Projekt Łodź
Zobacz też
Ireneusz Jabłoński
Ireneusz Jabłoński
Tekst: Leszek Jażdżewski Zdjęcia: Agata Grabowicz
Ryszard Walter
Leszek Kormoran
Bez ambitnej wizji stracimy swą szansę
05 października 2009 Tomasz Skupieński
Poniżej prezentujemy Państwu pełną wersję artykułu Tomasza Skupieńskiego, który ukazał się w trzecim numerze „Forum Łódź", specjalnego dodatku do Dziennika Łódzkiego.
 

Łódź, drugie pod względem powierzchni miasto w Polsce, położona jest w miejscu planowanego skrzyżowania dwóch najważniejszych autostrad A1 i A2. Posiada dobrze rozwiniętą sieć kolejową, lotnisko a przede wszystkim wykwalifikowaną kadrę pracowniczą. Czynniki te stały się magnesem dla zagranicznych inwestorów o profilu produkcyjnym.

Do najbardziej rozpoznawalnych należą Dell, zatrudniający około 1800 osób, Hutchinson (1500 osób), Gilette (1200 os.) czy Indesit (1000 os.), który z resztą mimo kryzysu radzi sobie doskonale - w niedawnym rankingu 500 największych firm „Rzeczpospolitej" awansował ze 148 pozycji na 129.

Wszystkie te zakłady znajdują się na terenach objętych statusem specjalnej strefy ekonomicznej, a co za tym idzie ich właściciele mają prawo do bardzo dużych ulg w podatku dochodowym od osób prawnych. Efektywność tego rozwiązania oraz fachowość pozyskiwania i obsługi inwestora pracowników Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A. potwierdzają statystyki. W Łodzi i jej najbliższych okolicach a więc w Zgierzu, Ksawerowie, Konstantynowie czy Aleksandrowie, w obrębie Strefy pracę znalazło już ponad 8 tysięcy osób, w całym regionie już około 20 tysięcy, a jest niemal pewne, że w najbliższym czasie liczba ta będzie stale rosła. Wydaje się, że w tym aspekcie Łódź bezbłędnie wykorzystuje swój potencjał, a więc robotnicze tradycje, dużą podaż siły roboczej a także instrumenty prawne. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom inwestorów, pod patronatem ŁSSE S.A., rozpoczęła się niedawno akcja zachęcania rodziców młodzieży gimnazjalnej do wysyłania swoich pociech do liceów zawodowych i technicznych. Miejmy nadzieje, że ten rodzaj szkolnictwa, systematycznie unicestwiany bezmyślnymi decyzjami kolejnych ministrów edukacji, rozwinie się i będzie dawał młodym ludziom ogromne szanse wyuczenia się zawodu, a jest, o co się starać. Wykwalifikowani w dziedzinie robotyki czy mechatroniki pracownicy poszukiwani są niemal bez przerwy, a oferowane im zarobki niejednego przyprawiłyby o zawrót głowy.

Inwestycje to jednak sfera życia publicznego, w której ciężko mówić o sytuacji takiej, aby nie mogło być lepiej. Większość zakładów ulokowanych w Łodzi są to firmy produkcyjne, dające zatrudnienie przede wszystkim niebieskim kołnierzykom. Tymczasem w Łodzi, na ponad 20 uczelniach wyższych kształci się około 120 tysięcy studentów. W „Rankingu Szkół Wyższych 2009" przygotowanym przez „Perspektywy" i „Rzeczpospolitą" najlepiej wypadła Politechnika Łódzka, która uplasowała się na 11 pozycji, 15 miejsce przypadło Uniwersytetowi Łódzkiemu. Nieco niżej w tabeli znalazły się: Uniwersytet Medyczny w Łodzi (30. miejsce), Społeczna Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi (73. miejsce), Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi - dawniej WSHE (85. miejsce), ranking zamyka Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych w Łodzi (90. miejsce). Łódzcy studenci świetnie znają języki obce - 38 tysięcy uczy się angielskiego, 6 tys. niemieckiego, po około 1 tysiącu francuskiego, włoskiego i rosyjskiego. Wśród żaków można odnaleźć także takich, którzy zdobywają umiejętność posługiwania się językami krajów bliskiego i dalekiego wschodu - japońskiego, chińskiego czy arabskiego.

