Projekt Łodź
Bezpieczeństwo w Łodzi
22 marca 2010
Ósmą debatę, poświęconą łódzkiemu bezpieczeństwu, zdominowała młodzież. Bo to od niej właśnie zależy, czy za kilka lat nie ockniemy się w zupełnie innym mieście. Mieście, co najgorsze, znacznie mniej bezpiecznym dla swoich mieszkańców niż obecnie.

Paweł Domarecki


W imieniu organizatorów naszych debat z cyklu Forum Łódź bardzo serdecznie witam państwa na kolejnym naszym, ósmym już spotkaniu, poświęconym ważnym łódzkim problemom. Mówiliśmy już o kulturze, inwestycjach, mieście obywatelskim, o wielu sprawach, które będą ważne i jutro, i za rok. Za każdym razem wypracowywaliśmy podczas tych debat konkretne rozwiązania. Dzięki temu są one ważne dla naszego miasta. Gościmy dziś w przyjaznych nam salach Instytutu Europejskiego w Łodzi. Przedstawię naszych dyskutantów: pani doktor Elżbieta Michałowska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, Sebastian Rybarczyk - członek rady Fundacji "Projekt Łódź", Sebastian Tylman - radny, wiceprzewodniczący Komisji Ładu Społeczno-Prawnego Rady Miejskiej Łodzi oraz Jarosław Orszulak - zastępca komendanta łódzkiej straży miejskiej do spraw prewencji. Zaproszona była jeszcze jedna osoba, ze sztabu łódzkiej policji, ale widocznie sama policja uznała, iż w naszym mieście jest tak bezpiecznie, że jej obecność na naszym spotkaniu nie jest jednak konieczna. Pewnie będziemy o tym i tak mówić, zacznę więc od dwóch słów: zero tolerancji. To sformułowanie od wielu lat robi ogromną karierę. Najpierw w USA, potem w miastach europejskich. Rozmawialiśmy na ten temat z przedstawicielami samorządów nie tylko polskich miast, którzy mówili, że najważniejszy jest tu prosty wskaźnik: poczucie bezpieczeństwa u samych mieszkańców. Bo tak naprawdę - gdy oni czują się bezpiecznie, to wszystko jest OK, jakoś ten system zapewnienia bezpieczeństwa działa. Najgorzej jest wówczas, gdy niby obiektywnie jest w porządku, subiektywnie jednak nie. Czasami niewiele trzeba, aby taki stan zmienić. Pierwsze pytanie kieruję zatem do pani Elżbiety Michałowskiej. Jakie jest poczucie bezpieczeństwa łodzian?

Elżbieta Michałowska

Trudno mi powiedzieć, jakie jest poczucie bezpieczeństwa wszystkich łodzian. Zajmuję się tą tematyką w odniesieniu do dzieci i młodzieży. Przyniosłam kilka egzemplarzy książki, która ukazała się po jednych z największych badań w tym zakresie - dotyczących bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w rodzinie i w Łodzi. I muszę powiedzieć, że trochę mnie niepokoi fakt, że tych, którzy stoją na straży bezpieczeństwa w Łodzi - czyli przedstawicieli policji - tu z nami dziś nie ma. Że nie są zainteresowani tym problemem.

Mogę oprzeć się na badaniach nad poczuciem bezpieczeństwa dzieci i młodzieży, prowadzonych przez dwa lata w ramach grantu prezydenta Łodzi. Badania duże, bo obejmujące 18 tysięcy osób we wszystkich typach szkół. Prowadziliśmy je praktycznie w każdej szkole. Chcieliśmy zobaczyć, jak jest z tą agresją, która w szkołach z całą pewnością występuje. Jakie czynniki ją generują, co wpływa na to, że młodzież przestrzega reguł albo nie. Albo tworzy własne zasady, albo przestrzega zasad powszechnie uznawanych.

Poczucie bezpieczeństwa wśród dzieciaków budują trzy środowiska: przede wszystkim rodzina, szkoła i środowisko rówieśników. Szeroko rozumiane: nie tylko w szkole, ale i w sąsiedztwie, najbliższej okolicy. Muszę powiedzieć, że wyniki tych badań są dla nas niezwykle inspirujące. Dlatego że wynika nich po pierwsze, iż łódzka rodzina jest w dramatycznej sytuacji. Że dzieci nie czują się bezpiecznie w rodzinie, ponieważ w rodzinie nie ma wzorca męskiego. Wystarczy powiedzieć, że 30 procent badanych powiedziało, że ojca w ogóle nie ma w domu. Albo w sensie emocjonalnym, albo w sensie faktycznym. Wszystko spoczywa zatem na barkach kobiet. Tylko to nie jest już taka matka Polka jak niegdyś. Zarobiona, zapracowana. To kobieta aktywna zawodowo, która jednocześnie znajduje czas na zajmowanie się dziećmi.

Badaliśmy także środowisko szkolne. Zauważcie państwo, że od lat mówi się o tym, że w polskich szkołach zjawiska związane z agresją i przestępczością nasilają się. W tych naszych badaniach, także w moich innych analizach, ponieważ ja tą problematyką zajmuję się od drugiej połowy lat 90., dotyczy to nie tylko kwestii poczucia bezpieczeństwa, ale różnych typów zagrożeń, także problematyki rozmaitych uzależnień. I od kiedy prowadzę te badania, czyli od piętnastu lat, ciągle mówi się, że w szkołach jest coraz gorzej, że szkoły mają coraz trudniejszą sytuację, że trafiają do nich coraz trudniejsze dzieciaki. Jest cały system programów, które mają uczyć nauczycieli, jak radzić sobie z takimi problemami, są szkolenia. Ale te szkolenia... sami państwo wiecie, jak się odbywają. Nauczyciele są szkoleni pod koniec roku kalendarzowego, bo wtedy są na to środki. I wiem od nauczycieli, że listopad i grudzień oznaczają dla nich intensywne przesiadywanie na szkoleniach, z których nic nie wynika. Bo trzeba wydać pieniądze... Jak sobie radzić z agresją młodzieży, jak sobie radzić z przestępczością młodzieży na terenie szkoły... Lecz te szkolenia nie dają instrumentalnej wiedzy. One dają wiedzę ogólną, ale nie dają narzędzi, by nauczyciel sobie skutecznie radził sam. Przypomnę pewne wydarzenie: doszło do pobicia nastolatki przez rówieśniczki. I co z tego wyniknęło? To, że dziewczyna, która została pobita, musiała przez prawie trzy tygodnie czekać na pomoc psychologiczną. Bo takie są procedury. Nie ma natychmiastowego wsparcia dzieci, które są dotknięte przemocą, dotknięte zatem zjawiskami przestępczymi.

Z naszych badań wynika też, że nie tylko nauczyciele sobie nie radzą - i to nie tylko dlatego, że nie chcą, ale oni po prostu tego nie potrafią. Nie mają technicznych możliwości, które pozwoliłyby im skutecznie ten problem rozwiązywać. Po drugie - szkoły są także wewnętrznie zróżnicowane - trafia do nich przecież różna młodzież. Młodzież, która przynosi wzory zachowań z własnych środowisk. Kiedyś próbowano taką młodzież izolować. Wyrzucać do zamkniętych ośrodków, tam ją poddawać intensywnej resocjalizacji i tworzyć zamknięte miejsca, aby szkoły uwolnić od takich zjawisk. Natomiast w krajach wysoko rozwiniętych stworzono ideę szkół drugiej szansy. Chodzą do nich dzieciaki, które sobie nie radzą, które mają problemy środowiskowe. U nas takiego modelu w ogóle nie bierze się pod uwagę.

Z badań wynika także, że głównymi źródłami zachowań rodzących poczucie zagrożenia, wskazujących na wysoki poziom niebezpieczeństwa, są też pewne szczególne sytuacje uczniów. Bardzo często inicjatorami zdarzeń niebezpiecznych są uczniowie, którzy generalnie są postrzegani jako nosiciele zachowań negatywnych. Zawsze jest jakoś tak, że gdy w szkole ktoś narozrabia, to my już mamy winnych. Ci "winni" - uczniowie, którzy w przeszłości inicjowali zachowania negatywne - są już na zawsze napiętnowani.

