Czy łódzki system pomocy społecznej jest skuteczny? Czy w Łodzi rozwiązuje się problemy, czy tylko z nimi walczy? Czy czyni się, to efektywnie, osiągając jak najwyższe rezultaty, przy jak najniższych kosztach? Czy w Łodzi zachowana jest zasada pomocniczości? Czy samorząd w odpowiedni sposób angażuje w proces pomocy potrzebującym samych mieszkańców i organizacje pozarządowe? Na te pytania próbowali odpowiedzieć pracownicy socjalni, przedstawiciele instytucji kształcących pracowników pomocy społecznej oraz organizacji pozarządowych na spotkaniu „Łódź według projektu" poświęconym miejskiej polityce społecznej.
Dyskusja skoncentrowała się wokół problemów pracowników socjalnych i organizacji Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
- „Zła organizacja pracy, rozdawnictwo pieniędzy i brak realizacji zasady pomocniczości" - takie zarzuty wobec miejskiej polityki społecznej postawił Karol Orczykowski, przewodniczący Związku Pracowników Socjalnych.
Jednym z przyczyn takiego stanu rzeczy jest obecna ustawa o pomocy społecznej. Ogranicza ona samodzielność pracownika socjalnego i jego rolę w podejmowaniu decyzji o pomocy konkretnym osobom. Pomoc finansowa przyznawana jest na podstawie sztywnych przepisów, które w niektórych przypadkach uniemożliwiają pomoc osobom potrzebującym, a niekiedy nakazuje pomoc, osobom, które nie powinny jej otrzymać. Obecnie pracownik socjalny, obciążony zadaniami, jedynie dystrybuuje zasiłki, a nie pracuje z klientami, żeby pomóc im usamodzielnić się. Ustawa nie umożliwia również zlecania usług wykonywanych przez pracowników socjalnych podmiotom zewnętrznym.
Łódzki MOPS nastawiony jest jedynie na rozdysponowanie przyznanych pieniędzy, a nie wyciągnie potrzebujących z problemów. Typowe jest rozdawanie funduszy pod koniec roku, jeśli nie były one wykorzystane wcześniej. Jeśli pracownik socjalny, dzięki pracy z klientami, zmniejszy liczbę osób potrzebujących wsparcia finansowego, zaoszczędzone pieniądze przeznaczane są na inne rejony. Brakuje mechanizmów, które motywowałyby pracowników socjalnych do pracy z klientem. Odmowa przyznania zasiłku kosztuje pracownika więcej pracy niż jego przyznanie.
Kolejnym problemem jest brak chętnych do pracy w łódzkim MOPS-ie. Jednym z przyczyn są niskie zarobki pracowników socjalnych, które wynoszą średnio 1500zł netto na pracownika socjalnego. Od dwóch lat pracownicy socjalni protestują i domagają się podwyżek. Urząd miasta podniósł zarobki, ale nie w wystarczający sposób. Przyczyną wakatów są również ograniczenia ustawowe, które dopuszczają do zawodu pracownika socjalnego jedynie osoby z odpowiednim wykształceniem. Na spotkaniu podkreślono, że najlepiej do zawodu przygotowuje praktyka, kształcenie oparte na stażach w różnych instytucjach pomocy społecznej, a nie jedynie kształcenie teoretyczne.
Pracownicy socjalni narzekają również na organizację pracy MOPS-u. Nie jest on jeszcze w dostateczny sposób wyposażony w komputery. Kierownicy zbyt rygorystycznie interpretują przepisy, co powoduje utrudnienia biurokratyczne, np. w niektórych filiach przy każdej pomocy pracownicy muszą wykonywać dodatkowe wywiady środowiskowe. W MOPS są przerosty administracyjne, mnożone są niepotrzebne stanowiska. Taka jest opinia przedstawicieli Związku.
Na spotkaniu rozważano ponadto, czy powinno się podzielić MOPS na kilka odrębnych, dzielnicowych organizacji. Obecnie funkcjonuje jedna centralna instytucja, która rozdziela pieniądze na poszczególne filie.
Rozmowa dotyczyła również organizacji usług opiekuńczych świadczonych osobom starszym i chorym, które są zlecane przez miasto organizacjom pozarządowym.
- Opiekunka w Łodzi dostaje jedynie 3 złote na godzinę - narzekał przedstawiciel Okręgu Łódzkiego Polskiego Czerwonego Krzyża.
Niskie stawki skutkują brakiem chętnych osób do pracy w charakterze opiekuna, a także niską jakością usług. Opieki w domach wobec osób potrzebujących nie mogą raczej świadczyć nieodpłatnie wolontariusze, gdyż nie można wymagać od nich spełniania określonych obowiązków.
Dyskusja nad problemami pomocy społecznej będzie kontynuowana.