24 marca 2009 roku w Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej odbyła się druga debata z cyklu "Forum Łódź". Dyskusja "Łódź - miasto kultury" była poświęcona organizacji, finansowaniu i promocji kultury w mieście.Sebastian Rybarczyk
Ireneusz Jabłoński
Nieczęsto się zdarza, aby debata wywoływała tak żywą reakcję publiczności. Ale tym razem, kiedy w gościnnych wnętrzach łódzkiej filmówki, witani przez rektora Roberta Glińskiego, rozmawialiśmy o finansowaniu łódzkiej kultury, chwilami było naprawdę gorąco. Starły się dwa podejścia, dwie filozofie, dwie postawy. I dobrze, bo to oznacza, że łódzka kultura żyje, a ludziom ją tworzącym chodzi o coś więcej niż tylko o przetrwanie.
Paweł Domarecki
Witam Państwa. Zaczynamy naszą debatę. Przypominam, że kiedy już nasi rozmówcy wyczerpią temat, zabiorą głos dyskutanci z sali. A teraz oddaję głos panu Błażejowi Moderowi z Fundacji Projekt Łódź.
Błażej Moder
Rozumiem, że wywołał pan fundację Projekt Łódź, żeby dyskusja zaczęła się z wysokiego C i żeby była gorąca. Wychodzimy z założenia, że sektor publiczny pełni rolę służebną wobec mieszkańców, także mieszkańców Łodzi i ta idea przyświeca nam również, jeśli chodzi o wspieranie kultury w naszym mieście. Uważamy, że podstawowym zadaniem samorządu w dziedzinie wspierania kultury jest przygotowanie infrastruktury i udostępnienie jej jak najszerszej liczbie korzystających z niej osób. Jesteśmy zdania, że teatry i galerie są dla widzów i osób z nich korzystających, a nie dla aktorów czy bileterów. dlatego twierdzimy, że podstawowym zadaniem na dziś jest w pierwszej kolejności zoptymalizowanie i zinwentaryzowanie tej infrastruktury, którą mamy, postawienie na takie miejsca, które są kulturze potrzebne i które będą zarządzane przez menedżerów. Natomiast kwestie związane z kontentem, programowe, powinny być kontraktowane. ujmując to w jedną frazę - na trochę podobnej zasadzie funkcjonuje Broadway. mamy przygotowaną infrastrukturę, a dzięki takim rozwiązaniom także nieco nadłamane status quo i wprowadzony do instytucji kultury element konkurencji. Z tego powodu sektor publiczny jest zobowiązany do zapewnienia miejsc, gdzie ta kultura mogłaby być i przygotowywana, i wystawiana, i odbierana. uważam, że stworzenie takiej platformy dla kreatywnych jednostek spowoduje, że kultura stanie się magnesem promocyjnym Łodzi - i to nie tylko dla osób w kraju. Jeśli chcemy zostać europejską stolicą kultury, to musimy zacząć przygotowania pod kątem infrastrukturalnym i kulturalnym. Przygotowanie tej infrastruktury to rola sektora publicznego, który powinien być czymś więcej niż tylko impresariatem.
Wojciech Nowicki
Pragnę, abyśmy mówili o kulturze w regionie, a nie wyłącznie w Łodzi. Chciałbym przypomnieć, na czym stoimy. dysponujemy w regionie i Łodzi 42 galeriami, 43 muzeami, 14 teatrami dramatycznymi, lalkowymi i muzycznymi. Mamy 200 zabytków wpisanych do rejestru i 295 domów kultury, które również podlegają naszej ustawie o prowadzeniu działalności kulturalnej. W związku z tym trzeba powiedzieć, że dysponujemy znakomitą infrastrukturą. Jak jednak mamy zapełnić właściwą treścią te instytucje, i to w skali całej Polski, jeśli z budżetu państwa, w tym z budżetów samorządów, przeznaczamy na kulturę rocznie 30 euro na osobę? dla porównania - Estonia 59 euro, Hiszpania - 60 euro, Francja i Niemcy - około 200 euro. Żyjemy w takim kraju, w jakim żyjemy i musimy się w tych warunkach odnaleźć. I po to, by wypełnić te instytucje treścią - Łódź miastem festiwalowym, Łódź - europejską stolicą kultury, trzeba się wspólnie zastanowić, czego potrzeba oprócz pieniędzy, by te hasła skutecznie zrealizować. A przecież jesteśmy w wyjątkowo trudnym okresie, bo kryzys, który nas za chwilę dotknie, już dotyka, doprowadza do radykalnych cięć w budżetach, a my chcemy walczyć o coraz wyższy poziom i o Europejską Stolicę Kultury 2016.
Dariusz Pawłowski
Myślę, że należałoby też się zastanowić, kto miałby decydować o tym, jaką treścią wypełniać instytucje kultury. Jeżeli widz, to miałbym tu duże wątpliwości, bo możemy się spotkać z powszechnym syndromem inżyniera Mamonia. I nie będziemy mieli możliwości wykreowania czegoś nowego, bo nikt tego nie będzie chciał. A po drugie, myślę że nie możemy się porównywać do Broadwayu również ze względów stricte ekonomicznych. Nie stać nas, jako obywateli tego kraju, na finansowanie kultury tylko dzięki kupowaniu biletów. Jeżeli natomiast o kulturze, o jej treści, mieliby decydować urzędnicy - to także byłoby niedobrym rozwiązaniem. Bo uważam, że urzędnik nie jest od tego, żeby kreować, wymyślać, tylko po to, żeby dawać, pomagać i umożliwiać kulturze funkcjonowanie. może zatem warto zaufać ludziom kultury, oni chyba najlepiej wiedza, co należy robić. I tylko im należy pomóc.
Paweł Domarecki
Piłeczka została bardzo mocno odbita...
