Czy pieniądze z magistratu pomogą łódzkiemu lotnisku? Przecież dopiero pożegnaliśmy się z lotami do Nottingham, Liverpoolu i Sztokholmu. Irlandzki przewoźnik Ryanair zrezygnował z tych połączeń. Na włosku wisiały także loty do irlandzkiego Shannon. Aby je ratować, Wojciech Łaszkiewicz, wiceprezes łódzkiego lotniska im. Reymonta, wybrał się nawet do Dublina. Podczas spotkania z przedstawicielami Ryanaira udało się uprosić przewoźnika, żeby zostawił połączenia z Łodzi do Shannon. Loty odbywają się jak dotychczas w poniedziałki i czwartki. Zmieniły się tylko ich godziny - zamiast rano, samoloty latają późnym popołudniem i wieczorem.
Czy dofinansowanie nakłoni pasażerów do latania z Łodzi? Raczej nie. Połączenie z Wiedniem, który miał być przystankiem w drodze z Łodzi na cały świat, wręcz niknie w oczach. Kiedy pod koniec stycznia napisaliśmy, że lot do Wiednia został odwołany z powodu braku pasażerów, władze lotniska oburzyły się, że wyciągamy niewłaściwe wnioski, bo według nich problem dotyczył tylko jednego samolotu. Dziś już wiemy, że nie był to pojedynczy przypadek. Zła passa dla połączenia Łódź - Wiedeń dopiero się zaczęła.
Ewa Domińczak z działu statystyk łódzkiego lotniska przedstawiła nam liczby, które mówią same za siebie. W przeciągu trzech miesięcy do Wiednia odwołanych zostało aż 16 samolotów. Powód: brak pasażerów. - Taka była decyzja przewoźnika. Skoro nie było pasażerów, trzeba było odwołać loty - dodała Domińczak.
Kiepsko wyglądają także połączenia z Kopenhagą. Od stycznia do marca zostało odwołanych aż 9 lotów.
Dlaczego pasażerowie nie chcą latać z Łodzi? Może po prostu nie wiedzą, że istnieje taka możliwość. Dlatego warto byłoby przyłożyć większą wagę do promocji łódzkiego lotniska. Reklamy oczywiście są, ale... Za promocję połączeń Łodzi z Londynem na portalu internetowym Ryanaira trzeba było zapłacić kilkaset tysięcy złotych. Niestety, w ciągu miesiąca liczba wejść na stronę wyniosła zaledwie... 80.
Czy w tej sytuacji warto wydać ponad 500 mln zł na rozwój lotniska? Zdaniem radnego Mateusza Walaska z PO - warto. Podkreśla on, że jeśli chcemy przyciągnąć przewoźników i pasażerów, niezbędne są inwestycje. Radny wyjaśnia, że lotnisko wypuści - gwarantowane przez miasto - obligacje na kwotę 400 mln zł. - Rozbudowa portu lotniczego zostanie podzielona na dwa etapy - tłumaczy Mateusz Walasek. - W pierwszym etapie, wartym 230 mln zł, zostanie wybudowany terminal pasażerski nr 3. To podstawowa inwestycja, która zostanie dofinansowana z Unii Europejskiej. Jest ona niezbędna, bo terminal nr 2 to blaszak, który jest marną wizytówką Łodzi. W tym samym etapie naprawy doczeka się pas startowy, na którym pojawiły się koleiny. Powstanie też stacja paliw dla samolotów, która mogłaby na siebie zarabiać.
- Jeśli inwestycje wypalą, będzie można myśleć o drugim etapie rozbudowy, czyli o drodze do kołowania samolotów, która biegłaby obok pasa startowego i zwiększyłaby przepustowość lotniska - dodaje Mateusz Walasek.
Przeciwko inwestowaniu w lotnisko jest fundacja Projekt Łódź. Jej przedstawiciele rozdawali podczas sesji oświadczenia, podpisane przez szefa fundacji Ireneusza Jabłońskiego. Działacze sugerują, że samorząd ma ważniejsze wydatki na głowie niż na rozbudowę portu lotniczego. Choćby rewitalizację całych kwartałów miasta oraz rozbudowę i modernizację dróg. Argumentem przeciw ma być też mały ruch na lotnisku. W 2008 roku obsłużyło ono jedynie około 350 tys. pasażerów. Stąd apel działaczy fundacji, aby rozważyć przekazanie lotniska prywatnemu operatorowi, na przykład międzynarodowej korporacji.
A. Jasińska, W. Pierzchała