Nie będę tych badań szczegółowo relacjonowała, bo nie miejsce i czas na to, ale płynie z nich (i nie jest to tylko pycha badaczy) niezwykle dużo praktycznej wiedzy. Co zrobić, żeby młodzież w szkołach czuła się bezpieczniej, żeby dawać nauczycielom instrumenty. To praktyczna wiedza. Ale gdy organizowaliśmy konferencję, żeby zaprezentować wyniki łódzkich badań, na naszą, badaczy, prośbę odpowiedziało tylko pięciu dyrektorów szkół. Przyszli dopiero wtedy, gdy dyrektor wydziału edukacji wystosował do nich taką prośbę. Nie było nikogo z Rady Miejskiej Łodzi. Nie było nikogo z innych zaproszonych instytucji, które nie wyraziły tym samym zainteresowania unikatowymi wynikami tych badań. W Polsce nigdzie indziej nie były one prowadzone. Dają tymczasem konkretną wiedzę, umiejętności pozwalające przeciwdziałać poczuciu zagrożenia. I specjalnie nic z tego nie wyniknęło zarówno w kwestii czasu wolnego, sytuacji w rodzinie, w środowisku szkolnym.
Dlatego - zamykając moją wypowiedź, pragnę zwrócić uwagę na to, że bardzo wiele różnych badań prowadzi się w Łodzi, uczestniczy w nich wiele instytucji naukowych. Tymczasem koordynacji, czy próby wykorzystania tego - brak. A przecież my to robimy po to, by dać miastu konkretną wiedzę, którą urzędnicy mogliby przekształcać w efektywne instrumenty.(...)

Paweł Domarecki

Poruszyliśmy tu bardzo ważny temat. W końcu już stare polskie przysłowie mówi: czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. A potem po łódzkich bramach stoi. Zaś hasło "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie" także dobrze znamy. Do tego wątku dyskusji wrócimy. Bardzo mi się podobało to, co pani doktor powiedziała na początku. Że Łódź jest specyficznym miastem, ze specyficznym modelem rodziny. Ale to jest jeden obszar: szkoła, rodzina. Ja zaś mam pytanie do pana komendanta Jarosława Orszulaka: jak obecnie wygląda w praktyce - w państwa statystykach - dynamika rozmaitych zdarzeń uważanych w Łodzi za niebezpieczne.

Jarosław Orszulak

Poziom agresji wśród młodych osób w Łodzi jest bardzo wysoki. Straż miejska cały czas prowadzi tę statystykę. Ona, niestety, jest cały czas wzrostowa. Coraz więcej interwencji podejmowanych jest przez straż w stosunku do ludzi młodych. Młodość pewnie ma swoje prawa, ale agresja wśród młodych łodzian jest bardzo bardzo duża.

Paweł Domarecki


Panie komendancie, czy to oznacza, że statystyka przestępstw, wykroczeń, obejmująca osoby nieco starsze - jest w Łodzi mniej więcej stała, a rośnie głównie na skutek działań popełnianych przez łódzką młodzież?

Jarosław Orszulak


Tak właśnie jest. Nie odnotowujemy przestępstw, ale wszelkie wykroczenia, np. związane z piciem alkoholu, szybko narastają. W 2008 roku 1500 przypadków odwiezienia do Miejskiego Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień, a rok później takich zdarzeń było już 4500. W 2007 roku mieliśmy jednak mniej pojazdów do przewożenia takich osób. Gdybyśmy tych pojazdów mieli więcej - pewnie interwencji też byłoby więcej.

Paweł Domarecki

Już w pierwszych minutach naszej debaty weszliśmy więc w praktyce w samo oko cyklonu. Bo właśnie zdiagnozowaliśmy jedną z ważnych przesłanek, stojących u podstawy braku poczucia bezpieczeństwa wśród łodzian. Już widzimy, że zarówno skutki, jak i przyczyny narastają tu głównie wśród ludzi młodych...

Elżbieta Michałowska

Dysponujemy najnowszą statystyką z Komendy Głównej Policji, która udowadnia, że przestępczość wśród ludzi dorosłych jest w Polsce już od kilku lat stabilna, nawet z tendencją spadkową. Natomiast jeśli chodzi o polską, więc i łódzką młodzież, dynamika zdarzeń z jej udziałem lawinowo narasta. Dynamika jest tu niezwykle wysoka - w ogóle w Polsce, więc myślę, że i w Łodzi. I co jeszcze interesujące: wśród dorosłych przestępców dominują mężczyźni, a tylko trzy do pięciu procent sprawców to kobiety. Natomiast wśród młodych dziewczyny i chłopcy wchodzą na drogę przestępczości i demoralizacji, idąc łeb w łeb, po równo. Ale to jest w tym wszystkim problem najpoważniejszy. Obecnie w Polsce najbardziej spektakularne wydarzenia dotyczą tej grupy.

Paweł Domarecki

Jakie miejskie programy, służące poprawie bezpieczeństwa w Łodzi, są obecnie realizowane? Czy do radnych także docierają takie sygnały, o których tu mówiliśmy? Jak współpracujecie z odpowiednimi służbami, by przeciwdziałać narastaniu w Łodzi opisywanych dziś niekorzystnych zjawisk?

Sebastian Tylman

Ze strony miasta duże znaczenie mają finanse. Od momentu, kiedy zostałem radnym, wydatki miasta na bezpieczeństwo wzrosły o 300 procent. Gdy w 2006 roku zasiadałem w Radzie Miejskiej Łodzi, wydatki miasta na policję, bo one są tu najbardziej znaczące, wynosiły 1,6 miliona złotych rocznie. Dziś doszliśmy już do 4,5 miliona. Co roku staramy się tych środków przekazywać coraz więcej. Od trzech lat mamy zapisane w budżecie kwoty na dodatkową służbę patrolową, która poprawia bezpieczeństwo na łódzkich osiedlach. Trzy lata temu było to 600 tysięcy złotych, a w tym roku podpisujemy umowę na milion złotych na dodatkowe służby patrolowe w mieście. Myślę, że przełoży się to na bezpieczeństwo na łódzkich osiedlach. To samo dotyczy bezpieczeństwa pożarniczego - tu środki też wzrastają.

Jedną z rzeczy, które chcemy w tym roku wprowadzić, jest inteligentny monitoring. Czyli taki system obserwacji przez kamery, który sam reaguje na zdarzenia łamiące prawo. Np. jeśli dochodzi do jakichś bójek, taka kamera informuje osobę nadzorującą system - i szybko można wtedy wysłać w dane miejsce patrol policji czy straży miejskiej. Wszystko wskazuje, że w tym roku uda nam się ten projekt zacząć realizować.

Paweł Domarecki

Pamiętam, że jakiś czas temu pisaliśmy już o takim projekcie, ale wówczas ktoś chyba coś przeszacował, koszty w przeliczeniu na jedną kamerę okazały się kilkakrotnie wyższe niż w innych miastach i to w efekcie odłożono. Mówię o tym, ponieważ tak naprawdę bezpieczeństwo to nie tylko nakłady, finanse. Wiele miast, także w Polsce, wydaje na ten cel wiele, a skutki są mizerne. Z kolei tam, gdzie zmieniono strategię działania - zarówno policji, jak i straży miejskiej, bo paradoksalnie - to nie policja, a straż miejska stanowi w mieście pierwszą linię, tam okazało się, że można zapobiegać narastaniu niekorzystnych zjawisk. Mówię tu właśnie o strategii "zero tolerancji".

Sebastian Tylman


Bez pieniędzy nie damy rady. Muszą być programy. Policja ma takie programy kierowane do najmłodszych, podobnie straż miejska. Pan komendant z pewnością będzie mógł przytoczyć przykłady programów, które realizują.