Błażej Moder
Ja się z takim stwierdzeniem, że byłoby niebezpiecznie zostawić decyzje widzom - nie mogę zgodzić. Ale pójdźmy dalej za takim rozumowaniem, że Polski i Łodzi nie stać dziś na Broadway. Warto wykorzystać istniejącą infrastrukturę, a także poszerzyć grono osób, które mogłyby z niej korzystać. Myślę np. o młodych aktorach. Czyli o tworzeniu quasi rynku, konkurencji, nie zamykaniu tego rynku tylko dla aktorów, którzy mają podpisany kontrakt. To by nam zostawiało sporą możliwość poszerzenia spektrum osób, które mogłyby na ten rynek wchodzić. I jeśli stworzymy taką infrastrukturę, to kto się w niej sprawdzi? osoby najbardziej kreatywne, które najlepiej wpiszą się w oczekiwania widzów. I główną tego lokomotywą będą ludzie kultury. Studenci szkoły filmowej, teatralnej - to oni zaczną tę infrastrukturę wykorzystywać, a dzięki temu ona zacznie żyć i stawać się konkurencyjna. uważam, że wypróbowanie tego modelu jest warte grzechu, ponieważ system, który dzisiaj funkcjonuje, ma dużo wad i cały czas się zastanawiamy, jak go ulepszyć. mamy już przykłady polskich teatrów, które w ten sposób mogą funkcjonować. Choćby teatr pani Jandy.
Wojciech Nowicki
W kryzysie rodzą się różne pomysły - z piekła rodem i nie z piekła rodem. Jedno jest pewne: w Polsce mamy ponad 100 teatrów. Boję się, że kryzys spowoduje, że ta liczba się zmniejszy. Być może, i mam tu podejrzenie graniczące z pewnością, jak mawiał były premier, że reforma teatrów jest w drodze. reforma kultury w ogóle. We Francji tak naprawdę działa około 24 teatrów państwowych a reszta funkcjonuje na takiej zasadzie, że jeśli samorząd ma ambicje i pieniądze - to proszę bardzo. A jeśli nie, to możemy je zlikwidować i nie muszą działać. Lecz jeśli chodzi o teatry prywatne - trzymam za nie kciuki. Ale muszę przy tym powiedzieć, że jeśli ja na premierę mogę przeznaczyć ze swej krwawicy i dotacji urzędu marszałkowskiego 100 tys. złotych, to pani Janda, czego mogę tylko zazdrościć, dostaje dotację z ministerstwa kultury w wysokości 300 tysięcy. Na jedną premierę. I jak to się ma do teatru prywatnego? Żaden teatr prywatny by nie funkcjonował w Polsce, gdyby nie zatrudniał aktorów instytucjonalnych. W teatrze pani Jandy poruszamy się od gwiazdy do gwiazdy, w związku z tym to są aktorzy etatowi, utrzymywani przez państwowe instytucje kultury, przepłaceni przez panią Jandę, i słusznie, żeby mogli zagrać u niej na premierze prywatnie lub półprywatnie. Zazdroszczę, gratuluję, ale ma się to nijak do prywatnego teatru. Pan był uprzejmy kilkakrotnie powiedzieć o infrastrukturze. Nie wiem, co pan przez nią rozumie, ale muszę stwierdzić, że infrastrukturę w Łodzi mamy doskonałą, a widoki jeszcze lepsze. Proszę zwrócić uwagę na infrastrukturę Teatru Jaracza: budynki, wyposażenie - na miarę XXI wieku. Tylko patrzeć, jak Teatr Wielki stanie na nogi. Teatr muzyczny również za chwilę będzie doskonale wyposażony. Wszystkie instytucje tego typu w Łodzi bardzo się starają i ich organy założycielskie także. Teatr Jaracza nie byłby największym teatrem dramatycznym w Polsce, gdyby nie sympatia urzędu marszałkowskiego, który w jego infrastrukturę zainwestował ogromne pieniądze, w tym w jego cztery sceny regionalne. To o tyle godne podziwu, że inne urzędy marszałkowskie, organy założycielskie teatrów w Polsce, nie wykazują takiej ochoty i chęci. I żeby podsumować: reforma teatru nas czeka, nie ma innego wyjścia, pytanie tylko - kiedy. Być może kryzys i to także przyspieszy. Z racji tego, że Polsce funkcjonuje unia Teatrów Polskich - jako związek pracodawców, a ja zostałem jego wiceprezesem, mamy wgląd we wszystkie akty prawne powstające w Polsce, szczególnie w dziedzinie kultury. I z przymiarek prowadzonych przez resort kultury i dziedzictwa narodowego wynika, że urzędy marszałkowskie, czyli średni szczebel, do tego stopnia się tu nie sprawdzają, że zostaną przy okazji najbliższej reformy teatru wyeliminowane. organami założycielskimi teatrów staną się państwo i gminy, czyli miasta. Ale proszę się zastanowić, jak wyglądałyby instytucje kultury w Łodzi, gdyby nie urząd marszałkowski. Fatalnie.
