Projekt Łodź
Łódź miastem rewitalizacji?
10th June 2009

 

 

2 czerwca w andel's Hotel Łódź odbyła się czwarta debata z cyklu „Forum Łódź". Tematem dyskusji była rewitalizacja naszego miasta. W debacie udział wzięli:

- dr Michał Domińczak - Fundacja "Projekt Łódź"

- Marek Lisiak - Architekt Miasta

- Martyna Podsędkowska-Olczyk - andel's Hotel Łódź"

- Włodzimierz Tomaszewski - wiceprezydent Łodzi

- dr hab. Jacek Wesołowski - Politechnika Łódzka

Galeria zdjęć .

 

Artykuły:

Bez prywatyzacji nie będzie rewitalizacji 

Marcin Nowacki

Lille (Łódź) - czyli skuteczna rewitalizacja? 

Ewa M. Boryczka

By odbudować Łódź, spójrzmy na innych

Ireneusz Jabłoński

Jak to się robi we... Wrocławiu 

Paweł Domarecki

 

 

Paweł Domarecki

Frekwencja dopisała, zaczynajmy. W naszej debacie wezmą udział: Marek Lisiak, architekt miasta Łodzi, Martyna Podsędkowska-Olczyk, przedstawicielka inwestora hotelu Andel's, Michał Domińczak, architekt i urbanista, Projekt Łódź oraz dr Jacek Wesołowski, architekt--urbanista, wykładowca Politechniki Łódzkiej. Napoczątek uściślijmy. Czy nie mylimy tu aby trochę pojęć? Bo tak naprawdę rewitalizacja to nie jest przecież tylko remont generalny choć jeśli remontujemy całe kwartały, to pewnie tak, ale rewitalizacja to także zmiana funkcji, wpisanie nowej zawartości w starą, choć odnowioną formę. Obiekty stare, po ich restauracji, zaczynają wypełniać nowe zadania. Moje pytanie brzmi: czy aby wŁodzi nie mamy obecnie do czynienia po prostu z falą remontów, które ktoś nazywa rewitalizacją? I z tego wynika drugie pytanie -czy rewitalizacja w Łodzi w ogóle jest potrzebna, a może potrzeba po prostu pieniędzy, aby wszystkie te rozpadające się kamienice odnowić i wyremontować?

Marek Lisiak

Ma pan rację, pojęcie rewitalizacji jest często używane, natomiast jej zawartość pojęciowa jest o wiele szersza niż stosowana potocznie. Padły już słowa, że jesteśmy w pięknie zrewitalizowanym budynku. W przypadku kompleksu Manufaktury, dawnych zakładów Poznańskiego, to oznaczało podjęcie problemu zachowania jakiejś tkanki architektonicznej, na pewno usunięcie pierwotnej funkcji i zamianę jej na nową, także wprowadzenie zupełnie nowych kubatur, które pozwoliłyby tej starej tkance zaistnieć. I oznaczało także to, że trzeba było w tym celu mieć pieniądze na niemałe nakłady, które należało ponieść w celu dokonania tej inwestycji. Natomiast kwestii społecznej i zawodowej ludzi, którzy tu mieszkali i pracowali, przy tej okazji nie podejmowano. Choć taki czynnik, w tym fragmencie Łodzi, też jest elementem szeroko rozumianego pojęcia rewitalizacji. I tu się z panem zgadzam. Obserwujemy tu proces, który związany jest z dwoma cyklami rozwoju miasta. Pierwszy cykl: w ciągu trzech lat zakłady pracy, zwłaszcza tradycyjne, umiejscowione w śródmieściu Łodzi, straciły swoją podstawową funkcję produkcyjną. Choć część z nich wyniosła się na obrzeża miasta w latach 70. i 80., inne pozostały w centrum. Poprzez to znalazły się najpierw w rękach syndyków masy upadłościowej. A potem w zupełnie nowych rękach ludzi, którzy te fabryki wykupywali, od tych, którzy starali się w ten sposób spłacić długi. Zatem nowi właściciele znaleźli się w zupełnie nowej sytuacji, nie mając na swoich barkach spraw związanych z załogami fabryk, ponieważ ludzie już w tych fabrykach nie pracowali. Chociaż - jak w przypadku zakładów Poznańskiego, dawni pracownicy mieszkają w domach po drugiej stronie ulicy, które widzimy przez okna tego hotelu. Początek działań służących rozwiązaniu tego problemu, związanego z utrzymaniem tej starej tkanki, zmierzał z jednej strony w kierunku, który tu obserwujemy, z drugiej - do minimalizacji nakładów na jej utrzymanie - i stąd często rozbierano stare budynki.

Paweł Domarecki

W międzyczasie przywitam kolejnego, niezapowiedzianego wcześniej uczestnika naszej debaty. Jest z nami pan wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski. Mówimy tu o przyczynach i pytamy - dlaczego? Wiadomo dlaczego. Natomiast pytanie nadal jest aktualne -czy mamy do czynienia w Łodzi z przebudową funkcji, z budową tkanki miasta na nowo, czy po prostu z remontowaniem tego, co jest?

Martyna Podsędkowska-Olczyk

Jeśli chodzi o rewitalizację, trzeba zastanowić się nad tym, co to jest. Tak jak pan powiedział, to nie jest w żadnym wypadku remont. Jak sama nazwa wskazuje, jest to danie nowego życia, więc i prawie zawsze nowej funkcji. Należy to rozumieć w rozmaitych aspektach. Tu, w hotelu andel's, dokonaliśmy rewitalizacji stosunkowo prostej, zrewitalizowaliśmy bryłę budynku. Ale jest to fragment rewitalizacji o wiele większego kompleksu, wpisujący się w jej całość. Lecz myślę, że rewitalizacja to jest nie tylko danie nowego życia budynkowi. Bardzo często jest to rewitalizacja związana z aspektami społecznymi. Tutaj miały one specyficzny charakter, ponieważ budynek przejęliśmy pusty. Zapobiegliśmy jego dewastacji, zniszczeniu i śmierci technicznej. Zaproszona byłam kiedyś na konferencję poświęconą rewitalizacji, gdzie mówiono o rewitalizacji zrównoważonej. Czyli o tym, że poszczególne jej aspekty: i funkcjonalny, i architektoniczny, i społeczny, powinny współdziałać ze sobą. I tak się tu właśnie stało. Nasza budowa posuwała się równolegle z rozwojem Łodzi w innych kierunkach. Z otwieraniem się nowych możliwości, z halą sportową wielofunkcyjną, z rozwojem lotniska. Mamy też nadzieję, i takie działania są podejmowane, między innymi przez miejską pracownię urbanistyczną, że rewitalizacja nie będzie ograniczona do enklaw, że połączy je funkcjonalnie z resztą miasta. I bardzo tym inicjatywom przyklaskuję.

Jacek Wesołowski

Chciałem się jeszcze odnieść do definicji rewitalizacji, bo od tego wyszliśmy i powiedzieć, że rzeczywiście nadużywa się dzisiaj tego terminu, choć próba przeciwdziałania skazana jest na niepowodzenie. Natomiast rewitalizacja dotyczyć powinna obszarów szerszych. Można mówić o rewitalizacji pewnych obszarów, miasta, może nawet regionu. Trochę nie pasuje mi to słowo, jeśli chodzi o jeden budynek. Bo jeśli mówimy o budynku, po prostu, jest to adaptacja do nowych funkcji. Może być zrobiona w sposób bardzo dobry lub gorszy i może mieć różne następstwa dla otoczenia. Natomiast rewitalizacja jest bardzo złożonym pojęciem. Ma wiele aspektów. O społecznym była już mowa, o czysto materialnym, budowlanym też możemy mówić, możemy mówić o aspekcie związanym z ochroną zabytków, ekonomicznym,transportowym... I te wszystkie aspekty powinny tworzyć wspólną politykę, z której właśnie wynika rewitalizacja. Ale nigdy jej nie osiągniemy jeśli będziemy do niej dążyli wyłącznie jednotorowo. Bo wówczas będzie nią dotknięty tylko fragment jakiejś całości.