Łódź, zatem, posiada ogromny potencjał akademicki, który można przekuć w pozyskiwanie inwestorów z branży badawczo-rozwojowej oraz BPO (Business Process Outsourcing). Konieczność przyjęcia takiej strategii jest bezdyskusyjna. Nie chodzi mi tylko o sympatię do studentów, których żal jest żegnać, gdy podejmują najważniejsze decyzje dotyczące swojej przyszłości wsiadając w pociąg na dworcu Fabrycznym albo w samolot na Lublinku. Miasto, podobnie jak cała gospodarka najlepiej rozwija się, gdy opiera się na usługach. Aby był na nie popyt, obywatele muszą zarabiać wystarczająco dużo by mieli ochotę i możliwości pieniądze wydawać. Nie oszukujmy się, że opierając się na pracownikach fabryk, otrzymujących pensje znacznie poniżej średniej krajowej uda nam się rozbudzić sektor usług, a więc małych i średnich przedsiębiorstw. Należy pamiętać, że to właśnie one w głównej mierze, poprzez podatki, utrzymują budżet państwa, z którego kolejne ekipy rządzące tak chętnie rozdają na prawo i lewo pieniądze, w zależności od potrzeb, nie od zasług poszczególnych grup społecznych. Motorem napędzającym działalność usługową stać się mogą jedynie „białe kołnierzyki". Postawienie właśnie na rozwój sektorów BPO oraz B+R nie tylko podreperuje sytuację finansową miasta. Wyraźny wzrost odnotujemy także w poziomie bezpieczeństwa czy kultury gdyż wykształceni pracownicy nowoczesnych przedsiębiorstw będą chcieli realizować potrzeby intelektualne a także wyprą element, na co dzień uprzykrzający życie mieszkańcom libacjami alkoholowymi i drobnymi przestępstwami na obrzeża miasta.

Co zatem stoi na przeszkodzie pozyskiwaniu inwestorów z branży BPO czy B+R skoro oprócz świetnej lokalizacji, doskonale wyszkolonej na łódzkich uczelniach kadry pracowniczej, działalność w tych sektorach kwalifikuje się do prowadzenia na terenach objętych statusem specjalnej strefy ekonomicznej, a co za tym idzie uzyskania bardzo wysokich ulg w podatku dochodowym od osób prawnych?

Problem zaczyna się już na początku procesu pozyskiwania takiego inwestora. Zapraszamy przedstawicieli firmy do Łodzi i zabieramy ich na obiad do Manufaktury, która faktycznie robi świetne wrażenie. Ale co dalej? Możemy zaproponować spacer po Piotrkowskiej, którą powszechnie uważa się za wizytówkę Łodzi. Musimy niestety ostrzec przedstawicieli inwestora aby nie zaglądali czasem do bram gdyż tam jeśli nie powali ich odór pozostałości po niedawnej imprezie to na pewno zrobią to tubylcy, zwani potocznie „rycerzami ortalionu". Ze spaceru takiego najlepiej od razu zrezygnować. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak przewieźć naszych gości w inne miejsce Łodzi, mniejsza już o to jakie, bo jakoś nie przychodzi mi do głowy żadne inne, reprezentacyjne poza Manufakturą. Zastanówmy się ile taka podróż potrwa, w koszmarnie zakorkowanym centrum. My Łodzianie już do tego przywykliśmy, ale zagraniczni goście mogą nie podzielać naszego entuzjazmu z faktu iż przecznicę na Kilińskiego pokonaliśmy szybciej niż w 10 minut. Cóż to wszystko ma za znaczenie dla planowanych inwestycji? W przypadku BPO i B+R ogromne. Aby firmy z tych sektorów mogły rozpocząć efektywną działalność konieczne jest sprowadzenie na miejsce doświadczonej kadry menedżerskiej, która przynajmniej przez kilka pierwszych lat pokieruje funkcjonowaniem przedsięwzięcia. Osoby te najczęściej przyzwyczajone są do bogatej oferty kulturalnej, szybkiej i sprawnej komunikacji miejskiej oraz bezpieczeństwa dla siebie i rodziny, która przecież ze względu na długi okres wdrażania inwestycji będzie musiała towarzyszyć menedżerom.

