Projekt Łodź
Twardy orzech do zgryzienia
22 marca 2010 Marek Cieślak
 
Przez media przetoczyła się ostatnio fala dyskusji, często dość sarkastycznych, o sytuacji Łodzi, jej władzy, mieszkańcach. Sformułowano setki diagnoz i analiz. Powstało kilka dowcipów. Można odnieść wrażenie, że receptę na lepsze jutro miasta znają wszyscy: od studenta, poprzez profesora, na handlarzu ulicznym kończąc. Dlaczego więc jest, jak jest?
 
Oszczędzę statystyk, zainteresowanych odsyłam do internetu. Choć nie lubię takich porównań, bo to różne kategorie, Łódź na tle innych miast Polski wypada źle. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę nasze aspiracje.

A może są one zbyt wygórowane? Czy nie ma w nich aby resztek mitu potęgi przemysłowej, która została rozbita w pył, albo tak pięknie opisanego przez Melchiora Wańkowicza polskiego chciejstwa?

Widziałem wielkie metropolie i małe ośrodki przemysłowe Europy, Azji i Ameryki, w tym Stanów Zjednoczonych. Nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem niejednego z tych miejsc, a przecież każde jest inne. Mają swoje specyficzne, ciepłe dla przybysza klimaty. Nie tylko dlatego, że temperatura powietrza jest tam często wyższa od naszej, bo przecież Ryga czy miasta Finlandii to nie Miami, Los Angeles czy nawet Łódź. Ale wspominając te pobyty, mam jedno nieodparte wrażenie: wszędzie tam panuje nieudawany lokalny szacunek dla tradycji i powszechne jej kultywowanie.

I to nie tylko kuchnia, ale przede wszystkim duma z osiągnięć przodków, sposób komunikowania się między sobą, to dbałość o spuściznę materialną i kulturalną.

A co w Łodzi? Pomysł Jarmarku Łódzkiego, mimo nakładów i starań organizatorów, pozbawiony jest smaku, czyli wyobraźni przekraczającej normy urzędniczej poprawności.

Łódź, jak choćby Poznań, Wrocław, Gdańsk, Kraków i inne większe miasta Polski, powinna zadbać o swoich mieszkańców, dając im szansę na kulturalne spędzanie wolnego czasu. To jej obowiązek, a nie jałmużna. Chyba że uznamy zadymione i zatłoczone puby za synonim kulturalnej Łodzi (co było jej dumą na początku lat 90.). Wątpliwa to jednak i reklama, i satysfakcja.

I jeszcze jedno. Wszędzie gdzie miasta rosną i rozwijają się, a choćby tylko prosperują w swoim trwaniu, obojętne czy w Pradze czeskiej, czy Delaware w USA, oczkiem w głowie ich władz jest historyczne centrum - starówka. To w nim właśnie, mniej lub bardziej rozbudowanym, rozpoczyna się "czytanie" miasta przez gości, nowych mieszkańców, nawet inwestorów. Tymczasem Łódź zafundowała sobie w latach 70. swoją własną "starówkę" w domu handlowym "Central". I to właśnie ten skansen socjalizmu pozostaje nadal symbolem trzeciego już, a nie drugiego, co do wielkości, miasta Polski. Ciekawe zresztą, dlaczego w jednym i drugim przypadku jądro miasta stanowi u nas miejsce, w którym ustawiają się sklepowe kolejki. Kiedyś wiły się w Centralu po barchany, dzisiaj pojawiają się w Manufakturze po koszule za 300 zł, przecenione na 199 złotych. Czy moglibyśmy dziś mieć inne miejskie centrum? Parki Śledzia i Helenów, rodzące kiedyś dalekie, ale jednak skojarzenia z nowojorskim Central Parkiem, są ruiną. I to mimo wieloletniego sukcesu "Skrzypka na dachu" w naszym Teatrze Muzycznym, stojącym prawie vis-a-vis Helenowa. Widać Tradycja dla niektórych zaczyna się wciąż w 1945 roku, choć Łódź posiada status miasta od roku 1423.

Łódź to socjologiczny fenomen. Wiemy to wszyscy. Bieda wymieszana z fortunami. Szkoda tylko, że ulubieńcy Fortuny, z nielicznymi wyjątkami (m. in. Atlas, PGF, Amcor) szybko dają dyla do prowincjonalnej stolicy europejskiej lub do raju podatkowego. Także dlatego bieda łodzian staje się powoli w Polsce przysłowiowa. To boli. Jej skutki rzutują na obraz łodzianina jako taniego pracownika. Enklawy biedy to nie jest łódzki wynalazek. Bieda jest obecna i gdzie indziej w Europie i w Polsce. Różnimy się jednak od pozostałych aglomeracji w kraju tym, że władze innych miast starają się to ubóstwo jakoś kontrolować i wypychać przynajmniej poza szeroko rozumiane centrum. Tymczasem łódzki Harlem i Bronx są wszędzie: na ulicy Piotrkowskiej, Wschodniej, Legionów, Zgierskiej, tuż obok Manufaktury i Galerii Łódzkiej. Stąd właśnie bierze się brak poczucia bezpieczeństwa u mieszkańców, zanik w mieście życia towarzyskiego, gdy tylko zapadnie ciemność, stały lęk o los dzieci po zmroku i nie tylko. Nawiasem mówiąc, gdybym, jako gość z zewnątrz, przyjechał do Łodzi, to już sam widok żuli i dresiarzy na każdej ulicy zmusiłby mnie do ucieczki.