Michał Domińczak

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że rewitalizacja jest procesem skomplikowanym. To jednak zdecydowanie słowo dziś nadużywane, modne pojęcie, dobrze brzmi. Przy okazji można zbijać różnego rodzaju kapitały: naukowy, polityczny... I dlatego tak często się go nadużywa. Ale rewitalizacja nie jest budową ogrodzenia wokół parku czy budową hali wielofunkcyjnej. Bo to są normalne miejskie inwestycje. Rewitalizacja może dotyczyć obszarów, jak sama nazwa wskazuje, w jakiś sposób wymarłych, zniszczonych. Oczywiście, inwestycje w obszary sportowe mogą być częścią rewitalizacji, ale muszą być połączone całościowo z programem kompleksowym. Pan redaktor zauważył, że mamy do czynienia z wielką ilością remontów Rozumiem, chyba słusznie, że chodziło o pewnego rodzaju ironiczną czy przewrotną zachętę do polemiki. Bo ja tej wielkiej ilości remontów w Łodzi nie dostrzegam.

Natomiast nie jest tak, że nic się w tej sprawie wmieście nie dzieje. Uważam, że tych remontów naszemu miastu potrzeba. Potrzeba remontów ulic poprawiania jakości przestrzeni publicznej. Tu akurat budowa zdroju na ulicy Piotrkowskiej jest świetnym na to przykładem - bo to jest element poprawy przestrzeni publicznej. Potrzeba zwykłych remontów, są przecież miejsca w Łodzi, które żyją, często bardzo gwałtownie, np. Bałucki Rynek. Można się zastanawiać, czy taki sposób życia nam wszystkim odpowiada, ale nie można zaprzeczyć, że to jest komuś wmieście potrzebne. Tak jak potrzeba nam remontów dróg i powierzchni publicznej, być może potrzeba pewnej polityki społecznej, to rzeczywiście gigantyczny problem naszego miasta, ale nie zawsze i tam rewitalizacja przez duże R jest niezbędna.
I teraz pora odpowiedzieć napytanie, które jest hasłem naszego spotkania - czy Łódź jest miastem rewitalizacji? Otóż w pewnym stopniu na pewno jest, są w niej prowadzone działania rewitalizacyjne. Realizowanych jest szereg koncepcji, ale w sposób jednostkowy. Jednak są to działania z obszaru prywatnego: czasem jest to zwykłe inwestowanie, czasem rzeczywiście rewitalizacja. Więc w tym sensie Łódź jest miastem, w którym odbywa się działanie, o którym tu mówimy. Natomiast za wcześnie jest, żeby można było powiedzieć o Łodzi -mieście rewitalizacji. Dlatego że nie ma, choć może istnieje, ale nie jest realizowana, globalnej strategii działań rewitalizacyjnych w całym mieście. Mogę tu sobie pozwolić na pewne oceny, ponieważ jako jeden z niewielu pracowników Politechniki Łódzkiej uczestniczyłem w pracach nad takim planem. Być może ma on w tym kształcie szereg wad ale jest jednym z głównych programów, które do tej pory wmieście powstały. Został przyjęty przez Radę Miejską Łodzi, natomiast nie jest realizowany, nie licząc może pojedynczych przedsięwzięć Nie została tknięta koncepcja komunikacyjna, brakuje jakiejkolwiek polityki społecznej. Tymczasem, proszę państwa, rewitalizacja, jak sama nazwa wskazuje, oznacza ożywienie. Więc musi się z tym łączyć chociażby zachęta do tego, żeby ludzie chcieli na obszarach poddanych temu procesowi mieszkać, żeby ich tam przybywało. Jak to osiągnąć? Albo przez posiadanie dzieci, albo przez zachęcanie tych, którzy się już tam znaleźli, do pozostania. To problem miasta: jak zniechęcić ludzi do wyjeżdżania z Łodzi. Natomiast brakuje tu, i chciałbym, żeby to zostało zrozumiane we właściwy sposób, polityki prorodzinnej. Ten element społeczny jest istotny choć nie w każdym projekcie występuje. Zrozumiałe - bo to się o wiele gorzej i trudniej sprzedaje niż prezentowanie się przez polityka czy urzędnika na tle jakiejś elewacji. Zresztą, wielkie projekty zawsze się dobrze sprzedają, można w celu ich realizacji powołać kilka instytucji, jakąś spółkę, zawsze jest to coś, co niesie szereg korzyści, zwłaszcza dla władzy. Zatem takie działania na pewno będą. Podkreślam: pojedyncze działania rewitalizacyjne są w Łodzi prowadzone, ale brakuje globalnej strategii rewitalizacji, która jest miastu niezbędna. I pod tym względem Łódź nie jest miastem rewitalizacji, jeszcze nie w tej chwili.

Jacek Wesołowski

Padło tutaj trochę skarg pod adresem miasta. Tymczasem Łódź jako miasto poprzemysłowe znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. To miasto przy swojej wielkości musi znaleźć zupełnie inny sposób funkcjonowania w Europie a może i na świecie w warunkach globalizacji. To miasto nie miało nigdy odpowiednich atrybutów, żeby w takiej przestrzeni zaistnieć. Po prostu było ośrodkiem typowo robotniczym, który nie wymagał specjalnych kontaktów mieszkańców z tym światem.

A więc rewitalizacja musi przebiegać w dwóch warstwach, na dwóch płaszczyznach. Jedna to zmiana pozycji Łodzi w skali kontynentu czy kraju, nadanie jej bardziej centralnego położenia na mapie Polski i Europy, a przynajmniej umożliwienie jej dostępu do podstawowej sieci komunikacyjnej, networku, relacji w gospodarce i kulturze. A druga to praca u podstaw nad tym, co się sypie. Bo ja też się nie zgadzam że mamy tyle remontów, uważam, że prawie w ogóle tych remontów w Łodzi brak. Sądzę, że pan redaktor chciał nas tu podpuścić, bo Łódź w tej dziedzinie w porównaniu np. z Wrocławiem wygląda znacznie gorzej niż to ostatnie miasto. A więc program pracy u podstaw. I realizacja kilku ważnych tez. Na przykład takiej, że trzeba wykorzystywać zasoby, które już mamy, np. zasoby terenowe, które są w samym Śródmieściu po to, żeby zmieniać przepływ społeczny Śródmieścia i zwiększać klientelę na stare centrum Łodzi. Bo my sobie z naszym centrum historycznym nie radzimy. I jeszcze jedna teza, którą można teraz postawić. Otóż można rewitalizować miasto i my chcemy to uczynić. Ale do tej pory ożywiamy tylko jego fragmenty. Uczyniliśmy to jeśli chodzi o Pałac Poznańskiego, Manufakturę. Natomiast jakoś tak się zbiegło, że kiedy pojawiły się Galeria Łódzka i Manufaktura, Piotrkowska rzeczywiście straciła wyraźnie na znaczeniu i handel tam coraz bardziej wymiera. Pomysły mamy, tylko one nie są realizowane i odpowiednio nagłośnione.

Włodzimierz Tomaszewski

Po części pan dyrektor Lisiak podnosił tę kwestię, że gdyby przyjąć, że chcemy jak najszerzej rewitalizować obiekty poprzemysłowe, to podjęlibyśmy działania obejmujące trzecią część miasta. Warto byłoby wtedy zacząć od jednego pytania: ile kosztowała rewitalizacja chociażby obiektu, w którym teraz się znajdujemy, czyli dawnej przędzalni Poznańskiego Już nie mówię o całym obszarze, bo słyszałem, że Apsys w swojej części - a tam nie było ani hotelu, ani muzeum sztuki, ani multikina, tylko rynek i fragmenty wykorzystywane na cele handlowe -wydał kwotę rzędu 200 milionów euro. Jeżeli przeliczyć tę wartość dla 500 hektarów, na których znajduje się nasz obszar śródmiejski, centralny zabudowany zabudową historyczną, to na jego rewitalizację potrzebowalibyśmy, biorąc pod uwagę wskaźniki z Manufaktury, około 14 miliardów złotych. Budżet miasta, rekordowy, w tym roku wynosi trzy miliardy złotych na wszystkie wydatki. Zatem miasto po pierwsze - musi tu działać i inicjować rewitalizację, ale opierać się przy tym na kapitale prywatnym. To fundament. Musi stwarzać warunki opłacalności dla inwestorów, ale jednocześnie maksymalnie chronić zabytki i trzymać się przy tym kanonu kryteriów konserwatorskich. Ale zawsze będzie to jakiś kompromis -gdzieś pośrodku. A dzisiaj, w moim przekonaniu, wprost przeciwnym do tezy pana Domińczaka, Łódź jest miejscem wielkiej rewitalizacji. Tylko odbywanej punktowo. (...) Nowe centrum to także inicjowanie punktowe. Zaczęło się od EC1, elektrociepłowni, ale tam będziemy mieli partnerów: zarówno kolej, jak i partnerów prywatnych w celu do wykorzystania tej przestrzeni. I wmoim przekonaniu tylko tak można prowadzić ten proces. (...) Obiekty, o których mówimy powstawały pod określony cel. Opłacało się je wznosić, bo w nich odbywała się produkcja, zarabiały. A my dzisiaj musimy przekształcić to wszystko, co powstawało na przełomie XIX i XXwieku dla nowych funkcji, ale... to także musi się opłacać.

