Projekt Łodź
Łódź - miasto inwestycji
20th May 2009

 

 

28 kwietnia odbyła się trzecia debata z cyklu „FORUM ŁÓDŹ", organizowana przez „Polskę Dziennik Łódzki" oraz Fundację „Projekt Łódź". Temat debaty brzmiał : „Łódź - miasto inwestycji".

Udział wzięli:

  • Marek Cieślak - Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna
  • Zygmunt Łopalewski - Indesit Company
  • Marcin Nowacki - Fundacja „Projekt Łódź"
  • Włodzimierz Tomaszewski - wiceprezydent Miasta Łodzi

Gospodarzem spotkania był Textorial Park.

Galeria zdjęć

Artykuły:

Łódź musi pomagać niewielkim firmom

Ireneusz Jabłoński

Bez ambitnej wizji stracimy swą szansę

Tomasz Skupieński


Paweł Domarecki

Temat naszej dzisiejszej debaty został wyznaczony bardzo precyzyjnie: "Łódź - miasto inwestycji".A wezmą w niej udział, wymienię w porządku alfabetycznym: Marek Cieślak - kierujący Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną, Marcin Nowacki z Fundacji "Projekt Łódź", Zygmunt Łopalewski z Indesit Company oraz Włodzimierz Tomaszewski - wiceprezydent Łodzi. Debata odbywa się tym razem w Textorial Park, na terenie jednej z nowszych inwestycji na mapie naszego miasta.

Kilka ostatnich lat pamiętać będziemy w Polsce długo jako okres bezprecedensowego w historii ostatniego ćwierćwiecza boomu inwestycyjnego w całym kraju. Przedsięwzięcia deweloperskie, inwestorzy z całego świata, miliardy dolarów oraz euro inwestycji bezpośrednich, angażowanych w różnych miejscach w naszej ojczyźnie. Ale zaczęło się przy tym coś, czego wcześniej w aż takiej skali nie notowano w Polsce: konkurencja obszarów i miast o te pieniądze. Samorządowcy i mieszkańcy dostrzegli, że inwestycje to miejsca pracy, poprawa standardu życia. Pytanie więc: czy Łódź jest rzeczywiście miastem inwestycji? Pytanie pierwsze. Bo kilka lat temu przyjęto u nas strategię pozyskiwania inwestorów. Może zacznijmy od liczb. Jak to jest z inwestorami w Łodzi. Na czym właściwie dziś stoimy?

Włodzimierz Tomaszewski

Oczywiście, inwestycje można mierzyć w różny sposób. Z perspektywy miasta wydaje mi się, że najkorzystniej jest mierzyć je miejscami pracy: ile ich przybyło, jakie jest bezrobocie, a jakie było. Bo to pokazuje, co w praktyce mieszkaniec ma z tego, że w Łodzi się inwestuje. Przypomnę, że w 2003 roku Łódź osiągnęła dołek, jeśli chodzi o poziom bezrobocia. 65 tysięcy ludzi było tu bez pracy. Ponad 19 procent. W tej sytuacji napływ inwestorów, którzy mogliby zaoferować pracę, był największym wyzwaniem. Jednocześnie widać to było w budżecie miasta. Bo wówczas udział inwestycji w strukturze budżetu sięgał 13 procent wszystkich wydatków. A struktura budżetu miasta zawsze pokazuje, jakie jest nastawienie władz do polityki prorozwojowej, do tworzenia miejsc pracy, jak efektywnie wykorzystuje się pieniądze publiczne. Wówczas na wydatki majątkowe i inwestycyjne przeznaczano w Łodzi około 190 mln zł rocznie. A teraz dla porównania - skok roku 2008. Kończyliśmy tamten rok bezrobociem na poziomie 6,7 procent. Oznacza to spadek do poziomu 20 tys. bezrobotnych. I wreszcie poziom nakładów inwestycyjnych: w przypadku samego budżetu miasta na ten rok zaplanowaliśmy 859 mln złotych. Czyli już jedna trzecia budżetu miasta to wydatki majątkowe i inwestycyjne. I to jest miara wyzwań, jakie zostały podjęte i które przyniosły efekty. Przybywało gwałtownie miejsc pracy, bo budowaliśmy strategię, wykorzystując doświadczenie firmy McKinsey Ale także dzięki polityce otwartości na świat. To wszystko zaowocowało. Także dlatego, że przyjęliśmy opiekuńczą politykę obsługi inwestorów. Oraz zdecydowaliśmy się na pewne ulgi podatkowe, zwłaszcza w podatku od nieruchomości. Wykorzystanie całej infrastruktury i Funduszu Pracy także złożyło się na dynamikę przyrostu miejsc pracy w Łodzi. Ale w pewnym momencie musieliśmy sobie powiedzieć, że miasto ma być nie tylko atrakcyjne ekonomicznie, lecz także atrakcyjne jako miejsce do zamieszkania, miejsce zdarzeń kulturalnych, artystycznych. I to wszystko złożyło się na program kompleksowego budowania atrakcyjności miasta.

Paweł Domarecki

Panie prezydencie, gdy tego słuchałem, miałem przed oczyma dwie tabelki. Kiedyś, kiedy pisałem o atrakcyjności Łodzi dla inwestorów zagranicznych, widziałem tabelkę z dużymi inwestycjami w Łodzi. Dell, Bosch-Siemens, Indesit i kilka innych znaczących firm. Obok miałem taką samą tabelkę, opisującą Wrocław. Ale tam takich firm jak Dell, o takiej skali inwestycji, było ponad dwadzieścia, nie zaś tylko trzy. I były to również inwestycje w skali miliarda euro. Ile na jednego łodzianina przypadło w przeliczeniu, w ciągu tych ostatnich 6-7 lat boomu, inwestycji bezpośrednich.

Włodzimierz Tomaszewski

Statystyka inwestycji w naszym mieście sięga miliardów. Ale chciałbym się odwołać do wskaźników najbardziej odczuwalnych przez mieszkańców, do dynamiki przyrostu miejsc pracy. Pan redaktor odwoływał się do Wrocławia. Lecz można porównać, z jakiego punktu Wrocław startował w 2003 roku, a z jakiego punktu Łódź. Jeżeli Łódź odrobiła aż takie zaległości, że dzisiaj możemy porównywać się z Wrocławiem, Gdańskiem, Krakowem, to właśnie jest miarą naszych osiągnięć. Co nie oznacza, że powinniśmy być zadowoleni. Bez przerwy trzeba ukierunkowywać nasze działania na branże i kierunki dające największe możliwości wzrostu. Zwłaszcza teraz, w czasie światowego kryzysu finansowego, widzimy wycofywanie się niektórych inwestorów z poprzednio deklarowanego zaangażowania - zwłaszcza tych którzy tu chcieli budować mieszkania. Musimy się zatem ukierunkować na to, co będzie największą szansą Łodzi, czyli obsługę biznesu, outsouring usług biznesowych Ponieważ mamy taki potencjał, w rankingach jesteśmy liderem, jeśli chodzi o notowania inwestycji w branży BPO, musimy tę szansę wykorzystać. I to zrobimy. Ale miasto, żeby zwiększyć swą atrakcyjność, musi realizować także te inwestycje, które mają charakter komunalny, które powodują, że jesteśmy bardziej dostępni, nasze budynki są ładniejsze, ulice bardziej przejezdne...

Paweł Domarecki

Mówimy tu więc o mieście jako inwestorze.

Włodzimierz Tomaszewski

Tak. To jest ze sobą bardzo zbieżne, bo jeżeli chcemy być atrakcyjni dla inwestorów, musimy udowodnić, że przeobrażamy miasto w taki sposób, że nie tylko inwestorzy są dobrze obsługiwani, ale i że organizm miejski dobrze funkcjonuje. Cała infrastruktura, czyli to, co jest określane jako uzbrojenie terenu, tereny nowych inwestycji. Żebym w każdej chwili, gdy przyjdzie do mnie inwestor z branży BPO, który poszukuje placu, mógł powiedzieć: proszę bardzo, to są tereny uzbrojone, jesteśmy w każdej chwili gotowi w przetargu sprzedać je pod taki cel inwestycyjny i przybędzie kilkaset miejsc pracy Ale wracając do inwestycji miejskich, komunalnych. Potrzeby polskich miast, które są zdekapitalizowane, które wymagają potężnych działań rewitalizacyjnych, są przeogromne. Chociaż nakłady inwestycyjne wzrastają, potencjał i możliwość bezpośredniego zaangażowania kapitałowego tychże miast będą się kurczyły, właśnie się kończą. Wrocław jest tego najlepszym przykładem. W tym roku zaciągnie na inwestycje pożyczkę w wysokości jednego miliarda złotych Budżet Łodzi jest nieco mniejszy od budżetu Wrocławia, bo w granicach trzech miliardów złotych.

Paweł Domarecki

Temat naszej dzisiejszej debaty został wyznaczony bardzo precyzyjnie: "Łódź - miasto inwestycji".A wezmą w niej udział, wymienię w porządku alfabetycznym: Marek Cieślak - kierujący Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną, Marcin Nowacki z Fundacji "Projekt Łódź", Zygmunt Łopalewski z Indesit Company oraz Włodzimierz Tomaszewski - wiceprezydent Łodzi. Debata odbywa się tym razem w Textorial Park, na terenie jednej z nowszych inwestycji na mapie naszego miasta.

Kilka ostatnich lat pamiętać będziemy w Polsce długo jako okres bezprecedensowego w historii ostatniego ćwierćwiecza boomu inwestycyjnego w całym kraju. Przedsięwzięcia deweloperskie, inwestorzy z całego świata, miliardy dolarów oraz euro inwestycji bezpośrednich, angażowanych w różnych miejscach w naszej ojczyźnie. Ale zaczęło się przy tym coś, czego wcześniej w aż takiej skali nie notowano w Polsce: konkurencja obszarów i miast o te pieniądze. Samorządowcy i mieszkańcy dostrzegli, że inwestycje to miejsca pracy, poprawa standardu życia. Pytanie więc: czy Łódź jest rzeczywiście miastem inwestycji? Pytanie pierwsze. Bo kilka lat temu przyjęto u nas strategię pozyskiwania inwestorów. Może zacznijmy od liczb. Jak to jest z inwestorami w Łodzi. Na czym właściwie dziś stoimy?

Włodzimierz Tomaszewski

Oczywiście, inwestycje można mierzyć w różny sposób. Z perspektywy miasta wydaje mi się, że najkorzystniej jest mierzyć je miejscami pracy: ile ich przybyło, jakie jest bezrobocie, a jakie było. Bo to pokazuje, co w praktyce mieszkaniec ma z tego, że w Łodzi się inwestuje. Przypomnę, że w 2003 roku Łódź osiągnęła dołek, jeśli chodzi o poziom bezrobocia. 65 tysięcy ludzi było tu bez pracy. Ponad 19 procent. W tej sytuacji napływ inwestorów, którzy mogliby zaoferować pracę, był największym wyzwaniem. Jednocześnie widać to było w budżecie miasta. Bo wówczas udział inwestycji w strukturze budżetu sięgał 13 procent wszystkich wydatków. A struktura budżetu miasta zawsze pokazuje, jakie jest nastawienie władz do polityki prorozwojowej, do tworzenia miejsc pracy, jak efektywnie wykorzystuje się pieniądze publiczne. Wówczas na wydatki majątkowe i inwestycyjne przeznaczano w Łodzi około 190 mln zł rocznie. A teraz dla porównania - skok roku 2008. Kończyliśmy tamten rok bezrobociem na poziomie 6,7 procent. Oznacza to spadek do poziomu 20 tys. bezrobotnych. I wreszcie poziom nakładów inwestycyjnych: w przypadku samego budżetu miasta na ten rok zaplanowaliśmy 859 mln złotych. Czyli już jedna trzecia budżetu miasta to wydatki majątkowe i inwestycyjne. I to jest miara wyzwań, jakie zostały podjęte i które przyniosły efekty. Przybywało gwałtownie miejsc pracy, bo budowaliśmy strategię, wykorzystując doświadczenie firmy McKinsey Ale także dzięki polityce otwartości na świat. To wszystko zaowocowało. Także dlatego, że przyjęliśmy opiekuńczą politykę obsługi inwestorów. Oraz zdecydowaliśmy się na pewne ulgi podatkowe, zwłaszcza w podatku od nieruchomości. Wykorzystanie całej infrastruktury i Funduszu Pracy także złożyło się na dynamikę przyrostu miejsc pracy w Łodzi. Ale w pewnym momencie musieliśmy sobie powiedzieć, że miasto ma być nie tylko atrakcyjne ekonomicznie, lecz także atrakcyjne jako miejsce do zamieszkania, miejsce zdarzeń kulturalnych, artystycznych. I to wszystko złożyło się na program kompleksowego budowania atrakcyjności miasta.

Paweł Domarecki

Panie prezydencie, gdy tego słuchałem, miałem przed oczyma dwie tabelki. Kiedyś, kiedy pisałem o atrakcyjności Łodzi dla inwestorów zagranicznych, widziałem tabelkę z dużymi inwestycjami w Łodzi. Dell, Bosch-Siemens, Indesit i kilka innych znaczących firm. Obok miałem taką samą tabelkę, opisującą Wrocław. Ale tam takich firm jak Dell, o takiej skali inwestycji, było ponad dwadzieścia, nie zaś tylko trzy. I były to również inwestycje w skali miliarda euro. Ile na jednego łodzianina przypadło w przeliczeniu, w ciągu tych ostatnich 6-7 lat boomu, inwestycji bezpośrednich.