Bieda, do której podchodzi się nadal jak do zjawiska jednorodnego, to problem zabójczy dla każdej miejskiej władzy. A jak bardzo ubóstwo wryło się w naszą łódzką świadomość zbiorową świadczy prosty przykład: przez ileż to już lat nie udało się wyrzucić z potocznego języka terminu "bałuciarz". Przez ile już lat ubodzy łódzcy konsumenci znajdują w samym centrum równie biedną podaż, swoje sklepy na rozstawianych kartonach i pudłach.

Bieda rodzi nie tylko przestępczość, ale także kształtuje odstającą od nowoczesnych wzorców mentalność i postawę tych, którzy żyją dziś w Łodzi z ochłapów. Rozdzielanych przez tych, którzy dysponują środkami. Taka polityka niszczy również łódzką kulturę i sport. Rozdawnictwo grantów w myśl zasady: "damy na kieliszek, wódkę niech sobie sam kupi" prowadzi do degrengolady. I to widać w mieście aspirującym do miana Europejskiej Stolicy Kultury. A przecież Łódź to miasto indywidualności artystycznych, naukowych, sportowych. Problemem jednak jest budowanie spójnych formacji, zdolność do tworzenia wokół tych ludzi szerszych grup. To wymaga u rządzących szczególnego wyczucia i świadomości kulturowej. Bo kultura wyższa niż koncert Dody czy Ich Troje przynosi zyski w czasie o wiele dłuższym niż ich występy. Spektakle Kazimierza Dejmka powstawały miesiącami i były kosztowne. Reżyserowana przez niego "Operetka" Gombrowicza przeszła jednak do historii polskiego i światowego teatru. A dotowany przez miasto koncert Dody pozostanie w pamięci może przez tyle dni, ile centymetrów miała jej spódniczka.

Łódź jaka jest każdy widzi. Starzeje się, wyludnia. Mamy uczelnie i studentów. Moim zdaniem, na kilku kierunkach nauczania gotowych już do rywalizowania ze światem. Ale nie mamy dla nich perspektyw. Zatem uciekają i nie ma się czemu dziwić. My tymczasem nieustająco budujemy tandetne pomniki i stawiamy citylighty, pasujące raczej wiejskim zapyziałym opłotkom.

Tak jakby nasi urzędnicy wciąż zapominali, że Łódź to nie Nowy Jork czy Londyn, ale też przecież - nie wiocha! Łódź to nowe europejskie miasto, z tradycjami i architekturą starej Europy. Budowane przez cztery nacje. W którym dziś - przez brak planów zagospodarowania przestrzennego - coraz częściej sąsiadują ze sobą pojedyncze szklane domy, zabytki Peerelu i secesja. Brakuje nam wyobraźni, odwagi?

O wszystkim decydują ludzie. Ich wiedza, smak i przywiązanie do miasta. Lodzermansch... Może warto wrócić do tego przestarzałego pojęcia? Zacząć od nowa. Bo stare nie zawsze jest złe. Nie jest wstydem korzystać z osiągnięć innych, nie tracąc przy tym nic z unikalnej łódzkiej tożsamości. Konwent gier wideo, Explorer’s Festival, łódzki Octoberfest to nie jest mrzonka. To... decyzja administracyjna.

W Łodzi nie brakuje "bożych szaleńców", którzy potrafią dla niej poświęcić swój czas i często pieniądze. Mają zacięcie wojownika, dlaczego walczą samotnie? Odpowiedź uważny Czytelnik tego eseju już znalazł - kilkadziesiąt zdań powyżej. To lęk administracji samorządowej przed utratą kontroli (i wynikających stąd przywilejów) nad działaniami "niekontrolowanych" grup. Tych oszalałych i niebezpiecznych (w rozumieniu owej administracji) społeczników i organizacji pozarządowych... A przecież bycie prowincją, i bycie łodzianinem, naprawdę nie musi być epitetem.

* Marek Cieślak, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej

Artykuł ukazał się w dodatku "Forum Łódź" do "Polski Dziennika Łódzkiego".
 «  wstecz
Komentarze
*Autor:
*Komentarz:
* pola wymagane
Fundacja Orientacja abcnet Federacja Młodzieży WalczącejFREE Stowarzyszenie KoLiber  Instytut Soieskiego Instytut Tertio MillennioPolsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego
Asia-Europe Society ATLAS CADI CATO INSTITUTE The Heritage Foundation Manhattan Institute Policy Research
design by KAMIKAZE