Elżbieta Michałowska

Jest mnóstwo programów, które gdzieś się sprawdziły. Powiedzmy, że program zero tolerancji w Nowym Jorku Giulianiego, który był potem wzorem dla wielu innych miast... Ale za tym szły ogromne pieniądze. Bez pieniędzy się tego nie zrobi. Bo to oznacza natychmiastowe naprawianie szkody, mnóstwo patroli na ulicach, odejście od patrolowania w pojazdach na rzecz patrolowania pieszego. A to też wymaga przebudowy mentalności policji... W końcu policjant w samochodzie czuje się bezpieczniejszy niż na chodniku. Problem polega jeszcze na tym, że są pewne sprawy, na które można reagować w mieście natychmiast. To nie wymaga dużych nakładów, a pozwala budować i świadomość, i poczucie bezpieczeństwa wśród mieszkańców. Bo co buduje poczucie bezpieczeństwa? To, że wokół jest porządek, ład, że naprawia się zniszczenia...

Paweł Domarecki

Teoria stłuczonych szyb...

Elżbieta Michałowska

To także. Ale gdyby zacząć od pewnych elementarnych działań w tym zakresie, właśnie pilnowania porządku na bieżąco - to już buduje pewną świadomość, że coś się dla mnie, mieszkańca, dzieje korzystnego. Oczywiście duże programy wymagają dużych pieniędzy. Ale aby reagować na drobne sprawy... To wymaga tylko pewnej gotowości w nas samych...

Sebastian Rybarczyk

Chciałbym się tu odnieść do idei zero tolerancji. Bo owo "zero tolerancji" to jest nazwa polityczna dla teorii George'a Kellinga oraz Catherine Coles - tzw. teorii "wybitych szyb", zrodzonej w latach 70. XX wieku, która była wprowadzona przez burmistrza Nowego Jorku Giulianiego. Zaczęła być wprowadzana w Nowym Jorku jeszcze przed Giulianim, w roku 1984, na początku na terenie nowojorskiego metra.

Co ona mówi? Dlatego nazywa się teorią wybitych szyb, bo jej twórcy uważają, że jeżeli na jakimś osiedlu pojawi się choćby jedna wybita szyba i nie będzie szybko wprawiona, to automatycznie dla społeczeństwa płynie z tego przekaz, że nikt o to na tym terenie nie dba. Szybko więc pojawiają się kolejne wybite szyby, co za tym idzie - pojawia się graffiti, pojawiają się żebracy i to psuje cały ten kwartał ulic. Oczywiście to jest pewna metafora, bo ową jedną "wybitą szybą" może być na przykład koczujący bezdomny, to mogą być opuszczone mieszkania, zdewastowane wiaty na przystankach komunikacji miejskiej czy prostytutki na ulicach. Tu chodzi o pewną zasadę.

Jeśli myślimy o rozwiązaniu problemu braku bezpieczeństwa w Łodzi, a ono istnieje głównie w świadomości społecznej, bo wszystkie wskaźniki pokazują, że w Łodzi nie jest aż tak źle, że możemy się nimi pochwalić wobec innych polskich dużych miast, to ów problem jest związany głównie z brakiem czegoś, co można nazwać porządkiem publicznym. Zauważcie państwo: osoby, które kiedykolwiek w swoim życiu zostały napadnięte, pobite to znikomy procent mieszkańców Łodzi. A mimo to cała reszta łodzian nie czuje się bezpiecznie. Bo jej poczucie bezpieczeństwa jest zwodzone poprzez młodzież, wystającą pod sklepami z alkoholem, poprzez meble, które wystawia się przy śmietniku, a one automatycznie stają się miejscem libacji alkoholowych i tak dalej. W związku z tym istotą poprawy poczucia bezpieczeństwa w mieście jest kwestia szeroko pojętego porządku publicznego. I może to zrealizować sama gmina narzędziami i prawem, które są jej przypisane. Jeżeli gmina nie zacznie sprzątać śniegu, to będzie bardzo jasny sygnał dla mieszkańców miasta, że nie ma nikogo, kto się tym interesuje. Jeżeli na przystanku autobusowym mamy zapchany albo zdewastowany kosz na śmieci - to zaraz ten przystanek także zostanie zdewastowany, ponieważ młodzież, która tamtędy przechodzi, będzie uważała, że brak tam gospodarza.

Jak sobie z tym poradzono w Nowym Jorku? Miałem okazję być parę razy na Manhattanie, rozmawiać o tym z Kellingiem. Otóż są to metody często lekceważone w Łodzi, a bardzo skuteczne. Podam tu tylko przykład nowojorskiego metra. Akcję rozpoczęto w roku 1984, a zakończono w roku 1990. Na sali mamy dziś głównie ludzi młodych. Jak sobie obejrzycie amerykańskie filmy o Nowym Jorku z lat 70. i popatrzycie, jak wygląda na nich metro, to zobaczycie, że jest ono zabazgrane graffiti - i same pomieszczenia, i pociągi. Kierownictwo metra wydało więc wojnę graffiti. Każdy pociąg, pokryty w ciągu dnia takimi malunkami, był czyszczony i dopiero wtedy mógł wrócić na trasę. Bez usunięcia graffiti nie było to możliwe. Podobnie jeśli chodzi o pomieszczenia - graffiti usuwano w nich na bieżąco. Wszyscy pukali się wówczas w głowę i mówili, że przecież nowojorskie metro ma większe problemy, spóźnia się - a wy tu sobie walczycie z graffiti. Lecz efekt tej walki jest taki, że w tej chwili metro nowojorskie jest najbardziej bezpieczną koleją podziemną na świecie i jedną z najbardziej czystych. Co się z tym wiąże? Przekładając to na język łódzki - jeśli mamy autobusy i tramwaje, które zimą i nie tylko toną w brudzie, to nie należy się dziwić, że część młodzieży, ta wśród której słabsze jest przestrzeganie norm społecznych, albo po prostu pijaczkowie, którzy wsiadają do łódzkich tramwajów, zaczynają je dewastować. Bo mają takie wrażenie, że nikt o to nie dba.

Jarosław Orszulak


Mamy w mediach takie określenie - znieczulica społeczna. Czyli że obywatele nie reagują. Nawet zatem gdyby tej policji i strażników było w mieście pełno, dziesięć razy tyle, co obecnie. to ona nie zapewni nam poczucia bezpieczeństwa, jeśli my sami nie zaczniemy w pewnych sytuacjach reagować. Ale ta znieczulica w Łodzi jest coraz mniejsza. Codziennie odbieramy ponad 400 telefonów z prośbami o interwencję. Wiadomo, że nie na wszystkie możemy od razu zareagować, bo nie mamy tylu ludzi, ale to jest ogromna masa informacji, która do nas co dzień spływa. Może gdyby to przerzucić także na sferę przestępstw w Łodzi - tego reagowania na nie i na zagrożenia przez ludzi - może i tu byłoby łatwiej z tym walczyć.

Paweł Domarecki

Chciałbym spytać pana radnego Tylmana o rzecz następującą. Mamy już zdiagnozowaną sytuację: widzimy grupy i środowiska oraz rejony zwiększonego ryzyka, widzimy, co może zrobić miasto, ale... nie chciałbym tu znów skupiać się na łódzkiej młodzieży, bo ona wcale nie jest taka zła i nie zrzucajmy na nią wszystkich niekorzystnych zjawisk w mieście. Chciałbym, żebyśmy tu porozmawiali o czymś innym. O owym braku nadzoru miasta nad całymi obszarami swego życia. O tym, że łodzianie nie widzą na co dzień gospodarza w mieście. A to, jak tu już powiedzieliśmy, jedna z podstawowych, choć działająca nie wprost, przyczyna wzrostu i poziomu zagrożeń, i coraz mniejszego poczucia bezpieczeństwa. Brak gospodarza. Czy to oznacza, że do tej pory działania łódzkich urzędników i radnych były takie, że tego gospodarza nie było po nich u nas widać?