Włodzimierz Tomaszewski

Statystyka inwestycji w naszym mieście sięga miliardów. Ale chciałbym się odwołać do wskaźników najbardziej odczuwalnych przez mieszkańców, do dynamiki przyrostu miejsc pracy. Pan redaktor odwoływał się do Wrocławia. Lecz można porównać, z jakiego punktu Wrocław startował w 2003 roku, a z jakiego punktu Łódź. Jeżeli Łódź odrobiła aż takie zaległości, że dzisiaj możemy porównywać się z Wrocławiem, Gdańskiem, Krakowem, to właśnie jest miarą naszych osiągnięć. Co nie oznacza, że powinniśmy być zadowoleni. Bez przerwy trzeba ukierunkowywać nasze działania na branże i kierunki dające największe możliwości wzrostu. Zwłaszcza teraz, w czasie światowego kryzysu finansowego, widzimy wycofywanie się niektórych inwestorów z poprzednio deklarowanego zaangażowania - zwłaszcza tych którzy tu chcieli budować mieszkania. Musimy się zatem ukierunkować na to, co będzie największą szansą Łodzi, czyli obsługę biznesu, outsouring usług biznesowych Ponieważ mamy taki potencjał, w rankingach jesteśmy liderem, jeśli chodzi o notowania inwestycji w branży BPO, musimy tę szansę wykorzystać. I to zrobimy. Ale miasto, żeby zwiększyć swą atrakcyjność, musi realizować także te inwestycje, które mają charakter komunalny, które powodują, że jesteśmy bardziej dostępni, nasze budynki są ładniejsze, ulice bardziej przejezdne...

Paweł Domarecki

Mówimy tu więc o mieście jako inwestorze.

Włodzimierz Tomaszewski

Tak. To jest ze sobą bardzo zbieżne, bo jeżeli chcemy być atrakcyjni dla inwestorów, musimy udowodnić, że przeobrażamy miasto w taki sposób, że nie tylko inwestorzy są dobrze obsługiwani, ale i że organizm miejski dobrze funkcjonuje. Cała infrastruktura, czyli to, co jest określane jako uzbrojenie terenu, tereny nowych inwestycji. Żebym w każdej chwili, gdy przyjdzie do mnie inwestor z branży BPO, który poszukuje placu, mógł powiedzieć: proszę bardzo, to są tereny uzbrojone, jesteśmy w każdej chwili gotowi w przetargu sprzedać je pod taki cel inwestycyjny i przybędzie kilkaset miejsc pracy Ale wracając do inwestycji miejskich, komunalnych. Potrzeby polskich miast, które są zdekapitalizowane, które wymagają potężnych działań rewitalizacyjnych, są przeogromne. Chociaż nakłady inwestycyjne wzrastają, potencjał i możliwość bezpośredniego zaangażowania kapitałowego tychże miast będą się kurczyły, właśnie się kończą. Wrocław jest tego najlepszym przykładem. W tym roku zaciągnie na inwestycje pożyczkę w wysokości jednego miliarda złotych Budżet Łodzi jest nieco mniejszy od budżetu Wrocławia, bo w granicach trzech miliardów złotych. Teraz, jeśli odniesiemy to do wskaźników bezpiecznościowych, które wynikają z ustawy o finansach publicznych, to możemy stwierdzić, że Wrocław już sięga kresu. Jego zadłużenie doszło do prawie 60 procent przychodów rocznych, dalej nie będzie już mógł brać pożyczek A potrzeb inwestycyjnych będzie mieć bardzo dużo. Poziom zadłużenia we Wrocławiu osiągnie prawie 3 tys. złotych na jednego mieszkańca. W Łodzi teraz mamy zadłużenie na mieszkańca w wysokości 1475 złotych. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, bo trzeba wiedzieć, że aby miasta były atrakcyjne dla inwestorów przez swoją infrastrukturę, wygląd, dobrze funkcjonujące instytucje, należy budować przyszłość tych miast na partnerstwie z kapitałem prywatnym. Tylko w ten sposób miasta będą mogły dalej inwestować i się przeobrażać. Teraz radzą sobie, ograniczając maksymalnie wydatki bieżące, inwestując jak najwięcej, ale jakiś kres tego istnieje. Później musi być kooperacja, przede wszystkim z kapitałem prywatnym, żeby jak najbardziej się wzmacniać. Wiele usług, także publicznych, można realizować z kapitałem prywatnym. Wiele instytucji może działać z zaangażowaniem kapitału prywatnego. To przyszłość miast, także Łodzi. Także u nas możemy dojść do kresu, jeśli chodzi o możliwość zaciągania pożyczek.

Zygmunt Łopalewski

Zauważamy zmiany w Łodzi i wokół niej. I to są zmiany na lepsze. Nas jako inwestora cieszy, że obsługa tego środowiska, a mówię to na naszym przykładzie, jest w Łodzi na dobrym poziomie. I możemy śmiało powiedzieć, że to zasługa Urzędu Miasta Łodzi, ale też Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, kontaktów z innymi instytucjami tu, na miejscu. Z naszego punktu widzenia - jako korporacji, która swoją centralę ma daleko we Włoszech, a tam obecnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż u nas - to w Łodzi tego kryzysu nadal nie widzimy. Patrząc z tej centrali, dwa tysiące kilometrów od Łodzi, sytuacja w naszym mieście jest dobra. Oczywiście nasze potrzeby jako inwestorów nie są oryginalne, nasze zainteresowanie krąży ciągle wokół takich tematów jak lotnisko w Łodzi. Chcielibyśmy aby ono rozwijało się dynamiczniej niż do tej pory. Wiem, że są takie plany. Podsumowując, powiedziałbym, że kryzys w Łodzi jest, ale... nie tam, gdzie Państwo myślą. Trudno sobie wyobrazić, ale my nadal dowozimy do Łodzi pracowników.

Paweł Domarecki

Mówiliśmy o tym przy okazji debaty o braku wykwalifikowanych rąk do pracy na skutek upadku miejskiego szkolnictwa zawodowego. Czy przeniesiecie do Łodzi z Włoch kolejną część swojej działalności?

Zygmunt Łopalewski

Jesteśmy związani z regionem łódzkim. Mało osób wie, że nasze regionalne centrum rozliczeniowe, w tym na Polskę i Węgry, znajduje się właśnie w Łodzi. Jeśli chodzi o inne sfery działalności, to zobaczymy. Cały czas w Polsce inwestujemy. Do tej pory zainwestowaliśmy około miliarda złotych, w tym mniej więcej połowę w Łodzi. Władze naszego koncernu są z tego bardzo zadowolone. Podkreślamy cały czas, że Polska, czyli region łódzki, czyli przede wszystkim Łódź, są tu dla nas najważniejsze. Ostatnio słyszałem nawet, że w naszym regionie wytwarzana jest trzecia część wolumenu całej produkcji koncernu. Te liczby mówią za siebie

Paweł Domarecki

Ostatnio widziałem jednak dane dotyczące miejsc, w których w Łódzkiem lokowane są inwestycje. Umiejscawiają się w pierścieniu wokół Łodzi. W samej Łodzi jest z tym gorzej.

Marek Cieślak

Tak naprawdę jesteśmy graczem nie tylko łódzkim. Z nazwy jesteśmy Łódzką Specjalną Strefą, a naprawdę to strefa wojewódzka. Łódź jest elementem naszej działalności. Ważnym, ale nie jedynym. Działamy też w województwach mazowieckim, wielkopolskim. W sumie ŁSSE to ponad 1100 hektarów, z czego tylko 150 w Łodzi. Ponad 130 firm, z tego w Łodzi 33. Mamy też kilka podstref, te łódzkie, ponad 150 hektarów, zostały już wypełnione, zresztą - nawet teraz znajdujemy się na terenie specjalnej strefy ekonomicznej. Cieszę się, że udało się nam do niej włączyć Textorial, bo to jest także pierwszy duży projekt z branży BPO, który będzie tutaj realizowany, a za chwilę - mam nadzieję - sfinalizowany. I da tej branży ponad 450 miejsc pracy. Jako strefa mamy w dziedzinie BPO mniejsze doświadczenie, bo większość spółek z tej branży znajduje się poza strefą. Jesteśmy jednym z kilku graczy na rynku łódzkim, jeśli chodzi o pozyskiwanie inwestorów. Dwa miliardy złotych nakładów deklarują ci, którzy w Łodzi już zainwestowali. A trzeba pamiętać, że to są nakłady tak naprawdę na poziomie minimalnym. Inwestor jest ostrożny, bo to, co się wpisuje w zezwolenie, trzeba potem wykonać. Więc de facto nakłady wpisuje się na poziomie minimalnym. Nasi łódzcy inwestorzy zadeklarowali 6500 miejsc pracy, ale podam przykład Gillette, które zadeklarowało 600 miejsc, a zatrudnia ponad 2000 osób. Te deklarowane liczby pomnożyłbym więc przynajmniej o 30 procent albo nawet dodałbym do nich połowę. Poza tym trzeba pamiętać o tym, że duże firmy ściągają tu do nas swoich kooperantów. A problemy? Takim niewątpliwym problemem jest dla nas, także w świetle obowiązujących przepisów, np. brak dróg komunalnych, bowiem znacznie łatwiej rozmawiałoby się nam z miastem i tworzyłoby się specjalne warunki, wydzielałoby się pomoc publiczną, gdyby gmina zdecydowała się takie drogi komunalne mieć i dla inwestorów je przeznaczać. Dotychczasowa współpraca z miastem w wypełnieniu tych stu kilkudziesięciu hektarów była bardzo dobra. Myślę że biuro obsługi inwestora , o którym wspomniał pan prezydent, jest bardzo dobrym wzorcem. Łódź bardzo szybko nauczyła się obsługiwać inwestorów. Nie znaczy to, że tych wad administracyjnych, nie tylko w Łodzi, nie brakuje, ale właśnie takie sensownie funkcjonujące zespoły, które podchodzą zadaniowo do konkretnej firmy to jest to, co inwestorzy lubią najbardziej. Nasi inwestorzy którzy tutaj przyszli, opodejmują decyzje, które przekonują nas, że dobrze z nimi pracowaliśmy. A po pierwszych konkretnych inwestycjach tych firm, one tu u nas zostają i rozwijają się nadal. Amcor wybudował dwie fabryki, ABB w okolicach Łodzi realizuje trzeci projekt itd. Niektórzy powiedzą: mamy ciągle tych samych inwestorów. Jednak oni się tu u nas rozwijają, zatem są zdania, że warto.

Paweł Domarecki

Jakie największe bariery musi pokonać nasze miasto, żeby ten napływ inwestycji był większy?

Marcin Nowacki

Drodzy państwo, aby dyskutować o inwestycjach, musimy mieć na uwadze to, że mówimy o inwestycjach kapitału prywatnego. Kapitał sektora publicznego jest wtórny, ma rolę służebną wobec kapitału prywatnego w kontekście infrastruktury, ale i otoczenia, które musimy zapewnić. Na sali mamy wielu przedsiębiorców. Nie będzie więc dla nich zaskoczeniem zdanie, że w Łodzi trudno mówić o nowych inwestycjach z kilku przyczyn. W mojej ocenie, po pierwsze w Łodzi nie mamy polityki przestrzennej i nie mamy koncepcji przestrzennej miasta. Chodzi o to, abyśmy wiedzieli, co w danej części miasta chcemy budować, jakie tam funkcje i usługi wprowadzać. Nie mówię tu o planach zagospodarowania przestrzennego. Bo w Łodzi obejmują one zaledwie 3 proc. powierzchni miasta.

Mówię o koncepcji przestrzennej miasta i wprowadzaniu pewnego ładu w decyzjach bieżących, wydawanych na poziomie administracyjnym. Dopiero potem należy podejmować decyzje o tym, w których kwartałach i jakich częściach Łodzi tworzymy konkretny plan zagospodarowania przestrzennego - i jakie konkretnie funkcje w nim umieszczamy. Co jest tak naprawdę rzemiosłem dla urbanistów i architektów miasta. Tak się dzieje nie tylko we Wrocławiu, ale i w innych miastach Polski. To jest ten element budowania konkurencyjności miast, który jest absolutnie porównywalny. Bez spełnienia tego warunku nie może być mowy o planie zagospodarowania miasta, o tym, gdzie ono powinno być inicjatorem pozyskiwania gruntów inwestycyjnych - bo takich dzisiaj w kontekście tzw greenfieldu, czyli budowy od podstaw przedsięwzięć gospodarczych w Łodzi - w ogóle nie posiadamy. Bez planu zagospodarowania przestrzennego poszczególnych kwartałów miasta nie ma mowy o wprowadzaniu do centrum Łodzi kapitału prywatnego.