Michał Domińczak

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem pana Tomaszewskiego, że Łódź jest miastem wielkiej rewitalizacji. W moim odczuciu to, czego powinniśmy oczekiwać od miasta i od rady miejskiej, to wdrożenia kompleksowego programu rewitalizacji. Prawda, że on istnieje, natomiast miasto powinno zająć się w pierwszej kolejności nie wielkimi inwestycjami, ale przede wszystkim inwestycjami w przestrzeń publiczną, w to, co od czasów rzymskich stanowi o istocie miasta europejskiego. Niekoniecznie jednak samym budowaniem fontann, zdrojów miejskich, ale rozwiązaniami, bez których miasto i ta przestrzeń nie będą sprawnie działały. Na przykład teraz jest to problem komunikacji wokół Manufaktury. I jeżeli nowe centrum Łodzi jest projektem, który da się zrealizować, czego bardzo bym sobie życzył, to tam bez kompleksowych działań komunikacyjnych w skali całego miasta, wjechać i wyjechać się nie da. Natomiast co doinwestowania w fabryki... Nie każdy pamięta, że miasto nie było ich właścicielem, one należały do państwa i trudno tu obciążać władze miasta odpowiedzialnością za stan infrastruktury poprzemysłowej.

Marek Lisiak

Postawiłbym tu tezę przeciwną do tej, którą wygłosił pan Domińczak, bo moim zdaniem od roku 1990, który możemy traktować jako pewną cezurę, ale tak naprawdę od drugiej połowy XX wieku, Łódź podlega głębokiemu procesowi rewitalizacji. Uważam, że Łódź między rokiem1990 a następnymi latami stawała się miastem martwym. Ponieważ główny powód, dla którego to miasto funkcjonowało, przestał istnieć. Jakie były atrybuty miejskości czy żeby największy produkt eksportowy Łodzi, czyli magistrowie, bardzo dynamiczni ludzie, chcieliby tu przybyć, a może nawet zainwestować. Oni się już nauczyli, często poza Polską, jakich błędów unikać. I jeżeli ich rodzinne miasto stworzy im warunki, żeby tu się rozwijać, to dlaczego nie? Czasami wracają ludzie z pomysłami, to są czasami niewielkie inwestycje, jak na przykład bardzo wysmakowany biurowiec Textorial. Tyle że gospodarze miasta powinni zachować czujność, by nie zmarnować tego potencjału, żeby to było mimo wszystko pod naszą kontrolą: ludzi, którzy są do tego powołani, urzędów i instytucji.

Jacek Wesołowski

Pani ma do rewitalizacji podejście ekonomisty, co jest jednym z wielu możliwych podejść. Tymczasem mi się wydaje, że duży kapitał, o którym pani mówi, może oferować rewitalizację, a może też ją psuć. Cały problem polega na tym, że rewitalizacja według mnie polega na tym, żeby władza publiczna potrafiła odpowiednio stymulować i organizować te duże pieniądze. One przecież gdzieś są, tylko trzeba je umieć przyciągać i tak pozyskiwać, by to działało na korzyść rewitalizacji, a nie przeciwko niej. Jeżeli w środku miasta pojawia się supermarket, który ma trzy tysiące miejsc parkingowych, to oczywiste, że wszystkie sklepy w śródmieściu wymrą albo będą przeżywały kryzys. Więc teraz, gdy się w ten pierwszy projekt włożyło tyle pieniędzy, to trzeba teraz włożyć je w to stare miejsce, żeby też mogło odżyć i żyć. Czyje to będą miliony to jest inna sprawa. To mogą być miliony publiczne, prywatne, wszystko jedno. Trzeba to również odpowiednio zorganizować. A to jest właśnie praca u podstaw. To jest czujność, monitorowanie, pomysły.

I drugi wątek mej wypowiedzi. Łódź po upadku przemysłu była miastem czarnych dziur. W tych dziurach funkcjonowały byłe fabryki. A władza w tym czasie głównie spała. Dlaczego jeden kilometr od Piotrkowskiej do Kilińskiego, z zabudowaniami pofabrycznymi, jest nadal całością, której nie przecina ani jedna ulica? Tam wszyscy psioczą na korki. A to dlatego, że miasto, kiedy można było wystąpić do Skarbu Państwa o przejęcie kawałka terenu - nie zrobiło tego. Widocznie nikt tego temu miastu nie podpowiedział, mimo że są w UMŁ wydziały, zarządy, naczelnicy i tak dalej. Albo więc się tych ludzi nie słucha, albo oni nie mają ochoty oglądać tego, co mają ewentualnie do dyspozycji.
A drugi wątek dotyczący czujności to jest to, co natychmiast powoduje, że ja w głębi duszy z miejsca protestuję - nieustanne remonty. Gdy wrócę z politechniki i widzę rozwalający się chodnik, pytam - dlaczego on się rozwala? Bo został rozjechany przez samochody. Bo ludzie jeżdżą po chodnikach. Nikt tego nie monitoruje, nie pilnuje. To wszystko jest rzucane na żywioł, ta potwornie niska jakość łódzkiej przestrzeni publicznej.
My tu opowiadamy o tym, że są czynione wysiłki. Bardzo dobrze, że są. Ale do tego trzeba jeszcze czegoś, czyli pracy u podstaw. Trzeba egzekwować to od ludzi, którzy powinni o to dbać. Trzeba dbać, żeby oni nad tym pracowali. Zaczynając od straży miejskiej, od wszystkich, którzy po to właśnie są.

Martyna Podsędkowska-Olczyk

Pan pytał, gdzie była władza? A gdzie był każdy z nas? (...) Każdy z nas ma możliwość działania. Chodzi o to, by wstając z łóżka, czuć się dobrze, mieć na sumieniu nie tylko aspekt ekonomiczny. Ostatni dyrektor Polteksu, chociaż nie był urzędnikiem miejskim, doprowadził do wpisania obiektu na listę zabytków. Co zrobił? Myślał.
Czasami chodzi tylko o to, by się komuś chciało pomyśleć. I to jest w możliwości każdego z nas.

Michał Domińczak

Jeżeli chodzi o inwestowanie i o to, co mogą inwestorzy prywatni... Uważam, że działania kapitału prywatnego są po prostu skuteczniejsze. Mimo że władza ma tej władzy pełnię. Natomiast to nie jest tak, że zażyczymy sobie reklamy za sto milionów złotych we wszystkich telewizjach: niemieckiej, brytyjskiej, francuskiej, o tym, jak w Łodzi jest świetnie. Bo oni przyjadą. Ale tylko raz. To jest właśnie to, o czym już mówiłem. Chodzi o to, żeby nas było więcej. Jeżeli ci, którzy tu przyjechali - pozostali, a ci, co tu są - pracowali i nie wyjeżdżali, to musi się im to opłacać. Mamy przykłady miast wokół Łodzi... Zgierza, w którym planują wzrost liczby ludności o 20 procent. Na terenie samej Łodzi mogłoby mieszkać około trzech milionów ludzi, zachowując przyzwoitą gęstość zaludnienia, więc terenu mamy aż nadto. Ale przyrostu naturalnego w mieście w przewidywalnej przyszłości nie będzie. Tego czynnika nie bierze się pod uwagę w planowaniu. To prawda, że w połowie lat 90. tu nie działo się nic, panowało dolce far niente. Owszem, pewien rodzaj produkcji istniał, nastawionej na Wschód. Ale i to się ucięło wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. I zaniedbania z połowy lat 90. są ogromne. Dotyczy to również zakresu planów, tego, jak wyglądały wtedy przygotowane plany miejscowe dla Manufaktury czy Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Łatwo jest dziś przegłosować wydanie 70 milionów złotych na zakup łąk na Brusie, a to jest tymczasem piętnastoletni fundusz, który miasto przeznacza na ochronę zabytków. Zresztą i tak jest on jednym z większych w Polsce. Równie łatwo dofinansowuje się kąpieliska miejskie, oczywiście potrzebne. Podaję tu tylko przykłady pewnych działań i priorytetów, które być może należałoby przemyśleć raz jeszcze. Czy są właściwe? Ocena należy do wszystkich łodzian. Pytanie: czy jest nam potrzebny stadion za miliony złotych? Może jest. Ale może jest nam potrzebne coś innego. I takie pytania będą się pojawiały również w kontekście działań rewitalizacyjnych.
Wiem, że przykłady z polityki krajowej pokazują, iż marketingowo można wykreować każdego. Że każdy może zostać senatorem, posłem, radnym czy premierem albo prezydentem. To jest możliwe. Ale chyba nie o to chodzi. I na pewno nie wierzę, że PR będzie nam w stanie wykreować Łódź na miasto, do którego masowo zaczną zjeżdżać młodzi ludzie, studenci. Wydaje mi się, że o wiele więcej dobra robią rzeczy mniej nagłaśniane, o których każdy wie. Że tu są pewne festiwale, że jest Manufaktura. O tym wszyscy wiedzą i to robi znacznie więcej niż wszystkie działania promocyjno-marketingowe.