Sebastian Tylman

W tej sytuacji musimy wrócić do tego, co miało w Łodzi miejsce przed 17 stycznia 2010 roku. Według mnie, gospodarza w mieście nie było. I wydaje mi się, że 17 stycznia łodzianie także i to negatywnie ocenili. Według mnie, punktem wyjścia są właśnie pieniądze, których brakuje. Na oczyszczanie miasta, na programy profilaktyczne. Tu padł argument śniegu... Za chwilę okaże się, że i na to środków nie ma, bo za mało ich zarezerwowano w budżecie...

Paweł Domarecki

Ale taka śnieżna zima występuje raz na parę lat, rozmawiamy tu o czymś innym. Jeżeli mówimy tu, że całe wsparcie miasta na patrole to milion złotych rocznie, a miasto tymczasem lekką ręką wydawało po kilkanaście czy kilkadziesiąt milionów na rzeczy niepotrzebne, to może tu tkwi odpowiedź? W braku pilnowania przez całe lata, także przez miejskich radnych - łódzkich priorytetów?

Sebastian Tylman

Te środki cały czas rosną. Ale prowadzone są też programy - na przykład "Trener osiedlowy" - z których dzieci masowo korzystają. Przez kilka miesięcy, o ile pamiętam, tylko z tego programu skorzystało około 30 tysięcy łódzkich dzieci. Dzieci, które mogły się włóczyć po osiedlach, a tymczasem miały zajęcie.

Elżbieta Michałowska

Ad vocem: chcę zwrócić uwagę państwa, że kilka lat temu, pod koniec lat 90. jeszcze istniały w Łodzi znakomite świetlice socjoterapeutyczne dla dzieci i młodzieży, które spełniały niezwykle cenną rolę. Dawały dzieciom z trudnych środowisk szansę odrabiania lekcji, spokoju, zabawy, kontaktu z innymi. One zostały przez miasto zlikwidowane. Teraz się odradzają poprzez różne formy stowarzyszeń, ponieważ łodzianie, budując społeczeństwo obywatelskie, wzięli sprawy w swoje ręce. I co jest cenne - że to są młodzi ludzie, tworzą fundacje, stowarzyszenia i one zakładają te ośrodki na nowo, pomagają dzieciom. Temu ogromnemu problemowi łódzkiej młodzieży trzeba dać w mieście absolutny priorytet. Bo to, jaka ona będzie - określi los Łodzi. Żyje w trudnych czasach, ma inne możliwości, wiele trudności w osiąganiu celów wynikających z owych nowych możliwości... Ale jeśli młodzież nie będzie łódzkim priorytetem, jeśli miasto nie uwzględni wyników prowadzonych przez nas od lat badań, dotyczących przeciwdziałaniu patologii, w dzielnicach zagrożonych...

Paweł Domarecki

Czyli w istocie mapy łódzkich zagrożeń...

Elżbieta Michałowska

Ależ ta mapa jest gotowa! Socjolodzy z Uniwersytetu Łódzkiego ją dawno stworzyli! Mapę obszarów w Łodzi dotkniętych największym bezrobociem, pauperyzacją, biedą...

Paweł Domarecki

Czy miasto z tego korzysta? Czy ktoś się w ogóle do państwa z magistratu albo od radnych zgłosił, by się z nią zapoznać? By podejmować potem bardziej trafne decyzje?

Elżbieta Michałowska

Należałoby zapytać miasto. Mamy mnóstwo publikacji, rozsyłamy je, zapraszamy miasto na konferencję, a mam wrażenie, że te badania były miastu potrzebne tylko po to, by urzędnicy mogli potem powiedzieć, że te badania zostały zrobione. Że je mamy. Zażądano od nas tylko książek i tyle. Czy do radnych te książki, wyniki badań dotarły?

Paweł Domarecki


Widzę, że radny Tylman kręci przecząco głową, czyli - chyba jednak nie dotarły.

Elżbieta Michałowska

Jest mapa zagrożeń, jest lista szkół uporządkowanych wedle wskaźnika bezpieczeństwa. Wymieniliśmy przecież w kolejności szkoły najbardziej niebezpieczne i te bezpieczniejsze. Z tymi niebezpiecznymi robiliśmy badania dodatkowe. W gruncie rzeczy para poszła w gwizdek! Zespół badawczy pod kierownictwem profesor Wielisławy Warzywody-Kruszyńskiej z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego zrobił mapę łódzkiej biedy i niedostatku. I nic z tego nie wynika. Brałam udział w projekcie rewitalizacji społecznej starych dzielnic, wybranych specjalnie w tym celu. Brałam udział w tym projekcie i jestem ciekawa, jakie on będzie mieć rezultaty. Bo tam zaproszono mnóstwo młodych ludzi, prowadzących na tym terenie swoją działalność. Jest fantastyczne stowarzyszenie Białe Gawrony, które na ulicy Wschodniej prowadzi niezwykle ciekawą działalność. Ale Białe Gawrony już zdychają. Nie mają wsparcia, pomocy finansowej ze strony miasta. Nie ma odzewu, zainteresowania. Jest fantastyczna inicjatywa Grupy Pewnych Osób, która prowadzi taką działalność na Lipowej, tam gdzie też jest bardzo źle. Gdzie też dzieciaki są w dramatycznej sytuacji.

Prowadziłam badania, z których wynika, że łódzkie dzieci nie są wpuszczane do domu przez swoich rodziców, bo muszą przynieść pieniądze albo ukraść coś do jedzenia - inaczej nie mogą spać w domu. Mam badania, z których wynika, że rodzice, ojcowie, załatwiają nieletnim córkom klientów i dziewczyny te utrzymują całe rodziny - z prostytucji nieletnich. Te badania są i nikt tego nie bierze pod uwagę! Może dlatego jestem tak emocjonalnie zaangażowana w tę debatę i przyszłam, żeby porozmawiać, bo wydaje mi się, że my mamy bardzo mgliste i niejasne pojęcie o tym, co się wśród dzieci i młodzieży w Łodzi dzieje. I to nie są dzieciaki złe, tylko nieszczęśliwe, sfrustrowane, które nie potrafią sobie z tym poradzić.

Paweł Domarecki

Nawarstwiające się problemy społeczne, zwłaszcza w centralnych dzielnicach Łodzi, wywołały problemy i równie szybko nawarstwiające się pogorszenie stanu rzeczy. I nikt tego na czas nie zauważył?

Elżbieta Michałowska

Oczywiście. I to nie tylko Śródmieście - to także Stare Bałuty, Chojny, ulica Rzgowska... Wystarczyłoby spojrzeć na mapę Łodzi, na listę tych szkół, żeby wiedzieć, gdzie istnieją największe zagrożenia i gdzie adresować najbardziej intensywne działania. Bo jeśli my nie spróbujemy tam przeciwdziałać... Oczywiście, nie znajdziemy w ten sposób panaceum, przecież we wszystkich miastach świata zdarzają się miejsca, gdzie ludzie żyją w gettach. My w Łodzi mamy rozpoczęty proces gettyzacji - ze wszelkimi tego konsekwencjami. Gettyzacji, która jest taką nowoczesną formą marginalizacji społecznej. Gdzie się inaczej socjalizują te dzieciaki, gdzie panuje subkultura przetrwania, gdzie notuje się nasilenie zjawisk patologicznych, bo ci ludzie muszą przecież jakoś żyć. I kryminalizacja jest tam ogromna - lecz nie dlatego, że oni tego chcą. Ale dlatego, że oni inaczej nie potrafią.