Mówimy o tym, że powinniśmy się chwalić architekturą i zabytkami czy pomnikami, ale my nie mamy w Łodzi w ogóle tak naprawdę obrotu nieruchomościami w strefie zero. Kamienice są w większości komunalne i nie trafiają do obrotu handlowego, kapitałowego. Więc to kolejny obszar, w którym nie możemy mówić dzisiaj o rozwoju porównywalnym do innych dużych ośrodków miejskich. Przedsiębiorcy, którzy próbowali inwestować w centrum Łodzi doskonale wiedzą, o czym mowa. Dopiero mając politykę przestrzenną i służby, które są w stanie wypracować plan zagospodarowania przestrzennego, które przy tym ochronią naszą zabytkową unikalną tożsamość miasta i architekturę, dopiero wtedy możemy mówić o tym, że jesteśmy w stanie sprawnie i dobrze obsługiwać inwestorów. Bo faktycznie na poziomie inwestycji przemysłowych obsługa w mieście jest dobra, tylko nie ma oferty w postaci terenów inwestycyjnych. I jeżeli nie posługujemy się pośrednikami nieruchomości, miasto nie jest zdolne samo tej oferty przygotować. Tymczasem, dopiero ją mając, możemy mówić o tym, jak się zadłużać, panie prezydencie, jak rozwijać infrastrukturę komunalną... Bo tylko wtedy możemy tak naprawdę budować drogi, kanalizację, jeżeli wiemy, co w danej części miasta ma się odbywać i jaki ma w niej być ruch biznesowy turystyczny, mieszkaniowy... Bo tak naprawdę chodzi o to, żeby biznes miał dobre warunki do podejmowania inwestycji własnych, bezpośrednich i pośrednich. A jeśli chodzi o statystykę - na początku dekady 18 procent bezrobocia to była statystyka ogólnopolska. I w 2008 roku to także była statystyka ogólnopolska. W związku z tym to nie ma wiele wspólnego z tym, co zrobiliśmy w Łodzi przez ostatnie lata.

Włodzimierz Tomaszewski

W Polsce dokonano dewastacji w zakresie planowania przestrzennego, za którą powinno się znaleźć i rozliczyć winnych. Śmiali się z nas na świecie, że Polska zafundowała sobie regulację, która unieważniła plany funkcjonujące wcześniej, nie dając nic w zamian. W związku z tym przeszliśmy na system wydawania decyzji o warunkach zabudowy - jedyny który funkcjonuje w tej chwili tam, gdzie nie ma planu. Oczywiście, przyjęliśmy pewne założenia strategiczne, dotyczące wykorzystania określonych przestrzeni, oferowania ich przedsiębiorcom, rezerwowania ich dla funkcji mieszkaniowej. Więc te założenia, nawet w formie roboczej, były do tej pory podstawą naszych działań. Nie będzie planów zagospodarowania przestrzennego, dopóki nie będzie nowego studium zagospodarowania przestrzennego... (...) Ratujemy się normami przejściowymi, ale jednocześnie fundujemy sobie ciągle kolejne obszary walki. Ale proszę zobaczyć: tam, gdzie trzeba było podjąć szybkie decyzje, rada miejska je podejmowała i rozstrzygała. Pracujemy nad tymi planami, teraz doszły nam nowe procedury w zakresie opiniowania, oddziaływania na środowisko, w związku z czym wszystko się wydłużyło, nawet dwukrotnie. My dziś wiemy, gdzie chcemy inwestować. Mam nadzieję, że nowe studium uchwalimy w Łodzi w przyszłym roku.
Wiemy, że musimy dokonywać trudnych wyborów. Dziś mamy 30 procent powierzchni miasta - dawnych terenów poprzemysłowych. Ich nie da się objąć ochroną klasycznie konserwatorską, bo nikt nie jest w stanie tego utrzymać. Trzeba więc dochodzić do porozumienia z partnerami prywatnymi, żeby maksymalnie chronić najważniejsze obiekty, ale jednocześnie dawać możliwość rozwoju ich właścicielom. Przechodząc do obrotu nieruchomościami: w pełni się zgadzam, że powinniśmy dążyć do tego, by także nieruchomości komunalne były w obrocie. Tylko przecież polityka do tej pory prowadzona, bariery - także w kręgach władzy - tego nie dopuszczały. Proszę zobaczyć: dziś mamy czynsze, które nie pokrywają kosztów utrzymania...

Paweł Domarecki

Panie prezydencie, kilku miastom w Polsce to nie przeszkadzało pozbyć się nieruchomości komunalnych, tego bagażu i balastu, zrobić z tym porządek i dzięki temu otworzyć się na inwestorów. Kiedy rozmawiałem z hiszpańskimi przedsiębiorcami z firmy "Restaura" - czy nie chcieliby wejść do Łodzi, to powiedzieli: a z kim mamy tam rozmawiać, skoro to wszystko jest nie czyjeś, tylko niczyje. Panie prezydencie, myślę, że my rozmawiamy tu o rzeczach, o których się powinno w Łodzi mówić 10 lat temu, a nie teraz!

Włodzimierz Tomaszewski

Ależ w Łodzi mieliśmy największy zasób własności komunalnej. Mówię tu o budynkach. Jesteśmy wyjątkiem w skali kraju, mamy w tej chwili ponad 20 procent miejskiego zasobu lokali. To jest własność komunalna. A powinniśmy zejść o połowę, do 10 procent. (...) Mowa tu była o obrocie, także własnością komunalną. Jeżeli mieszkaniec nie będzie odróżniał, czy ma mieszkanie prywatne w kamienicy, czy w komunalnym budynku, ponieważ warunki okażą się analogiczne, a wsparcie społeczne będzie dedykowane i tak jedynie do rzeczywiście potrzebujących, to otworzymy pole dla inwestowania w ten obszar.

Tomasz Błeszyński (głos z sali)

Szanowni państwo, jako analityk rynku nieruchomości, z wielkim bólem wysłuchałem państwa rozmowy. Też mi zależy, aby to miasto było optymistyczne, by dbało o inwestorów. Ale gdy przyjeżdżam z inwestorami do Łodzi, to brud, smród, śmiecie walające się po Piotrkowskiej z miejsca ich studzą. Od 18 lat zajmuje się nieruchomościami, a od dobrych trzech lat nie mogę niczego porządnego dla tego miasta zrobić. Rzeczywiście, mamy fantastyczny dział obsługi inwestora, sympatyczni kreatywni młodzi ludzie biegają, dzwonią, ale cóż z tego, skoro, jak powiedział pan Nowacki - nie ma greenfieldu. Albo on może i jest, ale państwo nawet nie wiecie, co macie w swoich zasobach. Gdybym teraz wskazał palcem pewne nieruchomości, pan prezydent powiedziałby: być może to nasze. I własnie przez to, panie prezydencie, na razie muszę swoich inwestorów wyprowadzać do Radomia, Piotrkowa, Tomaszowa...

Włodzimierz Tomaszewski

Chciałbym, aby pan tu trochę konkretniej... Bo akurat wiem, że w Łodzi mamy bardzo dobrą współpracę z biurami obrotu nieruchomościami. Budując ofertę, nie tworzymy jej tylko w oparciu o nieruchomości miejskie, ale także prywatne, w związku z czym nie widzę tu żadnych przeszkód do współdziałania i współpracy.

Paweł Domarecki

Ostatnio widziałem jednak dane dotyczące miejsc, w których w Łódzkiem lokowane są inwestycje. Umiejscawiają się w pierścieniu wokół Łodzi. W samej Łodzi jest z tym gorzej.

Marek Cieślak

Tak naprawdę jesteśmy graczem nie tylko łódzkim. Z nazwy jesteśmy Łódzką Specjalną Strefą, a naprawdę to strefa wojewódzka. Łódź jest elementem naszej działalności. Ważnym, ale nie jedynym. Działamy też w województwach mazowieckim, wielkopolskim. W sumie ŁSSE to ponad 1100 hektarów, z czego tylko 150 w Łodzi. Ponad 130 firm, z tego w Łodzi 33. Mamy też kilka podstref, te łódzkie, ponad 150 hektarów, zostały już wypełnione, zresztą - nawet teraz znajdujemy się na terenie specjalnej strefy ekonomicznej. Cieszę się, że udało się nam do niej włączyć Textorial, bo to jest także pierwszy duży projekt z branży BPO, który będzie tutaj realizowany, a za chwilę - mam nadzieję - sfinalizowany. I da tej branży ponad 450 miejsc pracy. Jako strefa mamy w dziedzinie BPO mniejsze doświadczenie, bo większość spółek z tej branży znajduje się poza strefą. Jesteśmy jednym z kilku graczy na rynku łódzkim, jeśli chodzi o pozyskiwanie inwestorów. Dwa miliardy złotych nakładów deklarują ci, którzy w Łodzi już zainwestowali. A trzeba pamiętać, że to są nakłady tak naprawdę na poziomie minimalnym. Inwestor jest ostrożny, bo to, co się wpisuje w zezwolenie, trzeba potem wykonać. Więc de facto nakłady wpisuje się na poziomie minimalnym. Nasi łódzcy inwestorzy zadeklarowali 6500 miejsc pracy, ale podam przykład Gillette, które zadeklarowało 600 miejsc, a zatrudnia ponad 2000 osób. Te deklarowane liczby pomnożyłbym więc przynajmniej o 30 procent albo nawet dodałbym do nich połowę. Poza tym trzeba pamiętać o tym, że duże firmy ściągają tu do nas swoich kooperantów. A problemy? Takim niewątpliwym problemem jest dla nas, także w świetle obowiązujących przepisów, np. brak dróg komunalnych, bowiem znacznie łatwiej rozmawiałoby się nam z miastem i tworzyłoby się specjalne warunki, wydzielałoby się pomoc publiczną, gdyby gmina zdecydowała się takie drogi komunalne mieć i dla inwestorów je przeznaczać. Dotychczasowa współpraca z miastem w wypełnieniu tych stu kilkudziesięciu hektarów była bardzo dobra. Myślę że biuro obsługi inwestora , o którym wspomniał pan prezydent, jest bardzo dobrym wzorcem. Łódź bardzo szybko nauczyła się obsługiwać inwestorów. Nie znaczy to, że tych wad administracyjnych, nie tylko w Łodzi, nie brakuje, ale właśnie takie sensownie funkcjonujące zespoły, które podchodzą zadaniowo do konkretnej firmy to jest to, co inwestorzy lubią najbardziej. Nasi inwestorzy którzy tutaj przyszli, opodejmują decyzje, które przekonują nas, że dobrze z nimi pracowaliśmy. A po pierwszych konkretnych inwestycjach tych firm, one tu u nas zostają i rozwijają się nadal. Amcor wybudował dwie fabryki, ABB w okolicach Łodzi realizuje trzeci projekt itd. Niektórzy powiedzą: mamy ciągle tych samych inwestorów. Jednak oni się tu u nas rozwijają, zatem są zdania, że warto.

Paweł Domarecki

Jakie największe bariery musi pokonać nasze miasto, żeby ten napływ inwestycji był większy?

Marcin Nowacki

Drodzy państwo, aby dyskutować o inwestycjach, musimy mieć na uwadze to, że mówimy o inwestycjach kapitału prywatnego. Kapitał sektora publicznego jest wtórny, ma rolę służebną wobec kapitału prywatnego w kontekście infrastruktury, ale i otoczenia, które musimy zapewnić. Na sali mamy wielu przedsiębiorców. Nie będzie więc dla nich zaskoczeniem zdanie, że w Łodzi trudno mówić o nowych inwestycjach z kilku przyczyn. W mojej ocenie, po pierwsze w Łodzi nie mamy polityki przestrzennej i nie mamy koncepcji przestrzennej miasta. Chodzi o to, abyśmy wiedzieli, co w danej części miasta chcemy budować, jakie tam funkcje i usługi wprowadzać. Nie mówię tu o planach zagospodarowania przestrzennego. Bo w Łodzi obejmują one zaledwie 3 proc. powierzchni miasta.

Mówię o koncepcji przestrzennej miasta i wprowadzaniu pewnego ładu w decyzjach bieżących, wydawanych na poziomie administracyjnym. Dopiero potem należy podejmować decyzje o tym, w których kwartałach i jakich częściach Łodzi tworzymy konkretny plan zagospodarowania przestrzennego - i jakie konkretnie funkcje w nim umieszczamy. Co jest tak naprawdę rzemiosłem dla urbanistów i architektów miasta. Tak się dzieje nie tylko we Wrocławiu, ale i w innych miastach Polski. To jest ten element budowania konkurencyjności miast, który jest absolutnie porównywalny. Bez spełnienia tego warunku nie może być mowy o planie zagospodarowania miasta, o tym, gdzie ono powinno być inicjatorem pozyskiwania gruntów inwestycyjnych - bo takich dzisiaj w kontekście tzw greenfieldu, czyli budowy od podstaw przedsięwzięć gospodarczych w Łodzi - w ogóle nie posiadamy. Bez planu zagospodarowania przestrzennego poszczególnych kwartałów miasta nie ma mowy o wprowadzaniu do centrum Łodzi kapitału prywatnego.