Krzysztof Candrowicz
Niestety, albo na szczęście, muszę pogodzić te dwa stanowiska. Choć skłaniam się do zdania, że obaj panowie mają jednak rację, musimy tu znaleźć złoty środek. Nie możemy stworzyć takiego systemu, jaki jest we Francji czy w Niemczech, gdzie większość wydarzeń kulturalnych wisi na garnuszku państwa i samorządów, jest to system czysto etatystyczny. Ale nie możemy też stworzyć systemu wolnorynkowego, jaki funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych i który jest finansowany niemalże w 99 procentach przez sponsorów prywatnych. Wszystkie największe muzea w Stanach Zjednoczonych utrzymywane są przez sponsorów i donatorów prywatnych. myślę, że jesteśmy na takim etapie rozwoju państwa , bo jesteśmy krajem na dorobku, że nie możemy pójść zdecydowanie ani w jedną, ani w drugą stronę. Potrzebujemy silnego partnera w postaci urzędu marszałkowskiego i urzędu miasta - bez tego nie damy sobie rady. Niezależnie od tego, czy jesteśmy teatrem czy instytucją pozarządową, festiwalem, nadal potrzebujemy silnych partnerów. Ale musimy wciąż pamiętać, że mamy wolny rynek. I że nie możemy wzorem francuskim czy niemieckim uczyć się bezradności i zakładać, że rolą państwa jest zabezpieczanie w stu procentach działalności kulturalnej, bo tak przecież nie jest. Znajdujemy się gdzieś pośrodku i to dlatego obaj panowie mają tu rację. Natomiast co do tej drugiej polemiki, też macie panowie rację, ale tu dla odmiany występują dwie płaszczyzny. Kultura jest przecież nie tylko elitarna. Ale to musi wyjść od nas, od środowiska, od nas, którzy jesteśmy aktorami, autorami, reżyserami tych wydarzeń. Ale kultura to także kultura wolnego czasu, kultura ludowa, kultura masowa. I te wydarzenia muszą się sprzedać, one muszą podobać się widzom. mówiliśmy tu o dwóch różnych obszarach i stąd to nieporozumienie. Ale to już dyskusja bardziej o definicji kultury, a nam bardziej zależy na Łodzi - zatem wracam do Łodzi, na nasze podwórko. Zacznę od pozytywów. Jeśli miałbym wystawić ocenę kulturze w Łodzi, byłaby to bardzo silna piątka, może z plusem, w skali od jednego do sześciu. Piątka, bo nigdzie nie jest idealnie. Łódź po latach kultywowania swego industrialnego charakteru, bardzo silnie się obudziła. I to widać. Ten potencjał jest coraz bardziej widoczny i wykorzystywany. Wydaje mi się, że Europejska Stolica Kultury to tylko taka flaga, sztandar, którym wymachujemy, idąc w pewnym, wyznaczanym sobie kierunku. Czy ten tytuł zdobędziemy, czy nie, chodzi o to, żeby stworzyć realną strategiczną wizję rozwoju Łodzi i iść w tamtą stronę. A potencjał, który mamy, jest gigantyczny. dlaczego jesteśmy tu najwyżej oceniani we wszystkich rankingach? Przyniosłem ze sobą około 30 artykułów i klasyfikacji, w których jesteśmy zawsze umieszczani na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o kulturę. Nigdy na drugim. We wszystkich ogólnopolskich pismach, które przyniosłem, Łódź jest postrzegana jako najlepszy polski kandydat do Europejskiej Stolicy Kultury. Dlaczego inne miasta nam zazdroszczą? Dlaczego sami nie doceniamy własnego potencjału? Choć z zewnątrz jest to widoczne? Myślę, że siłą Łodzi jest ruch oddolny, awangarda. W Łodzi ludzie biorą sprawy w swoje ręce. Na sali widzę nawet parę osób z Grupy Pewnych osób. To są ludzie, którym zależy na pewnych inicjatywach. Wśród fundacji i stowarzyszeń w Łodzi jest około dziesięciu instytucji, w których ludzie aż się palą do tego, żeby coś w mieście zrobić. I wydaje mi się, że to jest siła. Nie obserwuję takich ruchów w innych miastach - Katowicach, Lublinie, Szczecinie, widzę tam zdecydowanie większy marazm. I sądzę, że to jest najsilniejsza podstawa tego, co jest w Łodzi. Potencjał jest, tylko moim marzeniem jest, byśmy tego nie zmarnowali. I wydaje mi się, że te pomosty, które budujemy, powinny być wielopłaszczyznowe. musimy je budować - na przykład z panem dyrektorem stworzyliśmy silny front wraz z innymi instytucjami kultury, z urzędem, z Filharmonią, z Teatrem Wielkim - tu nie ma rywalizacji, spotykamy się wszyscy i rozmawiamy, co można zrobić. Tak samo jest na poziomach związanych z organizacjami pozarządowymi. Na pewno można razem budować, o ile nie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał to zepsuć. A oczywiście tacy ludzie zawsze się znajdą. Więc mam nadzieję, że wszystko, co budujemy od dwóch lat i co jest widoczne w tych rankingach, uda nam się zamienić na realne projekty. moim zdaniem, powinniśmy obrać trzy kierunki: wszystkie spięte pod pewnym leitmotivem, jakim jest nowa ziemia obiecana. Tak powstało nasze miasto i mam nadzieję, że tak się właśnie budzi po marazmie, który panował w Łodzi przez kilkanaście ostatnich lat. I te kierunki to przede wszystkim przemysły kreatywne oraz wszelkie obszary styku kultury i biznesu. To jest taka rozwojowa część kultury, która dźwignie za sobą gospodarkę. No i przede wszystkim sztuki wizualne. Wyróżniamy się w Polsce, Europie, a nawet na świecie z drugą kolekcją sztuki nowoczesnej. Film, fotografia, moda, design - to są wszystko dziedziny sztuki, w których jesteśmy w Polsce niekwestionowanym liderem. Poza tym, jest jeszcze kolejna silna strona Łodzi. Co jest naszą tkanką? Fabryki. To ta cecha naszej marki, której nie mają inne miasta. Tym też się wyróżniamy. mam nadzieję że będą ratowane, także dzięki osobom na tej sali. Więc myślę, że wszystkie te kierunki powinniśmy zebrać i w Łodzi, nowej ziemi obiecanej, rozwijać. A to powinno dźwignąć to miasto. I jeszcze jedna sprawa. W wielu badaniach i rankingach inwestorzy prywatni wybierają na drugim albo trzecim miejscu właśnie kulturę i życie kulturalne miasta, jako podstawę atrakcyjności inwestycyjnej danego ośrodka. Pierwsze to infrastruktura drogowa, lotnisko itd. Ale życie kulturalne miasta jest często wymieniane tuż potem. No i jest jeszcze kolejny, ostatni z ważnych, kierunek, w którym powinniśmy iść. Analizowałem ostatnio przypadek pięciu miast europejskich, które osiągnęły sukces: Berlina, Bilbao, Barcelony. Lille, Liverpoolu. Wszystkie one dźwignęły się gospodarczo dzięki kulturze. Stała się mechanizmem rozwoju tych miast. To przecież właśnie Berlin, Bilbao czy Liverpool stworzyły markę i odradzały gospodarkę, tworząc infrastrukturę miasta z kulturalną flagą. myślę, że jesteśmy pierwszym takim miastem w Polsce, które identyfikuje się aż tak z kulturą i tworzy tożsamość przez kulturę. Jeśli będziemy to kontynuować - nie pożałujemy.