Paweł Domarecki

Panie radny. Wyznam szczerze, że w tych debatach biorę udział jako prowadzący nie pierwszy miesiąc, a po raz pierwszy zdarzyło mi się, że się wewnętrznie zagotowałem. Ponieważ pani doktor Michałowska mówi o czymś, co powinno być w pełni i od dawna jasne dla wszystkich radnych i urzędników Łodzi, tymczasem miliona czy pół miliona złotych na to, by przeciwdziałać powstawaniu gett w mieście nie ma, a na bzdury - jest!

Sebasian Tylman

Zgadza się i mam nadzieję, że to absurdalne wydawanie pieniędzy w Łodzi się skończyło. I mam też nadzieję, że przy współpracy pani doktor doprowadzę do wspólnego spotkania z komisją ładu i z komisją edukacji.

Paweł Domarecki

To, co tu powiedziano, jest wstrząsające!

Sebastian Tylman

I wydaje mi się, że to powinno być powiedziane także na tych dwóch komisjach. Bo bardzo mi przykro, ale takie informacje do nas nie docierały, my tych opracowań nie widzieliśmy, chyba że w komisji edukacji, ale ja tam akurat nie zasiadam. Może tam dotarły wyniki tych badań...

Paweł Domarecki

I znowu wracamy do tego, co nam się powtarza czkawką. Brak nowoczesnego zarządzania miastem. Brak łączności między wydziałami magistratu. Nie wie lewica, co robi prawica. Kiedy to się zmieni, panie radny? To wy musicie bić pięścią w stół, to wy musicie to zmienić!

Sebastian Tylman

Wydaje mi się, że to się zmieni dość szybko. Mamy nową władzę, dajmy jej chwilę, dopiero minęły dwa tygodnie. Ja ze swej strony zapewniam, że na pewno doprowadzę do wspólnego posiedzenia komisji ładu i edukacji na ten temat. Gdzie moglibyśmy porozmawiać na temat wyników tych badań. Bo to bardzo interesująca sprawa.

Elżbieta Michałowska

Macie państwo naprawdę gotowy gorący bieżący materiał badawczy. Naszym celem jest przecież, by ktoś z tego korzystał. My nie robimy tych badań po to, by pisać książki, choć i to jest pasjonujące zajęcie, jeździć na konferencje z tymi materiałami, które niekiedy wstrząsają słuchaczami. Ale przede wszystkim po to, żeby umieć z tego korzystać. Prowadzimy te badania od lat 90., od kiedy ten problem w Łodzi zaistniał. Zaczął się nawarstwiać od biednienia, marginalizacji, pojawiania się prawdziwych problemów. I rzeczywiście wydaje mi się, że nie ma w mieście tego, co najważniejsze - żeby przełożyć to, co już wiemy, na praktyczne działanie. Nie trzeba robić żadnych dodatkowych badań - pokazujecie miejsce, a my od razu mówimy - jaka jest tam sytuacja i co trzeba zrobić.

Paweł Domarecki


Czyli, skoro mamy mało środków, wydawajmy je punktowo - tam gdzie są najbardziej potrzebne!

Elżbieta Michałowska


Oczywiście, trzeba je wydawać przede wszystkim na to, co da szybkie efekty. Wydaje mi się, że trzeba wesprzeć organizacje, które prowadzą potwornie ciężką pracę u podstaw. Choćby te dwa stowarzyszenia, o których mówiłam.

Paweł Domarecki

Z tego co pani mówi wynika, że spora część urzędników miejskich miała je dotychczas głęboko w nosie.

Sebastian Rybarczyk

Chciałbym się odciąć od mówienia o tym, że nie ma pieniędzy na bezpieczeństwo w Łodzi. To nieprawda! To miasto ma prawie trzymiliardowy budżet. Zawsze gdy spytamy urzędnika, policjanta, strażnika czy pracownika ośrodka pomocy społecznej, to on powie, że brak pieniędzy. Jeżeli wpompujemy kolejny milion czy miliard w bezpieczeństwo, to i tak sytuacja się nie zmieni. Jeśli mówiąc o służbie zdrowia wiemy, że kolejny jej "budżet" to łapówki, czy jej sytuacja się polepszy?
Zasadą powinno być zupełnie inne funkcjonowanie tego miasta, inny system, i inne wydawanie w nim pieniędzy. Bo jeżeli my kupujemy, chcemy budować skądinąd ważne inwestycje za pół miliarda złotych - jeżeli te pół miliarda złotych włożyliśmy w lotnisko, jeżeli przepłaciliśmy za Atlas Arenę wiele, może i sto milionów złotych, to tych pieniędzy nie ma. Jako fundacja proponujemy tu wiele prostych rozwiązań.

Tam, gdzie wydajemy pieniądze na pomoc społeczną i one trafiają do rodzin zagrożonych kryminalizacją, jestem zwolennikiem radykalnego outsourcingu. Czyli to, co pani doktor powiedziała. Jest tyle stowarzyszeń w mieście zajmujących się pomocą biednym, upośledzonym rodzinom, pomocą rodzinom z problemami kryminalnymi. Należałoby po prostu zorganizować konkursy dla tych, którzy się tym zajmują, mogliby do nich przystąpić pracownicy MOPS-u, którzy założyliby stowarzyszenie. Żeby wyjść z sytuacji, w której - jak obecnie - połowę budżetu MOPS-u stanowią płace i podatki. Bo jeżeli mamy tego typu sytuacje, to nigdy nie znajdziemy tyle pieniędzy w systemie, żeby móc opłacić i realnie pomóc ludziom tego potrzebującym. To pierwszy element.
Drugi element - problem z funkcjonowaniem policji i straży miejskiej w Łodzi jest taki, że jest ona bardzo wyrywkowo obecna na osiedlach. Strażnicy miejscy posiadają bazy, ich jest kilka, one nawiasem mówiąc nie są we wszystkich przypadkach dobrze ulokowane. W związku z tym te bazy można przenieść. Można je przenieść także do szkół. Czyli automatycznie podnosi się poziom bezpieczeństwa w danej szkole przez to, że straż miejska tam po prostu jest.

To jest także wykorzystanie pieniędzy na sport w mieście. Wszyscy chyba zgodzą się, że sport wychowuje młodzież. Jeżeli nie będziemy w stanie naprawić w Łodzi boisk osiedlowych, których jest w mieście ponad siedemdziesiąt, a będziemy budować wyłącznie drogie orliki, to młodzież nigdy nie znajdzie miejsca, gdzie mogłaby się wyszaleć, pokopać piłkę albo choćby ją porzucać. Zrobienie kilku orlików naprawdę nie rozwiązuje problemu. Te pieniądze w systemie także na sport - są.
Kolejna sprawa. Co stoi na przeszkodzie stworzeniu wydziału bezpieczeństwa publicznego, który we współpracy ze strażą miejską, policją, ale także z Inspekcją Handlową i tego typu organizacjami prowadziłby de facto naloty na sklepy i osiedlowe knajpy, które sprzedają nieletnim papierosy i alkohol? My wychodzimy z założenia że to są wykroczenia drobne. Ale to są wykroczenia, które budują w Łodzi mapę bezpieczeństwa miasta. Jeżeli nie opanujemy tego na najniższym poziomie - dewastacji, pijaństwa, to będzie nam jeszcze trudniej opanować poziom napadów i włamań.
W związku z tym jeszcze raz postuluję, by nie używać formuły, że pieniędzy jest za mało. Wydaliśmy dwadzieścia milionów na oczyszczanie miasta. Na co poszły te pieniądze? Bo ja tego nie rozumiem. Jak popatrzymy na nasze ulice, to tych dwudziestu milionów nie widać. Teraz rada przegłosowała w ramach zmienionego budżetu kolejne 16 milionów na oczyszczanie. Zobaczcie państwo - w tym mieście nie wszystko należy do gminy. Są domy prywatne, spółdzielcze... Czy one są sprzątane? Nie są. A czy są prawne środki, by były sprzątane? Naturalnie są, nie trzeba wymyślać nowych, wynikają z prawa, także miejskiego. Czy powinniśmy zatem opresywnie traktować właścicieli, którzy nie sprzątają swoich posesji, nie wywożą śniegu?

