Projekt Łodź
Miasto wcale nie potrzebuje szerokich ulic
07 grudnia 2009 Gazeta Wyborcza

Ulice to nie tylko jezdnie, to również chodniki. Miasta, które ignorują pieszych, umierają. Do tych, które budują nowe i dbają o istniejące przestrzenie publiczne, wraca życie. Udowadnia to goszczący w Łodzi John Norquist, były burmistrz Milwaukee.

Łódź i Milwaukee to miasta o przemysłowej historii, które równocześnie przeżywały wzloty i upadki gospodarcze. Tym, co je różni, są przedmieścia. Brookfield [ang. brook - strumyk, field - pole - red.] to wolno stojące budynki otoczone parkingami i dodatkowo oddzielone od siebie szerokimi jezdniami.

- Tam ulice są tylko dla aut, dla pieszych już nie, bo nie wybudowano chodników. Nazwa przedmieść Milwaukee wzięła się od tego, co tam było. Dzisiaj nie ma ani strumyka, ani pól. Wszystkie wady takiego sposobu budowania miasta są teraz, w czasie kryzysu na rynku nieruchomości, bardziej widoczne - opowiada Norquist.

Brookfield się wyludnia. Żyje i zarabia za to śródmieście z wąskimi ulicami, po jednym pasie ruchu w każdą stronę, i chodnikami. Spaceruje nimi mnóstwo osób, które m.in. zostawiają pieniądze w sklepach mieszczących się w parterach każdej kamienicy stojącej jedna przy drugiej.

- Wiele amerykańskich miast przebudowano w myśl idei Le Corbusiera, szerokie jezdnie i wolno stojące wieżowce - mówi były burmistrz Milwaukee. - Detroit liczyło 2 mln mieszkańców. Potem wyburzono setki budynków pod szersze ulice. Korków nie ubyło, a z pooranego jezdniami miasta ludzie uciekli. Populacja spadła do 870 tys. - Poszerzanie ulic nie jest rozwiązaniem problemu korków w mieście. Jest nim gęsta siatka ulic, dająca alternatywy wyboru drogi, oraz sprawny transport zbiorowy.

Przykładów jest więcej. W roku 1973 zburzono autostradę-wiadukt, która okalała od zachodu Manhattan. W jej miejscu wybudowano tradycyjną ulicę. Mieszkańcy okolicznych domów nareszcie zobaczyli rzekę Hudson, która była zasłonięta wiaduktem, sąsiedztwo stało się atrakcyjniejsze, a ceny nieruchomości wzrosły.

Podobnie było w San Francisco. - W 1989 roku nadbrzeżna autostrada została tam zniszczona w wyniku trzęsienia ziemi. Zamiast ją odbudować, władze miasta wróciły do tego, co było w jej miejscu wcześniej. Zbudowały ulicę, torowisko dla tramwajów i chodniki. Połączyły miasto z wodą - opowiada były burmistrz.

Sam też może się pochwalić sukcesem. W Milwaukee autostrada przecinała śródmieście, a wzdłuż niej nie było budynków, tylko niekończące się parkingi. Norquist doprowadził do jej zburzenia; powstały nowe ulice i domy, a populacja centrum wzrosła o 6 tys. osób.

Podobny sposób myślenia okazał się trampoliną do prezydenckiego fotela w Korei Południowej dla Lee Myung-Baka. W roku 2002 został wybrany na burmistrza Seulu. Usprawnił transport zbiorowy i wprowadził system szybkich autobusów. Zlikwidował też wiadukt nad Cheonggyecheon, która przepływa przez miasto. Wzdłuż rzeki powstała piękna przestrzeń publiczna, a sukces przedsięwzięć doprowadził Myung-Baka do najważniejszej roli w państwie.

- Aleje, bulwary, ulice - tego potrzebujemy, a nie autostrad, którymi można przemknąć przez miasto z prędkością 90 kilometrów na godzinę. Uczymy inżynierów, że ulice to nic strasznego, to normalna rzecz w mieście - mówi były burmistrz Milwaukee.

Aleksandra Hac
 «  wstecz
Komentarze
*Autor:
*Komentarz:
* pola wymagane
Fundacja Orientacja abcnet Federacja Młodzieży WalczącejFREE Stowarzyszenie KoLiber  Instytut Soieskiego Instytut Tertio MillennioPolsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego
Asia-Europe Society ATLAS CADI CATO INSTITUTE The Heritage Foundation Manhattan Institute Policy Research
design by KAMIKAZE