Mówimy o tym, że powinniśmy się chwalić architekturą i zabytkami czy pomnikami, ale my nie mamy w Łodzi w ogóle tak naprawdę obrotu nieruchomościami w strefie zero. Kamienice są w większości komunalne i nie trafiają do obrotu handlowego, kapitałowego. Więc to kolejny obszar, w którym nie możemy mówić dzisiaj o rozwoju porównywalnym do innych dużych ośrodków miejskich. Przedsiębiorcy, którzy próbowali inwestować w centrum Łodzi doskonale wiedzą, o czym mowa. Dopiero mając politykę przestrzenną i służby, które są w stanie wypracować plan zagospodarowania przestrzennego, które przy tym ochronią naszą zabytkową unikalną tożsamość miasta i architekturę, dopiero wtedy możemy mówić o tym, że jesteśmy w stanie sprawnie i dobrze obsługiwać inwestorów. Bo faktycznie na poziomie inwestycji przemysłowych obsługa w mieście jest dobra, tylko nie ma oferty w postaci terenów inwestycyjnych. I jeżeli nie posługujemy się pośrednikami nieruchomości, miasto nie jest zdolne samo tej oferty przygotować. Tymczasem, dopiero ją mając, możemy mówić o tym, jak się zadłużać, panie prezydencie, jak rozwijać infrastrukturę komunalną... Bo tylko wtedy możemy tak naprawdę budować drogi, kanalizację, jeżeli wiemy, co w danej części miasta ma się odbywać i jaki ma w niej być ruch biznesowy turystyczny, mieszkaniowy... Bo tak naprawdę chodzi o to, żeby biznes miał dobre warunki do podejmowania inwestycji własnych, bezpośrednich i pośrednich. A jeśli chodzi o statystykę - na początku dekady 18 procent bezrobocia to była statystyka ogólnopolska. I w 2008 roku to także była statystyka ogólnopolska. W związku z tym to nie ma wiele wspólnego z tym, co zrobiliśmy w Łodzi przez ostatnie lata.

Włodzimierz Tomaszewski

W Polsce dokonano dewastacji w zakresie planowania przestrzennego, za którą powinno się znaleźć i rozliczyć winnych. Śmiali się z nas na świecie, że Polska zafundowała sobie regulację, która unieważniła plany funkcjonujące wcześniej, nie dając nic w zamian. W związku z tym przeszliśmy na system wydawania decyzji o warunkach zabudowy - jedyny który funkcjonuje w tej chwili tam, gdzie nie ma planu. Oczywiście, przyjęliśmy pewne założenia strategiczne, dotyczące wykorzystania określonych przestrzeni, oferowania ich przedsiębiorcom, rezerwowania ich dla funkcji mieszkaniowej. Więc te założenia, nawet w formie roboczej, były do tej pory podstawą naszych działań. Nie będzie planów zagospodarowania przestrzennego, dopóki nie będzie nowego studium zagospodarowania przestrzennego... (...) Ratujemy się normami przejściowymi, ale jednocześnie fundujemy sobie ciągle kolejne obszary walki. Ale proszę zobaczyć: tam, gdzie trzeba było podjąć szybkie decyzje, rada miejska je podejmowała i rozstrzygała. Pracujemy nad tymi planami, teraz doszły nam nowe procedury w zakresie opiniowania, oddziaływania na środowisko, w związku z czym wszystko się wydłużyło, nawet dwukrotnie. My dziś wiemy, gdzie chcemy inwestować. Mam nadzieję, że nowe studium uchwalimy w Łodzi w przyszłym roku.
Wiemy, że musimy dokonywać trudnych wyborów. Dziś mamy 30 procent powierzchni miasta - dawnych terenów poprzemysłowych. Ich nie da się objąć ochroną klasycznie konserwatorską, bo nikt nie jest w stanie tego utrzymać. Trzeba więc dochodzić do porozumienia z partnerami prywatnymi, żeby maksymalnie chronić najważniejsze obiekty, ale jednocześnie dawać możliwość rozwoju ich właścicielom. Przechodząc do obrotu nieruchomościami: w pełni się zgadzam, że powinniśmy dążyć do tego, by także nieruchomości komunalne były w obrocie. Tylko przecież polityka do tej pory prowadzona, bariery - także w kręgach władzy - tego nie dopuszczały. Proszę zobaczyć: dziś mamy czynsze, które nie pokrywają kosztów utrzymania...

Paweł Domarecki

Panie prezydencie, kilku miastom w Polsce to nie przeszkadzało pozbyć się nieruchomości komunalnych, tego bagażu i balastu, zrobić z tym porządek i dzięki temu otworzyć się na inwestorów. Kiedy rozmawiałem z hiszpańskimi przedsiębiorcami z firmy "Restaura" - czy nie chcieliby wejść do Łodzi, to powiedzieli: a z kim mamy tam rozmawiać, skoro to wszystko jest nie czyjeś, tylko niczyje. Panie prezydencie, myślę, że my rozmawiamy tu o rzeczach, o których się powinno w Łodzi mówić 10 lat temu, a nie teraz!

Włodzimierz Tomaszewski

Ależ w Łodzi mieliśmy największy zasób własności komunalnej. Mówię tu o budynkach. Jesteśmy wyjątkiem w skali kraju, mamy w tej chwili ponad 20 procent miejskiego zasobu lokali. To jest własność komunalna. A powinniśmy zejść o połowę, do 10 procent. (...) Mowa tu była o obrocie, także własnością komunalną. Jeżeli mieszkaniec nie będzie odróżniał, czy ma mieszkanie prywatne w kamienicy, czy w komunalnym budynku, ponieważ warunki okażą się analogiczne, a wsparcie społeczne będzie dedykowane i tak jedynie do rzeczywiście potrzebujących, to otworzymy pole dla inwestowania w ten obszar.

Tomasz Błeszyński (głos z sali)

Szanowni państwo, jako analityk rynku nieruchomości, z wielkim bólem wysłuchałem państwa rozmowy. Też mi zależy, aby to miasto było optymistyczne, by dbało o inwestorów. Ale gdy przyjeżdżam z inwestorami do Łodzi, to brud, smród, śmiecie walające się po Piotrkowskiej z miejsca ich studzą. Od 18 lat zajmuje się nieruchomościami, a od dobrych trzech lat nie mogę niczego porządnego dla tego miasta zrobić. Rzeczywiście, mamy fantastyczny dział obsługi inwestora, sympatyczni kreatywni młodzi ludzie biegają, dzwonią, ale cóż z tego, skoro, jak powiedział pan Nowacki - nie ma greenfieldu. Albo on może i jest, ale państwo nawet nie wiecie, co macie w swoich zasobach. Gdybym teraz wskazał palcem pewne nieruchomości, pan prezydent powiedziałby: być może to nasze. I własnie przez to, panie prezydencie, na razie muszę swoich inwestorów wyprowadzać do Radomia, Piotrkowa, Tomaszowa...

Włodzimierz Tomaszewski

Chciałbym, aby pan tu trochę konkretniej... Bo akurat wiem, że w Łodzi mamy bardzo dobrą współpracę z biurami obrotu nieruchomościami. Budując ofertę, nie tworzymy jej tylko w oparciu o nieruchomości miejskie, ale także prywatne, w związku z czym nie widzę tu żadnych przeszkód do współdziałania i współpracy.

Mówię o koncepcji przestrzennej miasta i wprowadzaniu pewnego ładu w decyzjach bieżących, wydawanych na poziomie administracyjnym. Dopiero potem należy podejmować decyzje o tym, w których kwartałach i jakich częściach Łodzi tworzymy konkretny plan zagospodarowania przestrzennego - i jakie konkretnie funkcje w nim umieszczamy. Co jest tak naprawdę rzemiosłem dla urbanistów i architektów miasta. Tak się dzieje nie tylko we Wrocławiu, ale i w innych miastach Polski. To jest ten element budowania konkurencyjności miast, który jest absolutnie porównywalny. Bez spełnienia tego warunku nie może być mowy o planie zagospodarowania miasta, o tym, gdzie ono powinno być inicjatorem pozyskiwania gruntów inwestycyjnych - bo takich dzisiaj w kontekście tzw greenfieldu, czyli budowy od podstaw przedsięwzięć gospodarczych w Łodzi - w ogóle nie posiadamy. Bez planu zagospodarowania przestrzennego poszczególnych kwartałów miasta nie ma mowy o wprowadzaniu do centrum Łodzi kapitału prywatnego.

Mówimy o tym, że powinniśmy się chwalić architekturą i zabytkami czy pomnikami, ale my nie mamy w Łodzi w ogóle tak naprawdę obrotu nieruchomościami w strefie zero. Kamienice są w większości komunalne i nie trafiają do obrotu handlowego, kapitałowego. Więc to kolejny obszar, w którym nie możemy mówić dzisiaj o rozwoju porównywalnym do innych dużych ośrodków miejskich. Przedsiębiorcy, którzy próbowali inwestować w centrum Łodzi doskonale wiedzą, o czym mowa. Dopiero mając politykę przestrzenną i służby, które są w stanie wypracować plan zagospodarowania przestrzennego, które przy tym ochronią naszą zabytkową unikalną tożsamość miasta i architekturę, dopiero wtedy możemy mówić o tym, że jesteśmy w stanie sprawnie i dobrze obsługiwać inwestorów. Bo faktycznie na poziomie inwestycji przemysłowych obsługa w mieście jest dobra, tylko nie ma oferty w postaci terenów inwestycyjnych. I jeżeli nie posługujemy się pośrednikami nieruchomości, miasto nie jest zdolne samo tej oferty przygotować. Tymczasem, dopiero ją mając, możemy mówić o tym, jak się zadłużać, panie prezydencie, jak rozwijać infrastrukturę komunalną... Bo tylko wtedy możemy tak naprawdę budować drogi, kanalizację, jeżeli wiemy, co w danej części miasta ma się odbywać i jaki ma w niej być ruch biznesowy turystyczny, mieszkaniowy... Bo tak naprawdę chodzi o to, żeby biznes miał dobre warunki do podejmowania inwestycji własnych, bezpośrednich i pośrednich. A jeśli chodzi o statystykę - na początku dekady 18 procent bezrobocia to była statystyka ogólnopolska. I w 2008 roku to także była statystyka ogólnopolska. W związku z tym to nie ma wiele wspólnego z tym, co zrobiliśmy w Łodzi przez ostatnie lata.

Włodzimierz Tomaszewski

W Polsce dokonano dewastacji w zakresie planowania przestrzennego, za którą powinno się znaleźć i rozliczyć winnych. Śmiali się z nas na świecie, że Polska zafundowała sobie regulację, która unieważniła plany funkcjonujące wcześniej, nie dając nic w zamian. W związku z tym przeszliśmy na system wydawania decyzji o warunkach zabudowy - jedyny który funkcjonuje w tej chwili tam, gdzie nie ma planu. Oczywiście, przyjęliśmy pewne założenia strategiczne, dotyczące wykorzystania określonych przestrzeni, oferowania ich przedsiębiorcom, rezerwowania ich dla funkcji mieszkaniowej. Więc te założenia, nawet w formie roboczej, były do tej pory podstawą naszych działań. Nie będzie planów zagospodarowania przestrzennego, dopóki nie będzie nowego studium zagospodarowania przestrzennego... (...) Ratujemy się normami przejściowymi, ale jednocześnie fundujemy sobie ciągle kolejne obszary walki. Ale proszę zobaczyć: tam, gdzie trzeba było podjąć szybkie decyzje, rada miejska je podejmowała i rozstrzygała. Pracujemy nad tymi planami, teraz doszły nam nowe procedury w zakresie opiniowania, oddziaływania na środowisko, w związku z czym wszystko się wydłużyło, nawet dwukrotnie. My dziś wiemy, gdzie chcemy inwestować. Mam nadzieję, że nowe studium uchwalimy w Łodzi w przyszłym roku.

Wiemy, że musimy dokonywać trudnych wyborów. Dziś mamy 30 procent powierzchni miasta - dawnych terenów poprzemysłowych. Ich nie da się objąć ochroną klasycznie konserwatorską, bo nikt nie jest w stanie tego utrzymać. Trzeba więc dochodzić do porozumienia z partnerami prywatnymi, żeby maksymalnie chronić najważniejsze obiekty, ale jednocześnie dawać możliwość rozwoju ich właścicielom. Przechodząc do obrotu nieruchomościami: w pełni się zgadzam, że powinniśmy dążyć do tego, by także nieruchomości komunalne były w obrocie. Tylko przecież polityka do tej pory prowadzona, bariery - także w kręgach władzy - tego nie dopuszczały. Proszę zobaczyć: dziś mamy czynsze, które nie pokrywają kosztów utrzymania...

Paweł Domarecki

Panie prezydencie, kilku miastom w Polsce to nie przeszkadzało pozbyć się nieruchomości komunalnych, tego bagażu i balastu, zrobić z tym porządek i dzięki temu otworzyć się na inwestorów. Kiedy rozmawiałem z hiszpańskimi przedsiębiorcami z firmy "Restaura" - czy nie chcieliby wejść do Łodzi, to powiedzieli: a z kim mamy tam rozmawiać, skoro to wszystko jest nie czyjeś, tylko niczyje. Panie prezydencie, myślę, że my rozmawiamy tu o rzeczach, o których się powinno w Łodzi mówić 10 lat temu, a nie teraz!