Nie! Dlaczego? Dlatego że gmina do tej pory nie wywiązuje się z podstawowych swoich zadań. Jeżeli gmina nie posprząta swojej własnej działki, ciężko wymagać, by robili to inni ludzie, a tym bardziej karać ich, jeśli tego nie robią. Jest wiele narzędzi, które znakomicie poprawią nam poziom bezpieczeństwa w mieście, a wcale nie wymagają wielkich pieniędzy.

Sebastian Tylman

Zgadza się, jest wiele narzędzi, one nie były do tej pory wykorzystywane, mam nadzieję, że to się teraz zmieni. Jak mówi mój przedmówca - można małymi rzeczami zrobić wielkie rzeczy. (...) Chciałbym wrócić do jeszcze jednej sprawy - że nie powinniśmy mówić o pieniądzach. Moim zdaniem właśnie powinniśmy. Bo ich brakuje. Jeśli chodzi o Orliki - nasze miasto ma wiele szczęścia, bo powstało w nim tych boisk chyba najwięcej w Polsce. W tym roku powstanie ich dziesięć. Jeśli zaczniemy wydawać pieniądze bardziej efektywnie i punktowo, będzie można poprawić stan bezpieczeństwa.

Elżbieta Michałowska

Musimy więc budować w świadomości mieszkańców Łodzi przekonanie, że miasto jest pod czyjąś kontrolą, że ma gospodarza. To że jest taka kontrola - świadczy o tym właśnie uprzątnięty chodnik, opróżniony kosz na śmieci, itd.

Mieszkam przy Piotrkowskiej. Skoro dwukrotnie na nieuprzątniętych śmieciach o mało nie zwichnęłam nogi, to znaczy, że ktoś coś zawala, bo przecież jeśli w reprezentacyjnym punkcie Łodzi się tego nie robi, to co mówić o innych rejonach. Ale to właśnie buduje świadomość bezhołowia: hulaj dusza, diabła nie ma. Nie ma kontroli, nie ma rozliczenia tych, którzy zawalają swoje obowiązki. A więc moje priorytety: wykorzystać ów ogromny potencjał drzemiący w inicjatywie oddolnej: w postaci stowarzyszeń, fundacji, które chcą coś na małych fragmentach, często swoich ulic - zrobić. Trzeba ich w tym wspierać. To są młodzi ludzie, wiem to dokładnie, którzy się już zniechęcają. Bo to jest dla nich bicie głową w mur, walka z wiatrakami. Im trzeba pomóc. I to już, nie za rok czy dwa, bo się wypalą. Ucinanie im skrzydeł przy każdej ich aktywności tak się właśnie kończy.

Po drugie: trzeba wykorzystywać to, czym dysponują badacze, uczeni tego miasta. Robią oni dla Łodzi niezwykle dużo i trzeba po prostu nauczyć się z tego korzystać. Kiedyś zapraszano nas na posiedzenia komisji, ale w pewnym momencie straciliśmy poczucie, po co tam w ogóle jesteśmy. Podczas obrad sejmiku wojewódzkiego miałam wrażenie, że uderzam głową w ścianę, ci ludzie po prostu uznali, że wiedzą lepiej i nie chcieli mnie słuchać. Poczuliśmy się w roli kwiatka do kożucha. Tak jakby chciano nam udowadniać, że przecież jest świetnie.

Paweł Domarecki

Ale czas samozadowolenia właśnie się w Łodzi skończył.

Elżbieta Michałowska


My dysponujemy praktycznymi spostrzeżeniami, jak sobie z tym poradzić. I trzecia kwestia - działania na poziomie elementarnym, u podstaw. Pan poddał tu doskonałą myśl - przekształcania MOPS-ów, budowania sieci streetworkerów, bo te grupy zagrożone - dzieci ulicy, prostytutki, uzależnieni - będą zawsze. Natomiast trzeba stwarzać możliwości wychodzenia z tego stanu tym, którzy znaleźli się tam w wyniku splotu często nieszczęśliwych okoliczności. To ten trzeci kierunek działań w Łodzi. I jeśli znajdą się uszy, by tego słuchać, i pieniądze, by je w konkretnym zakresie wydawać, to wydaje mi się, że część tych dzieciaków zostanie uratowana.

Paweł Domarecki


Proszę zauważyć, że my mówimy w tej chwili o przyszłości naszego miasta za dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat. Natomiast mam pytanie dotyczące stanu teraźniejszego do pana komendanta Orszulaka. Kilka słów o prewencji. Wiemy, że mamy trochę więcej pojazdów, pieniędzy. Żałuję ponownie w tym miejscu, że policja łódzka uznała w ostatniej chwili, iż jest tak świetnie i bezpiecznie w Łodzi, że nie musi przychodzić na naszą debatę. Ale wiemy przecież, że wszędzie na świecie, gdzie tego typu działanie profilaktyczne przynosiło realne skutki, wszędzie tam widać było ogromne współdziałanie właśnie policji i straży z organizacjami społecznymi. Oparte na zaufaniu. Tymczasem - proszę wybaczyć, ale muszę o to zapytać - od kilku dni na forach internetowych widzę setki wpisów oburzonych internautów, którzy suchej nitki nie zostawiają na łódzkich miejskich strażnikach, bo kilku z nich brutalnie zatrzymało młodego człowieka, który robił im zdjęcia, gdy oddają się bezczynności. Więc jak tu budować zaufanie i współdziałanie między miejskimi strażnikami a mieszkańcami? Jak tu ufać własnemu szeryfowi?

Jarosław Orszulak

Wiadomo, że w tak dużej grupie osób zawsze znajdzie się jakaś czarna owca, sprawa jest w prokuraturze, z naszej strony złożyliśmy doniesienie o popełnieniu przez funkcjonariuszu nadużycia środków przymusu. Jeśli zaś chodzi o współpracę - ona bardzo dobrze się tu zazębia. Przestaliśmy z policją wchodzić sobie w drogę. Owszem, ma pan redaktor rację - na przykład rozgraniczyliśmy strefy wpływów.

Paweł Domarecki

Ale ja pytam o to, jak państwo zamierzacie współpracować z tymi młodymi ludźmi, którzy często tylko czekają, żeby ktoś do nich wyszedł z pożyteczną i sensowną akcją.

Jarosław Orszulak

Bez przerwy prowadzimy takie akcje. Bezpieczna szkoła, bezpieczna droga, ale proszę nie oczekiwać, że dotrzemy do wszystkich instytucji, bo nie mamy takiej możliwości. Staramy się, ale to nie takie łatwe, by zlikwidować od razu naleciałości z poprzednich lat.

Paweł Domarecki

Jednak bezpieczeństwo w Łodzi to także sprawy grubsze, nie tylko wykroczenia, ale i poważne przestępstwa. Ponownie bardzo ubolewam, że nie ma tu z nami przedstawiciela łódzkiej policji. Choć statystyki na razie są pocieszające, to jednak patrząc na dynamikę przestępczości nieletnich - dosłownie za kilka lat możemy się ocknąć w zupełnie innym mieście, znacznie niebezpieczniejszym od innych miast Polski. Mam pytanie do pana radnego - co prawda nie chcę stawiać pana bez przerwy pod ścianą - ale to pan ma wpływ na władzę wykonawczą i kontrolę jej poczynań. Takie rzeczy robi się z dużym wyprzedzeniem. Przez parę lat tego nie robiono - skoro wy, radni nie wiecie, jak wygląda mapa zagrożeń - przyszłych także - w Łodzi, to jak z tym właściwie jest? Za kilka miesięcy będzie tworzony nowy miejski budżet na kolejny rok. Jak pan osobiście zamierza przekonać swoich kolegów, by wiedząc choćby to, o czym się pan dziś tu dowiedział - więcej pieniędzy przeznaczyli na efektywne przeciwdziałanie niekorzystnym zjawiskom w dziedzinie bezpieczeństwa, a mniej na bzdury i posunięcia kompletnie nieskuteczne.