Piotr Dzięcioł
Na razie, w czasie naszej dyskusji, słowo film padło tylko raz. A myślę, że zaproszono mnie tu jako przedstawiciela tzw. Łodzi filmowej. Świadomie użyłem słowa tak zwanej, ponieważ bardzo nie lubię tego określenia. Non stop przychodzą do mnie dziennikarze i rozmawiamy o Łodzi filmowej. uważam, że Łodzi filmowej tak naprawdę tutaj nie ma. Nie ma Łodzi filmowej, która była tutaj dwadzieścia lat temu. Co nam z niej zostało? Szkoła filmowa, jeden duży festiwal, dwa mniejsze, Studio Filmów Animowanych, moje studio, które coś próbuje w tym mieście stworzyć. I to wszystko. Co zrobić, żeby było inaczej? Wydaje mi się, że pierwsze kroki już zostały poczynione. Łódź była pierwszym miastem w Polsce, które utworzyło fundusz filmowy. Im więcej będzie takich źródeł finansowania produkcji filmowej, tym większa szansa, że będzie powstawało więcej filmów w Łodzi. Jest to motywacja, żeby film kręcić w tym mieście, z artystami z tego miasta. Wydaje mi się, że warto namówić też marszałka, żeby włączył się do tej inicjatywy, ponieważ w tej chwili fundusze regionalne rozwijają się w wielu miastach i bardzo często środki miejskie są łączone z funduszami marszałkowskimi. Jeżeli tych pieniędzy będzie troszeczkę więcej, to mam nadzieję - tym bardziej że mamy tutaj szkołę filmową i w tej chwili kilkunastu, a nawet więcej producentów ją kończy - to powtarzam, mam nadzieję, że ci ludzie będą chcieli zostać w Łodzi i tu robić filmy. Łódź filmowa to tak naprawdę nie są miejsca, ale ludzie. Którzy chcą tutaj pracować, którzy tutaj znaleźli sobie miejsce. Tak jak ja znalazłem miejsce 15 czy 20 lat temu. Tak więc jakieś wyjście z tej trudnej sytuacji jest. Być może za kilka lat będziemy mogli mówi o Łodzi filmowej, bo w tej chwili raczej nie możemy.
Błażej Moder
Chciałbym odnieść się do tego, co powiedział Krzysztof Candrowicz. uważam, że podzielił stanowisko moje i pana dyrektora Nowickiego. Rzeczywiście mówiłem o tym, żeby otworzyć infrastrukturę kulturalną miasta, żeby ona stała się szerzej dostępna nie tylko dla zakontraktowanych aktorów. Zgadzam się również z tym, co Krzysztof powiedział, że pewien zakres aktywności kulturalnej i kultury wolnego czasu musi po prostu być zaakceptowany przez widza i tutaj nie ma wyjścia. Jeśli zaś chodzi o kulturę wysoką, w której pan dyrektor jest większym specjalistą niż ja, będzie się ona rządziła troszeczkę innymi prawami oraz będzie wymagała współfinansowania ze strony sektora publicznego oraz zaangażowania sektora prywatnego. A mamy już w Łodzi inicjatywy takie jak Atlas Sztuki czy Galeria Amcor, czy Projekt Art. Strefa - Specjalnej Łódzkiej Strefy Ekonomicznej. Tak więc powoli, w miarę rozwoju gospodarczego Łodzi i bogacenia się przedsiębiorców, oni chętnie kulturę sfinansują. Zauważono to już w XVIII wieku w rozwijającej się Ameryce - że przedsiębiorcy przejmują rolę mecenasów. Sposób spędzania wolnego czasu, czyli kultura wolnego czasu, jest bardzo istotny i bardzo często podnoszony i komentowany w dyskusjach. Trzeba tu zwrócić uwagę na szansę z tego dla Łodzi wynikającą i magnes dla przyjezdnych. utalentowane i kreatywne jednostki mamy i teraz trzeba stworzyć taki system, w którym ta kreatywność będzie mogła rozkwitać, przynosząc efekty i chwałę miastu. Wracając do roli sektora publicznego - powraca także temat infrastruktury. To, że ona jest przygotowana - to wspaniale. Ale teraz zacznijmy ją na szeroką skalę wykorzystywać. Tylko mam cały czas wątpliwości, dlaczego, mając tak wspaniale przygotowaną infrastrukturę, nie możemy sprowadzić na przykład organizacji koncertów rockowych do Łodzi. A centrum koncertów w całej Polsce pozostaje Chorzów.
Krzysztof Candrowicz
W Łodzi nie ma hali. Mamy ją mieć, więc liczę na to, że od tego roku zaczną do nas przyjeżdżać artyści. Jest przewidziana na 14 tysięcy osób, więc liczę na to, że tak się stanie.
Wojciech Nowicki
Pozwolę sobie teraz panów pogodzić. Mieliście rację i nie mieliście jej. Bo z tym, że piątka dla łódzkiej kultury - to ja się zgadzam. W tym, że ogromna jest i może być w mieście rola kultury, w tym ekonomiczna, przemysłów kultury - też się zgadzamy. Natomiast bardzo groźnie brzmi wymieniany przez pana Modera postulat udziału w kulturze sektora niepublicznego. To też jest symptomatyczne: myśmy to już wielokrotnie przerobili. Często spotykałem się z takim pytaniem: a jak tam u pana z mecenatem i sponsoringiem? Zawsze odpowiadam, że bardzo dobrze, natomiast w skali Polski to wygląda fatalnie. I to jest coś, z czym my - ludzie kultury - nie daliśmy sobie rady. W skali Polski potrzebujemy silnego partnera w postaci Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Miasta Krzysztof Candrowicz, Łódź Art Center Kryzys, który nas dotyka, doprowadza do ostrych cięć w budżetach, a my chcemy walczyć o coraz wyższy poziom Wojciech Nowicki, Teatr im. Jaracza udział w kulturze sektora niepublicznego wynosi średnio pół procent. Odrobiłem tę lekcję: w Grecji - 20 procent, w Szwajcarii - 13 procent, w Estonii - 10 procent. mało - my nie mamy instrumentów do tego, by mecenat prywatny, sponsoring, ściągnąć. Jeszcze parę lat temu można było, jeśli się było donatorem kultury - odpisać sobie pewne rzeczy od podatku. Ale od dwóch lat, od kiedy weszła ustawa o organizacjach pożytku publicznego, darowizna na cele kulturalne nie może już ulec odliczeniu. Podczas gdy w innych krajach, takich jak Wielka Brytania, to jest podstawa istnienia instytucji kultury. Nie zaś dotacje.
Krzysztof Candrowicz
Mało: instytucje kultury nie są zwolnione z podatku od nieruchomości, a instytucje działające na obszarze sportowym - owszem. Tak więc bardzo mocno się zastanawialiśmy - być może zarejestrujemy w Łódź Art Center klub sportowy i wtedy będzie nam trochę lżej. I naprawdę wiele trzeba zmienić.
