie oglądający ten ostatni koncert - bo zdaje się, że transmitowała go  któraś  stacja  komercyjna  -  byli  nie najlepszego zdania o imprezie i tym samym o mieście, które na to wydało mnóstwo pieniędzy.

Wojciech Nowicki

Jestem za tego typu imprezami, tylko czy akurat takimi  jak  ta  omawiana,  na  Piotrkowskiej. Pytanie - w którym miejscu i jakiego to rodzaju powinna być rozrywka?

Paweł Domarecki

Rozszerzamy dyskusję na salę. Widzę, że jest sporo osób chętnych do wzięcia w niej udziału.

Kajus Augustyniak (głos z sali)

Jako rzecznik prasowy UMŁ mogę powiedzieć, że miasto nie finansowało tej imprezy, tylko zapłaciło za jej transmisję. Koszt imprezy był prawdopodobnie dużo większy, ale pieniądze wyłożyli  na  to  sponsorzy  i  telewizje,  my zapłaciliśmy  za  transmisję.  Bawiło  się  tam kilkanaście tysięcy osób, a w TV obejrzały to trzy  miliony  ludzi.  Nigdy  podczas  imprez masowych  nie  można  mieć  pewności,  że wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Było mi przykro, że doszło tam do takiego ekscesu. Cieszyło mnie, że przy ponownej emisji ten incydent został wyciszony. Biorąc pod uwagę koszty  imprezy  -  to,  co  zapłaciliśmy  za transmisję to była dobra cena. Impreza swoją rolę spełniła. (...) I jedna uwaga, jeśli chodzi o młodych ludzi. Traf chciał, że przez wiele lat byłem na licznych imprezach kulturalnych. Żadna z nich by nie przetrwała, gdyby tam nie było młodzieży. (...) myślę zatem, że narzekając na poziom młodych ludzi, popełniamy błąd. Dzisiejsza kultura stoi głównie młodzieżą.

Piotr Dzięcioł

Ależ nie narzekaliśmy na młodych ludzi, tylko na to, że szkoła nie przygotowuje ich do udziału w kulturze.

Kajus Augustyniak

Myślę, że co do systemu edukacyjnego mamy zbliżone zdanie, że nie jest tak, jak być powinno.

Piotr Dzięcioł

Nie sądzi Pan chyba, że to ja albo któryś z moich współpracowników finansuje łódzkie szkoły.

Paweł Domarecki

Przecież one są samorządowe - to także od władz miasta zależy,  na co stawiają...

Przemysław Owczarek (głos z sali)

Jestem muzealnikiem. Pewien niemiecki filozof żydowskiego  pochodzenia  wyróżnił  dwa rodzaje kultury: doświadczenia i przeżycia. Po pierwsze - żyjemy w kulturze przeżycia. W Łodzi  jej  wyznacznikiem  jest  duża  liczba festiwali i koncertów. I pytanie - co zostaje z tego dla miasta? Niewiele jest takich imprez, które mają przemyślaną strategię - chcą zgromadzić pewne archiwum. Wartość dodaną dla miasta. druga  sprawa  - muzealnictwo.  Przy  takim sposobie finansowania nie będą mieć Państwo tutaj żadnej dobrej kolekcji, ani wydarzenia, ani supermedialnie przygotowanego muzeum - z wydarzeniami, happeningami w środku. Na jeden  dział  muzeum  Archeologicznego  i Etnograficznego przypada w Łodzi jedna osoba. Przy czym to muzeum pełni jeszcze funkcję badawczą. Władze tego nie dostrzegają. Często jeździmy w teren, przywozimy stamtąd ciekawe rzeczy,  potrafimy  się  zajmować  promocją produktu  regionalnego.  Antropolog  może pokazać w terenie, jak wypromować miejsce i zdarzenie. A propos edukacji, Proszę Państwa, gdyby  istniał  dość  przemyślany  -  między kuratorium a władzami lokalnymi - urzędem marszałkowskim,  urzędem  miasta,  i  w  to powinni  być  oczywiście  zaangażowani animatorzy, program edukacji regionalnej... Gdzie byłyby bardzo  ciekawie wypracowane sposoby realizacji tego programu, który Łódź mogłaby stworzyć dla  regionu, który może pozwoliłyby na kontakt artysty z gimnazjalistą... Ale nie mamy tego, dopiero uczymy się, jak animować kulturę. I na koniec okropne pytanie do panelistów - kiedy Państwo byli na jakiejś imprezie literackiej w tym mieście?

Paweł Domarecki

Trafiony-zatopiony.  Cisza  zapadła  wśród  dyskutantów. ..

Sebastian Rybarczyk (głos z sali)

Wydaje mi  się, że zapłacenie za koncert  to trochę jak z „misia" - sztuka się liczy. Pozwolę sobie na generalną uwagę - za wyjątkiem pana Piotra dzięcioła z opus Filmu, wszyscy paneliści są wyjątkowo zadowoleni z tego, jak to miasto wygląda  i rozwija się kulturalnie, pomijając Błażeja Modera. To co powiedział Krzysztof Candrowicz rozumiem, że kieruje Pan projektem Łódź ESK 2016 i musi Pan opowiadać taki rzeczy, gdy jedzie Pan na Zachód: u nas są pełne teatry, pełne opery, festiwale są takie, że mucha nie siada. I ja to rozumiem. Ale mam takie wrażenie, i ono jest bardziej niepokojące - że Pan w to wierzy.