Martyna Podsędkowska-Olczyk

Jeśli chodzi o rewitalizację, trzeba zastanowić się nad tym, co to jest. Tak jak pan powiedział, to nie jest w żadnym wypadku remont. Jak sama nazwa wskazuje, jest to danie nowego życia, więc i prawie zawsze nowej funkcji. Należy to rozumieć w rozmaitych aspektach. Tu, w hotelu andel's, dokonaliśmy rewitalizacji stosunkowo prostej, zrewitalizowaliśmy bryłę budynku. Ale jest to fragment rewitalizacji o wiele większego kompleksu, wpisujący się w jej całość. Lecz myślę, że rewitalizacja to jest nie tylko danie nowego życia budynkowi. Bardzo często jest to rewitalizacja związana z aspektami społecznymi. Tutaj miały one specyficzny charakter, ponieważ budynek przejęliśmy pusty. Zapobiegliśmy jego dewastacji, zniszczeniu i śmierci technicznej. Zaproszona byłam kiedyś na konferencję poświęconą rewitalizacji, gdzie mówiono o rewitalizacji zrównoważonej. Czyli o tym, że poszczególne jej aspekty: i funkcjonalny, i architektoniczny, i społeczny, powinny współdziałać ze sobą. I tak się tu właśnie stało. Nasza budowa posuwała się równolegle z rozwojem Łodzi w innych kierunkach. Z otwieraniem się nowych możliwości, z halą sportową wielofunkcyjną, z rozwojem lotniska. Mamy też nadzieję, i takie działania są podejmowane, między innymi przez miejską pracownię urbanistyczną, że rewitalizacja nie będzie ograniczona do enklaw, że połączy je funkcjonalnie z resztą miasta. I bardzo tym inicjatywom przyklaskuję.

Jacek Wesołowski

Chciałem się jeszcze odnieść do definicji rewitalizacji, bo od tego wyszliśmy i powiedzieć, że rzeczywiście nadużywa się dzisiaj tego terminu, choć próba przeciwdziałania skazana jest na niepowodzenie. Natomiast rewitalizacja dotyczyć powinna obszarów szerszych. Można mówić o rewitalizacji pewnych obszarów, miasta, może nawet regionu. Trochę nie pasuje mi to słowo, jeśli chodzi o jeden budynek. Bo jeśli mówimy o budynku, po prostu, jest to adaptacja do nowych funkcji. Może być zrobiona w sposób bardzo dobry lub gorszy i może mieć różne następstwa dla otoczenia. Natomiast rewitalizacja jest bardzo złożonym pojęciem. Ma wiele aspektów. O społecznym była już mowa, o czysto materialnym, budowlanym też możemy mówić, możemy mówić o aspekcie związanym z ochroną zabytków, ekonomicznym, transportowym... I te wszystkie aspekty powinny tworzyć wspólną politykę, z której właśnie wynika rewitalizacja. Ale nigdy jej nie osiągniemy jeśli będziemy do niej dążyli wyłącznie jednotorowo. Bo wówczas będzie nią dotknięty tylko fragment jakiejś całości.

Michał Domińczak

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że rewitalizacja jest procesem skomplikowanym. To jednak zdecydowanie słowo dziś nadużywane, modne pojęcie, dobrze brzmi. Przy okazji można zbijać różnego rodzaju kapitały: naukowy, polityczny... I dlatego tak często się go nadużywa. Ale rewitalizacja nie jest budową ogrodzenia wokół parku czy budową hali wielofunkcyjnej. Bo to są normalne miejskie inwestycje. Rewitalizacja może dotyczyć obszarów, jak sama nazwa wskazuje, w jakiś sposób wymarłych, zniszczonych. Oczywiście, inwestycje w obszary sportowe mogą być częścią rewitalizacji, ale muszą być połączone całościowo z programem kompleksowym. Pan redaktor zauważył, że mamy do czynienia z wielką ilością remontów Rozumiem, chyba słusznie, że chodziło o pewnego rodzaju ironiczną czy przewrotną zachętę do polemiki. Bo ja tej wielkiej ilości remontów w Łodzi nie dostrzegam.

Natomiast nie jest tak, że nic się w tej sprawie wmieście nie dzieje. Uważam, że tych remontów naszemu miastu potrzeba. Potrzeba remontów ulic poprawiania jakości przestrzeni publicznej. Tu akurat budowa zdroju na ulicy Piotrkowskiej jest świetnym na to przykładem - bo to jest element poprawy przestrzeni publicznej. Potrzeba zwykłych remontów, są przecież miejsca w Łodzi, które żyją, często bardzo gwałtownie, np. Bałucki Rynek. Można się zastanawiać, czy taki sposób życia nam wszystkim odpowiada, ale nie można zaprzeczyć, że to jest komuś wmieście potrzebne. Tak jak potrzeba nam remontów dróg i powierzchni publicznej, być może potrzeba pewnej polityki społecznej, to rzeczywiście gigantyczny problem naszego miasta, ale nie zawsze i tam rewitalizacja przez duże R jest niezbędna.
I teraz pora odpowiedzieć napytanie, które jest hasłem naszego spotkania - czy Łódź jest miastem rewitalizacji? Otóż w pewnym stopniu na pewno jest, są w niej prowadzone działania rewitalizacyjne. Realizowanych jest szereg koncepcji, ale w sposób jednostkowy. Jednak są to działania z obszaru prywatnego: czasem jest to zwykłe inwestowanie, czasem rzeczywiście rewitalizacja. Więc w tym sensie Łódź jest miastem, w którym odbywa się działanie, o którym tu mówimy. Natomiast za wcześnie jest, żeby można było powiedzieć o Łodzi -mieście rewitalizacji. Dlatego że nie ma, choć może istnieje, ale nie jest realizowana, globalnej strategii działań rewitalizacyjnych w całym mieście. Mogę tu sobie pozwolić na pewne oceny, ponieważ jako jeden z niewielu pracowników Politechniki Łódzkiej uczestniczyłem w pracach nad takim planem. Być może ma on w tym kształcie szereg wad ale jest jednym z głównych programów, które do tej pory wmieście powstały. Został przyjęty przez Radę Miejską Łodzi, natomiast nie jest realizowany, nie licząc może pojedynczych przedsięwzięć Nie została tknięta koncepcja komunikacyjna, brakuje jakiejkolwiek polityki społecznej. Tymczasem, proszę państwa, rewitalizacja, jak sama nazwa wskazuje, oznacza ożywienie. Więc musi się z tym łączyć chociażby zachęta do tego, żeby ludzie chcieli na obszarach poddanych temu procesowi mieszkać, żeby ich tam przybywało. Jak to osiągnąć? Albo przez posiadanie dzieci, albo przez zachęcanie tych, którzy się już tam znaleźli, do pozostania. To problem miasta: jak zniechęcić ludzi do wyjeżdżania z Łodzi. Natomiast brakuje tu, i chciałbym, żeby to zostało zrozumiane we właściwy sposób, polityki prorodzinnej. Ten element społeczny jest istotny choć nie w każdym projekcie występuje. Zrozumiałe - bo to się o wiele gorzej i trudniej sprzedaje niż prezentowanie się przez polityka czy urzędnika na tle jakiejś elewacji. Zresztą, wielkie projekty zawsze się dobrze sprzedają, można w celu ich realizacji powołać kilka instytucji, jakąś spółkę, zawsze jest to coś, co niesie szereg korzyści, zwłaszcza dla władzy. Zatem takie działania na pewno będą. Podkreślam: pojedyncze działania rewitalizacyjne są w Łodzi prowadzone, ale brakuje globalnej strategii rewitalizacji, która jest miastu niezbędna. I pod tym względem Łódź nie jest miastem rewitalizacji, jeszcze nie w tej chwili.