Wojciech Nowicki
Fundacja może być instytucją pożytku publicznego, teatr - nie.
Paweł Domarecki
Cały czas rozmawiamy tu z punktu widzenia producentów kultury. Cały czas mówimy o sprawach tych, którzy tę kulturę tworzą. Ale gdzie w tym wszystkim są jej odbiorcy w Łodzi?
Błażej Moder
Widz wybiera. Idzie na spektakl albo nie idzie. Na dobry - przyjdzie. Wtedy tego typu działalność będzie rozkwitała. Jeśli powiemy sobie, że jest segment kultury wysokiej, w dużej mierze skierowanej do elit, i tak jak się zgodziliśmy - musi być wsparty przez sektor publiczny, to jest też jakaś część problemu. Natomiast cała ta idea, o której mówiłem na początku, jest taka, że twórca kultury, jej animator, musi stworzyć taki produkt, który zainteresuje widzów, i dzięki którym on będzie mógł funkcjonować. Natomiast uważam że na tym pierwszym etapie potrzebne jest wykorzystanie infrastruktury publicznej, bo jak Krzysztof mówił - jesteśmy na etapie, na którym nie zbudujemy w Polsce dzikiego kapitalizmu. W którym kultura będzie finansowana w 99 procentach przez sektor prywatny. Zapotrzebowanie na różnego rodzaju kulturę w Łodzi jest ogromne. Wystarczy zdobyć bilety na Bogosjana. Trzeba na nie czekać dwa-trzy miesiące. Czyli działa u nas czynnik, o którym wspomniałem na początku - że to widz może dyktować wiele rzeczy.
Dariusz Pawłowski
Trochę nie rozumiem, dlaczego my się tu tak bardzo martwimy o widza masowego. Bo wydaje mi się, że ten widz zawsze swoją strawę dostanie. Zawsze znajdzie się dla niego produkt i zawsze będzie wokół tego otoczka. Bardzo bym chciał, żeby w Łodzi śpiewali najwybitniejsi śpiewacy świata, ale naprawdę nie mam też nic przeciwko temu, żeby ulica Wschodnia była naszą łódzką „czerwoną dzielnicą". Jak najbardziej uważam, że przyszłością naszego miasta jest kultura i rozrywka. Ale myślę, że obecnie powinniśmy się pomartwić o kulturę wyższą, bardziej elitarną. Zawsze się boję, kiedy mówimy o kulturze jako o towarze, traktowania kultury jako towaru tu i teraz. Jako towaru do postawienia na półkę, który się tu i teraz sprzedaje. Kultura nie jest takim produktem. To jest artykuł, który należy rozpatrywać w perspektywie wieloletniej, to się buduje latami. Również jakiekolwiek zmiany, polegające na tym, że nagle odejdziemy od jednego systemu do drugiego, zawsze źle się kończą.
Wojciech Nowicki
Przestrzegałbym przed dyktatem widza, bo w ten sposób będziemy mieli w mieście same rewie. Nie mam nic przeciwko rewiom i masowej kulturze, odwrotnie, a myślę tu i o muzeach, i o teatrach dramatycznych, i o operach czy teatrach muzycznych - bo mają się doskonale. Pewnie, zawsze może być jeszcze lepiej. Natomiast uważam, że z kulturą masową jest o wiele gorzej. mamy w mieście doskonały system edukowania widzów. mamy dwa teatry lalkowe, Teatr Powszechny o lżejszym repertuarze, dwa teatry dramatyczne wysokich lotów i artystycznych dokonań: myślę o Teatrze Nowym i Teatrze Jaracza. Tu się nie martwmy. Pytanie, czy nam się to sprawdza, udaje? I tu chciałbym przejść do odpowiedniej promocji naszych dokonań i do postawienia pytania, co zrobić, by zwłaszcza nasz słaby punkt, a mianowicie: ściągnięcie do teatru widzów młodych - licealistów, gimnazjalistów i studentów, zaowocowało sukcesem. Ponosimy na tym polu klęskę od lat. raz jest ciut lepiej, raz ciut gorzej. Co zrobić, żeby dotrzeć do młodych ludzi, żeby oni zechcieli chodzić i uczestniczyć w szeroko rozumianej kulturze? Muzea, znakomite w Łodzi, świecą pustkami, teatry - na niektóre spektakle nie można się dostać, ale co trudniejsze to już niespecjalnie, czytelnictwo też nie jest zbyt rozwinięte. Zastanówmy się więc, co zrobić, by ogromne pieniądze włożone w kulturę przez państwo, samorząd Łodzi, urząd marszałkowski, były maksymalnie wykorzystane, by jak najwięcej osób w kulturze uczestniczyło. Holandia wymyśliła taki sposób: gdy coś jest za darmo - to marny pomysł. W związku z tym tam wypuścili karty stałego widza, które za symboliczną opłatę rozlosowują wśród młodych. I taka karta uprawnia do darmowego wejścia do instytucji kultury, różnych. To w pewien sposób nobilituje. I możemy sobie zadać pytanie - czy warto coś takiego zrobić u nas? Bo nie dość, że państwo płaci na 80 procent kosztów każdej instytucji kultury, to jeszcze ktoś za darmo ma do niej wejść? A my przecież walczymy o widza, o wpływy z biletów. Ale te wpływy z biletów to 15-20 procent budżetu danej instytucji kultury. Dla młodego człowieka warto te 20 procent poświęcić Takie jest moje zdanie. on dostaje bowiem intelektualnego przyspieszenia, za chwilę przyjdzie i sam zapłaci te pieniądze.
Piotr Dzięcioł
Pierwsza sprawa - promocja. Bez niej nic się nie zrobi. Gdziekolwiek na świecie pojedzie się do muzeum, zawsze spotka się grupy dzieci, młodzieży, oprowadzane przez przewodników. Tłumaczy się im - co tam wisi na ścianach. U nas tego nie ma. Szkoły zupełnie zapomniały o muzeach, wyjściach do teatrów. A przecież zaczyna się to wszystko w szkole. Jeżeli młodzieży się nie nauczy dobrej kultury, wybiorą to, co zaproponuje im Polsat czy TVN. Dlatego potem filmy typu "Kochaj i tańcz" mają po dwa miliony widzów, a dobre kino artystyczne - 10 tysięcy.