Krzysztof Candrowicz

Ja  to widzę,  bo  chodzę  na  te  festiwale. Na imprezy literackie zresztą też. Jeśli ktoś myśli, że mam różowe okulary na oczach i  nie widzę, co się dzieje... Kwestia finansowania festiwali i pozyskiwania  sponsorów  zewnętrznych: -większość sponsorów, których pozyskujemy, jest spoza Łodzi. Szybko odpowiem na pytanie, jaka jest sytuacja z festiwalami w tym mieście - większość festiwali: czy to Festiwal Czterech Kultur, czy Camerimage, czy Festiwal Fotografii, czy Kolory Polski - który jest niesamowitym festiwalem regionalnym - pozostawia swój ślad w  kulturze  materialnej.  Są  książki, wydawnictwa...

Sebastian Rybarczyk

Odnoszę wrażenie, że sytuacja nie  jest taka różowa, jak tu panowie opisywali. Wystawiamy sztuki w łódzkich  teatrach, ale jeżeli chcemy być miastem kultury, jeżeli ona ma być elementem ciągnącym  to miasto do przodu,  to na  tym poziomie na jakim ona jest - nie pociągniemy. Bo jest tu mało oryginalnych rzeczy. I druga sprawa  -  te  oryginalne  rzeczy  to  są  dzieła głównie młodych  ludzi.  Jeżeli patrzymy na problem  -  i  robienie  czegoś  przez  ludzi  z zewnątrz  -  przecież  oni  mogą  przyjść  i  z kulturalnej łódzkiej infrastruktury korzystać. De facto jednak - nie istnieje ani Łódź filmowa, ani  Łódź  teatralna.  (...)  Bardzo  proszę,  nie zamydlajmy...

Krzysztof Candrowicz

Nie jesteśmy Bilbao czy Berlinem. Ale ten ruch został rozpoczęty. Zgadzam się, że nie ma Łodzi filmowej - nie stoimy jeszcze silnie na wielu filarach. Jest ruch, w którym coś się rodzi, coś możemy zahamować. Naprawdę wszystko idzie w dobrym kierunku.

Wojciech Nowicki

Spotkaliśmy się tu z niezłą krytyka, ale albo żyjemy w innym mieście, albo oglądamy inne strony internetowe, na przykład Teatru Jaracza, bo  to  zupełnie  nie  jest  tak.  Pan Rybarczyk zarzucił, że wstąpiło w nas samozadowolenie. Otóż nie. (...) Nie dalej niż półtora miesiąca  emu pojechaliśmy do Warszawy ze spektaklem. Nie chciałem 18. raz oglądać tej sztuki i usiadłem w kawiarni.  I  w  tym  momencie  słyszę  trzy rozmowy. Siedzą młodzi ludzie przy stolikach obok, trzy towarzystwa niezależnie od siebie. I te trzy towarzystwa mówią, że wybierają się w najbliższy  weekend  do  Łodzi,  by  pójść  do muzeum, na Piotrkowską i do teatru. Więc to nieprawda, że Łódź jest na peryferiach kultury. Jeśli chodzi o poziom łódzkiej kultury - znów musze wrócić do Teatru Jaracza - życzyłbym każdemu teatrowi w Polsce takiego poziomu. Na  liczące  się  festiwale  teatralne, międzynarodowe zapraszany jest Teatr Jaracza z Łodzi, a nie teatry z Warszawy.

Piotr Dzięcioł

Dodajmy do tego otwarcie ms2. Odbiło się nie tylko w Polsce, w Łodzi, ale i w świecie.

Jadwiga Tryzno (głos z sali)

Chciałabym podzielić się refleksją - byśmy się zastanowili,  co  naprawdę    oznacza  bycie europejską stolicą kultury. Jak można sobie wyobrażać stan, w którym się jest tą europejską stolicą, bądź - w jaki sposób ten tytuł się tak naprawdę zdobywa. dla mnie to ważne, gdyż tak naprawdę w sumie może to być po drodze źródłem  wielu  nieporozumień.  To,  co powiedział Krzysztof - to wszystko prawda, ale miasta,  które  zdobyły  ten  tytuł,  mają architekturę, ona  jest  zadbana. Ale  celowo zmierzam tu do jednego: wiem jak się pisze projekty do unii. Żeby zdobyć dotację, trzeba spełnić szereg kryteriów. Pod  jakie kryteria będziemy grać przez te parę lat, żeby - jeśli nam zależy  na  zdobyciu miana  ESK  2016  -  być efektywnym?  Być może trzeba po prostu nam uświadomić, w co my gramy, bo  być może to jest fajne, ale niekoniecznie musi nas interesować.

Paweł Domarecki

Zbliżamy się do końca naszej dyskusji. Dziękuję uczestnikom i publiczności za uwagę i za dużą wartość dodaną, która się w trakcie tej debaty zrodziła. Gospodarzom zaś dziękuję za gościn.

 
 «  wstecz
Komentarze
*Autor:
*Komentarz:
* pola wymagane
Fundacja Orientacja abcnet Federacja Młodzieży WalczącejFREE Stowarzyszenie KoLiber  Instytut Soieskiego Instytut Tertio MillennioPolsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego
Asia-Europe Society ATLAS CADI CATO INSTITUTE The Heritage Foundation Manhattan Institute Policy Research
design by KAMIKAZE