Włodzimierz Tomaszewski

Ależ w Łodzi mieliśmy największy zasób własności komunalnej. Mówię tu o budynkach. Jesteśmy wyjątkiem w skali kraju, mamy w tej chwili ponad 20 procent miejskiego zasobu lokali. To jest własność komunalna. A powinniśmy zejść o połowę, do 10 procent. (...) Mowa tu była o obrocie, także własnością komunalną. Jeżeli mieszkaniec nie będzie odróżniał, czy ma mieszkanie prywatne w kamienicy, czy w komunalnym budynku, ponieważ warunki okażą się analogiczne, a wsparcie społeczne będzie dedykowane i tak jedynie do rzeczywiście potrzebujących, to otworzymy pole dla inwestowania w ten obszar.

Tomasz Błeszyński (głos z sali)

Szanowni państwo, jako analityk rynku nieruchomości, z wielkim bólem wysłuchałem państwa rozmowy. Też mi zależy, aby to miasto było optymistyczne, by dbało o inwestorów. Ale gdy przyjeżdżam z inwestorami do Łodzi, to brud, smród, śmiecie walające się po Piotrkowskiej z miejsca ich studzą. Od 18 lat zajmuje się nieruchomościami, a od dobrych trzech lat nie mogę niczego porządnego dla tego miasta zrobić. Rzeczywiście, mamy fantastyczny dział obsługi inwestora, sympatyczni kreatywni młodzi ludzie biegają, dzwonią, ale cóż z tego, skoro, jak powiedział pan Nowacki - nie ma greenfieldu. Albo on może i jest, ale państwo nawet nie wiecie, co macie w swoich zasobach. Gdybym teraz wskazał palcem pewne nieruchomości, pan prezydent powiedziałby: być może to nasze. I własnie przez to, panie prezydencie, na razie muszę swoich inwestorów wyprowadzać do Radomia, Piotrkowa, Tomaszowa...

Włodzimierz Tomaszewski

Chciałbym, aby pan tu trochę konkretniej... Bo akurat wiem, że w Łodzi mamy bardzo dobrą współpracę z biurami obrotu nieruchomościami. Budując ofertę, nie tworzymy jej tylko w oparciu o nieruchomości miejskie, ale także prywatne, w związku z czym nie widzę tu żadnych przeszkód do współdziałania i współpracy.

Sebastian Rybarczyk (głos z sali)

Proszę o głos jako przedstawiciel Projektu Łódź. Oczywiście o czystości też musimy mówić, bo jeżeli myślimy o inwestycjach takich jak biurowce, jednym z najważniejszych elementów, decydującym o tym, czy inwestorzy zainwestują w Łodzi, czy nie, jest wygląd miasta. Pamiętajmy o tym, że korki, wszechobecny brud, mają dla nich wielkie znaczenie, podobnie jak rozwalające się kamienice. Ale chciałbym tu powiedzieć o czymś jeszcze. Pan prezydent prosił o konkrety, a ja uważam, że bardzo niebezpiecznym mitem, rozpowszechnianym tu dziś przez pana, a generalnie przez Urząd Miasta Łodzi, są zmiany na rynku pracy, które bezpośrednio dotyczą inwestorów. Więc pozwoliłem sobie zajrzeć do ogólnodostępnej informacji, do danych GUS o Łodzi za ubiegły rok. Czyli do statystyk. Zacznijmy od tego, na co się pan Tomaszewski powoływał: że w Łodzi bezrobocie spadło do 6,7 procent. Owszem, tyle że na tle innych miast w Polsce ten spadek jest... średni, bo w Gdańsku mamy dziś 3,7 proc., w Katowicach 3,3 proc., w Krakowie 3,8 proc., a w Szczecinie, który boryka się z problemami, 6,5 procent. Oczywiście możemy powiedzieć, i to jest plus dla Łodzi, że w punkcie wyjścia, czyli w roku 2000, my mieliśmy 15,5, a Bydgoszcz 9,9 procent…

Został tutaj także poruszony bardzo ważny problem migracji. Według GUS przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w Łodzi o 7 tys. osób. Czyli mieliśmy do czynienia nie z sytuacją, w której ponad 30 tysięcy osób dostało prace, a taką, w której dostało ją tak naprawdę tylko 7 tysięcy. Co się stało z tymi brakującymi osobami? Ten sam rocznik pokazuje nam że tylko między rokiem 2006 a 2007 na stałe wyemigrowało z Łodzi (i nie chodzi tu o ludzi, którzy wyjechali do Warszawy czy Irlandii, ale są cały czas zameldowani tutaj) 12 tys. osób. Od 2000 roku nasze miasto opuściło na stałe już 67 tys. osób! I miejmy tego świadomość, jeżeli mówimy o bezrobociu, trzymajmy się realiów. Wszyscy wiemy i widzimy, że Łódź w ostatnich latach tonie. I to nie jest kwestia tego, czy przyjdą Dell czy BSH, bo zatrudnienie, które te duże koncerny proponują, niczego nie załatwia. Tak samo niczego nie załatwi to, że będziemy centrum skręcania pralek czy komputerów, bo to nie przyniesie nam postępu. Ważne jest, żeby jak najkorzystniej rozwijać rynek małych przedsiębiorstw, a tutaj już naprawdę polecam, za 22 złote, rocznik GUS. W latach boomu gospodarczego liczba przedsiębiorstw średnich i małych w Łodzi spadła o kilka tysięcy. I to dopiero daje prawdziwą perspektywę rozwoju naszego miasta!

Włodzimierz Tomaszewski

Rozumiem, że dla pana te realne tysiące miejsc pracy, które zostały utworzone, w ogóle się nie liczą, nie mają znaczenia. A ja uważam, że mieliśmy tu rewolucyjną zmianę na korzyść.

Robert jaruga (głos z sali)

Mam pytanie. Produkuję napoje, mam przedsiębiorstwo z branży spożywczej, firmę na 2,5 hektara w tym samym miejscu, gdzie pan Łopalewski ma swoją. Ponadto tam jest spółka Wrangler, tam jest jeszcze 20 innych firm, które generują określony dochód dla miasta. Kiedy pan prezydent był ostatnio w tamtym rejonie? Bo jeżeli pan pojedzie do 30-tysięcznego miasta w Czechach albo Niemczech, to pan zobaczy, że na koszt miasta oznaczone są tam zakłady: gdzie pojechać, jak dojechać. Są równe drogi, równe krawężniki. A to, co się dzieje podczas wymiany personelu w firmie pana Łopalewskiego czy w firmie Wrangler... Chciałbym, żeby pan prezydent tam raz przyjechał i zapytał sam siebie, czy jest pan dumny z tego, czego tam dokonał?

Włodzimierz Tomaszewski

Jestem dumny z tego co dokonałem, ponieważ uważam, że Łódź ma wielkie perspektywy i o Łodzi tak właśnie się mówi. Niestety, naszą największą dolegliwością jest to, że łodzianie sami starają się obrzydzić sobie swoje własne miasto. A wracając do tych dróg... Chcę pana poinformować, że tych zakładów powinno być więcej. I zarazem przypominam, jaki był poziom nakładów inwestycyjnych w mieście w 2003 roku: sięgały łącznie 191 milionów złotych. Natomiast na same drogi wydamy w tym roku 175 milionów.

Piotr Anuszczyk (głos z sali)

Panie prezydencie, dlaczego nie udało się do tej pory ściągnąć do Łodzi takich firm, jakie przyszły do innych polskich miast? Motoroli, IBM, HP... Trochę mi brakuje tej jakości.

Włodzimierz Tomaszewski

Zawsze można powiedzieć, że jakość jest za niska. Ale przecież to wynika z faktu, że jesteśmy jeszcze na dorobku. Ale mamy potencjał, dzięki któremu możemy bardzo wiele zdziałać. Są pomysły, które mogą być zasilane grantami na projekty badawcze i naukowe. Wierzę, że zostaną podjęte i że ambitni wykształceni ludzie znajdą tu swoje miejsca atrakcyjnej pracy.

Marcin Nowacki

Myślę, że mówiąc o inwestycjach, mamy na uwadze to, że w Łodzi widzimy przyrost inwestycji bezpośrednich. Musimy więc poprawiać warunki do inwestowania, właściwie wykorzystywać szanse. Sądzę, że jeśli będziemy podchodzili bardzo poważnie do przygotowania gruntów, pod kątem infrastruktury publicznej, w całości jako dużych terenów inwestycyjnych, bądź kamienic i nieruchomości komunalnych, to będziemy mogli od inwestora dużo wymagać. I nie będzie tak, że podpisujemy umowę sprzedaży bez warunków inwestowania na danym terenie, a później czekamy przez lata na projekt. Jeśli będziemy mieli rzetelną i dobrą ofertę już na etapie przygotowania infrastruktury technicznej nieruchomości, to będziemy mogli w umowie sprzedaży wpisywać konkretne warunki dla inwestora.

Mateusz Szczeciński (głos z sali)

Obecny kryzys pokazuje, że inwestycje przychodzą, ale też szybko odchodzą. Jeżeli poziom łódzkich płac zrówna się z tym na Zachodzie, to inwestycje proste prawdopodobnie przeniosą się na Wschód. Jednym z pomysłów, o których mówimy w ramach Projektu Łódź, a służących temu, by inwestorzy zostali z nami na dłużej, jest uczynienie Łodzi miejscem, gdzie powstają innowacje i wynalazki, czyli coś, co się dalej, dłużej i drożej sprzedaje. Mam pytanie do pana wiceprezydenta i do pozostałych dyskutantów. Czy miasto ma przynajmniej pomysły albo strategię: co zrobić, żeby inwestorzy lokowali w Łodzi centra badawczo -rozwojowe, żeby związali się z potencjałem łódzkich uczelni?

Włodzimierz Tomaszewski

Oczywiście, zwłaszcza w najbardziej nośnych dziedzinach: biotechnologii, nanotechnologii. W każdym z takich projektów staramy się uczestniczyć i je wspierać. Przypomnę chociażby Centrum Ekohydrologii, które pod auspicjami UNESCO, także z wykorzystaniem funduszy unijnych, utworzono w Łodzi. Przed nami wielkie wyzwanie, dotyczące zintegrowania w Łodzi naszych uczelni wyższych. Tylko w drodze porozumienia między uczelniami i tworzenia placówek międzyuczelnianych, właśnie takich projektów, które będą centrami np. bio- i nanotechnologii, staniemy się atrakcyjni na zewnątrz, wykorzystamy maksymalnie nasz potencjał. Od początku mówiliśmy, żeby każda firma, która przybywa do Łodzi, mogła z tego potencjału korzystać i lokować usługi badawczo-rozwojowe właśnie w łódzkich ośrodkach akademickich.

Marek Cieślak

Pierwsze jaskółki się już pojawiły. Jedna z firm branży AGD otworzyła w Łodzi biuro badawczo-rozwojowe, nie tylko prostą montownię. Chociaż, te montownie nie są znowu takie proste. Nie po to się inwestuje 200-300 milionów euro, żeby się po chwili zwinąć. Próbuje się zachęcać firmy, żeby u nas otwierały także biura badawczo-rozwojowe. Natomiast problem z komercjalizacją tego, co się dzieje na uczelniach, tkwi w samych uczelniach. Bardzo często mamy kontakt z firmami, które mówią, że znacznie taniej jest kupić konkretną pracę badawczo-rozwojową u profesora lub jego zespołu, a nie na uczelni, bo uczelnia nie jest do tego przygotowana, a narzut, który wyznacza, powoduje, że nam się po prostu nie opłaca. Myślę, po rozmowach z nowymi władzami uczelni (a tak się składa, że większość nowowybranych rektorów to są ludzie nowi), że powoli zaczynają one dostrzegać, iż to nieprawda, że prace łódzkich naukowców nie są wykorzystywane w przemyśle. Zaś prawda, że są one wykorzystywane w inny sposób. Nie uczelnie są ich autorami, ale konkretne osoby. Nie zgadzam się z tezą, że uczelnie zupełnie stają z boku. Gdyby wszyscy, którzy mówią o innowacjach, rzeczywiście połączyli siły i zaczęli działać w tym kierunku, to wreszcie ilość przeszłaby w jakość. Bo liczba rozmów o tym, że powinniśmy być innowacyjni i wspierać tego typu działalność, jest rzeczywiście imponująca. Zaś praktyka wygląda tak, że bardzo trudno zaprząc do tego wozu z jednej strony uczelnie, a z drugiej przemysł. Bo, jedni i drudzy nie są do końca do tego gotowi.
Biura badawczo-rozwojowe, centra usług BPO to są kierunki, które rozwijają się po etapie pierwszych inwestycji greenfield, prostych montowni i centrów logistycznych. To są bardzo skomplikowane organizmy przemysłowe, o zupełnie innej kulturze funkcjonowania oraz o zupełnie innej strukturze. Udało się doprowadzić już do tego, o czym się mówiło przed kilku laty, czyli do znacznej dywersyfikacji gospodarczej w Łodzi i regionie. Nie ma dzisiaj zagrożenia, że jeśli jedna branża utonie, albo wpadnie w kłopoty, to odbije się to na życiu miasta. A teraz, poza opowieściami, że potrzeba związków przemysłu z nauką, w tym kierunku powinna już iśc praktyka. I to powinno być skomercjalizowane, ale niestety nie na takich zasadach, jakie dzisiaj proponują uczelnie.