Jacek Wesołowski

Padło tutaj trochę skarg pod adresem miasta. Tymczasem Łódź jako miasto poprzemysłowe znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. To miasto przy swojej wielkości musi znaleźć zupełnie inny sposób funkcjonowania w Europie a może i na świecie w warunkach globalizacji. To miasto nie miało nigdy odpowiednich atrybutów, żeby w takiej przestrzeni zaistnieć. Po prostu było ośrodkiem typowo robotniczym, który nie wymagał specjalnych kontaktów mieszkańców z tym światem.

A więc rewitalizacja musi przebiegać w dwóch warstwach, na dwóch płaszczyznach. Jedna to zmiana pozycji Łodzi w skali kontynentu czy kraju, nadanie jej bardziej centralnego położenia na mapie Polski i Europy, a przynajmniej umożliwienie jej dostępu do podstawowej sieci komunikacyjnej, networku, relacji w gospodarce i kulturze. A druga to praca u podstaw nad tym, co się sypie. Bo ja też się nie zgadzam że mamy tyle remontów, uważam, że prawie w ogóle tych remontów w Łodzi brak. Sądzę, że pan redaktor chciał nas tu podpuścić, bo Łódź w tej dziedzinie w porównaniu np. z Wrocławiem wygląda znacznie gorzej niż to ostatnie miasto. A więc program pracy u podstaw. I realizacja kilku ważnych tez. Na przykład takiej, że trzeba wykorzystywać zasoby, które już mamy, np. zasoby terenowe, które są w samym Śródmieściu po to, żeby zmieniać przepływ społeczny Śródmieścia i zwiększać klientelę na stare centrum Łodzi. Bo my sobie z naszym centrum historycznym nie radzimy. I jeszcze jedna teza, którą można teraz postawić. Otóż można rewitalizować miasto i my chcemy to uczynić. Ale do tej pory ożywiamy tylko jego fragmenty. Uczyniliśmy to jeśli chodzi o Pałac Poznańskiego, Manufakturę. Natomiast jakoś tak się zbiegło, że kiedy pojawiły się Galeria Łódzka i Manufaktura, Piotrkowska rzeczywiście straciła wyraźnie na znaczeniu i handel tam coraz bardziej wymiera. Pomysły mamy, tylko one nie są realizowane i odpowiednio nagłośnione.

Włodzimierz Tomaszewski

Po części pan dyrektor Lisiak podnosił tę kwestię, że gdyby przyjąć, że chcemy jak najszerzej rewitalizować obiekty poprzemysłowe, to podjęlibyśmy działania obejmujące trzecią część miasta. Warto byłoby wtedy zacząć od jednego pytania: ile kosztowała rewitalizacja chociażby obiektu, w którym teraz się znajdujemy, czyli dawnej przędzalni Poznańskiego Już nie mówię o całym obszarze, bo słyszałem, że Apsys w swojej części - a tam nie było ani hotelu, ani muzeum sztuki, ani multikina, tylko rynek i fragmenty wykorzystywane na cele handlowe -wydał kwotę rzędu 200 milionów euro. Jeżeli przeliczyć tę wartość dla 500 hektarów, na których znajduje się nasz obszar śródmiejski, centralny zabudowany zabudową historyczną, to na jego rewitalizację potrzebowalibyśmy, biorąc pod uwagę wskaźniki z Manufaktury, około 14 miliardów złotych. Budżet miasta, rekordowy, w tym roku wynosi trzy miliardy złotych na wszystkie wydatki. Zatem miasto po pierwsze - musi tu działać i inicjować rewitalizację, ale opierać się przy tym na kapitale prywatnym. To fundament. Musi stwarzać warunki opłacalności dla inwestorów, ale jednocześnie maksymalnie chronić zabytki i trzymać się przy tym kanonu kryteriów konserwatorskich. Ale zawsze będzie to jakiś kompromis -gdzieś pośrodku. A dzisiaj, w moim przekonaniu, wprost przeciwnym do tezy pana Domińczaka, Łódź jest miejscem wielkiej rewitalizacji. Tylko odbywanej punktowo. (...) Nowe centrum to także inicjowanie punktowe. Zaczęło się od EC1, elektrociepłowni, ale tam będziemy mieli partnerów: zarówno kolej, jak i partnerów prywatnych w celu do wykorzystania tej przestrzeni. I wmoim przekonaniu tylko tak można prowadzić ten proces. (...) Obiekty, o których mówimy powstawały pod określony cel. Opłacało się je wznosić, bo w nich odbywała się produkcja, zarabiały. A my dzisiaj musimy przekształcić to wszystko, co powstawało na przełomie XIX i XXwieku dla nowych funkcji, ale... to także musi się opłacać.

Michał Domińczak

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem pana Tomaszewskiego, że Łódź jest miastem wielkiej rewitalizacji. W moim odczuciu to, czego powinniśmy oczekiwać od miasta i od rady miejskiej, to wdrożenia kompleksowego programu rewitalizacji. Prawda, że on istnieje, natomiast miasto powinno zająć się w pierwszej kolejności nie wielkimi inwestycjami, ale przede wszystkim inwestycjami w przestrzeń publiczną, w to, co od czasów rzymskich stanowi o istocie miasta europejskiego. Niekoniecznie jednak samym budowaniem fontann, zdrojów miejskich, ale rozwiązaniami, bez których miasto i ta przestrzeń nie będą sprawnie działały. Na przykład teraz jest to problem komunikacji wokół Manufaktury. I jeżeli nowe centrum Łodzi jest projektem, który da się zrealizować, czego bardzo bym sobie życzył, to tam bez kompleksowych działań komunikacyjnych w skali całego miasta, wjechać i wyjechać się nie da. Natomiast co doinwestowania w fabryki... Nie każdy pamięta, że miasto nie było ich właścicielem, one należały do państwa i trudno tu obciążać władze miasta odpowiedzialnością za stan infrastruktury poprzemysłowej.

Marek Lisiak

Postawiłbym tu tezę przeciwną do tej, którą wygłosił pan Domińczak, bo moim zdaniem od roku 1990, który możemy traktować jako pewną cezurę, ale tak naprawdę od drugiej połowy XX wieku, Łódź podlega głębokiemu procesowi rewitalizacji. Uważam, że Łódź między rokiem1990 a następnymi latami stawała się miastem martwym. Ponieważ główny powód, dla którego to miasto funkcjonowało, przestał istnieć. Jakie były atrybuty miejskości czy żeby największy produkt eksportowy Łodzi, czyli magistrowie, bardzo dynamiczni ludzie, chcieliby tu przybyć, a może nawet zainwestować. Oni się już nauczyli, często poza Polską, jakich błędów unikać. I jeżeli ich rodzinne miasto stworzy im warunki, żeby tu się rozwijać, to dlaczego nie? Czasami wracają ludzie z pomysłami, to są czasami niewielkie inwestycje, jak na przykład bardzo wysmakowany biurowiec Textorial. Tyle że gospodarze miasta powinni zachować czujność, by nie zmarnować tego potencjału, żeby to było mimo wszystko pod naszą kontrolą: ludzi, którzy są do tego powołani, urzędów i instytucji.

Jacek Wesołowski

Pani ma do rewitalizacji podejście ekonomisty, co jest jednym z wielu możliwych podejść. Tymczasem mi się wydaje, że duży kapitał, o którym pani mówi, może oferować rewitalizację, a może też ją psuć. Cały problem polega na tym, że rewitalizacja według mnie polega na tym, żeby władza publiczna potrafiła odpowiednio stymulować i organizować te duże pieniądze. One przecież gdzieś są, tylko trzeba je umieć przyciągać i tak pozyskiwać, by to działało na korzyść rewitalizacji, a nie przeciwko niej. Jeżeli w środku miasta pojawia się supermarket, który ma trzy tysiące miejsc parkingowych, to oczywiste, że wszystkie sklepy w śródmieściu wymrą albo będą przeżywały kryzys. Więc teraz, gdy się w ten pierwszy projekt włożyło tyle pieniędzy, to trzeba teraz włożyć je w to stare miejsce, żeby też mogło odżyć i żyć. Czyje to będą miliony to jest inna sprawa. To mogą być miliony publiczne, prywatne, wszystko jedno. Trzeba to również odpowiednio zorganizować. A to jest właśnie praca u podstaw. To jest czujność, monitorowanie, pomysły.