Krzysztof Candrowicz
Idę do Teatru Jaracza - i mogę kupić bilet z miesięcznym wyprzedzeniem. do Teatru Powszechnego - to samo. Chcę kupić bilet na Placido domingo - nie ma nawet takiej możliwości. Na otwarciu muzeum Sztuki nie można nawet było wejść do budynku, bo przyszło około dwóch tysięcy osób. Na otwarciu Łódź design w tym roku pojawiło się trzy tysiące ludzi. Trzy tysiące! Jeśli zaś chodzi o frekwencję na festiwalu, to sięgnęła dwudziestu tysięcy osób. Tyle osób nie przychodzi nawet na mecze piłkarskie. myślę więc, że o widza nie musimy się martwić, ale już o jego edukowanie - tak. W dobie internetu i dostępnych mediów, które wyciągają odbiorców z kin, teatrów, w dobie filmów, które można sobie za darmo ściągnąć z internetu, kino i teatr są coraz bardziej zagrożone. I tu trzeba wyjść z ofertą. To już nasza rola, żeby stworzyć taka ofertę i promocję, żeby zadbać o młodego odbiorcę, co oczywiście jest trudne, ale tu już trzeba mówić jego językiem, korzystać z mediów internetowych i znaleźć do niego drogę.
Błażej Moder
W dużej mierze wierzę w rozsądek odbiorcy i w to, że jeśli zostawimy wybory odbiorcom i widzom, to łódzka kultura będzie się w spokojny, nierewolucyjny sposób rozwijała. I będziemy szli w tym kierunku, że wybierzemy kulturę popularną z wyższej półki. A jeśli to zrobimy, to myślę, że coraz więcej osób będzie z tego korzystało. Ale co zrobić, żeby na przykład zachęcić młodych ludzi do chodzenia do muzeów? Proszę Państwa, mogę powiedzieć, że nie chodzimy do muzeów, bo tam jest strasznie nudno. Tam panuje senna atmosfera, nikogo nie ma. Trzeba wędrować po muzeach w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, żeby zobaczyć, ile tam się dzieje - tam panuje duża interaktywność, dużo rzeczy pokazuje się tam dosłownie jak na żywo.
Krzysztof Candrowicz
A był Pan w muzeum Fabryki w manufakturze?
Błażej Moder
Jeżeli teraz możemy sięgnąć po dodatkowe środki unijne na uzdrowienie i unowocześnienie naszej bazy, to zróbmy coś, żeby łódzkie muzea zaczęły żyć. Bo mamy wspaniałe dziedzictwo filmowe, dziedzictwo włókiennicze. Pokażmy młodym ludziom, że to jest ciekawe. I w ten sposób zaczniemy ich zachęcać, by z tą kulturą obcowali, by jej dotykali. Wychodząc trochę z teatru - ludzie idą na Fotofestiwal czy Festiwal Designu także dlatego, że są one organizowane w ciekawych miejscach. Tym żyją festiwale. Niebywale popularny w Łodzi festiwal komiksu, gdzie można obejrzeć żywe wystawy, przyjeżdżają rysownicy, z którymi można rozmawiać...Słowem, chodzi o wciągnięcie młodego uczestnika w ten świat, a nie stawianie go przed szklana gablotą. Jeśli chodzi o promowanie kultury - to rola edukacyjna takich instytucji jest bardzo ważna.
Dariusz Pawłowski
Nie wierzę w to, że jeżeli uruchomimy wszystkie maszyny w muzeum włókiennictwa i one będą pracować 24 godziny na dobę, to zaraz zaczną to ludzie zwiedzać. Żeby ludzie przychodzili do instytucji kultury, trzeba w nich wytworzyć taką potrzebę - nauczyć, zbudować. I wracamy do tego, o czym mówiliśmy na początku. Nie wydaje mi się, aby nam się udało taką potrzebę wytworzyć tylko wtedy, kiedy poddamy łódzką kulturę dyktatowi rynku. Ludzi trzeba do tego przygotować i to jest też rola kultury i państwowego mecenatu kultury.
Paweł Domarecki
Pytanie, czy tylko państwowego, czy też może ma tu coś do powiedzenia samorząd, jako dysponent choćby łódzkich szkół. Z jednej strony, mówimy, że jest świetnie, a z drugiej powiadamy - no tak, fajnie, tylko młodego pokolenia, które przejmie pałeczkę po starszych i będzie chodziło na te imprezy - jakoś nie ma. Jest nieprzygotowane do tego, żeby z dobrodziejstw łódzkiej kultury korzystać...
Wojciech Nowicki
Jeśli chodzi o młode pokolenie - nie jest tak absolutnie źle. Ale my mówimy nie o tych przekonanych, ale o nieprzekonanych. Debata Finansowanie łódzkiej kultury Widz wybiera. Idzie na spektakl, albo nie idzie. Twórca kultury musi stworzyć produkt, który zainteresuje widzów. Zrobiłem badania, z których wynika, że na wówczas 800-tysięczną Łódź ludzi aktywnie uczestniczących w kulturze było około 200 tysięcy. Nie jest to oszałamiający wynik. Tym bardziej że samych studentów w Łodzi jest ponad 100 tysięcy. mówię zatem o pozyskaniu ludzi, którzy są nieprzekonani do żadnej kultury - ani wysokiej, ani niskiej, ani ludycznej. Co zrobić, żeby przekonać tego typu cenną publiczność, przed którą całe życie, do uczestnictwa w spektaklach, wystawach, koncertach... Trudna droga, ale najprościej byłoby, jeśli nie edukować poprzez kolejne teatry - od lalkowego, po dramatyczne - próbować dotrzeć do nich poprzez festiwale. Szeroko pojęte. I w Łodzi w każdej dziedzinie. oraz przez masowe imprezy. Ale jak mówić o tych masowych imprezach, jeśli nie mamy ich gdzie robić? Zatem, zanim zbudujemy halę, niezależnie od niej zróbmy może tak, że sumptem urzędu miasta - pana prezydenta, i sumptem urzędu marszałkowskiego, zbudujmy na ulicy Piotrkowskiej stałe sceny w pasażach. I występujmy tam na okrągło. Tylko jak przekonać większość łodzian do udziału w takich masowych imprezach?