Paweł Domarecki

Skieruję teraz pytanie do pana Zygmunta Łopalewskiego, jako przedstawiciela wielkiej firmy. Inna, podobna firma rozpoczęła już w Łodzi działalność badawczo-rozwojową. Gdy pan rozmawia we Włoszech z menedżerami Indesita, jak tłumaczą fakt, że w Łodzi nie da się otworzyć centrum badawczo-rozwojowego?

Zygmunt Łopalewski

Każda korporacja rządzi się trochę innymi względami kulturowymi. Czy można w Łodzi otworzyć centrum badawcze? My mamy już przecież ogromne centrum badawcze we Włoszech, dla którego pracują nie tylko inżynierowie, ale także styliści, itd. Pierwsza sprawa, nasza branża musi być innowacyjna, bo czym jak nie innowacyjnością, zwłaszcza w czasach kryzysu, jesteśmy w stanie utrzymać się na rynku? To jedyny kierunek, w którym możemy iść. Co będzie w przyszłości, zobaczymy. Jeżeli chodzi o współpracę z łódzkimi uczelniami, widzę tu pewien pozytywny zaczyn. Kilka lat temu rozmowy z uczelniami wskazywały, że mówimy trochę innymi językami. Zaś obecnie my zaczynamy się wsłuchiwać w ich propozycje, oni w nasze. Więc współpraca z uczelniami będzie się musiała zacieśniać.

Paweł Domarecki

Mówiliśmy o najważniejszych barierach, czyli planach zagospodarowania, o infrastrukturze. Mówiliśmy o wolnych gruntach, ludziach, których brakuje. Jeszcze jedno zagadnienie, które pojawia się w trakcie rozmowy: Łódź i otoczenie miasta. Parę razy pojawiał się już w naszej rozmowie ten temat. Inwestorzy, którzy mogliby tu wejść, wychodzą na zewnątrz, poza granice Łodzi. Ale często jest też tak, że zapominamy, iż Łódź jest mocno osadzona w swoim regionie. Jakie są bariery dla inwestycji pod Łodzią? I które z nich można pokonać, działając wraz z Łodzią?

Marek Cieślak

Z naszego punktu widzenia, i myślę, że pan prezydent się zgodzi, inwestor w Konstantynowie, w Aleksandrowie, Zgierzu, itd., to także jest plus dla Łodzi. Ponieważ większość pracowników dojedzie tam właśnie z Łodzi. Stąd programy zmierzające do wydłużenia komunikacji publicznej z Łodzi do tychże ośrodków. Myślę, że brakuje jednej rzeczy: tego, co się odmienia przez wszystkie przypadki, czyli podejścia aglomeracyjnego, ustawy o aglomeracjach i idących za tym przedsięwzięć wspólnych. Nie może być tak, co ogranicza w sposób znakomity rozwój, że budowa drogi do jakiegoś obszaru kończy się na granicach administracyjnych, bo przedsięwzięcia wspólnego z przyczyn formalnych nie da się poprowadzić. Inwestorzy, przychodząc dzisiaj do regionu, naprawdę mówią: OK, ale nas interesuje okolica Łodzi właśnie ze względu na zasoby ludzkie, na to, że inaczej żyje się w Łodzi, a inaczej w ośrodku oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od większych miast. Przykład sukcesu Aleksandrowa, gdzie szybko udało się zagospodarować kilkadziesiąt hektarów czy konsekwencja tego, że skończyły się grunty na Nowym Józefowie i podjęliśmy decyzję związaną z dokupieniem kolejnych gruntów w Konstantynowie, które bezpośrednio do tej infrastruktury w Józefowie przylegają, to jest właśnie to. A inwestor tak naprawdę podchodzi do tego globalnie. Chcąc inwestować w Aleksandrowie, przychodzi także do władz Łodzi z pragnieniami i propozycjami, mając nadzieję także na to, że władze Łodzi ułatwią mu skomunikowanie się z miastem.

Paweł Domarecki

Natomiast to się w znakomity sposób nie udaje.

Włodzimierz Tomaszewski

Wręcz przeciwnie, to się dzieje. Po rozmowach z inwestorami, którzy np. lokalizują swoje inwestycje w okolicach Strykowa, w wielu przypadkach podejmowaliśmy decyzje o wydłużeniu trasy komunikacji publicznej. W wielu przypadkach jesteśmy też w sytuacji, w której sami proponujemy inwestorów gminom ościennym, ponieważ wiemy, że mają takie potrzeby terenowe, których dzisiaj Łódź nie jest w stanie spełnić. Jeżeli potrzeba stu hektarów dla inwestora, to my tych stu hektarów nie mamy.

Paweł Domarecki

Ależ to jest coś wręcz okropnego, co Pan, wiceprezydent trzeciego miasta w Polsce, właśnie teraz nam przyznał.

Włodzimierz Tomaszewski

Okropnego, bo każde miasto ma swoją pojemność. Co prawda tereny skupujemy, staramy się budować ofertę także w oparciu o własność prywatną, ale nie mamy podstaw do wywłaszczania. Możemy wywłaszczać na inwestycje celu publicznego. Tak na marginesie inwestycji Della: rzeczywiście musieliśmy dołożyć do tego potężne pieniądze i podjęliśmy bardzo trudne decyzje. 190 mln złotych w 2003 roku to były wszystkie inwestycje w mieście. Ale na Della trzeba się było w pewnym momencie zdecydować: że owszem, gwarantujemy 145 milionów złotych na drogę, która była podstawą lokalizacji Della w naszym mieście. I wcale tego nie żałujemy. Kiedy tę decyzję podejmowałem, wiadomo było, że nie do końca możemy liczyć na pieniądze unijne, ale to ryzyko należało podjąć. Zaś kooperacja z innymi gminami w moim przekonaniu jest naturalna. Jeżeli nie mamy gruntu, który potrzebny jest dla takich inwestycji, zawsze będziemy starać się lokalizować je jak najbliżej Łodzi, ponieważ to przyniesie korzyść i nam, i tamtej gminie. W tym kontekście pora na parę słów o ustawie aglomeracyjnej. Niestety, jest ona przykładem braku zrozumienia wśród samorządów. Dlatego, że wszystkie samorządy uważały, a mówię o dyskusji w kraju, że ustawa aglomeracyjna będzie służyć przede wszystkim dużym miastom, nie zaś ich okolicznym gminom. A byłoby dokładnie odwrotnie. Wierzę, że gdyby nie ten brak zrozumienia, nie mielibyśmy dziś problemu z przedłużeniem Łódzkiego Tramwaju Regionalnego do Pabianic. A tak Pabianice i Zgierz nie są w stanie przeprowadzić takiej inwestycji same.

Marcin Nowacki

Potwierdzam, że aspekt komunikacyjny, w kontekście aglomeracji, jest najistotniejszy. I dążenie do zintegrowania stolicy regionu z aglomeracją powinno być priorytetem nie tylko z punktu widzenia inwestycji, ale także z punktu widzenia jakości życia mieszkańców w Łodzi i aglomeracji. Przecież ludzie żyją w miastach ościennych a pracują w Łodzi, i odwrotnie. To jest bardzo istotny element. A druga sprawa: by Łódź posiadała realną ofertę miniaglomeracji. Ad vocem do wypowiedzi pana prezydenta: te trudne i długie rozmowy z Dellem to właśnie efekt braku koncepcji przestrzennej miasta, a w efekcie braku własnych terenów inwestycyjnych Przez to skończyliśmy w sytuacji, że mamy owszem, priorytetowego i pożądanego inwestora, ale pomiędzy osiedlem domków jednorodzinnych a blokami mieszkalnymi. Oczywiście wygraliśmy inwestora, ale w kontekście tkanki przestrzennej miasta - straciliśmy bardzo wiele. I myślę, że te przykłady powinny nas uczyć tego, żebyśmy faktycznie wypracowali koncepcję przestrzenną Łodzi.

Katarzyna Gadomska (głos z sali)

Reprezentuję rynek turystyki biznesowej w Łodzi. Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego Łódź nie ma żadnej koncepcji, nie zauważa tego rynku, który jest tak potężny, tak się rozwija na świecie i w Polsce. Przynosi milionowe wpływy do kas różnych miast. Wrocław świetnie przekuł w praktykę ideę sprzed kilku lat: "Wrocław miastem spotkań" na... inwestorów właśnie. Bo to są okazje do obejrzenia miasta. Łódź nie ma jednostki reprezentującej miasto na rynku turystyki biznesowej. Taką jednostkę ma np. Bydgoszcz. Nie widzę takiej działalności Łodzi w tym kierunku.

Włodzimierz Tomaszewski

Jak można nie zauważać, że trzy lata temu nie funkcjonowało lotnisko, a teraz mamy międzynarodowe połączenia? Przyzwyczajamy się do tego, co już jest codziennością. Jesteśmy bardzo zainteresowani obecnością na rynku turystycznym, oczywiście zawsze problemem była dostępność komunikacyjna, hotele. Ale hoteli przybywa. Oczywiście, chcielibyśmy mieć natychmiast hotel pięciogwiazdkowy, czterogwiazdkowy. Hoteli
0 niższej klasie kilka już powstało, i wierzę, że tbędzie ich jeszcze więcej. Zmiany są. Liczba turystów, którzy przyjeżdżają do Łodzi, zwielokrotniła się. Jestem przekonany, że w Łodzi jest bardzo dużo do zrobienia, tylko nie dyskredytujmy tego, co w bardzo krótkim okresie udało się dokonać.

Marek Cieślak

Pani Gadomska zwróciła uwagę na bardzo ważną sprawę. Oprócz tego, co potrzebuje inwestor i o czym tu rozmawialiśmy, Łodzi potrzebna jest łódzka, ale w dużym wymiarze, "wieża Eiffla", dlatego kibicuję panu prezydentowi przy projekcie związanym z przeoraniem centrum Łodzi. Bo tylko projekty takie jak EC1 albo Specjalna Strefa Sztuki mają szansę doprowadzenia do tego, że oprócz wszystkiego, co się dzieje wokół Łodzi, to Łódź zyska jeszcze jedno oblicze.

Paweł Domarecki

1 w ten sposób zbliżamy się do końca naszej debaty. Dziękuję bardzo za przybycie dyskutantom, a gościom za uwagę. Przekazuję głos gospodarzom.

Przemysław Witkowski (Textorial Park)

Powinienem teraz podsumować to przeszło dwugodzinne spotkanie. Ale tego się nie da. Bardzo dziękuję za dwie godziny Państwa czasu. Bo przez dwie godziny rozmawialiście Państwo o Łodzi. Mam nadzieję, że Łódź będzie miastem dobrych inwestycji, wykorzystujących kapitał gospodarczy, potencjał intelektualny, energię młodych ludzi, energię przedsiębiorców. Dziękuję bardzo, że postanowiliście rozmawiać o tym w Textorial Parku, miejscu dla naszej firmy i dla Łodzi symbolicznym. Bardzo dziękuję.

Początek formularza

«

Dół formularza

Włodzimierz Tomaszewski

Jestem dumny z tego co dokonałem, ponieważ uważam, że Łódź ma wielkie perspektywy i o Łodzi tak właśnie się mówi. Niestety, naszą największą dolegliwością jest to, że łodzianie sami starają się obrzydzić sobie swoje własne miasto. A wracając do tych dróg... Chcę pana poinformować, że tych zakładów powinno być więcej. I zarazem przypominam, jaki był poziom nakładów inwestycyjnych w mieście w 2003 roku: sięgały łącznie 191 milionów złotych. Natomiast na same drogi wydamy w tym roku 175 milionów.

Piotr Anuszczyk (głos z sali)

Panie prezydencie, dlaczego nie udało się do tej pory ściągnąć do Łodzi takich firm, jakie przyszły do innych polskich miast? Motoroli, IBM, HP... Trochę mi brakuje tej jakości.

Włodzimierz Tomaszewski

Zawsze można powiedzieć, że jakość jest za niska. Ale przecież to wynika z faktu, że jesteśmy jeszcze na dorobku. Ale mamy potencjał, dzięki któremu możemy bardzo wiele zdziałać. Są pomysły, które mogą być zasilane grantami na projekty badawcze i naukowe. Wierzę, że zostaną podjęte i że ambitni wykształceni ludzie znajdą tu swoje miejsca atrakcyjnej pracy.

Marcin Nowacki

Myślę, że mówiąc o inwestycjach, mamy na uwadze to, że w Łodzi widzimy przyrost inwestycji bezpośrednich. Musimy więc poprawiać warunki do inwestowania, właściwie wykorzystywać szanse. Sądzę, że jeśli będziemy podchodzili bardzo poważnie do przygotowania gruntów, pod kątem infrastruktury publicznej, w całości jako dużych terenów inwestycyjnych, bądź kamienic i nieruchomości komunalnych, to będziemy mogli od inwestora dużo wymagać. I nie będzie tak, że podpisujemy umowę sprzedaży bez warunków inwestowania na danym terenie, a później czekamy przez lata na projekt. Jeśli będziemy mieli rzetelną i dobrą ofertę już na etapie przygotowania infrastruktury technicznej nieruchomości, to będziemy mogli w umowie sprzedaży wpisywać konkretne warunki dla inwestora.