I drugi wątek mej wypowiedzi. Łódź po upadku przemysłu była miastem czarnych dziur. W tych dziurach funkcjonowały byłe fabryki. A władza w tym czasie głównie spała. Dlaczego jeden kilometr od Piotrkowskiej do Kilińskiego, z zabudowaniami pofabrycznymi, jest nadal całością, której nie przecina ani jedna ulica? Tam wszyscy psioczą na korki. A to dlatego, że miasto, kiedy można było wystąpić do Skarbu Państwa o przejęcie kawałka terenu - nie zrobiło tego. Widocznie nikt tego temu miastu nie podpowiedział, mimo że są w UMŁ wydziały, zarządy, naczelnicy i tak dalej. Albo więc się tych ludzi nie słucha, albo oni nie mają ochoty oglądać tego, co mają ewentualnie do dyspozycji.
A drugi wątek dotyczący czujności to jest to, co natychmiast powoduje, że ja w głębi duszy z miejsca protestuję - nieustanne remonty. Gdy wrócę z politechniki i widzę rozwalający się chodnik, pytam - dlaczego on się rozwala? Bo został rozjechany przez samochody. Bo ludzie jeżdżą po chodnikach. Nikt tego nie monitoruje, nie pilnuje. To wszystko jest rzucane na żywioł, ta potwornie niska jakość łódzkiej przestrzeni publicznej.
My tu opowiadamy o tym, że są czynione wysiłki. Bardzo dobrze, że są. Ale do tego trzeba jeszcze czegoś, czyli pracy u podstaw. Trzeba egzekwować to od ludzi, którzy powinni o to dbać. Trzeba dbać, żeby oni nad tym pracowali. Zaczynając od straży miejskiej, od wszystkich, którzy po to właśnie są.

Martyna Podsędkowska-Olczyk

Pan pytał, gdzie była władza? A gdzie był każdy z nas? (...) Każdy z nas ma możliwość działania. Chodzi o to, by wstając z łóżka, czuć się dobrze, mieć na sumieniu nie tylko aspekt ekonomiczny. Ostatni dyrektor Polteksu, chociaż nie był urzędnikiem miejskim, doprowadził do wpisania obiektu na listę zabytków. Co zrobił? Myślał.
1 czasami chodzi tylko o to, by się komuś chciało pomyśleć. I to jest w możliwości każdego z nas.

Michał Domińczak

Jeżeli chodzi o inwestowanie i o to, co mogą inwestorzy prywatni... Uważam, że działania kapitału prywatnego są po prostu skuteczniejsze. Mimo że władza ma tej władzy pełnię. Natomiast to nie jest tak, że zażyczymy sobie reklamy za sto milionów złotych we wszystkich telewizjach: niemieckiej, brytyjskiej, francuskiej, o tym, jak w Łodzi jest świetnie. Bo oni przyjadą. Ale tylko raz. To jest właśnie to, o czym już mówiłem. Chodzi o to, żeby nas było więcej. Jeżeli ci, którzy tu przyjechali - pozostali, a ci, co tu są - pracowali i nie wyjeżdżali, to musi się im to opłacać. Mamy przykłady miast wokół Łodzi... Zgierza, w którym planują wzrost liczby ludności o 20 procent. Na terenie samej Łodzi mogłoby mieszkać około trzech milionów ludzi, zachowując przyzwoitą gęstość zaludnienia, więc terenu mamy aż nadto. Ale przyrostu naturalnego w mieście w przewidywalnej przyszłości nie będzie. Tego czynnika nie bierze się pod uwagę w planowaniu. To prawda, że w połowie lat 90. tu nie działo się nic, panowało dolce far niente. Owszem, pewien rodzaj produkcji istniał, nastawionej na Wschód. Ale i to się ucięło wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. I zaniedbania z połowy lat 90. są ogromne. Dotyczy to również zakresu planów, tego, jak wyglądały wtedy przygotowane plany miejscowe dla Manufaktury czy Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Łatwo jest dziś przegłosować wydanie 70 milionów złotych na zakup łąk na Brusie, a to jest tymczasem piętnastoletni fundusz, który miasto przeznacza na ochronę zabytków. Zresztą i tak jest on jednym z większych w Polsce. Równie łatwo dofinansowuje się kąpieliska miejskie, oczywiście potrzebne. Podaję tu tylko przykłady pewnych działań i priorytetów, które być może należałoby przemyśleć raz jeszcze. Czy są właściwe? Ocena należy do wszystkich łodzian. Pytanie: czy jest nam potrzebny stadion za miliony złotych? Może jest. Ale może jest nam potrzebne coś innego. I takie pytania będą się pojawiały również w kontekście działań rewitalizacyjnych.
Wiem, że przykłady z polityki krajowej pokazują, iż marketingowo można wykreować każdego. Że każdy może zostać senatorem, posłem, radnym czy premierem albo prezydentem. To jest możliwe. Ale chyba nie o to chodzi. I na pewno nie wierzę, że PR będzie nam w stanie wykreować Łódź na miasto, do którego masowo zaczną zjeżdżać młodzi ludzie, studenci. Wydaje mi się, że o wiele więcej dobra robią rzeczy mniej nagłaśniane, o których każdy wie. Że tu są pewne festiwale, że jest Manufaktura. O tym wszyscy wiedzą i to robi znacznie więcej niż wszystkie działania promocyjno-marketingowe.

Włodzimierz Tomaszewski

Ciągle słyszę tu narzekanie. Myślę, że w pierwszym rzędzie powinniśmy powiedzieć tu sobie o fundamentach rewitalizacji. Tym fundamentem są oczywiście ludzie. Ludzie, którzy muszą żyć w poczuciu wartości swego miejsca. I jednocześnie ludzie, którzy przyjeżdżają tutaj z pieniędzmi, czyli przedsiębiorcy. Ale do nich trzeba dotrzeć, sami do nas nie przyjadą. A więc infrastruktura i dostępność komunikacyjna muszą być. Ja wiem że się łatwo mówi, że lotnisko jest małe. Ale jeszcze trzy lata temu go nie było. Na to, żeby było, trzeba było wydać pieniądze. Teraz plany. W 1993 roku przyjęty był u nas plan dla miasta Łodzi. Dostał nagrodę ministra budownictwa i był powszechnie chwalony. Zresztą autor tego planu dziś przygotowuje studium zagospodarowania przestrzennego. No i cóż z tego, skoro uchwalono prawo, które spowodowało uchylenie tego planu. W związku z czym wiadomo jest, że te plany muszą powstać, ale jednocześnie my musimy mieć również świadomość dokonywanych wyborów. (...) Ważny jest ruch społeczny. To wszystko co się dzieje wokół ochrony zabytków, wszystkie działania formalne, nieformalne, w które ludzie się angażują. Ponieważ on ma przekonywać przedsiębiorców, żeby chcieli się w ten proces rewitalizacji angażować. Musimy ich przekonywać tym, że jesteśmy partnerami. (...) Dzisiaj, żeby przeprowadzać wielkie procesy rewitalizacyjne EC1, musimy zaangażować w to setki milionów złotych, żeby przyciągnąć tam innych. (...) Dla nowego centrum Łodzi opracowywany jest zupełnie nowy układ komunikacyjny. To oczywiste, że nikt tam się nie zdecyduje na określony sposób zagospodarowania bez wytyczonego układu komunikacyjnego. Proponowałbym więc, żeby nie kwestionować tego, co zostało podjęte, ponieważ od samego początku, od lat 90., kiedy zaczęto myśleć o rewitalizacji poszczególnych domów familijnych, to już wówczas pojawiła się wizja przekształcenia i wykorzystania tych atutów. Natomiast wszystko to musi być związane z wielkim pieniądzem, który z nieba, panie doktorze, nie spadnie. Tylko trzeba kontraktów, które robimy, z wykorzystaniem pieniędzy unijnych, z szukaniem kapitału prywatnego. To podstawa naszych rewitalizacji.