Sebastian Tylman

Od samego początku, od kiedy tylko zaczęła się nowa kadencja rady, sprawa bezpieczeństwa jest kwestią priorytetową dla wszystkich radnych. I to udowadniamy za każdym razem - co roku te liczby wzrastają. Tak jak mówiłem - trzy lata temu wydatki na policję (straż miejska co roku otrzymuje około 26 mln złotych) sięgnęły 1,6 miliona, a obecnie już 4,5 mln złotych. W tym czasie zakupiono 50 nowych radiowozów, jesteśmy w trakcie zakupu kamienicy pod nową komendę - "Jedynkę" na ul. Kościuszki. Ma powstać system monitoringu - środki w budżecie na ten roku też się znalazły i ceny mają być realne. Przez trzy lata, jeśli wszystko pójdzie jak należy, za mniej więcej siedem milionów złotych powstanie w Łodzi nowoczesny system z około 200 kamerami. Inne polskie miasta co roku wydają na to jakąś kwotę. My musimy je obecnie dogonić. Bo tych pieniędzy nie wydawaliśmy wcześniej. W okolicach ulicy Piotrkowskiej jest tych kamer, zresztą starych, zaledwie około dwudziestu.

Jarosław Orszulak

Dodam tylko tyle, że straż miejska z pieniędzy przekazanych przez miasto założyła swoich jedenaście kamer.

Sebastian Tylman

Doprowadzę do posiedzenia dwóch komisji, by pani doktor mogła przedstawić wyniki badań, dyrektorzy wydziałów mogliby wówczas odnieść się do tego, co się w mieście dzieje, moglibyśmy też wyjść wtedy do stowarzyszeń. I mówić o konkretnych rozwiązaniach - w ramach jakiejś grupy roboczej, by w przyszłorocznym budżecie zapisać konkretne kwoty i zadania.

Sebastian Rybarczyk

Proszę mi przypomnieć, ile kupiliście samochodów? 50, w tym 25 miasto, a resztę komenda wojewódzka? To oznacza, że my, podatnicy, z naszych podatków kupiliśmy policji 25 samochodów po to, by policjanci się z nami nie kontaktowali. Bo jak słusznie zauważyła pani doktor, najbardziej skuteczne w odbiorze społecznym są patrole piesze. Czyli kupiliśmy policjantom samochody, w których oni będą siedzieć i nadal będzie tak jak jest. Ale mam tu pytanie do szefa straży miejskiej. Bo budżet sięga 26 milionów rocznie. A ile musielibyście dostać pieniędzy, by ten stacz, któremu muszę płacić za to, że ktoś nie porysuje mi samochodu - jeśli nie zapłacę - oprócz tego, że oczywiście płacę za bilet parkingowy - mniej więcej 30 metrów od Urzędu Miasta Łodzi... Więc ile musiałaby dostać od miasta straż miejska, by ten stacz tam nie stał?

Jarosław Orszulak


Musiałoby w straży pracować 1500 osób, a pracuje tylko 500.

Paweł Domarecki

Oznaczałoby to trzykrotny wzrost zatrudnienia. Czyli, w praktyce, co pięćsetny łodzianin, wliczając w tę liczbę dzieci, kobiety i starców, pracowałby w naszej straży miejskiej... Żeby reszta łodzian mogła się odtąd poczuć zdecydowanie bardziej bezpiecznie.

Sebastian Tylman

Nie wiem, czy państwo się orientujecie, że w łódzkiej policji wakuje obecnie trzysta etatów. I znów wracamy do pieniędzy - one są za małe. Ludzie za nie nie chcą pracować. Gdyby tych ludzi było więcej, pewnie widać by było w Łodzi więcej patroli na ulicach.

Paweł Domarecki

Wiemy już gdzie i czego brakuje, wykluwa mi się na roboczo taka teza, że pierwsze szkolenia i prace streetworkerów i naukowców powinny pójść w jedno bardzo konkretne miejsce w mieście - na ulicę Piotrkowską 104. I od tego trzeba zacząć, by to, o czym mówimy, co postulujemy, miało jakiekolwiek szanse na realizację w przewidywalnej perspektywie.

Sebastian Tylman

I od tego miejsca trzeba zacząć. Już na początku marca chciałbym doprowadzić do konkretnych spotkać komisji na ten temat. Wspólne posiedzenie komisji - zaprosimy na nie nową panią wiceprezydent.

Paweł Domarecki

A ja cały czas myślę o tym, o czym tu mówił choćby pan Rybarczyk, że tak naprawdę najskuteczniejsze wśród zagrożonych kryminalizacją społeczności lokalnych są działania ludzi właśnie na samym dole, często tam po prostu żyjących na co dzień. Chodzi więc o bardziej efektywne wydawanie pieniędzy miejskich - by sami ludzie mogli działać tam, gdzie najlepiej wiadomo co i jak trzeba zrobić. Bo jeżeli rzeczywiście w niektórych miejscach połowa pieniędzy idzie na etaty, a nie na realną robotę, to to jest chore.

Sebastian Rybarczyk

Ale to dotyczy wszystkich obszarów funkcjonowania Łodzi, nie tylko bezpieczeństwa czy pomocy społecznej, to jest także kwestia kultury, inwestycji, promocji miasta. Każdy obszar wygląda podobnie!

Paweł Domarecki

Pamiętam naszą debatę o kulturze - już prawie rok temu. Tam też wszyscy skarżyli się na brak pieniędzy. A tymczasem okazało się, że wystarczy czasami bardziej efektywnie rozdysponować środki, a nie wydawać je na kwiatki do kożucha czy superdrogie projekty.

Sebastian Rybarczyk

Ja naprawdę rozumiem urzędników na magistrackich posadach - ponieważ nie muszą się specjalnie starać, a mają zapewnioną pracę. I to jest normalne dla wszystkich struktur biurokratycznych - ów brak konkurencji. Czy to dotyczy Łodzi, czy Wrocławia, czy Berlina. Istotne jest przywództwo. Istotna jest wizja zmian. Istotny jest gospodarz, którego to nasze miasto już od wielu wielu lat po prostu nie ma. To jest problem

Elżbieta Michałowska

Mam pewną idee fixe, którą już od wielu lat próbuję propagować. Gdybyśmy na przykład, jeśli chodzi o urzędników miejskich, dzielnicowe poradnie psychologiczne przenieśli po prostu do szkół - a więc ta interwencja była na miejscu - to może dziecko, doświadczające w domu przemocy, molestowania, miałoby się do kogo zgłosić? Jeśli w szkole uczącej kilkaset osób jest jeden pedagog-psycholog, który załatwia wszystko - od obiadów poczynając - i nie ma tym samym czasu na interwencje bieżące, to dziecko naprawdę nie ma się do kogo zwrócić w razie potrzeby. W szkołach zachodnich, zwłaszcza w trudnych dzielnicach - klasy są mniejsze, bo łatwiej opanować uczniów, w szkole pracuje po kilku psychologów. I na przykład na terenie szkoły działają posterunki straży miejskiej albo nawet policjant. I w ten sposób z jednej strony jest owo wsparcie, a z drugiej - bat. Bo są i tacy młodzi ludzie, którzy muszą mieć poczucie, że ten bat nad nimi cały czas jest. Bo nic innego nie zadziała. A u nas są poradnie - po kilkanaście etatów. Tymczasem te etaty można by dać gdzie indziej, gdzie psycholodzy są najbardziej potrzebni. (...) Ale już nad tym problemem nie ma co się rozwodzić, trzeba go po prostu zacząć wreszcie rozwiązywać.

Tomasz Skupieński (głos z sali)

Mam pytania do pana radnego. Mówi Pan, że budżet na bezpieczeństwo w Łodzi zwiększył się dwuipółkrotnie, a przestępczość nieletnich rośnie? W jaki jednak sposób poziom naszego bezpieczeństwa podniesie nowa komenda policji przy alei Kościuszki?

