Jak opisać Łódź jednym zdaniem? - zastanawiali się nad tym goście zaproszeni do ms2 przez wydawców kwartalnika "Arterie": działacze pozarządowych organizacji i publicyści całego wachlarza opcji politycznych razem z kilkudziesięcioma przysłuchującymi się ich dyskusji osobami.
Po co Łodzi hasło? Po to, żeby nakreślić kierunek, w którym miasto powinno się rozwijać, cel, do którego powinno dążyć. - Potrzebujemy takiego hasła, które będzie marketingowo opisywało Łódź i wzbudzi pozytywne skojarzenia - mówi Błażej Lenkowski, wydawca "Liberte!".
- Dzisiaj Łódź to pożądanie bez spełnienia. To miasto nie jest w stanie utrzymać swoich mieszkańców. Oni się tu nie spełniają. Jeżeli w ciągu następnego roku nie dokonamy dużego postępu, to staniemy się miastem emerytów. Jesteśmy w sytuacji walki o to, żeby Łódź zmieniła wygląd, o poprawę jej percepcji na zewnątrz i wśród mieszkańców, którzy niekoniecznie się z tym miastem utożsamiają - uważa Sebastian Rybarczyk, redaktor "Komentarza", dyrektor w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Zaznacza też, że z Łodzi za pracą wyemigrowało najwięcej osób z dużych polskich miast.
- Łódź to ohydny, śmierdzący slums w Śródmieściu. To miasto jest przerażające, z okropnymi podwórkami, bez chodników, rozpadającymi się fasadami. Na ulicach widzi się dwa typy osób - matki z dziećmi i alkoholików w takim stadium, że już nie są w stanie wyjechać stąd do pracy - mówi Tomasz Piątek, pisarz i publicysta "Krytyki Politycznej", który od trzech lat mieszka w Łodzi. - Mój znajomy Włoch spotkał tutaj kilku Norwegów. Zapytał: "Co wy tu robicie?". A oni na to: "When we came to Poland, we decided to go to the asshole of the country". [Kiedy przyjechaliśmy do Polski, postanowiliśmy odwiedzić dziurę w jej dupie - tłum. red.]. Takie hasło funkcjonuje wśród cudzoziemców - dodaje.
- Z badań Forum Komunikacji Marketingowej wynika, że Łódź jest kobietą. Teraz słyszymy, że w dodatku niespełnioną, brzydką i pożądliwą. To jak tu ją kochać? - pyta Krzysztof Candrowicz, szef Łódź Art Center, które przygotowuje właśnie strategię promocji miasta jako Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. I dodaje już w bardziej optymistycznym tonie: - Z naszych badań wynika, że 60 proc. Polaków kojarzy Łódź z kulturą i sztuką. Dobrą reputację już mamy. Teraz trzeba poprawić wygląd miasta pracą od podstaw - uważa szef ŁAC.
Wszyscy zgodzili się, że Łódź należy posprzątać, wyremontować jej kamienice, dziurawe jezdnie i koślawe chodniki. Bo nawet, jeśli uda się stworzyć i wypromować pozytywny wizerunek miasta, to będzie on aktualny do czasu, aż ktoś tu przyjedzie, wysiądzie z pociągu na Dworcu Fabrycznym i rozejrzy się wokół. - To są rzeczy, które naprawdę trzeba wykonać: zmyć obrzydliwe napisy z murów, umyć wreszcie Piotrkowską, sprywatyzować mienie komunalne - jesteśmy największym kamienicznikiem w kraju - podkreśla Rybarczyk.
Candrowicz: - Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czym to miasto jest? Jesteśmy w próżni, nie potrafimy wypracować nowych wartości, a miasto od 20 lat jest zaniedbywane. Kiedyś Łódź była ziemią obiecaną, teraz jest ziemią niczyją. Mamy już wizerunek, reputację, ale nie mamy produktu. Symbole Łodzi zmieniają się co dwa lata. W plebiscycie "Gazety" wygrał Widzew, a ostatnio łodzianie wskazali Manufakturę.
- Wiemy, jak jest. Jest źle. I tego się nie sprzeda. Reputacja miasta kultury jest na wyrost. Tego rodzaju zabawy są trwonieniem energii. Lepiej się zastanowić nad wyznaczeniem celu: co chcemy zrobić? Kultura? Dobrze, ale alternatywna. Zróbmy tu wielki squat dla artystów z całej Europy. Jeśli nie możemy nic zrobić z tym syfem, użyjmy go jako nawozu dla brudnej, ale fajnej kultury alternatywnej - proponuje Piątek.