Jacek Wesołowski

Jestem jak najbardziej za nowym centrum w okolicy Dworca Fabrycznego, Mówiłem o codzienności, o tym, że trzeba dobrze zreorganizować system działania służb miejskich. Po to, żeby nie było dziurawych chodników: to nie wymaga wielkich pieniędzy. Trzeba po prostu zorganizować życie tego miasta i skorzystać z okazji, które się nadarzają. Ulica o której mówiłem, była zwyczajną ulicą, którą można było po prostu w tej dziurze przebić. Tam wcale nie trzeba było wielkich pieniędzy.

Marek Lisiak

Struktura XIX-wieczna miasta, którą dobrze znamy, niewiele mówi. Jak ulice są wąskie, to wąskie, jak szerokie, to za szerokie. Jeszcze w połowie lat 90., gdy się przejeżdżało aleją Piłsudskiego, to można było spotkać chaszcze na wysokość człowieka. Podjęliśmy działania związane z przekształceniem terenu wokół Dworca Fabrycznego na skutek możliwości realizacji Kolei Dużych Prędkości, co stworzy niewiarygodny wzrost dostępności naszego miasta. Ta kolej, chciałbym Państwu powiedzieć, miała mieć przystanek między Łęczycą a Ozorkowem i dojeżdżalibyśmy na ten przystanek KDP prawdopodobnie tramwajem numer 46. Że tak nie będzie, to tylko dzięki działaniu władz miejskich, zmasowanemu działaniu wszystkich, którzy mogli mieć na to wpływ. Myśmy nie odpuścili i dzięki temu wszystko zmierza ku temu, że będziemy mieli KDP w Łodzi.

Co więcej, wykorzystaliśmy tę szansę i mówimy tak: zdarza się okazja, przy realizacji Kolei Dużych Prędkości i schowania jej pod ziemię, położyć jeszcze parę linii torów i zbudować system kolei obwodowej, czyli kolei ósemkowej, która jest cechą układu urbanistycznego Łodzi nigdy nie wykorzystaną. Kolej obwodowa obsługiwałaby osiedla zewnętrzne i z nich dowoziła mieszkańców do centrum Łodzi. Co więcej, w miejscu przecięcia się tej kolei z siecią komunikacyjną miasta, można by odpowiednio koncentrować usługi i jednocześnie przesiadać się z jednego środka komunikacji miejskiej do drugiego. W badaniach dotyczących komunikacji oraz w studium uwarunkowań kierunków zagospodarowania w tej chwili uwzględniane są wszystkie te rzeczy, które dzieją się na naszych oczach, bo przecież jeszcze cztery lata temu nikt o tego typu działaniach nie mówił. A przecież także przekształcenia w komunikacji zbiorowej są elementem rewitalizacji i podnoszenia jakości życia w mieście. Teraz o ulicy Piotrkowskiej. Chciałbym Państwu uzmysłowić, że przed nami są dwa duże konkursy urbanistyczne. Jeden z nich, na który będzie można składać swoje prace już niebawem, dotyczy obszaru wokół placu Niepodległości, czyli terenu, który jest w dużej mierze w dyspozycji miasta. A chcielibyśmy tu w sposób właściwy i racjonalny stworzyć pewną strategię działań i poprzez uchwalenie planu zagospodarowania, odnieść się do funkcji, które tam powinny być. Bo to jest obszar, który wymaga zrewitalizowania, bo umarł. A jeszcze dwadzieścia lat temu tętnił życiem, z rynkiem, Uniwersalem, pętlą tramwajów podmiejskich, fabrykami, które w sąsiedztwie pracowały. Drugi obszar konkursu to drugi koniec ulicy Piotrkowskiej, czyli wokół placu Wolności. Dotyczy to także kwartału, który znajduje się naprzeciwko budynku, w którym teraz jesteśmy. Chcemy ten obszar powiększyć o park Staromiejski i szukać tutaj zwornika-klucza, który wiązałby te trzy elementy przestrzeni miejskiej. Prywatną przestrzeń Manufaktury i całego kompleksu usługowego, przestrzeń publiczną placu Wolności, co do którego rozwiązań jesteśmy już w opracowaniach pokonkursowych, będziemy robić projekty budowlane.
Na razie dysponujemy projektem pokonkursowym, który mówi, jak ma wyglądać sama płyta placu. I na ile można mu nadać charakter publiczny, a nie pętli tramwajowo-autobusowej. I trzeci zwornik to jest rynek, kluczem jest tu park Staromiejski, jako element doliny Łódki, która z kolei jest elementem programu Zielono-błękitnej Łodzi, uwzględnionego w studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego. I czeka nas jeszcze trzecia grupa zagadnień, związanych z nowym centrum Łodzi.

Paweł Domarecki

Powoli przechodzimy do pytań z sali. Jako że czasami porównuje się Łódź do Chicago, to trochę mi się marzy, aby rewitalizować miasto tak jak tam. Tam władze miasta wyznaczyły całe kwartały, jak elementy puzzle, i zaczęły szybko nadawać im określone funkcje, a potem te plany po prostu realizować. I oni mają już znaczną część roboty za sobą. Chciałbym, żeby tak było również u nas, w Łodzi. No ale to tylko takie moje marzenie, a teraz oddam Państwu głos.

Karol Chądzyński (głos z sali)

Razi mnie trochę brak logiki w państwa wypowiedziach. Przynajmniej troje z państwa powiedziało na początku, że istnieje tendencja do rozszerzania terminu rewitalizacja, a teraz w wypowiedziach tak rozszerzyliście termin rewitalizacja, że właściwie jest ona... rozwojem miasta. Wszystko to jest rewitalizacja. I wszystko, co trzeba zrobić, to też jest rewitalizacja. Jeśli tu, w tym budynku, był trup, tu nic nie było, a tego trupa ożywiono, to to właśnie jest prawdziwa rewitalizacja. Natomiast czy taką rewitalizacją jest Fala, która się kiedyś rozwaliła i teraz buduje się nową? Nie! Czy na przykład lotnisko, które kiedyś nie istniało, a teraz jest, to jest rewitalizacja? Wszystko tak można rewitalizować. Zastanówmy się lepiej nad tym, co nie żyło, a teraz to ożywiliśmy, i nad tym, czy miasto temu sprzyja, czy nie. Bo teraz mówimy tu o wszystkim, ale nie o rewitalizacji.

Głos z sali 2

Padło pytanie, co jest rewitalizacja Łodzi. Powiem tak: rewitalizacja w każdym mieście odbywa się po to, by ludzie mogli w nim żyć. A mówiąc ekonomicznie - po to, by mógł w nim być realizowany tzw. popyt końcowy. Bo to oznacza, czym miasto żyje, a miasto żyje tym, co ludzie są w stanie w tym mieście zarobić. Czyli żeby miasto mogło zachować swoje wartości kulturowe, żeby móc uchronić swoje zabytki, musi mieć nowoczesne miejsca pracy. Jeżeli mówimy o procesie szeroko pojętej rewitalizacji, a nie ochronie konkretnych zabytków, typu skansen czy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, to jeżeli chcemy mieć miasto żywe, musimy stworzyć nowoczesne miejsca pracy. Wysokodochodowe, a nie średnio dochodowe, po to, żeby można było skonsumować te rzeczy które faktycznie dotyczą ochrony np. zabytków.

Głos z sali 3

Kolejna sprawa to czas, jaki inwestor czeka na decyzję w naszym kochanym urzędzie. Dlaczego niektóre firmy czekają prawie dwa lata na warunki zabudowy? Długofalowo nie da się tak działać, bo to wypłoszy inwestorów zagranicznych, pójdą do takich miast, w których szybciej te warunki dostaną.