Sebastian Tylman

Większość środków idzie na niezbędne inwestycje, bo nasze służby są niedofinansowane. Brakuje im nawet papieru do drukarek. Auta, które mają po 15 lat, trzeba wymieniać, trzeba zapewnić policjantom ludzkie warunki pracy... To trzeba robić. Za chwilę nadzór budownictwa zamknie kamienicę przy Kościuszki i policjanci nie będą mieli gdzie pracować. Po prostu. Część tego budynku już jest wyłączona z użytkowania. Prawdopodobnie nową siedzibę kupimy za środki z trzech lat - bo też nie mamy pieniędzy. Był projekt budowy nowego komisariatu za 30 milionów, ale ministerstwo nie ma pieniędzy. Jako miasto i tak bardzo mało wydajemy na bezpieczeństwo, musimy policji pomagać.

Tomasz Skupieński


Mówimy o tym, co się tu stanie. Co zaś komisja kierowana przez pana, przez trzy lata zrobiła konkretnie dla naszego bezpieczeństwa? Proszę o pięć takich punktów.

Sebastian Tylman

Najważniejsze jest to, że co roku systematycznie rosną wydatki na patrole. W tym roku nowa rzecz - patrole drogowe. Zaczęliśmy projekt budowy monitoringu miejskiego...

Tomasz Skupieński

Jeszcze trzy rzeczy...

Sebastian Tylman

Bardzo trudne pytanie, co roku najważniejsze, z czym się borykamy, to brak pieniędzy. Zbieramy się średnio raz w miesiącu... Ja osobiście walczę o to, by tych pieniędzy było coraz więcej. Nie potrafię odpowiedzieć bardziej wyczerpująco...

Mateusz Szczeciński (głos z sali)

Ta debata zaskakująco trafnie ujawniła wszelkie patologie zarządzania miastem i w mieście. Po pierwsze - patologie zarządzania. Nie powinniśmy myśleć o łódzkim bezpieczeństwie w kategoriach o ile więcej wydaliśmy na patrole, skoro nie zastanawiamy się - a o ile więcej te patrole złapały przestępców? W jaki sposób wzrosło poczucie bezpieczeństwa, o jaki procent spadła przestępczość w danych grupach. Czyli - nie rozliczamy służb z efektów ich działań, a przecież dajemy im nasze pieniądze.

Druga rzecz - ujawniło się to, że nie ma tu myślenia strategicznego. Czyli - diagnozujemy problem - np. ten, że szybko wzrasta przestępczość wśród łódzkiej młodzieży, przyczyny są znane, budujemy program, jak te przyczyny i skutki niwelować, następnie tworzymy strategię, konkretne projekty i działania. I niekoniecznie miasto musi to realizować, mamy przecież wiele społecznych podmiotów. No i na koniec - w zależności od posiadanych środków - wybieramy najbardziej efektywne programy, patrzymy jak się one sprawdzają, bo może niektóre trzeba uciąć, a nie prowadzić koniecznie przez pięć lat... Zatem - nie ma w Łodzi myślenia strategicznego o bezpieczeństwie, projektowania pod tym kątem działań i rozliczania ich wykonawców z efektów, a nie tylko zamierzeń.

Kolejna sprawa. W bezpieczeństwie kumuluje się wiele problemów. Choćby problem zagospodarowania czasu wolnego młodzieży. Żeby dawać jej alternatywę dla stania na ulicy, ale i traktować to jako inwestycję w przyszłość Łodzi. Ja akurat jestem zwolennikiem wolnorynkowych rozwiązań, ale uważam, że czas wolny młodzieży to jest coś, w co warto inwestować. Racjonalizując wydatki w innych dziedzinach - powinniśmy na to postawić. I na to też są przecież skuteczne narzędzia. Na przykład bon czasu wolnego. Kiedy każdy uczeń dostaje teoretyczną kwotę - np. kilkadziesiąt złotych okresowo, które może wydać jedynie w jakimś klubie sportowym, stowarzyszeniu itd. I w ten sposób pieniądze miejskie trafią tam, gdzie najlepiej zapracują.
Kolejna sprawa. Rewitalizacja. Wszystkie problemy, o których tu dziś mówiliśmy, kumulują się w określonych miejscach, na przykład w śródmieściu. Jeżeli chcemy, żeby to środmieście odżyło, stało się naszą wizytówką i dumą, przyciągało innych inwestorów, żeby tam pojawiały się nowe inwestycje mieszkaniowe i biurowe - to nie może tylko w jakimś miejscu za trzema płotami powstać nowa kamienica. Musi się zmienić cała przestrzeń. Dochodzimy więc do problemu rewitalizacji tych budynków i pracy ze społecznością lokalną. Żeby - zamiast stać po bramach - dała się nakłonić do jakiejś pracy i aktywności.

Wracając do zarządzania problemowego i projektowego - chodzi o to, by władza publiczna w Łodzi realizowała pewne zadania i podejmowała wyzwania, przed którymi stoimy, a nie działała tylko w czasie kryzysów czy pod kątem PR-u. Niech będą widoczne konkretne efekty jej pracy.

Sebastian Rybarczyk

Chciałbym odpowiedzieć Tomkowi Skupieńskiemu na jego pytanie: jeszcze jedna rzecz została zrobiona przez pana radnego Tylmana - on na to spotkanie przyszedł. Popatrzmy tylko. Największa gazeta w mieście organizuje spotkanie na temat bezpieczeństwa łodzian i w Łodzi - i jedyną osobą spośród urzędników czy radnych, która się na nie fatyguje - jest pan radny Tylman. Po raz pierwszy na tego typu forum nie przyszli urzędnicy z magistratu. Nikogo więcej spośród rządzących i zarządzających Łodzią to nie interesuje. Pociecha - że pan Tylman jest z koalicji rządzącej - to jest dobry znak na przyszłość.

Paweł Domarecki

Darujmy tym razem magistrackim urzędnikom. Oni sam mają ostatnio wyjątkowo słabe poczucie bezpieczeństwa. Nie dziwi zatem, że jak przymurowani siedzą w tej swojej twierdzy...

Jarosław Orszulak

A na zakończenie mam taki wniosek: niech i tu każdy po prostu czyni to, co powinien, a będzie dobrze. Obecnie i tak robimy bardzo duży krok do przodu. Straż miejska na przykład prowadziła przez ostatnie dwa lata świetlice dla bezdomnych... Co do szkół - odwiedzamy dwie dziennie, w ramach profilaktyki. Ale straż miejska nie rozwiąże problemów młodocianych w Łodzi. Jest nas w Łodzi czterokrotnie mniej niż policji.

Sebastian Rybarczyk

Tym bardziej że pilnowaliście w tym czasie fontanny albo plakatów...

Paweł Domarecki

I to chyba najlepsza konkluzja naszej debaty o bezpieczeństwie w Łodzi, którą odbyliśmy w gościnnych wnętrzach Instytutu Europejskiego. Może po prostu przez szereg lat nie wszyscy, od których poziom owego bezpieczeństwa zależy, robili tu, w mieście, tylko i wyłącznie to co powinni. Może pilnowali nie tego, czego należałoby w pierwszym rzędzie pilnować. Może działo się tak przez brak gospodarza. A obecnie nasze poczucie bezpieczeństwa w Łodzi zależy zatem i od powrotu do miasta prawdziwego gospodarza, i od tego, jak będą wydawane nasze pieniądze.

Dziękuję Państwu za uwagę.
 
 «  wstecz
Komentarze
*Autor:
*Komentarz:
* pola wymagane
Fundacja Orientacja abcnet Federacja Młodzieży WalczącejFREE Stowarzyszenie KoLiber  Instytut Soieskiego Instytut Tertio MillennioPolsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego
Asia-Europe Society ATLAS CADI CATO INSTITUTE The Heritage Foundation Manhattan Institute Policy Research
design by KAMIKAZE