Paweł Domarecki
No właśnie. masowe imprezy, to w Łodzi trochę niebezpieczny temat. Jedna się niespecjalnie ostatnio udała, jakiś czas temu było sporo informacji o imprezach dotowanych przez miasto, które się nie udały albo były dość sceptycznie odbierane przez obserwatorów. I teraz pytanie: jaka tu powinna być rola mecenatu miasta?
Błażej Moder
Mówimy o kulturze popularnej, ale jednak z wyższej półki. Więc może o to chodzi, by przywieźć tu musical Chicago, albo Cyrk Słońca, a nie wulgaryzmy osób prowadzących koncert na ulicy Piotrkowskiej. możemy pokazywać różnego rodzaju kulturę masową. może to być koncert Jean-Michela Jarre'a albo Pink Floyd. A może być koncert popularnych gniotów, nie obrażając żadnego artysty. Czyli na polu kultury popularnej chodzi o dokonywany przez miasto dobór wykonawcy. Bo możliwości ruchu mamy duże.
Krzysztof Candrowicz
oferta Teatru Jaracza jest dosyć wymagająca od młodych ludzi. Kultura jest bardzo żywym organizmem i trzeba zastanowić się, jak stworzyć dla nich nowe medium, konkurencyjne wobec internetu i telewizji, których 30 lat temu nie było. Ale i tak łódzkie teatry są pełne, filharmonia jest non stop pełna do ostatniego miejsca, Teatr Wielki jest wypełniony. myślę, że jeśli chodzi o widza, nie ma problemów, problemem jest, byśmy obserwowali zmiany kultury. Kultura jest zjawiskiem żywym. A wracając do drugiego pytania - musimy jasno oddzielić rozrywkę od kultury. To już jest impreza masowa. Igrzyska też muszą być, choć nie biorę udziału w takich wydarzeniach - takie imprezy też są jednak potrzebne, czy to Łódź, Poznań czy Kraków. Ale to jest rozrywka. To odrębny temat, nad którym nie ma tu co dzisiaj dyskutować.
Piotr Dzięcioł
Tylko czy miasto musi płacić za takie imprezy? Wydaje mi się, że znajdą się firmy, które takie imprezy z chęcią sfinansują. To nie jest miejsce na wydawanie miejskich pieniędzy.
Paweł Domarecki
Wchodzimy nieuchronnie w dziedzinę: rozrywka, miejskie pieniądze, promocja miasta. To bardzo drażniący łodzian temat. mamy już tu zdanie pana Piotra dzięcioła - że miasto nie powinno dotować takich imprez. Czy Państwo się z tym zgadzają?
Piotr Dzięcioł
Pytanie, czy takie imprezy promują miasto? Wydaje mi się, że nawet ludzie oglądający ten ostatni koncert - bo zdaje się, że transmitowała go któraś stacja komercyjna - byli nie najlepszego zdania o imprezie i tym samym o mieście, które na to wydało mnóstwo pieniędzy.
Wojciech Nowicki
Jestem za tego typu imprezami, tylko czy akurat takimi jak ta omawiana, na Piotrkowskiej. Pytanie - w którym miejscu i jakiego to rodzaju powinna być rozrywka?
Paweł Domarecki
Rozszerzamy dyskusję na salę. Widzę, że jest sporo osób chętnych do wzięcia w niej udziału.
Kajus Augustyniak (głos z sali)
Jako rzecznik prasowy UMŁ mogę powiedzieć, że miasto nie finansowało tej imprezy, tylko zapłaciło za jej transmisję. Koszt imprezy był prawdopodobnie dużo większy, ale pieniądze wyłożyli na to sponsorzy i telewizje, my zapłaciliśmy za transmisję. Bawiło się tam kilkanaście tysięcy osób, a w TV obejrzały to trzy miliony ludzi. Nigdy podczas imprez masowych nie można mieć pewności, że wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Było mi przykro, że doszło tam do takiego ekscesu. Cieszyło mnie, że przy ponownej emisji ten incydent został wyciszony. Biorąc pod uwagę koszty imprezy - to, co zapłaciliśmy za transmisję to była dobra cena. Impreza swoją rolę spełniła. (...) I jedna uwaga, jeśli chodzi o młodych ludzi. Traf chciał, że przez wiele lat byłem na licznych imprezach kulturalnych. Żadna z nich by nie przetrwała, gdyby tam nie było młodzieży. (...) myślę zatem, że narzekając na poziom młodych ludzi, popełniamy błąd. Dzisiejsza kultura stoi głównie młodzieżą.
Piotr Dzięcioł
Ależ nie narzekaliśmy na młodych ludzi, tylko na to, że szkoła nie przygotowuje ich do udziału w kulturze.
Kajus Augustyniak
Myślę, że co do systemu edukacyjnego mamy zbliżone zdanie, że nie jest tak, jak być powinno.
Piotr Dzięcioł
Nie sądzi Pan chyba, że to ja albo któryś z moich współpracowników finansuje łódzkie szkoły.
Paweł Domarecki
Przecież one są samorządowe - to także od władz miasta zależy, na co stawiają...
Przemysław Owczarek (głos z sali)
Jestem muzealnikiem. Pewien niemiecki filozof żydowskiego pochodzenia wyróżnił dwa rodzaje kultury: doświadczenia i przeżycia. Po pierwsze - żyjemy w kulturze przeżycia. W Łodzi jej wyznacznikiem jest duża liczba festiwali i koncertów. I pytanie - co zostaje z tego dla miasta? Niewiele jest takich imprez, które mają przemyślaną strategię - chcą zgromadzić pewne archiwum. Wartość dodaną dla miasta. druga sprawa - muzealnictwo. Przy takim sposobie finansowania nie będą mieć Państwo tutaj żadnej dobrej kolekcji, ani wydarzenia, ani supermedialnie przygotowanego muzeum - z wydarzeniami, happeningami w środku. Na jeden dział muzeum Archeologicznego i Etnograficznego przypada w Łodzi jedna osoba. Przy czym to muzeum pełni jeszcze funkcję badawczą. Władze tego nie dostrzegają. Często jeździmy w teren, przywozimy stamtąd ciekawe rzeczy, potrafimy się zajmować promocją produktu regionalnego. Antropolog może pokazać w terenie, jak wypromować miejsce i zdarzenie. A propos edukacji, Proszę Państwa, gdyby istniał dość przemyślany - między kuratorium a władzami lokalnymi - urzędem marszałkowskim, urzędem miasta, i w to powinni być oczywiście zaangażowani animatorzy, program edukacji regionalnej... Gdzie byłyby bardzo ciekawie wypracowane sposoby realizacji tego programu, który Łódź mogłaby stworzyć dla regionu, który może pozwoliłyby na kontakt artysty z gimnazjalistą... Ale nie mamy tego, dopiero uczymy się, jak animować kulturę. I na koniec okropne pytanie do panelistów - kiedy Państwo byli na jakiejś imprezie literackiej w tym mieście?