Marek lisiak

Nie znam tego konkretnego przykładu. Kilka czynników złożyło się na to, że są to procedury długotrwałe. Ale obecnie niekompletnych wniosków po prostu nie przyjmujemy Po drugie, wciągu trzech lat nastąpił gwałtowny wzrost liczby inwestycji -wniosków o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Urzędnik może wydać około 50 decyzji w ciągu roku. Jeżeli wyda 57, jest to już sukces. Oczywiście, są to urzędnicy, którzy mają specjalną cechę - są uprawnionymi architektami i urbanistami. Są członkami Izby Architektów i Urbanistów, opłacają składki, mają prawa projektowe. Od tej grupy urzędników wymaga się szczególnie dużo. W sytuacji, w której na rynku usług architektonicznych był boom, zarobki architektów na wolnym rynku, którzy posiadali te uprawnienia, w stosunku do zarobków w urzędzie, były o wiele wyższe. Zatem i chętnych do pracy w urzędzie nie mieliśmy wielu. W ogóle ich nie było. Zderzyliśmy się z sytuacją, w której nie miał kto przygotowywać decyzji o warunkach zabudowy. A mogli być to tylko ci, którzy posiadali uprawnienia i funkcjonowali na rynku, zarabiając dwu-trzykrotnie więcej niż miejscy architekci, wykonujący wspaniały zawód architekta urbanisty.
Na szczęście dokonaliśmy restrukturyzacji wydziału, innego podziału zadań, ale także zasililiśmy się absolwentami Uniwersytetu Łódzkiego, który to Uniwersytet Łódzki w ubiegłym roku po raz pierwszy w swojej historii zaczął na rynek pracy wypuszczać absolwentów kierunków związanych z planowaniem przestrzennym. Czyli nie tych, którzy mogą w przyszłości uprawiać zawód architekta. To są młodzi ludzie, mają wiedzę uzyskaną na uniwersytecie, zagadnienia planowania przestrzennego nie są im obce, potrafią czytać mapę, odróżniają różne funkcje, są w stanie architektom, którzy przygotowują decyzje, pomagać w sposób merytoryczny. Proces ich uczenia trwał pół roku. W tej chwili, zdaje mi się, wydajemy więcej decyzji, niż wpływa do nas wniosków. Ten problem dotyka wszystkich dużych miast Polski. I w dodatku kiedy decyzja ma być odpowiedzią na oczekiwania inwestora, trzeba dojść do pewnej ugody, co także trwa. I ostatni element w Łodzi -nieuregulowane stany prawne. Musimy bardzo często szukać poprzez archiwa i poprzez powoływanie sądowego przedstawiciela strony postępowania, co nie ułatwia pracy i wydłuża czas poświęcony na wydanie decyzji. W sumie mamy takich ludzi z uprawnieniami w mieście kilkunastu i oni obsługują w Łodzi wszystkich inwestorów -od przemysłu po mieszkaniówkę.

Paweł Domarecki

Może więc wreszcie pora na rewitalizację w Łodzi czynności urzędowych?

Mateusz Szczeciński (głos z sali)


Pan Marek Lisiak wymieniał szereg powodów, dla których nie można szybko wydawać decyzji o warunkach zabudowy. Po prostu trzeba szybko uchwalić w Łodzi plan zagospodarowania przestrzennego, dzięki któremu te warunki nie będą konieczne, by dostać pozwolenie na budowę. Pan prezydent Tomaszewski powie, że nastąpiła dewastacja planów zagospodarowania przestrzennego, ale ta dewastacja nie przeszkodziła Gdańskowi mieć pokrycie planami w bodajże 60 procentach. W Łodzi jest to 4,5 procent. A z planami proces inwestycyjny byłby szybszy, wolny od pokus korupcyjnych, a także moglibyśmy ochronić zabytki, które zostały w Łodzi wyburzone. To prawda, że inwestorów trzeba zachęcać do inwestycji, ale plany uniemożliwiłyby tych zabytków niszczenie. Druga rzecz -zgadzam się z panem prezydentem Tomaszewskim, że miasto nie ma pieniędzy i nigdy nie będzie miało środków na to, by samodzielnie zrewitalizować, wyremontować z naszych podatków takich przestrzeni - to za duży koszt. To prawda, że trzeba zachęcać prywatny kapitał do inwestycji, doangażowania się w mienie komunalne. Tylko dlaczego nie przygotowano systematycznego planu prywatyzacji tego mienia? Porządkowanie systemów prawnych, zabezpieczenie mieszkań socjalnych dla mieszkańców, których nie stać na mieszkanie w budynkach komunalnych... Dlaczego nie utworzono jasnej procedury, która by eliminowała korupcję przy sprzedaży kamienic tak, żeby inwestorzy przychodzili, remontowali je, żeby mogli czerpać z tego zyski, a mieszkańcy - by mogli żyć w przyjaznej przestrzeni publicznej, takiej, by ją chwalić także poza naszym miastem.

Włodzimierz Tomaszewski

Gdyby pan zobaczył podania setek ludzi, którzy chcą uciec z zasobu komunalnego... Pan nie zna realiów. Już na początku lat90. przyjęto uchwałę, by mieszkańcy wykupywali mieszkania. Bonifikaty coraz bardziej wzrastały, dzisiaj mamy ponad dziewięćdziesięcioprocentową, ale okazuje się, że to nie jest rozwiązanie doskonałe. Faktem jest, że jesteśmy największym kamienicznikiem w Polsce, nie naszą jest jednak winą, że cały czas znajdują się dawni właściciele, ale ikombinatorzy którzy wmoim przekonaniu zawłaszczają ten majątek, ponieważ - także w moim przekonaniu - ich akty notarialne zostały sfałszowane. W związku z tym proponowałbym odnieść się dorealiów Mamy ponad70 tysięcy mieszkań komunalnych, chcemy zmniejszyć to domaksimum trzydziestu kilku tysięcy. Pragniemy, aby prywatyzacja powodowała, by mieszkańcy stawali się właścicielami, ale czynszówka nie jest jeszcze popularna wPolsce, nasz czynsz ma charakter socjalny. Powoli będziemy to zmieniać, by wpływy pokrywały koszty utrzymania zasobu. Ale prywatyzacja też jest procesem społecznym, jak irewitalizacja. Nie wszystkich nato stać.

Głos z sali 5

Rada miejska próbuje uchwałami zachęcać do remontów, a my tymczasem mówimy, że będziemy czekać, aż przyjdą inwestorzy prywatni. Nie doczekamy się, bo wielu z nich mówi, że miasto nie jest przygotowane. To kwestia priorytetów -czy i jak przygotowujemy miasto do inwestycji.

Włodzimierz Tomaszewski

Po co mamy finansować np. banki w celu remontu ich budynków, skoro one mają same dużo pieniędzy? Na podstawie tej uchwały one dostaną ulgę na remont swego budynku. Jestem za tym, żeby taka pomoc dotyczyła nie wszystkich, ale budynków wzniesionych przed 1970 rokiem.

Głos z sali 6

Zrobiłem małą sondę wśród tych, którzy zainwestowali w zabytki w centrum i żaden nie doczekał się takiej pomocy miasta.

Głos z sali 7

Rewitalizacja nie jest dla inwestorów, ale dla zwykłych mieszkańców miasta. Chodzi o społeczne ożywienie tego miasta!

Krzysztof Candrowicz (głos z sali)

Jest wiele przykładów świetnej rewitalizacji w Łodzi. Natomiast nie można stawiać tej dyskusji w barwach czarno-białych Jest trudno. Pewne obiekty wyremontowane, już po kilku dniach, tygodniach są niszczone. To wymaga edukacji. Sami mieszkańcy miasta często niszczą swoje otoczenie.

Michał Domińczak

Mam propozycję do radnych i urzędników miejskich: utworzenia funduszu rewitalizacji, byśmy wiedzieli, że majątek, choćby mieszkania, sprzedawany na terenie centrum miasta, trafia z powrotem do historycznych obiektów, na ich odnowę. To się sprawdza choćby we Francji.

Włodzimierz Tomaszewski

W dekoniunkturze nikt nie chce tych dużych mieszkań kupować Głównym partnerem dla nas będą prywatni inwestorzy, gdyż tylko w ten sposób jesteśmy w stanie pójść dalej.

Paweł Domarecki

Wniosek jest prosty. Nasi lokalni urzędnicy i politycy mają obowiązek stworzyć mądre przepisy, skuteczną strategię i efektywnie ją realizować, a rynek zrobi resztę, żeby takich obiektów, w jakim jesteśmy było jak najwięcej. Dziękuję Państwu za dyskusję, hotelowi andel's za gościnę, a wszystkim tu obecnym za uwagę.


Organizatorzy debaty:

www.polskadzienniklodzki.pl
www.projektlodz.pl 

 «  back
Komentarze
*Autor:
*Komentarz:
* pola wymagane
Fundacja Orientacja abcnet Federacja Młodzieży WalczącejFREE Stowarzyszenie KoLiber  Instytut Soieskiego Instytut Tertio MillennioPolsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego
Asia-Europe Society ATLAS CADI CATO INSTITUTE The Heritage Foundation Manhattan Institute Policy Research
design by KAMIKAZE