Mateusz Szczeciński (głos z sali)

Obecny kryzys pokazuje, że inwestycje przychodzą, ale też szybko odchodzą. Jeżeli poziom łódzkich płac zrówna się z tym na Zachodzie, to inwestycje proste prawdopodobnie przeniosą się na Wschód. Jednym z pomysłów, o których mówimy w ramach Projektu Łódź, a służących temu, by inwestorzy zostali z nami na dłużej, jest uczynienie Łodzi miejscem, gdzie powstają innowacje i wynalazki, czyli coś, co się dalej, dłużej i drożej sprzedaje. Mam pytanie do pana wiceprezydenta i do pozostałych dyskutantów. Czy miasto ma przynajmniej pomysły albo strategię: co zrobić, żeby inwestorzy lokowali w Łodzi centra badawczo -rozwojowe, żeby związali się z potencjałem łódzkich uczelni?

Włodzimierz Tomaszewski

Oczywiście, zwłaszcza w najbardziej nośnych dziedzinach: biotechnologii, nanotechnologii. W każdym z takich projektów staramy się uczestniczyć i je wspierać. Przypomnę chociażby Centrum Ekohydrologii, które pod auspicjami UNESCO, także z wykorzystaniem funduszy unijnych, utworzono w Łodzi. Przed nami wielkie wyzwanie, dotyczące zintegrowania w Łodzi naszych uczelni wyższych. Tylko w drodze porozumienia między uczelniami i tworzenia placówek międzyuczelnianych, właśnie takich projektów, które będą centrami np. bio- i nanotechnologii, staniemy się atrakcyjni na zewnątrz, wykorzystamy maksymalnie nasz potencjał. Od początku mówiliśmy, żeby każda firma, która przybywa do Łodzi, mogła z tego potencjału korzystać i lokować usługi badawczo-rozwojowe właśnie w łódzkich ośrodkach akademickich.

Marek Cieślak

Pierwsze jaskółki się już pojawiły. Jedna z firm branży AGD otworzyła w Łodzi biuro badawczo-rozwojowe, nie tylko prostą montownię. Chociaż, te montownie nie są znowu takie proste. Nie po to się inwestuje 200-300 milionów euro, żeby się po chwili zwinąć. Próbuje się zachęcać firmy, żeby u nas otwierały także biura badawczo-rozwojowe. Natomiast problem z komercjalizacją tego, co się dzieje na uczelniach, tkwi w samych uczelniach. Bardzo często mamy kontakt z firmami, które mówią, że znacznie taniej jest kupić konkretną pracę badawczo-rozwojową u profesora lub jego zespołu, a nie na uczelni, bo uczelnia nie jest do tego przygotowana, a narzut, który wyznacza, powoduje, że nam się po prostu nie opłaca. Myślę, po rozmowach z nowymi władzami uczelni (a tak się składa, że większość nowowybranych rektorów to są ludzie nowi), że powoli zaczynają one dostrzegać, iż to nieprawda, że prace łódzkich naukowców nie są wykorzystywane w przemyśle. Zaś prawda, że są one wykorzystywane w inny sposób. Nie uczelnie są ich autorami, ale konkretne osoby. Nie zgadzam się z tezą, że uczelnie zupełnie stają z boku. Gdyby wszyscy, którzy mówią o innowacjach, rzeczywiście połączyli siły i zaczęli działać w tym kierunku, to wreszcie ilość przeszłaby w jakość. Bo liczba rozmów o tym, że powinniśmy być innowacyjni i wspierać tego typu działalność, jest rzeczywiście imponująca. Zaś praktyka wygląda tak, że bardzo trudno zaprząc do tego wozu z jednej strony uczelnie, a z drugiej przemysł. Bo, jedni i drudzy nie są do końca do tego gotowi.
Biura badawczo-rozwojowe, centra usług BPO to są kierunki, które rozwijają się po etapie pierwszych inwestycji greenfield, prostych montowni i centrów logistycznych. To są bardzo skomplikowane organizmy przemysłowe, o zupełnie innej kulturze funkcjonowania oraz o zupełnie innej strukturze. Udało się doprowadzić już do tego, o czym się mówiło przed kilku laty, czyli do znacznej dywersyfikacji gospodarczej w Łodzi i regionie. Nie ma dzisiaj zagrożenia, że jeśli jedna branża utonie, albo wpadnie w kłopoty, to odbije się to na życiu miasta. A teraz, poza opowieściami, że potrzeba związków przemysłu z nauką, w tym kierunku powinna już iśc praktyka. I to powinno być skomercjalizowane, ale niestety nie na takich zasadach, jakie dzisiaj proponują uczelnie.

Paweł Domarecki

Skieruję teraz pytanie do pana Zygmunta Łopalewskiego, jako przedstawiciela wielkiej firmy. Inna, podobna firma rozpoczęła już w Łodzi działalność badawczo-rozwojową. Gdy pan rozmawia we Włoszech z menedżerami Indesita, jak tłumaczą fakt, że w Łodzi nie da się otworzyć centrum badawczo-rozwojowego?

Zygmunt Łopalewski

Każda korporacja rządzi się trochę innymi względami kulturowymi. Czy można w Łodzi otworzyć centrum badawcze? My mamy już przecież ogromne centrum badawcze we Włoszech, dla którego pracują nie tylko inżynierowie, ale także styliści, itd. Pierwsza sprawa, nasza branża musi być innowacyjna, bo czym jak nie innowacyjnością, zwłaszcza w czasach kryzysu, jesteśmy w stanie utrzymać się na rynku? To jedyny kierunek, w którym możemy iść. Co będzie w przyszłości, zobaczymy. Jeżeli chodzi o współpracę z łódzkimi uczelniami, widzę tu pewien pozytywny zaczyn. Kilka lat temu rozmowy z uczelniami wskazywały, że mówimy trochę innymi językami. Zaś obecnie my zaczynamy się wsłuchiwać w ich propozycje, oni w nasze. Więc współpraca z uczelniami będzie się musiała zacieśniać.

Paweł Domarecki

Mówiliśmy o najważniejszych barierach, czyli planach zagospodarowania, o infrastrukturze. Mówiliśmy o wolnych gruntach, ludziach, których brakuje. Jeszcze jedno zagadnienie, które pojawia się w trakcie rozmowy: Łódź i otoczenie miasta. Parę razy pojawiał się już w naszej rozmowie ten temat. Inwestorzy, którzy mogliby tu wejść, wychodzą na zewnątrz, poza granice Łodzi. Ale często jest też tak, że zapominamy, iż Łódź jest mocno osadzona w swoim regionie. Jakie są bariery dla inwestycji pod Łodzią? I które z nich można pokonać, działając wraz z Łodzią?

Marek Cieślak

Z naszego punktu widzenia, i myślę, że pan prezydent się zgodzi, inwestor w Konstantynowie, w Aleksandrowie, Zgierzu, itd., to także jest plus dla Łodzi. Ponieważ większość pracowników dojedzie tam właśnie z Łodzi. Stąd programy zmierzające do wydłużenia komunikacji publicznej z Łodzi do tychże ośrodków. Myślę, że brakuje jednej rzeczy: tego, co się odmienia przez wszystkie przypadki, czyli podejścia aglomeracyjnego, ustawy o aglomeracjach i idących za tym przedsięwzięć wspólnych. Nie może być tak, co ogranicza w sposób znakomity rozwój, że budowa drogi do jakiegoś obszaru kończy się na granicach administracyjnych, bo przedsięwzięcia wspólnego z przyczyn formalnych nie da się poprowadzić. Inwestorzy, przychodząc dzisiaj do regionu, naprawdę mówią: OK, ale nas interesuje okolica Łodzi właśnie ze względu na zasoby ludzkie, na to, że inaczej żyje się w Łodzi, a inaczej w ośrodku oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od większych miast. Przykład sukcesu Aleksandrowa, gdzie szybko udało się zagospodarować kilkadziesiąt hektarów czy konsekwencja tego, że skończyły się grunty na Nowym Józefowie i podjęliśmy decyzję związaną z dokupieniem kolejnych gruntów w Konstantynowie, które bezpośrednio do tej infrastruktury w Józefowie przylegają, to jest właśnie to. A inwestor tak naprawdę podchodzi do tego globalnie. Chcąc inwestować w Aleksandrowie, przychodzi także do władz Łodzi z pragnieniami i propozycjami, mając nadzieję także na to, że władze Łodzi ułatwią mu skomunikowanie się z miastem.

Paweł Domarecki

Natomiast to się w znakomity sposób nie udaje.

Włodzimierz Tomaszewski

Wręcz przeciwnie, to się dzieje. Po rozmowach z inwestorami, którzy np. lokalizują swoje inwestycje w okolicach Strykowa, w wielu przypadkach podejmowaliśmy decyzje o wydłużeniu trasy komunikacji publicznej. W wielu przypadkach jesteśmy też w sytuacji, w której sami proponujemy inwestorów gminom ościennym, ponieważ wiemy, że mają takie potrzeby terenowe, których dzisiaj Łódź nie jest w stanie spełnić. Jeżeli potrzeba stu hektarów dla inwestora, to my tych stu hektarów nie mamy.

Paweł Domarecki

Ależ to jest coś wręcz okropnego, co Pan, wiceprezydent trzeciego miasta w Polsce, właśnie teraz nam przyznał.

Włodzimierz Tomaszewski

Okropnego, bo każde miasto ma swoją pojemność. Co prawda tereny skupujemy, staramy się budować ofertę także w oparciu o własność prywatną, ale nie mamy podstaw do wywłaszczania. Możemy wywłaszczać na inwestycje celu publicznego. Tak na marginesie inwestycji Della: rzeczywiście musieliśmy dołożyć do tego potężne pieniądze i podjęliśmy bardzo trudne decyzje. 190 mln złotych w 2003 roku to były wszystkie inwestycje w mieście. Ale na Della trzeba się było w pewnym momencie zdecydować: że owszem, gwarantujemy 145 milionów złotych na drogę, która była podstawą lokalizacji Della w naszym mieście. I wcale tego nie żałujemy. Kiedy tę decyzję podejmowałem, wiadomo było, że nie do końca możemy liczyć na pieniądze unijne, ale to ryzyko należało podjąć. Zaś kooperacja z innymi gminami w moim przekonaniu jest naturalna. Jeżeli nie mamy gruntu, który potrzebny jest dla takich inwestycji, zawsze będziemy starać się lokalizować je jak najbliżej Łodzi, ponieważ to przyniesie korzyść i nam, i tamtej gminie. W tym kontekście pora na parę słów o ustawie aglomeracyjnej. Niestety, jest ona przykładem braku zrozumienia wśród samorządów. Dlatego, że wszystkie samorządy uważały, a mówię o dyskusji w kraju, że ustawa aglomeracyjna będzie służyć przede wszystkim dużym miastom, nie zaś ich okolicznym gminom. A byłoby dokładnie odwrotnie. Wierzę, że gdyby nie ten brak zrozumienia, nie mielibyśmy dziś problemu z przedłużeniem Łódzkiego Tramwaju Regionalnego do Pabianic. A tak Pabianice i Zgierz nie są w stanie przeprowadzić takiej inwestycji same.

Marcin Nowacki

Potwierdzam, że aspekt komunikacyjny, w kontekście aglomeracji, jest najistotniejszy. I dążenie do zintegrowania stolicy regionu z aglomeracją powinno być priorytetem nie tylko z punktu widzenia inwestycji, ale także z punktu widzenia jakości życia mieszkańców w Łodzi i aglomeracji. Przecież ludzie żyją w miastach ościennych a pracują w Łodzi, i odwrotnie. To jest bardzo istotny element. A druga sprawa: by Łódź posiadała realną ofertę miniaglomeracji. Ad vocem do wypowiedzi pana prezydenta: te trudne i długie rozmowy z Dellem to właśnie efekt braku koncepcji przestrzennej miasta, a w efekcie braku własnych terenów inwestycyjnych Przez to skończyliśmy w sytuacji, że mamy owszem, priorytetowego i pożądanego inwestora, ale pomiędzy osiedlem domków jednorodzinnych a blokami mieszkalnymi. Oczywiście wygraliśmy inwestora, ale w kontekście tkanki przestrzennej miasta - straciliśmy bardzo wiele. I myślę, że te przykłady powinny nas uczyć tego, żebyśmy faktycznie wypracowali koncepcję przestrzenną Łodzi.

Katarzyna Gadomska (głos z sali)

Reprezentuję rynek turystyki biznesowej w Łodzi. Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego Łódź nie ma żadnej koncepcji, nie zauważa tego rynku, który jest tak potężny, tak się rozwija na świecie i w Polsce. Przynosi milionowe wpływy do kas różnych miast. Wrocław świetnie przekuł w praktykę ideę sprzed kilku lat: "Wrocław miastem spotkań" na... inwestorów właśnie. Bo to są okazje do obejrzenia miasta. Łódź nie ma jednostki reprezentującej miasto na rynku turystyki biznesowej. Taką jednostkę ma np. Bydgoszcz. Nie widzę takiej działalności Łodzi w tym kierunku.