Paweł Domarecki
Trafiony-zatopiony. Cisza zapadła wśród dyskutantów. ..
Sebastian Rybarczyk (głos z sali)
Wydaje mi się, że zapłacenie za koncert to trochę jak z „misia" - sztuka się liczy. Pozwolę sobie na generalną uwagę - za wyjątkiem pana Piotra dzięcioła z opus Filmu, wszyscy paneliści są wyjątkowo zadowoleni z tego, jak to miasto wygląda i rozwija się kulturalnie, pomijając Błażeja Modera. To co powiedział Krzysztof Candrowicz rozumiem, że kieruje Pan projektem Łódź ESK 2016 i musi Pan opowiadać taki rzeczy, gdy jedzie Pan na Zachód: u nas są pełne teatry, pełne opery, festiwale są takie, że mucha nie siada. I ja to rozumiem. Ale mam takie wrażenie, i ono jest bardziej niepokojące - że Pan w to wierzy.
Krzysztof Candrowicz
Ja to widzę, bo chodzę na te festiwale. Na imprezy literackie zresztą też. Jeśli ktoś myśli, że mam różowe okulary na oczach i nie widzę, co się dzieje... Kwestia finansowania festiwali i pozyskiwania sponsorów zewnętrznych: -większość sponsorów, których pozyskujemy, jest spoza Łodzi. Szybko odpowiem na pytanie, jaka jest sytuacja z festiwalami w tym mieście - większość festiwali: czy to Festiwal Czterech Kultur, czy Camerimage, czy Festiwal Fotografii, czy Kolory Polski - który jest niesamowitym festiwalem regionalnym - pozostawia swój ślad w kulturze materialnej. Są książki, wydawnictwa...
Sebastian Rybarczyk
Odnoszę wrażenie, że sytuacja nie jest taka różowa, jak tu panowie opisywali. Wystawiamy sztuki w łódzkich teatrach, ale jeżeli chcemy być miastem kultury, jeżeli ona ma być elementem ciągnącym to miasto do przodu, to na tym poziomie na jakim ona jest - nie pociągniemy. Bo jest tu mało oryginalnych rzeczy. I druga sprawa - te oryginalne rzeczy to są dzieła głównie młodych ludzi. Jeżeli patrzymy na problem - i robienie czegoś przez ludzi z zewnątrz - przecież oni mogą przyjść i z kulturalnej łódzkiej infrastruktury korzystać. De facto jednak - nie istnieje ani Łódź filmowa, ani Łódź teatralna. (...) Bardzo proszę, nie zamydlajmy...
Krzysztof Candrowicz
Nie jesteśmy Bilbao czy Berlinem. Ale ten ruch został rozpoczęty. Zgadzam się, że nie ma Łodzi filmowej - nie stoimy jeszcze silnie na wielu filarach. Jest ruch, w którym coś się rodzi, coś możemy zahamować. Naprawdę wszystko idzie w dobrym kierunku.
Wojciech Nowicki
Spotkaliśmy się tu z niezłą krytyka, ale albo żyjemy w innym mieście, albo oglądamy inne strony internetowe, na przykład Teatru Jaracza, bo to zupełnie nie jest tak. Pan Rybarczyk zarzucił, że wstąpiło w nas samozadowolenie. Otóż nie. (...) Nie dalej niż półtora miesiąca emu pojechaliśmy do Warszawy ze spektaklem. Nie chciałem 18. raz oglądać tej sztuki i usiadłem w kawiarni. I w tym momencie słyszę trzy rozmowy. Siedzą młodzi ludzie przy stolikach obok, trzy towarzystwa niezależnie od siebie. I te trzy towarzystwa mówią, że wybierają się w najbliższy weekend do Łodzi, by pójść do muzeum, na Piotrkowską i do teatru. Więc to nieprawda, że Łódź jest na peryferiach kultury. Jeśli chodzi o poziom łódzkiej kultury - znów musze wrócić do Teatru Jaracza - życzyłbym każdemu teatrowi w Polsce takiego poziomu. Na liczące się festiwale teatralne, międzynarodowe zapraszany jest Teatr Jaracza z Łodzi, a nie teatry z Warszawy.
Piotr Dzięcioł
Dodajmy do tego otwarcie ms2. Odbiło się nie tylko w Polsce, w Łodzi, ale i w świecie.
Jadwiga Tryzno (głos z sali)
Chciałabym podzielić się refleksją - byśmy się zastanowili, co naprawdę oznacza bycie europejską stolicą kultury. Jak można sobie wyobrażać stan, w którym się jest tą europejską stolicą, bądź - w jaki sposób ten tytuł się tak naprawdę zdobywa. dla mnie to ważne, gdyż tak naprawdę w sumie może to być po drodze źródłem wielu nieporozumień. To, co powiedział Krzysztof - to wszystko prawda, ale miasta, które zdobyły ten tytuł, mają architekturę, ona jest zadbana. Ale celowo zmierzam tu do jednego: wiem jak się pisze projekty do unii. Żeby zdobyć dotację, trzeba spełnić szereg kryteriów. Pod jakie kryteria będziemy grać przez te parę lat, żeby - jeśli nam zależy na zdobyciu miana ESK 2016 - być efektywnym? Być może trzeba po prostu nam uświadomić, w co my gramy, bo być może to jest fajne, ale niekoniecznie musi nas interesować.
Paweł Domarecki
Zbliżamy się do końca naszej dyskusji. Dziękuję uczestnikom i publiczności za uwagę i za dużą wartość dodaną, która się w trakcie tej debaty zrodziła. Gospodarzom zaś dziękuję za gościn.