Czas niestety płynie nieubłaganie i ucieka nam, podobnie jak konkurencja w postaci Wrocławia, Poznania, czy Krakowa, a łódzcy urzędnicy zamiast działać, tradycyjnie koncentrują się na nic nieznaczących sprawach lub kosztownych demonstracjach siły miejskiego budżetu. Inicjatywy poważne, godne natychmiastowego wdrożenia, takie jak „Strategia dla Piotrkowskiej" przyjmowane są po zaciekłych bojach o podłożu stricte politycznym, tymczasem marnowanie gigantycznych publicznych pieniędzy, liczonych już w dziesiątkach milionów złotych, na zakupy takie jak Aquapark „Fala" czy poligon na Brusie bez przemyślenia jego przeznaczenia, przechodzą przez magistrat niemal bez głosu sprzeciwu.

Sztandarowym przykładem takiego działania jest uchwalona ostatnio przez Radę Miejska strategia dla lotniska, której głównym punktem jest wpompowanie w port im. W. Reymonta sumy 500 milionów złotych na budowę dodatkowego pasa do kołowania oraz nowego terminala. Nasi włodarze uznali, że skoro na Lublinku samolot jest rzadkością, to ratunkiem w tej sytuacji jest nowy terminal, który nagle zwiększy zainteresowaniem Łodzią linii lotniczych i pasażerów. Logikę takiego rozumowania pozostawię bez komentarza. Jeśli już musimy pozbyć się rzeczonego pół miliarda złotych z miejskiego budżetu dużo lepszym pomysłem byłoby wydanie tej kwoty na lobbowanie za pomysłem, aby alternatywne dla Okęcia, lotnisko powstało zamiast na wschód od Warszawy to na zachód od niej, w okolicach Mszczonowa, położonego niemal w pół drogi między Łodzią, a stolicą. W razie takiego zlokalizowania nowego lotniska Łódź znajdowałaby się w odległości godziny jazdy samochodem od największego polskiego portu lotniczego z prawdziwego zdarzenia, bo nie oszukujmy się, że nazywanie tym mianem Lublinka wzbudza, co najwyżej, uśmiechy politowania. Do historii przeszła już konferencja prasowa podczas której prezentowany był raport Lufthanza Consulting, dotyczący sytuacji i strategii dla łódzkiego lotniska. Przedstawiciel firmy konsultingowej roztaczał przed dziennikarzami wizje rozwoju portu im. Reymonta, kiedy w pewnym momencie przerwano mu pytaniem „Przepraszam, a jak szanowny Pan dostał się do Łodzi". Odpowiedź była najlepszą pointą na sytuację Lublinka: „Przyleciałem na Okęcie a potem...".

Dla pozyskiwania inwestorów z branży BPO i B+R kluczowa jest także promocja miasta. O Krakowie, Gdańsku czy Poznaniu na zachodzie na pewno słyszano, ze względu na atrakcje turystyczne lub międzynarodowe targi. Łódź niestety jest mniej znana, co oznacza, że powinniśmy pracować intensywniej i efektywniej niż nasza konkurencja. Ostatnie badania, których przedmiotem była jakość działań promocyjnych oraz szybkość informacji o mieście przekazywanych przez urzędników, wykazały, że Łódź charakteryzuje się najgorszym stosunkiem nakładów do rezultatów w dziedzinie promocji.

Prawdą jest, że Łodzi na skutek zaniedbań wszystkich ekip rządzących miastem, obecnych i poprzednich, jest wyjątkowo trudno nadrobić dystans do Krakowa, czy Poznania. Starania pracowników Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A. czy Centrum Obsługi Inwestora przy Urzędzie Marszałkowskim nie wystarczą. Bez ambitnej, ale i realnej wizji rozwoju miasta przegramy być może jedną z największych szans, jakie Łódź otrzymała w ciągu ostatnich stu lat. Miejmy nadzieję, że koncern Fujitsu, który na początku czerwca otrzymał zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, w ramach, której zatrudniać będzie około 450 osób, jest jaskółką, która zwiastuje wiosnę w dziedzinie pozyskiwania dla Łodzi inwestycji z sektora BPO oraz działalności badawczo-rozwojowej.

 
 
 
 «  wstecz
Komentarze
*Autor:
*Komentarz:
* pola wymagane
Fundacja Orientacja abcnet Federacja Młodzieży WalczącejFREE Stowarzyszenie KoLiber  Instytut Soieskiego Instytut Tertio MillennioPolsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego
Asia-Europe Society ATLAS CADI CATO INSTITUTE The Heritage Foundation Manhattan Institute Policy Research
design by KAMIKAZE