Włodzimierz Tomaszewski

Jak można nie zauważać, że trzy lata temu nie funkcjonowało lotnisko, a teraz mamy międzynarodowe połączenia? Przyzwyczajamy się do tego, co już jest codziennością. Jesteśmy bardzo zainteresowani obecnością na rynku turystycznym, oczywiście zawsze problemem była dostępność komunikacyjna, hotele. Ale hoteli przybywa. Oczywiście, chcielibyśmy mieć natychmiast hotel pięciogwiazdkowy, czterogwiazdkowy. Hoteli
0 niższej klasie kilka już powstało, i wierzę, że tbędzie ich jeszcze więcej. Zmiany są. Liczba turystów, którzy przyjeżdżają do Łodzi, zwielokrotniła się. Jestem przekonany, że w Łodzi jest bardzo dużo do zrobienia, tylko nie dyskredytujmy tego, co w bardzo krótkim okresie udało się dokonać.

Marek Cieślak

Pani Gadomska zwróciła uwagę na bardzo ważną sprawę. Oprócz tego, co potrzebuje inwestor i o czym tu rozmawialiśmy, Łodzi potrzebna jest łódzka, ale w dużym wymiarze, "wieża Eiffla", dlatego kibicuję panu prezydentowi przy projekcie związanym z przeoraniem centrum Łodzi. Bo tylko projekty takie jak EC1 albo Specjalna Strefa Sztuki mają szansę doprowadzenia do tego, że oprócz wszystkiego, co się dzieje wokół Łodzi, to Łódź zyska jeszcze jedno oblicze.

Paweł Domarecki

1 w ten sposób zbliżamy się do końca naszej debaty. Dziękuję bardzo za przybycie dyskutantom, a gościom za uwagę. Przekazuję głos gospodarzom.

Przemysław Witkowski (Textorial Park)

Powinienem teraz podsumować to przeszło dwugodzinne spotkanie. Ale tego się nie da. Bardzo dziękuję za dwie godziny Państwa czasu. Bo przez dwie godziny rozmawialiście Państwo o Łodzi. Mam nadzieję, że Łódź będzie miastem dobrych inwestycji, wykorzystujących kapitał gospodarczy, potencjał intelektualny, energię młodych ludzi, energię przedsiębiorców. Dziękuję bardzo, że postanowiliście rozmawiać o tym w Textorial Parku, miejscu dla naszej firmy i dla Łodzi symbolicznym. Bardzo dziękuję.

Zygmunt Łopalewski

Każda korporacja rządzi się trochę innymi względami kulturowymi. Czy można w Łodzi otworzyć centrum badawcze? My mamy już przecież ogromne centrum badawcze we Włoszech, dla którego pracują nie tylko inżynierowie, ale także styliści, itd. Pierwsza sprawa, nasza branża musi być innowacyjna, bo czym jak nie innowacyjnością, zwłaszcza w czasach kryzysu, jesteśmy w stanie utrzymać się na rynku? To jedyny kierunek, w którym możemy iść. Co będzie w przyszłości, zobaczymy. Jeżeli chodzi o współpracę z łódzkimi uczelniami, widzę tu pewien pozytywny zaczyn. Kilka lat temu rozmowy z uczelniami wskazywały, że mówimy trochę innymi językami. Zaś obecnie my zaczynamy się wsłuchiwać w ich propozycje, oni w nasze. Więc współpraca z uczelniami będzie się musiała zacieśniać.

Paweł Domarecki

Mówiliśmy o najważniejszych barierach, czyli planach zagospodarowania, o infrastrukturze. Mówiliśmy o wolnych gruntach, ludziach, których brakuje. Jeszcze jedno zagadnienie, które pojawia się w trakcie rozmowy: Łódź i otoczenie miasta. Parę razy pojawiał się już w naszej rozmowie ten temat. Inwestorzy, którzy mogliby tu wejść, wychodzą na zewnątrz, poza granice Łodzi. Ale często jest też tak, że zapominamy, iż Łódź jest mocno osadzona w swoim regionie. Jakie są bariery dla inwestycji pod Łodzią? I które z nich można pokonać, działając wraz z Łodzią?

Marek Cieślak

Z naszego punktu widzenia, i myślę, że pan prezydent się zgodzi, inwestor w Konstantynowie, w Aleksandrowie, Zgierzu, itd., to także jest plus dla Łodzi. Ponieważ większość pracowników dojedzie tam właśnie z Łodzi. Stąd programy zmierzające do wydłużenia komunikacji publicznej z Łodzi do tychże ośrodków. Myślę, że brakuje jednej rzeczy: tego, co się odmienia przez wszystkie przypadki, czyli podejścia aglomeracyjnego, ustawy o aglomeracjach i idących za tym przedsięwzięć wspólnych. Nie może być tak, co ogranicza w sposób znakomity rozwój, że budowa drogi do jakiegoś obszaru kończy się na granicach administracyjnych, bo przedsięwzięcia wspólnego z przyczyn formalnych nie da się poprowadzić. Inwestorzy, przychodząc dzisiaj do regionu, naprawdę mówią: OK, ale nas interesuje okolica Łodzi właśnie ze względu na zasoby ludzkie, na to, że inaczej żyje się w Łodzi, a inaczej w ośrodku oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od większych miast. Przykład sukcesu Aleksandrowa, gdzie szybko udało się zagospodarować kilkadziesiąt hektarów czy konsekwencja tego, że skończyły się grunty na Nowym Józefowie i podjęliśmy decyzję związaną z dokupieniem kolejnych gruntów w Konstantynowie, które bezpośrednio do tej infrastruktury w Józefowie przylegają, to jest właśnie to. A inwestor tak naprawdę podchodzi do tego globalnie. Chcąc inwestować w Aleksandrowie, przychodzi także do władz Łodzi z pragnieniami i propozycjami, mając nadzieję także na to, że władze Łodzi ułatwią mu skomunikowanie się z miastem.

Paweł Domarecki

Natomiast to się w znakomity sposób nie udaje.

Włodzimierz Tomaszewski

Wręcz przeciwnie, to się dzieje. Po rozmowach z inwestorami, którzy np. lokalizują swoje inwestycje w okolicach Strykowa, w wielu przypadkach podejmowaliśmy decyzje o wydłużeniu trasy komunikacji publicznej. W wielu przypadkach jesteśmy też w sytuacji, w której sami proponujemy inwestorów gminom ościennym, ponieważ wiemy, że mają takie potrzeby terenowe, których dzisiaj Łódź nie jest w stanie spełnić. Jeżeli potrzeba stu hektarów dla inwestora, to my tych stu hektarów nie mamy.

Paweł Domarecki

Ależ to jest coś wręcz okropnego, co Pan, wiceprezydent trzeciego miasta w Polsce, właśnie teraz nam przyznał.

Włodzimierz Tomaszewski

Okropnego, bo każde miasto ma swoją pojemność. Co prawda tereny skupujemy, staramy się budować ofertę także w oparciu o własność prywatną, ale nie mamy podstaw do wywłaszczania. Możemy wywłaszczać na inwestycje celu publicznego. Tak na marginesie inwestycji Della: rzeczywiście musieliśmy dołożyć do tego potężne pieniądze i podjęliśmy bardzo trudne decyzje. 190 mln złotych w 2003 roku to były wszystkie inwestycje w mieście. Ale na Della trzeba się było w pewnym momencie zdecydować: że owszem, gwarantujemy 145 milionów złotych na drogę, która była podstawą lokalizacji Della w naszym mieście. I wcale tego nie żałujemy. Kiedy tę decyzję podejmowałem, wiadomo było, że nie do końca możemy liczyć na pieniądze unijne, ale to ryzyko należało podjąć. Zaś kooperacja z innymi gminami w moim przekonaniu jest naturalna. Jeżeli nie mamy gruntu, który potrzebny jest dla takich inwestycji, zawsze będziemy starać się lokalizować je jak najbliżej Łodzi, ponieważ to przyniesie korzyść i nam, i tamtej gminie. W tym kontekście pora na parę słów o ustawie aglomeracyjnej. Niestety, jest ona przykładem braku zrozumienia wśród samorządów. Dlatego, że wszystkie samorządy uważały, a mówię o dyskusji w kraju, że ustawa aglomeracyjna będzie służyć przede wszystkim dużym miastom, nie zaś ich okolicznym gminom. A byłoby dokładnie odwrotnie. Wierzę, że gdyby nie ten brak zrozumienia, nie mielibyśmy dziś problemu z przedłużeniem Łódzkiego Tramwaju Regionalnego do Pabianic. A tak Pabianice i Zgierz nie są w stanie przeprowadzić takiej inwestycji same.

Marcin Nowacki

Potwierdzam, że aspekt komunikacyjny, w kontekście aglomeracji, jest najistotniejszy. I dążenie do zintegrowania stolicy regionu z aglomeracją powinno być priorytetem nie tylko z punktu widzenia inwestycji, ale także z punktu widzenia jakości życia mieszkańców w Łodzi i aglomeracji. Przecież ludzie żyją w miastach ościennych a pracują w Łodzi, i odwrotnie. To jest bardzo istotny element. A druga sprawa: by Łódź posiadała realną ofertę miniaglomeracji. Ad vocem do wypowiedzi pana prezydenta: te trudne i długie rozmowy z Dellem to właśnie efekt braku koncepcji przestrzennej miasta, a w efekcie braku własnych terenów inwestycyjnych Przez to skończyliśmy w sytuacji, że mamy owszem, priorytetowego i pożądanego inwestora, ale pomiędzy osiedlem domków jednorodzinnych a blokami mieszkalnymi. Oczywiście wygraliśmy inwestora, ale w kontekście tkanki przestrzennej miasta - straciliśmy bardzo wiele. I myślę, że te przykłady powinny nas uczyć tego, żebyśmy faktycznie wypracowali koncepcję przestrzenną Łodzi.

 

Katarzyna Gadomska (głos z sali)

Reprezentuję rynek turystyki biznesowej w Łodzi. Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego Łódź nie ma żadnej koncepcji, nie zauważa tego rynku, który jest tak potężny, tak się rozwija na świecie i w Polsce. Przynosi milionowe wpływy do kas różnych miast. Wrocław świetnie przekuł w praktykę ideę sprzed kilku lat: "Wrocław miastem spotkań" na... inwestorów właśnie. Bo to są okazje do obejrzenia miasta. Łódź nie ma jednostki reprezentującej miasto na rynku turystyki biznesowej. Taką jednostkę ma np. Bydgoszcz. Nie widzę takiej działalności Łodzi w tym kierunku.

Włodzimierz Tomaszewski

Jak można nie zauważać, że trzy lata temu nie funkcjonowało lotnisko, a teraz mamy międzynarodowe połączenia? Przyzwyczajamy się do tego, co już jest codziennością. Jesteśmy bardzo zainteresowani obecnością na rynku turystycznym, oczywiście zawsze problemem była dostępność komunikacyjna, hotele. Ale hoteli przybywa. Oczywiście, chcielibyśmy mieć natychmiast hotel pięciogwiazdkowy, czterogwiazdkowy. Hoteli
0 niższej klasie kilka już powstało, i wierzę, że tbędzie ich jeszcze więcej. Zmiany są. Liczba turystów, którzy przyjeżdżają do Łodzi, zwielokrotniła się. Jestem przekonany, że w Łodzi jest bardzo dużo do zrobienia, tylko nie dyskredytujmy tego, co w bardzo krótkim okresie udało się dokonać.

Marek Cieślak

Pani Gadomska zwróciła uwagę na bardzo ważną sprawę. Oprócz tego, co potrzebuje inwestor i o czym tu rozmawialiśmy, Łodzi potrzebna jest łódzka, ale w dużym wymiarze, "wieża Eiffla", dlatego kibicuję panu prezydentowi przy projekcie związanym z przeoraniem centrum Łodzi. Bo tylko projekty takie jak EC1 albo Specjalna Strefa Sztuki mają szansę doprowadzenia do tego, że oprócz wszystkiego, co się dzieje wokół Łodzi, to Łódź zyska jeszcze jedno oblicze.

Paweł Domarecki

1 w ten sposób zbliżamy się do końca naszej debaty. Dziękuję bardzo za przybycie dyskutantom, a gościom za uwagę. Przekazuję głos gospodarzom.

Przemysław Witkowski (Textorial Park)

Powinienem teraz podsumować to przeszło dwugodzinne spotkanie. Ale tego się nie da. Bardzo dziękuję za dwie godziny Państwa czasu. Bo przez dwie godziny rozmawialiście Państwo o Łodzi. Mam nadzieję, że Łódź będzie miastem dobrych inwestycji, wykorzystujących kapitał gospodarczy, potencjał intelektualny, energię młodych ludzi, energię przedsiębiorców. Dziękuję bardzo, że postanowiliście rozmawiać o tym w Textorial Parku, miejscu dla naszej firmy i dla Łodzi symbolicznym. Bardzo dziękuję.

 

 

 «  back
Komentarze
*Autor:
*Komentarz:
* pola wymagane
Fundacja Orientacja abcnet Federacja Młodzieży WalczącejFREE Stowarzyszenie KoLiber  Instytut Soieskiego Instytut Tertio MillennioPolsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego
Asia-Europe Society ATLAS CADI CATO INSTITUTE The Heritage Foundation Manhattan Institute Policy Research
design by KAMIKAZE